|

-------------------------------------------------------------------------------------
• tapety na pulpit •
dla Webmastera •
banery • rozrywka •
gry • SMS •
• Wyślij E-Kartkę •
Wyślij kwiaty •
blogi •
konkurs •
FORUM •
konta •

Gazeta Wyborcza / wiara.pl, 6.07.2007.
Wyrok za najście na kościół św. Marcina
Po 24 latach od najścia na kościół św. Marcina i porwania pracowników
Prymasowskiego Komitetu Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności Edward Misztal i
Janusz Smuga mają iść do więzienia - podała Gazeta Wyborcza.
Misztal - b. naczelnik wydziału zabezpieczenia Komendy Stołecznej MO - na dwa i
pół roku. Kierowca milicyjnego stara w tym wydziale Janusz Smuga na dwa lata.
Wczoraj warszawski sąd odwoławczy nie miał wątpliwości co do winy obu
oskarżonych. - A kara, choć surowa, jest sprawiedliwa - mówiła sędzia Beata
Wehner. Sąd nie podzielił argumentów b. milicjantów, którzy wnosili o
uniewinnienie lub powtórzenie ciągnącego się przez 14 lat procesu.
Wyrok jest prawomocny, więc wkrótce do skazanych powinny nadejść z sądu wezwania
do odbycia kary.
Obrońcy zapowiadają kasację do Sądu Najwyższego wraz z wnioskiem o wstrzymanie
wykonania kary.
Wieczorem 3 maja 1983 r. w czasie niepodległościowej manifestacji na
warszawskiej Starówce grupa funkcjonariuszy MO i SB wtargnęła do kościoła św.
Marcina i przylegającego klasztoru ss. Franciszkanek, gdzie mieścił się Komitet
Prymasowski. Dużym kamieniem wyważyli drzwi do komitetu, ułamkami mebli bili
ludzi. Zdemolowano aptekę z darami.
Cztery osoby przeciągnięto przez płot, zaciągnięto do milicyjnego stara. Nocą
wywieziono je do Kampinosu. Grożono śmiercią, że wykopane są już doły.
Sad ustalił, że to Misztal wydał Smudze polecenie wywiezienia zatrzymanych w
odludne miejsce i wypuszczenia. Porwani to Wojciech Sawicki, Włodzimierz
Żarnecki, Jacek Sieradzki i Łukasz Kądziela oraz dwoje przypadkowych świadków.
To ich wersji sąd dał wiarę. Za kłamstwa uznał tłumaczenia milicjantów, że
wtargnęli do kościoła przypadkiem, w "pościgu za dwójką młodych ludzi
rozrzucających ulotki".
W PRL wewnętrzna komisja MSW uznała te zdarzenia za "wykroczenie dyscyplinarne".
Akt oskarżenia powstał dopiero w 1993 r.
- To była zorganizowana akcja przeciwko opozycjonistom, naruszenie podstawowego
prawa człowieka do wolności - ocenił na zakończenie procesu I instancji sędzia
Mariusz Iwaszko.
Wczoraj sąd odwoławczy podkreślił, że do interwencji nie było podstaw, a
uprowadzenie członków Komitetu dokonano "ze szczególnym udręczeniem". I że
słuszne też było zakwalifikowanie tej sprawy jako zbrodni komunistycznej, co
zapobiegło jej przedawnieniu.
- Mam nadzieję, że oskarżeni odbędą karę - powiedział po procesie Włodzimierz
Żarnecki, oskarżyciel posiłkowy, w 1983 r. najciężej pobity, bo broniąc się,
rzucił gaśnicą w milicjantów, i jedyny, który towarzyszył tej sprawie przez
wszystkie lata.
I dodał, że nie wszyscy ponieśli odpowiedzialność, bo dla takiej akcji musiało
być z "góry" przyzwolenie, a nad Misztalem i Smugą roztaczano "parasol
ochronny".

• więcej aktualności
Więcej aktualności...
• archiwum
aktualności
• skrzynka
intencji
• zamów
Mszę Świętą
• ofiara on-line
|