|

-------------------------------------------------------------------------------------
• tapety na pulpit •
dla Webmastera •
banery • rozrywka •
gry • SMS •
• Wyślij E-Kartkę •
Wyślij kwiaty •
blogi •
konkurs •
FORUM •
konta •

wiara.pl / KAI, 30.03.2007.
Świadectwo zakonnicy
uzdrowionej za wstawiennictwem Jana Pawła II
W uroczystym zakończeniu fazy diecezjalnej procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła
II 2 kwietnia b. r. w Rzymie weźmie udział francuska zakonnica, która za
wstawiennictwem Papieża-Polaka została uzdrowiona z zaawansowanej choroby
Parkinsona. Poniżej za KAI przedstawiamy dokumentację świadectwa uzdrowionej
zakonnicy, które ukazało się w miesięczniku postulacji "Totus Tuus" w maju 2006
roku.
"Cierpiałam na chorobę PARKINSONA, którą zdiagnozowano w czerwcu 2001 roku.
Choroba dotknęła całą lewą stronę ciała, powodując poważne utrudnienia, jako że
jestem osobą leworęczną. Początkowo choroba rozwijała się w sposób łagodny, ale
po trzech latach jej objawy pogłębiły się, wzmagając drżenie, sztywnienie, ból,
bezsenność... Od 2 kwietnia 2005 roku z tygodnia na tydzień stawała się coraz
poważniejsza, mój stan pogarszał się z dnia na dzień, nie mogłam już pisać,
(powtórzę: jestem leworęczna), a kiedy próbowałam, to co napisałam było prawie
nieczytelne. Samochód mogłam prowadzić tylko na krótkich odcinkach, gdyż moja
lewa noga często "blokowała się" i taka sztywność bynajmniej nie ułatwiałaby
jazdy. Potrzebowałam coraz więcej czasu na wykonywanie mojej pracy, a ponieważ
pracuję w środowisku szpitalnym, powodowało to wiele trudności. Byłam zmęczona,
wycieńczona.
Po ogłoszeniu diagnozy trudno mi było patrzeć na Jana Pawła II w telewizji. Mimo
tego byłam przy nim bardzo blisko w modlitwie i wiedziałam, iż on mógł zrozumieć
to, co przeżywałam. Podziwiałam jego siłę i odwagę, która mobilizowała mnie do
niepoddawania się i do pokochania tego cierpienia, gdyż bez miłości ono
pozbawione byłoby sensu. Mogę stwierdzić, iż była to codzienna walka, ale moim
jedynym pragnieniem było móc przeżywać ją w wierze i z miłością przyjąć wolę
Ojca.
W Wielkanoc 2005 roku zapragnęłam oglądać naszego Ojca Świętego Jana Pawła II w
telewizji, gdyż czułam w duchu, iż będę mogła to uczynić po raz ostatni. Cały
ranek przygotowałam się do tego spotkania wiedząc, iż będzie ono bardzo trudne
dla mnie (ukazać mi miało bowiem to, jaka będę za kilka lat). Nie było mi łatwo,
gdyż jestem względnie młoda. Jednak nieprzewidziane zakłócenia w przekazie
telewizyjnym uniemożliwiły mi oglądanie programu.
Wieczorem 2 kwietnia 2005 roku cała nasza wspólnota zgromadziła się, aby dzięki
połączeniu na żywo z Rzymem we francuskiej telewizji diecezji paryskiej (KTO)
trwać na czuwaniu modlitewnym na Placu Świętego Piotra. Wraz z siostrami z
bezpośredniej relacji dowiedziałyśmy się o śmierci Jana Pawła II. Nagle zawalił
mi się cały świat, straciłam przyjaciela, który mnie rozumiał i dawał mi siły,
by iść naprzód. W kolejnych dniach czułam wielką pustkę, ale jednocześnie miałam
pewność, iż był On nieustannie obecny.
13 maja, w święto Matki Bożej Fatimskiej, papież Benedykt XVI otworzył Proces
Beatyfikacyjny Jana Pawła II. Począwszy od 14 maja moje siostry ze wszystkich
wspólnot we Francji i w Afryce modliły się o wstawiennictwo Jana Pawła II,
prosząc o moje uzdrowienie. Modlitwy trwały bez przerwy aż do chwili, kiedy
stwierdzono, iż jestem zdrowa.
Byłam wówczas na wakacjach. Kiedy czas odpoczynku skończył się, 26 maja wróciłam
całkowicie wycieńczona chorobą. Od 14 maja towarzyszył mi ciągle pewien werset z
Ewangelii według świętego Jana: "Jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą".
Jest 1 czerwca, nie daję już rady, walczę, aby nie poddać się i utrzymać na
nogach. 2 czerwca po południu idę do przełożonej, aby prosić ją o zwolnienie
mnie z obowiązków wynikających z pracy. Ona nalega, abym wytrzymała do czasu,
kiedy wrócę z Lourdes w sierpniu i dodaje: "Jan Paweł II jeszcze nie powiedział
ostatniego słowa". Podczas spotkania z przełożoną, Jan Paweł II był obecny przy
naszej rozmowie, która odbyła się w atmosferze pokoju i pogody ducha. Przełożona
podaje mi w pewnej chwili pióro i prosi o napisanie "Jan Paweł II": jest godzina
17.00. Z wielką trudnością piszę "Jan Paweł II". Patrząc na nieczytelne pismo
przez długi moment pozostajemy w ciszy. Dzień toczy się dalej normalnie.
Po modlitwie wieczornej o godzinie 21.00 weszłam do mojego biura, by następnie
udać się do pokoju. Było to między 21.30 a 21.45. Wówczas odczułam pragnienie,
by wziąć pióro i pisać. Jak gdyby ktoś mówił mi: "weź pióro i pisz". Ku
wielkiemu zdziwieniu, pismo było wyraźnie czytelne. Nie pojęłam dobrze, co się
dzieje, położyłam się na łóżku. Było to dokładnie dwa miesiące po tym, jak Jan
Paweł II opuścił nas i udał się do Domu Ojca. O 4.30 obudziłam się zdziwiona, iż
mogłam spać. Od razu wstałam z łóżka, moje ciało już nie bolało, nie czułam
żadnego zesztywnienia, a wewnętrznie nie byłam już ta sama. Potem, jakieś
wewnętrzne wezwanie, jakaś siła skłoniła mnie, bym poszła modlić się przez
Najświętszym Sakramentem. Zeszłam do oratorium. Modliłam się przed Świętym
Sakramentem. Ogarnął mnie wielki pokój i błogość. Coś ogromnego, jakaś
tajemnica, które trudno opisać. Następnie, ciągle przez Najświętszym Sakramentem
rozważałam tajemnice światła Jana Pawła II. A o godzinie 6.00 wyszłam, by razem
z siostrami modlić się w kaplicy i uczestniczyć w Eucharystii. Musiałam przebyć
około 50 metrów i wówczas zdałam sobie sprawę, iż podczas gdy szłam, moja lewa
ręka ruszała się, choć zazwyczaj pozostawała nieruchomo wzdłuż ciała.
Dostrzegłam również pewną lekkość w całym ciele, zwinność, której nie
doświadczałam od dawna. Podczas Eucharystii ogarnęła mnie wielka radość i pokój.
Był to 3 czerwca, uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa. Po wyjściu ze
Mszy byłam przekonana, iż zostałam uzdrowiona... drżenie w ręce całkowicie
ustąpiło. Znowu zabrałam się za pisanie a w południe nagle całkowicie odstawiłam
wszystkie leki.
7 czerwca poszłam na okresową wizytę do neurologa, który od 4 lat mnie leczył.
Ze zdziwieniem stwierdził całkowity zanik wszystkich objawów, chociaż od 5 dni
nie kontynuowałam kuracji. Następnego dnia przełożona generalna powierzyła
wszystkim wspólnotom odprawianie dziękczynienia. Całe zgromadzenie rozpoczęło
wówczas nowennę dziękczynną do Jana Pawła II.
Minęło już 10 miesięcy od czasu, kiedy przerwałam kurację. Powróciłam do
normalnej pracy, piszę bez żadnej trudności, znowu prowadzę samochód, nawet na
długich odległościach. Czuję się tak, jak gdybym narodziła się po raz drugi,
jakbym rozpoczęła nowe życie, gdyż nic nie jest tak, jak przedtem.
Dzisiaj mogę stwierdzić, iż przyjaciel odszedł z naszej ziemi, ale mimo tego
jest bardzo bliski memu sercu. On sprawił, iż wzrosło we mnie pragnienie
adoracji Najświętszego Sakramentu oraz miłość do Eucharystii, która zajmuje
najważniejsze miejsce w moim codziennym życiu. To, co Pan dał mi przeżyć dzięki
wstawiennictwu Jana Pawła II jest wielką tajemnicą, trudną do wyjaśnienia w
słowach, gdyż tak jak jest wielka, tak jest silna... ,ale dla Boga nie ma nic
niemożliwego. Tak, "jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą".

• więcej aktualności
Więcej aktualności...
• archiwum
aktualności
• skrzynka
intencji
• zamów
Mszę Świętą
• ofiara on-line
|