|

-------------------------------------------------------------------------------------
• tapety na pulpit •
dla Webmastera •
banery • rozrywka •
gry • SMS •
• Wyślij E-Kartkę •
Wyślij kwiaty •
blogi •
konkurs •
FORUM •
konta •

Radio Watykańskie, 20.02.2008.
Kościół na gruzach ateizmu - rozmowa z bp. Marianem Buczkiem
Po 70 latach ateizmu połowa mieszkańców wschodniej
Ukrainy to niewierzący. Ludzie czują jednak głód Boga. Wykorzystują to sekty,
ale odradza się i Kościół rzymskokatolicki. Gdy jest duszpasterz, wierni
zjawiają się wręcz nie wiadomo skąd. Powstają nowe ośrodki duszpasterskie, a
inicjatywy charytatywne służą całemu społeczeństwu – mówi niedawno mianowany
biskup koadiutor diecezji charkowsko-zaporoskiej Marian Buczek.
- Od 4 listopada ponad minęło 100 dni odkąd Ksiądz Biskup przybył do diecezji
diecezji charkowsko-zaporoskiej i objął posługę. Sytuacja jest tu zupełnie inna,
niż na zachodzie Ukrainy. Z pewnością całą diecezję Ksiądz Biskup już zdążył
lepiej poznać...?
Bp M. Buczek: Oczywiście, sytuacja, w jakiej się znalazłem, jest inna niż
było we Lwowie. Tam pracowałem 17 lat, w tym 5 lat jako biskup pomocniczy. Na
wielkich terenach wschodniej Ukrainy mieszka najwięcej ludności, bo 20 milionów.
Większość jest oficjalnie prawosławna, ale nieoficjalnie ponad połowę stanowią
niewierzący, niepraktykujący. Katolików łacińskich jest 50-60 tys. Moja diecezja
rozciąga się na 7 województw, przeważnie przemysłowych. Mamy tu górnictwo i
wielki przemysł energetyczny. W każdym województwie jest już po kilku księży,
nieraz po kilka lub kilkanaście kościołów. Dominuje tu prawosławie moskiewskie.
Innych prawosławnych Kościołów praktycznie nie ma, co najwyżej jednostki. W
niektórych województwach współpraca ekumeniczna układa się całkiem dobrze. Nasi
kapłani wręcz „podciągają” w pracy duszpasterskiej księży prawosławnych, którzy
widząc działalność księdza łacińskiego próbują go jakoś naśladować. Nie zawsze
im to wychodzi. W niektórych województwach jest całkiem dobrze, a w niektórych,
jak zwykle, ekumenizm jeszcze nie dojrzał, żeby móc go realizować w praktyce.
- Sytuacja, w której ponad połowa ludzi to niewierzący cechuje właściwie
diecezję misyjną...!
Bp M. Buczek: Oczywiście! Często mówię, że pracuję w diecezji misyjnej.
Wtedy pada pytanie: „Jak to możliwe, przecież to jest Europa?!”. Zgadza się.
Jednak kiedy podaję liczby i odległości, kiedy opisuję mentalność ludzi, to
wtedy słyszę: „Faktycznie, ta diecezja jest chyba inna niż diecezje w centralnej
i zachodniej Ukrainie. Podobnie obszarem „misyjnym” jest diecezja
odesko-symferopolska. Leży ona na południowym wschodzie kraju, obejmując też
Krym. Nie ma tam jeszcze zbyt wielu parafii, ale pamiętajmy, że te diecezje
istnieją samodzielnie dopiero pięć i pół roku. I tam już się dużo zmieniło.
Porównuję to z tym, co opowiadają księża, którzy pracują prawie od początku,
albo siostry zakonne - od czego zaczynali. Ja już widzę na przykład po
kilkadziesiąt osób, czy zbudowany nowy kościół. Nieraz jest nawet ksiądz, są
siostry zakonne; to jest wielki postęp i ta „misyjność” diecezji powoli jakby
ustępuje miejsca rozwojowi religijnemu.
- Czy widać w ludziach głód Boga, albo zainteresowanie religią?
Bp M. Buczek: Oczywiście, i to widać nie tylko wśród naszych katolików.
Mamy w Kościele różne grupy świeckich, tworzymy nawet ruchy kościelne, choćby
malutkie grupy, za które księża odpowiadają. Weźmy na przykład Charków. Ja
mieszkam przy samej katedrze i obserwuję to dzień w dzień. Odprawiam zawsze Mszę
w katedrze. Przychodzą na liturgię z rana czy wieczorem ludzie absolutnie
niewierzący. Potem pytają kapłana czy biskupa: „Co to jest? Co to za Kościół?
Jaka wiara?”. W samym Charkowie mamy stale kilkanaście osób, które się
przygotowują do Chrztu, do sakramentu małżeństwa. Gdy jedna grupa odchodzi,
przychodzi następna. Na przykład w przeddzień wigilii Bożego Narodzenia
ochrzciłem dorosłego człowieka, a w samą wigilię na Pasterce udzielałem
pierwszej Komunii św. pięciorgu starszym osobom. I po raz pierwszy jako ksiądz –
a mam już 29 lat kapłaństwa – zauważyłem wielką radość w oczach tych ludzi,
którzy przyjmowali Pana Jezusa po przygotowaniu przez siostry. Następne grupy
zgłaszają się do proboszcza i stoją „w kolejce” do przygotowania.
Tak samo przygotowują się pary narzeczonych do sakramentu małżeństwa. Początkowo
bywa tak, że pytają: „Po co? Moi koledzy czy koleżanki prawosławni zawarli ślub
od razu, a my jeszcze nie? My chcemy już!”. Proboszcz wtedy mówi: „Jeszcze nie!
Najpierw przygotowanie”. I większość tych ludzi po przygotowaniu, nim przystąpią
do sakramentu małżeństwa, dziękuje księżom, że teraz poznali, czym jest
małżeństwo katolickie, odpowiedzialność, zagrożenia, że teraz wiedzą, ku czemu
idą i że przyjmują to świadomie.
- Wspomniał Ksiądz Biskup: „mieszkam przy katedrze”. Jak wygląda sprawa
struktur diecezjalnych?
Bp M. Buczek: Diecezja jest podzielona na siedem dekanatów: w każdym
województwie po jednym. Z księżmi jest tam różnie: jest ich od kilku do
kilkunastu. Gdy chodzi o mieszkanie biskupa, to praktycznie go nie ma; trzeba je
wybudować. Ale dzięki Bogu jest plac przy samej katedrze. Tam były siostry
franciszkanki służebnice Krzyża, te, które pracują m. in. w Laskach, a w
Charkowie też pracują wśród niewidomych. Zbudowały sobie wcześniej taki malutki
domek, a teraz przeniosły się do mieszkania w bloku. I to było opatrznościowe,
bo kiedy przyszedłem do Charkowa, miałem się gdzie zatrzymać. Wprawdzie są to
takie maluteńkie klitki, które trudno nawet nazwać celami zakonnymi, ale mam
swoje niezależne lokum. Mieszkanie przy katedrze jest bardzo ważne. Księżom
łatwo tu trafić, a wszyscy wiedzą, że biskup już jest na stałe. Pytano mnie
kiedyś, czy naprawdę zamieszkam w Charkowie, czy może przeniosę się do Zaporoża,
gdzie przeprowadził się dotychczasowy ordynariusz, bp Padewski, bo tam są lepsze
warunki mieszkaniowe? Odpowiedziałem, że skoro jestem biskupem koadiutorem
charkowsko-zaporoskim, to moim obowiązkiem jest, bez względu na warunki,
pracować i mieszkać tutaj. Potem, jeśli Pan Bóg pozwoli i pomoże, zbudujemy
rezydencję, która będzie nie tylko siedzibą biskupa, ale i parafii. Bo parafia
katedralna nie ma nic. Sale parafialne mieszczą się w metalowych barakach
budowlanych. Tam odbywa się katecheza, przygotowanie do sakramentów, różne
spotkania, tam też mieści się kuchnia dla ubogich itd. Gdy przyjeżdżają
dziennikarze zza granicy, to robią zdjęcia i dziwią się, jak siostry czy księża
mogą pracować w takich warunkach. Odpowiadam: nie przejmujcie się tym, biskup da
sobie radę.
- Jeśli chodzi o pomoc charytatywną: kuchnię dla ubogich prowadzą u Was
siostry orionistki wydając posiłki trzy razy w tygodniu...
Bp M. Buczek: Tak. Starają się też o fundusze za granicą, gdyż na miejscu
trudno jeszcze zdobyć sponsorów. Przychodzą tam ludzie bezdomni, którzy nocują w
kanałach ciepłowniczych. Równocześnie te same siostry udzielają im pomocy
medycznej. Na co dzień widzę, jak wyglądają te rany i oparzenia. Wiem, że praca
tych sióstr jest heroiczna. Z kolei siostry franciszkanki służebnice Krzyża
pracują w internacie i szkole dla dzieci niewidomych. Prowadzą duszpasterstwo,
ale i zajęcia praktyczne, gdyż fachowe przygotowanie odbyły w Polsce. Są również
wietnamskie siostry pracujące z Wietnamczykami w Charkowie. Oficjalnie na
wielkich bazarach miejskich handluje 5 tys. Wietnamczyków, z których około stu
to rzymscy katolicy. Raz w miesiącu jest dla nich Msza św. w katedrze, siostry
ich katechizują, pomagają im. Staram się, ażeby kilka razy w roku przyjechał z
Polski ksiądz wietnamski, aby nieco pogłębił ich wiarę. Natomiast tę
comiesięczną Mszę po wietnamsku odprawia proboszcz katedry. Z trudem mu to
przychodzi, ale pomaga mu siostra Wietnamka. Gdy pytałem młodzież wietnamską,
która zna język rosyjski, czy rozumieją tę liturgię, odpowiadają, że tak i że
całkiem dobrze mu to wychodzi. Z kolei siostry honoratki prowadzą przy katedrze
katechezę dla dorosłych i dzieci. Na obrzeżach Charkowa mamy siostry
karmelitanki, modlące się za diecezję i za cały ten Wschód, który był pozbawiony
religii.
Dodajmy, że na terenie obecnej diecezji charkowsko-zaporoskiej przez ponad 70
lat nie było ani jednego czynnego kościoła czy kaplicy, w ogóle nic. Zachowało
się zaledwie kilka kościołów, gdyż wiele wysadzono w powietrze i zrównano z
ziemią. Niektóre z tych ocalałych kościołów władze zaczynają oddawać, bo wierni
są wszędzie. Brakuje nam tylko kapłanów, choć – dzięki Bogu – są kapłani
diecezjalni i zakonni z Polski, jeden ze Słowacji. Misjonarze św. Wincentego a
Paulo pracują z Afrykańczykami, którzy studiują, lub po studiach zostali w
Charkowie. Odprawiają im Mszę św. po francusku lub angielsku. Księża misjonarze
wraz z siostrami orionistkami zajmują się także dziećmi ulicy. Zbierają je w
dwóch dzielnicach wieczorem (Charków ma 5 wielkich dzielnic), przewożą na
nocleg, myją, karmią, opiekują się nimi i myślą o stworzeniu jakiegoś domu, w
którym mogłyby one dojść do normalnego stanu. Siostry chciałyby się podjąć
resocjalizacji tego młodego pokolenia, które wychowuje się na ulicy.
- W takich sytuacjach praca duszpasterska okazuje się bardzo pożyteczna dla
społeczeństwa. Jak postrzegają Kościół miejscowe władze?
Bp M. Buczek: Bardzo pozytywnie, gdyż widzą, ile się robi i to nie tylko
w Charkowie. Warto wspomnieć Zaporoże (tam jest konkatedra), gdzie bracia
albertyni prowadzą kuchnię dla ubogich. Tam władze wojewódzkie i miejskie już
zaczynają refinansować te wydatki, widząc dobro pracy, którą objęci są ci biedni
ludzie. Władz to przecież nic nie kosztuje, gdy chodzi o pomieszczenia czy
zatrudnienie pracowników, bo zakonnicy robią to bardzo dobrze i jest to
doceniane. Podobnie w Charkowie: na ile to jest możliwe, siostry zakonne
wpływają na podopiecznych tak, że niektórzy zaczynają myśleć o Panu Bogu. To
jest posługa dla wszystkich potrzebujących; nie ma podziału na katolików, czy
niekatolików, wierzących, czy niewierzących. Tam jest prawdziwa miłość
bliźniego.
- W pustkę spowodowaną 70-letnim okresem, kiedy kultu religijnego nie można
było sprawować oficjalnie, często uderzają sekty.
Bp M. Buczek: Tak, ostatnie oficjalne badania religijności pokazały, że w
2007 r. na Ukrainie wspólnoty protestanckie przewyższyły liczbę parafii
prawosławnych. Sekty docierają do różnych środowisk: do młodzieży poprzez
muzykę, wśród starszych szerzą działalność charytatywną czy pseudo-charytatywną
i tym ludzi pociągają. Czemu tak się dzieje? Ludzie po tych 70 latach
pozbawienia jakichkolwiek przejawów religijności, są skłonni przyjąć Pana Boga i
wiarę od tego, kto pierwszy przyszedł, kto pierwszy dał Pismo Święte, coś
powiedział. Choć są i przypadki, że po iluś latach uczestniczenia w różnych
zebraniach sekt protestanckich, ludzie mówią: „To nie dla nas”. Przechodzą
czasem do Cerkwi prawosławnej, ale duża część skłania się i ku Kościołowi
katolickiemu. Sekty tworzą małe grupy. My też mamy małe grupy, bo jest nas
niewielu, ale ci wierni duchowo się podtrzymują nawzajem, spotykają się w
kościele, czy we własnych domach. Tam nieraz przychodzą też księża czy siostry
zakonne i to się rozwija. Natomiast prawosławie niby ma wielu wiernych, ale ci
wierni się nie gromadzą i się nawzajem nie znają. Bolączką jest to, że brakuje
im prawdziwej katechezy, pogłębienia wiary.
- By się gromadzić nie wystarczą mieszkania, potrzeba konkretnych miejsc
kultu. Jak to wygląda na terenie diecezji charkowsko-zaporoskiej?
Bp M. Buczek: Jeżeli nie ma możliwości kupienia placu pod budowę
świątyni, kupujemy budynek i w nim urządzamy kaplicę. Tak jest na Rohaniu,
wielkiej, rozwijającej się dzielnicy Charkowa. Przy kaplicy mieszka również
ksiądz i z miesiąca na miesiąc przybywa ludzi. Budujemy też większe kaplice czy
kościoły z prawdziwego zdarzenia. W samym Charkowie tak powstały ośrodki
karmelitów i misjonarzy. Teraz budują kościół marianie, a karmelitanki
wybudowały klasztor pod Charkowem. Podobnie grekokatolicy budują w Charkowie
cerkiew. Blisko karmelitanek są greckokatoliccy ojcowie bazylianie. Nie widać
natomiast budujących się cerkwi prawosławnych. Na taką liczbę ludności, która
powinna być prawosławna, tych cerkwi winno też być bardzo wiele.
- Czasami się okazuje, że kościoły istnieją, ale są pozamykane lub mieszczą
się w nich jakieś inne instytucje. Jak wygląda sprawa kościoła w
Dniepropietrowsku, który sprzedano z przeznaczeniem do rozbiórki?
Bp M. Buczek: Ta sytuacja jest w dalszym ciągu w punkcie wyjścia. Kościół
został sprzedany firmie amerykańskiej z Kalifornii. Ta firma uważając się za
właściciela budynku, zaczęła go burzyć, aby tam urządzić kasyno na Euro 2012.
Okazało się, że na ścianach tego kościoła odkryto freski i malowidła z końca XIX
w. Władze konserwatorskie Ukrainy zabroniły wszelkich robót, uważając świątynię
za zabytek, a takich zabytków jest na wschodniej Ukrainie bardzo mało.
Postąpiono słusznie, chcąc to zachować. Władze wyszły z propozycją, że dadzą tej
firmie inny plac pod budowę, a nam oddadzą kościół. Choć minęło już kilka
miesięcy, sytuacja nie posunęła się jednak do przodu. Liczę, że uda się to
rozwiązać, bo najwyraźniej władze dostrzegły, że jest tam duża grupa wiernych,
kilkaset a nie kilkanaście osób, a przecież w XXI wieku nikt świątyń na Ukrainie
nie będzie burzył.
- Ludzie oczekują konkretnej posługi duszpasterskiej. Czy ma z nimi kto
pracować? Jak wygląda sytuacja seminarium duchownego?
Bp M. Buczek: Gdy chodzi o powołania do seminarium diecezjalnego, to
sądząc po liczbie wiernych, powinniśmy mieć wystarczająco kleryków. Mamy ich 11,
w tym roku będzie święconych trzech, a może nawet czterech prezbiterów. Pan Bóg
powoli nam błogosławi. Jednak gdybyśmy mieli więcej kapłanów, dla wszystkich
znalazłoby się miejsce, ponieważ są już oddane kościoły, gdzie duszpasterz
dojeżdża raz w tygodniu i to z dalekich odległości: nieraz po 150, czy 170 km.
Gdyby tam ksiądz osiadł na stałe, to pewnie wiernych byłoby więcej, bo ludzie
chcą kapłana. Mamy kilka przykładów, gdzie ksiądz dojeżdżał raz w miesiącu,
potem raz w tygodniu, teraz zamieszkał na stałe, a liczba wiernych bardzo szybko
się powiększa. Jest codziennie Msza św., a nawet dwie i wierni się znajdują nie
wiadomo skąd.
- Kończąc naszą rozmowę zapytam, co jest najważniejsze obecnie, zdaniem
księdza Biskupa?
Bp M. Buczek: Najważniejsze, żeby kapłani znaleźli czas na pogłębienie
wiary wśród dorosłych i młodzieży.
Rozmawiał o. Józef Polak SJ/ RV

• więcej aktualności
Więcej aktualności...
• archiwum
aktualności
• skrzynka
intencji
• zamów
Mszę Świętą
• ofiara on-line
|