|
-------------------------------------------------------------------------------------
• tapety na pulpit •
dla Webmastera •
banery • rozrywka •
gry • SMS •
• Wyślij E-Kartkę •
Wyślij kwiaty •
pogoda •
sondy •
konkurs •
Aktualności

Radio Watykańskie, 13-09-2006.
Wywiad z bratem ojca świętego, ks. Georgiem Ratzingerem
Ratyzbona jest szczególnie bliska Benedyktowi XVI. W tym mieście do dziś
mieszka brat papieża, tutaj swój dom ma Benedykt XVI i tutaj są pochowani
rodzice papieża oraz jego siostra. W prywatnym dniu papieskiej pielgrzymki
gościem Tomasza Kyci jest ks. Georg Ratzinger, z którym rozmawia on o
dzieciństwie, dorastaniu oraz drodze do kapłaństwa obecnego papieża. Wywiad
został zrealizowany dla TVP.
Pamięta Ksiądz Prałat narodziny swojego brata?
Pamiętam, że tamtej nocy obudził mnie jakiś hałas. Myślałem, że już pora
wstawać, ale tato przyszedł i powiedział, że jest jeszcze za wcześnie, że mogę
jeszcze spokojnie spać, bo dzisiaj urodził się nam mały braciszek. Wtedy jeszcze
nie rozumiałem, o co chodzi. To był nadzwyczajny dzień, bo rodzice byli zajęci
czymś innym, a ja i moja siostra obserwowaliśmy to wszystko jakby z boku. Ale
nie pamiętam już, że jeszcze tego samego dnia rodzice poszli ochrzcić mojego
brata podczas liturgii paschalnej.
Widzę, że lubi Ksiądz wspominać swoje dzieciństwo...
Tak, rzeczywiście lubię wspominać moją rodzinę i moje dzieciństwo. Było ono co
prawda w pewnym sensie surowe i trudne, ale z dzisiejszej perspektywy potrafię
lepiej zrozumieć niektóre decyzje rodziców. Ojciec był surowym i rzetelnym
żandarmem. Matka kobietą pełną humoru i dobroci. Wieczorami zbieraliśmy się
często wokół ojca, który grał na cytrze, a my śpiewaliśmy różne pieśni. My, to
znaczy nasza mama, najstarsza siostra Maria, pośrodku ja i najmłodszy Joseph. To
były piękne wspólne chwile. Zostały jednak przerwane przez wojnę, gdy zostaliśmy
na jakiś czas od siebie oddzieleni. Ale i podczas tej rozłąki jeszcze bardziej
doświadczyliśmy, jak silne są nasze rodzinne więzy.
Czyli fundamentem rodziny – jeśli dobrze zrozumiałem – był surowy ojciec i
pełna dobroci matka?
Ojciec był surowy, ale potrafił też być łagodny i delikatny, szczególnie poprzez
granie i śpiewanie w rodzinie. To nie był człowiek, który jedynie wymagał i
oczekiwał posłuszeństwa. Był zarazem bardzo wyrozumiały dla nas dzieci i naszego
rozwoju. I odwrotnie: również mama potrafiła być surowa i wymagać od nas
posłuszeństwa wobec rodziców. Ale wiedzieliśmy, że to wszystko jest przejawem
życzliwości i dobroci wobec nas. Rodzice kochali nas i chcieli, byśmy kroczyli
właściwą drogą.
A skąd się wzięła wiara w Waszej rodzinie? Gdzie szukać jej początków?
Obydwie rodziny moich rodziców były głęboko wierzące. Ojciec pochodził z
chłopskiej rodziny z Dolnej Bawarii. Jego wujek był księdzem. Wiara była tam
czymś oczywistym. Praktykowało się ją bez krytycznych pytań. Modliło się rano,
przy każdym posiłku i wieczorem, a także chodziło na msze święte. Katecheza, na
którą uczęszczały dzieci, była dla nich drogowskazem i pomocą w codziennym
życiu. Podobnie traktowało się religię w domu mojej mamy. Obydwie rodziny żyły
religijnym rytmem. I to sprawiło, że wiara dla nas dzieci stała się czymś
nieodzownym, czymś, bez czego nie można w ogóle żyć. Była dla nas drogowskazem.
Pamięta jeszcze Ksiądz jakieś szczegóły z tego dziecięcego życia
modlitewnego?
Kiedy byliśmy jeszcze mali, spaliśmy z bratem w tym samym pokoju. Pamiętam, jak
przychodzili do nas wieczorem rodzice, by się razem z nami pomodlić przed
spoczynkiem. Było to dla nas jakimś tajemniczym i pięknym przeżyciem. Później
zostałem ministrantem, a po mnie również mój brat. To nadało nowy rytm naszej
rodzinie, ponieważ mieliśmy stałe godziny służby przy ołtarzu. Nie było też do
pomyślenia, by któryś z nas zasiadł do stołu bez modlitwy. Po posiłkach również
nikt nie wstawał od stołu, dopóki nie pomodliliśmy się razem. Szczególnie
pamiętam modlitwę po kolacji, która trwała trochę dłużej – nam dzieciom wtedy
wydawała się nawet zbyt długa. Ojciec zbierał różne kartki z intencjami i
wkładał je do modlitewnika. Przy wieczornej modlitwie odczytywał je na głos i
razem modliliśmy się w intencjach różnych ludzi.
Zaledwie kilkanaście kilometrów dzieliło Wasz dom od Altötting. Jak ważne
było wtedy dla Was to sanktuarium maryjne?
O Altötting często rozmawialiśmy w domu. Zresztą, tato często jeździł tam na
rowerze. Szczególnie pamiętam kanonizację brata Konrada von Parzham, kapucyna.
Pojechaliśmy wtedy do Altötting razem z mamą, siostrą i bratem Josephem.
Pamiętam nocną procesję światła i niekończące się tłumy pielgrzymów, którzy
przechodzili, śpiewając i trzymając świece w ręku. To oczywiście zapadło mnie i
mojemu bratu mocno w pamięci. Poza tym w naszym domu panowała atmosfera tego
sanktuarium, często je wspominaliśmy. Myślę, że miało ono ogromny wpływ na wybór
naszej dalszej drogi.
Altötting było i jest wybitnym miejscem pielgrzymkowym, ale na ile ta
religijność dawała się odczuć na co dzień?
Życie w wiosce w tamtych czasach przepełnione było elementami religijnymi. W
każdą niedzielę i święta wszyscy gromadzili się na mszy w kościele. Pamiętam
szczególnie obrzędy liturgiczne Wielkiego Tygodnia. W Wielki Piątek zasłaniano w
kościołach wszystkie okna, a potem zasłony te były zrywane podczas Wigilii
Paschalnej i do ciemnego kościoła wpadało światło. Nasze codzienne życie tętniło
liturgicznym, religijnym rytmem. Pamiętam nawet, że w Wielką Sobotę w Aschau
zbierali się u miejscowego fryzjera wszyscy chłopi, by się ogolić i przygotować
do wielkanocnego święta. Całe życie przepełnione było religią, a ja z bratem
przeżywaliśmy je bardzo intensywnie, również dlatego, że w naszym kościele
parafialnym byliśmy ministrantami.
Pamięta Ksiądz rozmowy z bratem Josephem na temat kapłaństwa? Albo w ogóle
możliwości wyboru takiej drogi?
Do seminarium w Traunstein wstąpiłem trzy lata wcześniej niż Joseph. On był
wtedy jeszcze w szkole podstawowej, ale był już bardzo przejęty faktem, że
wstąpiłem do seminarium. Śledził moje kroki z wielkim zainteresowaniem.
Pamiętam, jakie wrażenie zrobił na nim chorał, który otrzymałem w seminarium.
Był nim zachwycony, choć chorał był cały w języku łacińskim. Ale właściwie wiele
nie rozmawialiśmy o naszym powołaniu kapłańskim. Każdy z nas kroczył swoją drogą
życiową, a nasz wybór był czymś oczywistym. W tamtych czasach nie wszystko, co
się robiło, natychmiast należało krytykować i pieczołowicie badać. Raczej nie
pamiętam, byśmy rozmawiali o naszym kapłaństwie.
Kiedy byliście w niższym seminarium duchownym, nasilała się w Niemczech
ideologia Hitlera. Co się mówiło wtedy w Waszym domu na jej temat?
Jeśli dobrze pamiętam, ojciec niewiele mówił w domu o nazistach, bo dobrze znał
przysłowie, które mówi, że "dzieci i błazny zawsze mówią prawdę". A mówienie
prawdy w Trzeciej Rzeszy oznaczało własny koniec. Później, kiedy byliśmy już
starsi, wiedzieliśmy, że nasi rodzice byli przeciwko ideologii Hitlera. Dla nich
naziści byli uosobieniem zła i nieszczęścia. Pamiętam, że w gimnazjum w
Tittmoning nie jeden raz oberwaliśmy od dzieci nazistów. Oni byli bardzo wrogo
nastawieni do nas, chłopców z niższego seminarium duchownego, o których było
wiadomo, że są przeciwni Hitlerowi.
Ale w końcu kiedyś zmuszono Was, byście założyli mundury Hitlerjugend? W
końcu w mundurze pokazany był Joseph Ratzinger krótko po wyborze na papieża...
Nigdy nie zakładaliśmy munduru Hitlerjugend, bo byliśmy przez pewien czas w tak
zwanej przymusowej części Hitlerjugend, która nie miała mundurów. Ten, w którym
często pokazywany był mój brat, to mundur oddziału przeciwlotniczego. Cały
rocznik, czy ktoś chciał czy nie, był wtedy pobrany do obrony przeciwlotniczej.
Lata powojenne to już wyższe seminarium w Monachium i Fryzyndze.
Zauważyliście wówczas z kolegami klerykami nadzwyczajne zdolności brata? Nie
zastanawialiście się już wtedy, że może zrobić karierę?
Raczej wiele się nie zastanawialiśmy i nie dyskutowaliśmy. Wiedzieliśmy, że mój
brat jest bardzo zainteresowany teologią i ma wyjątkowy dar naukowca, ale nie
myśleliśmy, jaką może kiedyś zrobić karierę.
Niektórzy teolodzy twierdzą, że działalność teologiczna Josepha Ratzingera
można podzielić na przedsoborową i posoborową. Obydwie ponoć się od siebie
różnią?
Ja nie widzę różnicy w jego teologii przed i po Soborze Watykańskim II.
Oczywiście, Sobór był dla niego wielkim przeżyciem, choćby ze względu na
spotkanie z tyloma ważnymi biskupami i profesorami. To na pewno go wzbogaciło,
ale nie widzę zmiany kierunku w jego teologii przed i po Soborze.
Ale nigdy nie chciał być rewolucjonistą w Kościele?
Idea rewolucyjna nigdy nas nie pociągała. W domu rodzinnym zawsze chcieliśmy
wiedzieć, jakie są obowiązujące wartości i takie też przyjmowaliśmy. A
rewolucjonista jest kimś, kto jest niezadowolony z obowiązujących wartości i
chce je zmienić. Myśmy oczywiście nie byli bezkrytyczni, ale zawsze staraliśmy
się widzieć dobro w tym, co już jest i obowiązuje. Dlatego mój brat nigdy nie
był rewolucjonistą w Kościele.
Skąd się bierze u Benedykta XVI jego klarowność wypowiedzi? W zasadzie
zachował ją we wszystkich swoich pracach teologicznych. W Niemczech uważa się go
za naukowca prostolinijnego.
On to wyniósł z domu rodzinnego. Tam lubiło się jasne sytuacje. Żyliśmy według
klarownych wskazówek i myślę, że mój brat przejął właśnie taki klarowny styl
życia.
Jak przeżył Ksiądz Prałat święcenia biskupie swojego brata?
Jego święcenia biskupie były dla mnie dużą niespodzianką i wielkim, raczej
smutnym życiowym przełomem, zresztą podobnym do tego ostatniego, kiedy został
papieżem. Już wtedy w 1977 roku jako arcybiskup Monachium i Fryzyngi miał więcej
pracy, był częściej zajęty i zostawał w centrum uwagi jeszcze bardziej niż jako
profesor teologii.
Wiele się spekuluje na temat zamiłowań muzycznych papieża. Czy rzeczywiście
sam gra na pianinie?
Gra na pianinie, kiedyś też grywał na organach i skrzypcach. Ale później miał
coraz więcej obowiązków i na muzykę było coraz mniej czasu. Ale zawsze musiał
mieć pianino w swoim domu i jak tylko mógł, próbował ćwiczyć. Kiedy go odwiedzam
w Rzymie, zawsze chce, by wieczorem, zanim się rozstaniemy, zagrać mu coś na
pianinie.
Jakie to są utwory? Co lubi najbardziej?
To są najczęściej pieśni liturgiczne, ale chętnie słucha, gdy gram pieśni
ludowe. Lubi klasykę i nasz niemiecki romantyzm, ale również Bacha, Händla, a
także Heydna, Mozarta, Schuberta i Beethovena. To na pewno jest muzyka, którą
lubi. Chodził, na ile było to możliwe, na koncerty, ale nie miał dostatecznie
czasu, by znaleźć własny klucz do awangardy. Aczkolwiek jest bardziej
tolerancyjny ode mnie, bo kiedyś na wspólnych wakacjach słyszeliśmy koncert
organowy Messiana i podobał mu się bardziej niż mnie.
Poza tym, zawsze interesowała go architektura kościelna. Wszystko, co jest
związane z budową sakralną i obrazami, zawsze go pasjonowało. Zresztą, niektóre
obrazy czy budowle były nawet przedmiotem jego rozważań teologicznych, jeśli
pomagały w odpowiedniej definicji wiary.
Joseph Ratzinger, brat Księdza jest teraz papieżem Benedyktem XVI. Czy coś
się między Wami braćmi zmieniło od tego czasu?
Nadal się spotykamy i telefonujemy do siebie. Nasze braterskie więzi są nadal
bardzo serdeczne. Ale nie wtrącam się w jego papieski urząd. Myślę, że on sam o
wiele lepiej wie, jak go należy pełnić. Zresztą, jego linia bardzo mi odpowiada.
Rozmawiał T. Kycia, Berlin • aktualności |