FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

 
Poprzedni temat :: Następny temat
Życie na obczyźnie
Autor Wiadomość
Misty Blue 


Skąd: Beskid Niski
Wysłany: 27 Grudzień 2008, 21:05   Życie na obczyźnie

Mam pytanie do wszystkich tych użytkowników, którzy mieszkają poza granicami naszego kraju.

Czy trudno było Wam przyzwyczaić się do obcej kultury, języka i tak dalej? Jak teraz sobie radzicie?
_________________
Dawne Dni przeminęły. Średnie Dni przemijają. Świtają Dni Nowe.
("Władca Pierścieni. Drużyna Pierścienia")
 
Benedykt 

Wysłany: 27 Grudzień 2008, 23:47   

Witam Cie Natalio!

Do kultury niemieckiej nie przyzwyczailem sie do tej pory. Znaczy pewne dobre strony bo i takie sa milo mi bylo do nich się przyzwyczaić. Głownie do serdecznych zalet nalezą mile spiewajaco wypowiadane pozdrowienia przy wejciu do malego sklepu, przy kasach: Halllloooo.i na do widzenia Cziiiisss-Czuuuuss., przed domem typu morgen, abent witaja nas nie znajoimi nawet.
Ale kultura polska i niemiecka sa dalekie sobie bardzo dalekie. Np, oni zyja razem maz z zona ida zjeść obiad płaca kazdy za siebie, to jest ich taka tradycja, której nikt w Polsce mnie nigdy nie nauczyl i wzgledem mojej zony nie nauczy. A o kuchni to juz lepiej nie rozmawiać, nasza polska jest dla nas najlepsza. ;-)

Obcokrajowcowi o statusie przesiedleńca przysługuje sprachkurs opłacany przez Auslanderamt. Obecnie jest to przymusowy kurs do odbycia. Moja zona zna j.niemiecki per-fekt dzieci również a tatuś potrafi sprechac, no przez tyle lat trzeba było się nauczyć. Jezyk to b.wazna sprawa bez niego nie można by się było tu nigdzie porozumieć.

Mnie sie wydaje ze Polak Polce jednak latwiej przekaze uczucia itd... Nie chcieli tatusia posluchac okaże sie kiedyś w praniu...kto miał racje...

Ci ktorzy cale zycie mieszkaja w jednym domu otacza ich niesamowita monotonia...
My dzięki tatusiowi kochajacemu wędrować zwiedziliśmy wiele landów mieszkań, także nie bylo mowy o monotoni. Mam brązową karnacje skóry i zona czesto mi podjeżdża "ty masz chyba coś z cygana"... a ja do niej "skąd mogę kochanie to wiedzieć?", bo nigdy nie widzialem i nie dane mi bylo poznać ojca biologicznego.

A prawda jest taka : otacza Cie wielu obcych Ci ludzi i czujesz naprawdę wielka samotność razem z zona. Nie brakuje tu czlowiekowi prawie nic, ale brakuje polskich ludzi rozmów kontaktu z językiem polskim. polska atmosfera jest tylko w domu a do okola....jest jej wyraźny brak...

Ja zawsze mowilem córkom, Polak żeby nie wiem jak dobrze ktoś szprechał i był tu dlugo... nigdy nie bedzie Niemcem a zwykłym rozpoznawalnym Polakiem... W zamian za ten dobrobyt coś ważnego się traci, tylko ze nie kazdy potrafi sie do tego przyznać.

W Ameryce bardziej amerykański bedzie przybysz z zagra(ma)nicy i w Niemczech bardziej niemiecki bedzie cudzoziemiec... Taka jest sprawdzona prawda...

Pozdrawiam.
 
sarah 


Wysłany: 28 Grudzień 2008, 22:58   

Witam Natalio!

No coz przyszlo mi zyc, na terenie niemieckim,do dzis nie moge sie przyzwyczaic,
do tej beznadziejnej mentalnosci, jaka zyja Niemcy.Jest tutaj dzuy egoizm,niby wolnosc
ale szczerze mowiac samowola, Darek wyzej duzo napisal o tym kraju, nie bede sie powtarzac. Niemiecki jezyk perfekt, nie umie,ale dogadac sie musze i na tyle on mi starczy. W sklepach czy wsrod sasiadow, jest mila uprzejmosc,ale brakuje serdecznosci, ciepla.

W Landzie gdzie ja mieszkam jest duzo obcokrajowcow,najwiecej Turkow,my polacy zajmujemy dopiero 7 miejsce pod wzgledem ludnosci polskiej.
Wielu Niemcow zwlaszcza tych starszych nie lubi polakow, wiele sie slyszy uwag i przykrych slow od nich.

Ja pomimo woli, jestem dosc dlugo tutaj,to czuje sie bardzo samotna,wyobcowana,
brakuje rozmowy w j.polskim kontaktow z Polska.
Moge podziekowac,ze jako tako nauczylam sie obsluge internetu,choc troche przybliza mnie to do Was na forum i kontaktow z Polska.

Serdecznie pozdrawiam i zycze blogoslawionej nocy.
_________________
" A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Swiętego, który został nam dany" ( Rz.5,5)
 
Sebastian 


Skąd: Ządźbork
Wysłany: 29 Grudzień 2008, 11:53   

To tragiczne takie życie, chociaż nawet i u nas w kraju brakuje ciepła w kontaktach towarzyskich. Tylu moich znajomych powyjeżdżało za granicę, głównie do Anglii, by pracować. Niektórzy wrócili. Dla mnie nie byłoby łatwo się przyzwyczaić do nowego miejsca pobytu nawet w innej części Polski, a co dopiero za granicą. Jeszcze jak miałbym mozliwość uczęszczania na msze świętą do koscioła katolickiego, zwłaszcza polskiego - to już by mi jakoś wystarczało. Z tego, co wiem, bywa, że niektórzy nawet takiej możliwości nie mają z różnych powodów. Nie wyjechałem jeszcze nigdy mieszkać i pracować za granicą i nie chcę. Zrobiłbym to tylko wtedy, gdybym już na prawdę musiał.

Się tak może wtrącam, choć mieszkam w Polsce, ale temat wyjazdów zagranicznych jest dziś bardzo na czasie i zagadnienia z tym związane też mnie nurtują. Ze mnie jest sentymentalista i tęskiłbym za "moimi stronami".
_________________
Królowo Nieba, raduj się!
 
Misty Blue 


Skąd: Beskid Niski
Wysłany: 29 Grudzień 2008, 12:11   

Dwójka mojego rodzeństwa mieszkała przez pewien czas w Anglii (po Nowym Roku znowu wyjadą, tym razem do Holandii :-| ) a ja z przyjaciółką planujemy wyjechać zaraz po maturze na parę miesięcy, żeby zarobić sobie na studia.
Startujemy na uczelnie w miastach, w których jest drogie życie - tu w Polsce nie miałybyśmy gdzie zarobić sobie na opłacenie akademika, czesnego czy stancji. Jako opiekunki do dzieci czy korepetytorki (bo co innego możemy robić bez kwalifikacji?) w życiu nie zarobimy nawet na start na studia. A od rodziców pieniędzy brać nie chcemy, bo nigdzie się nie przelewa. Ja po maturze się wyprowadzam i nie chcę już obciążać rodziców. Koleżanka tak samo.

Nie wierzę kolejnym zapewnieniom polityków, jakoby w Polsce miał być wyczekiwany cud gospodarczy, praca dla tych, którzy wracają z zagranicy i takie tam.

Nie ma się co dziwić ludziom, którzy wyjeżdżają. Często zmuszają ich do tego warunki materialne. Może część jedzie, żeby coś zobaczyć, poznać, zwiedzić, doszlifować język. Ale wiadomo, że zdecydowana większość wyjeżdża, żeby zarobić.

W życiu nie decydowałabym się na wyjazd, gdyby w Polsce były warunki do pracy. Praca może i jest, ale dla ludzi mających:
a) znajomości
b) naprawdę porządne kwalifikacje
c) a najlepiej a i b

bez tego mogę załapać się najwyżej w jakiejś hucie (o ile jeszcze coś z tych hut zostanie). gdzie dostanę 800 zł. na rękę. Dzięki.

Dziękuję, że przybliżyliście mi nieco obraz tego, jak wygląda życie za granicą.
_________________
Dawne Dni przeminęły. Średnie Dni przemijają. Świtają Dni Nowe.
("Władca Pierścieni. Drużyna Pierścienia")
 
Benedykt 

Wysłany: 29 Grudzień 2008, 13:56   

Np, podpowiem: 4-km od Berlina (w Großbeeren :) jest tani hotel (noclegi dla pracujacych obcokrajowców:) 14 euro za dobę.
 
Sebastian 


Skąd: Ządźbork
Wysłany: 29 Grudzień 2008, 13:57   

Wyrazy szczerego podziwu ode mnie, Natalio, za odwagę wypłynięcia na szerokie wody w tak młodym wieku. Ja mam już prawie ćwierćwiecze życia za sobą, a jeszcze żyję z rodzicami i nie pracuję. Nie stac mnie było, żeby się na coś takiego zdobyć.

Może i też po maturze (cztery i pół roku temu) zacząłbym pracować, ale wybrałem seminarium duchowne, szukając Boga i drogi życiowej. To wiązało się z koniecznością bycia utrzymywanym przez rodziców, choć czesne w seminarium, do którego poszedłem nie przekraczało 200 zł. Cieszyło mnie, że nie obciąży to rodziców.

Teraz nie będąc alumnem a studentem swieckiego kierunku dostrzegam lepiej te problemy. W Olsztynie na UWM czesne za akademik to niecałe 300 zł/m-c. Dobra stancja kosztuje 300 a nawet 500 i więcej złotych za miesiąc, choć da się coś tu znaleźć za 300. Ja dojeżdżam z Mrągowa na zajęcia ok. 66 km i jest mi o wiele taniej. Jest też bursa franciszkańska, ale też za ok. 300 zł/ m-c.

Też mi mówiono, że nie ma w Polsce pracy, to działa paraliżująco, gdy się słucha, ale chcę i widzę taką potrzebę, żeby się z tym sam zmierzyć i szukać po studiach cierpliwie i niezłomnie, walcząc z tymi pokusami beznadziejności, braku poczucia własnej wartości spowodowanego tym, że mogę być niedocenianym na rynku pracy i widząc, że są "lepsi", zazdrości wobec tych, którym się powiodło czy rozpaczy i beznadziejności spowodowanych długotrwałymi poszukiwaniami. Bo takie myśli mnie tylko denerwują.

Podbudowuję się tylko myślą, że o wartości człowieka decyduje na wejściu Bóg, stwarzając go na swój obraz i podobieństwo. Kwalifikacje, znajomości i ludzkie opinie są na dużo dalszym miejscu.

Może gadam jak teolog czy rewolucjonista socjalistyczny i nie na temat. Ale usiłuję sobie też przetłumaczyć te rzeczy, które wcale nie należą do łatwych, skoro już podobne głosy padają.

Tak swoją drogą, to, jeśli nie zapewni się w Polsce godnych warunków życia, odbije się to wreszcie czkawką - Polacy, pracując godnie za granicą będą pracować na rzecz gospodarek tamtych państw, które będą kwitły, a nasz PNB i PKB spadnie i już.

Z racji studiów nie szukam sobie jeszcze pracy, bo bym nie mógł jej pogodzić ze studiami. Żyję niby beztrosko, ale ta "beztroska" sprawia, że jestem tylko bardziej niespokojny.
_________________
Królowo Nieba, raduj się!
 
Misty Blue 


Skąd: Beskid Niski
Wysłany: 29 Grudzień 2008, 16:10   

AWS, po pierwsze dziękuję za Twojego posta. :-)
AWS napisał/a:
Wyrazy szczerego podziwu ode mnie, Natalio, za odwagę wypłynięcia na szerokie wody w tak młodym wieku. Ja mam już prawie ćwierćwiecze życia za sobą, a jeszcze żyję z rodzicami i nie pracuję. Nie stac mnie było, żeby się na coś takiego zdobyć.

Ja mam o tyle łatwiej, że śmiało mogę liczyć na pomoc rodzeństwa. Od małego biliśmy się i kłóciliśmy o wszystko, ale pomimo tego wiem, że mogę na nich liczyć. Wiem, że wyjeżdżając za granicę nie pojadę w ciemno, ale będę miała gdzie zatrzymać się, dopóki sama czegoś nie znajdę. Bez nich nie zdobyłabym się na coś takiego.

AWS napisał/a:

Podbudowuję się tylko myślą, że o wartości człowieka decyduje na wejściu Bóg, stwarzając go na swój obraz i podobieństwo. Kwalifikacje, znajomości i ludzkie opinie są na dużo dalszym miejscu.

Na pewno coś w tym jest. Wierzę, że Bóg nie zostawia nas całkowicie na pastwę naszych wątłych sił.

Chciałabym, żeby w Polsce były takie możliwości, jak np. w krajach Europy Zachodniej. Mamy u nas co prawda szkolnictwo na b. wysokim poziomie, ale co z tego, skoro nie zawsze tylko wiedza decyduje o naszym znalezieniu bądź nieznalezieniu pracy.
Jednak w oczekiwaniu na cud, który nie nadejdzie nie zamierzam tu siedzieć i klepać biedę.
Wrócę - mimo wszystko kocham moją ojczyznę i nie wyobrażam sobie spędzić życia gdzieś tam poza granicami Polski. Choć wiadomo, że życie bywa przewrotne.
_________________
Dawne Dni przeminęły. Średnie Dni przemijają. Świtają Dni Nowe.
("Władca Pierścieni. Drużyna Pierścienia")
 
mkb 

Wysłany: 29 Grudzień 2008, 17:24   Re: Życie na obczyźnie

Natalia napisał/a:


Czy trudno było Wam przyzwyczaić się do obcej kultury, języka i tak dalej? Jak teraz sobie radzicie?


[ Dodano: 29 Grudzień 2008, 23:41 ]
Dla mnie rozstanie z Polską było na początku prawdziwym koszmarem...dużo by mówić...
nawet nie chodzi o to, że jakoś źle zaczęłam poza krajem...bo raczej wręcz przeciwnie,
ale jednak zburzenie pewnych wyobrażeń co do świata poza granicami trochę bólu mnie kosztowało.
Nie chcę tutaj w żadnym razie urazić Polaków, ale jednak mamy przeważnie dosyć zawężone wyobrażenia o tym co "poza granicami"...trochę jakbyśmy się kręcili wokół własnego "polskiego-pępka". Potem jak wyjeżdżamy, czasem - gdy musimy wyjechać....przekonujemy się, że gdzieś tam też żyją ludzie, którzy czasem nawet nie wiedzą gdzie Polska na mapie ;-)
Wtedy zaburza się nasze trochę egocentryczne myślenie o świecie...a także o Bogu...

Po paru latach, gdy wyjechałam z Europy było lepiej i lepiej...każdy kraj, kosztował mnie trochę przykrego czasu asymilacji, ciągle od nowa szukania przyjaciół oswajania się z mową, zwyczajami itd....ale w końcu do wszystkiego można się przyzwyczaić.
Teraz perspektywa porzucenia wszystkiego i ponownej przeprowadzki raczej już mi nie przeszkadza. Traktuję to jak naturalną kolej rzeczy...takie życie nomada prowadzę...
Po jakimś czasie podróż staje się jak "narkotyk" ha ha
Czas się dłuży w jednym miejscu i robi się bardzo nudno :-)

Musze przyznać, że Stany Zjednoczone są szczególnym miejscem z powodu ilości emigrantów. To jest pierwsze miejsce na świecie, po Polsce, gdzie nie czuje się obcokrajowcem. Tutaj skądkolwiek człowiek przybędzie jest od razu jakby "na miejscu".
Reszta krajów ma bardziej sprecyzowaną własną kulturę bycia, mówienia, myślenia i człowiek musi się w tym jakoś odnaleźć, ale raczej nigdy nie odnajduje się do końca...

Obecnie dotarłam do punktu w mojej podróży gdzie myśl o powrocie do Polski jest dla mnie dziwna i raczej absurdalna. Bardzo lubię odwiedzać moją polską rodzinę i przyjaciół...oh! jak lubię....ale ponowne życie w kraju wydaje mi się już prawie niemożliwe.

"Są ludzie ptaki i ludzie krzaki" ;-)
 
Sebastian 


Skąd: Ządźbork
Wysłany: 29 Grudzień 2008, 19:52   

Na pewno coś w tym musi być. Co ja mogę powiedzieć o życiu za granicą, skoro mam o nim tylko wątłe wyobrażenie. Żyję w Polsce i wydaje mi się, że tak jest najlepiej bo nie wiem jak jest np. w USA, Niemczech czy Anglii. Może gdybym to poznał i doświadczył tam dobrobytu, pewnie też doszedłbym do wniosku, że nie warto wracać do Polski, gdzie "miało żyć się lepiej" tak jak MKB. Z tego, co jednak wiem wszędzie są ludzie którym się dobrze wiedzie i ci, którym się gorzej wiedzie. Jak mam być ubogim to już lepiej w Polsce. Mógłbym żyć w miarę dostatnio za granicą, ale jeśli byłbym pozbawiony kościoła katolickiego bądź czasu na to, by do niego chodzić, byłby "wał".
_________________
Królowo Nieba, raduj się!
 
sarah 


Wysłany: 29 Grudzień 2008, 20:50   

Witam AWS! Ja moge podziekowac Bogu, ze mam polskojezyczne Msze Sw. mamy
polskich kaplanow. Teraz jak sie przeprowadzilam, to do kosciola mam zaledwie
10min. pieszo.
Ale wiele ludzi niestety nie ma mozliwosci uczeszczania na polskojezyczne Msze Sw.
albo jada kilkanascie kilometrow,albo poprostu uczestnicza w niemieckich Mszach Sw.

Pojechac za granice do pracy czy na odwiedziny, jest troche co innego, bo napewno
tam Cie nie posadza,narobisz sie,ale masz ta swiadomosc,ze w Polsce jest Twoja rodzina,Twoja Ojczyzna. To samo dotyczy tych co wyjezdzaja za granice na urlopy,
po jakims czasie do Polski wroca.

A Tobie Natalio,zycze duzo wytrwania i powodzenia. :-D
_________________
" A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Swiętego, który został nam dany" ( Rz.5,5)
 
mkb 

Wysłany: 29 Grudzień 2008, 21:09   

AWS, ...ja nie emigrowałam za granice "za chlebem" ;-) ...nie zawsze tak jest...
Wiem, że w Polsce można wieść całkiem dostatnie życie. Jak już gdzieś pisałam na forum,
nie uważam Polski za biedny kraj, z którego trzeba uciekać w poszukiwaniu chleba...

Młodzi ludzie, którzy zaczynają życie na własny rachunek, mają różne trudności prawie na całym świecie, chyba że pochodzą z bogatych rodzin, a takie są także w Polsce.
Dużo także zależy od profilu studiów...wiadomo, że ludzie po kierunkach humanistycznych mają trudniej w późniejszym życiu (na ogól, ale nie zawsze...)
...ci w Polsce, ale także ci za granicą.

W Stanach też nikt pieniędzy nie daje za darmo, a jak może słyszałeś tutaj też ludzie wylatują teraz z pracy, cierpią biedę i ogólnie nie jest łatwo.
Ja trochę może bronię życia na obczyźnie, bardziej mając na uwadze pewnego rodzaju przygodę, spotkanie z czymś innym, poznanie innych kultur itd, itp.
Trochę "dusiłam się" pod tym względem w Polsce.
Polacy są dobrymi, porządnymi ludźmi (na ogół) ale niestety często można zetknąć się z bardzo zawężonym myśleniem o wielu sprawach. Mogłabym tu parę z nich wymienić,
ale to stworzyłoby osobne tematy.
Moim zdaniem, dobrze jest chociażby raz w życiu wytknąć nos z własnego kraju, podwórka...może nawet potem tam wrócić, jak pisze Natalia, ale wytknąć i zobaczyć na własne oczy, że nie trzeba myśleć tylko w taki a nie inny sposób, aby żyć i być kochanym przez Boga, dla którego wszyscy ludzie na ziemi są dziećmi...bez względu na to jak się ubierają, co jedzą, jakie mają zwyczaje. Często twierdzimy, że to oczywiste...ale ilu z nas Polaków tak naprawdę myśli i czuje?
Często jest tak w naszych głowach, ze jak nie po polsku to znaczy, że "źle"...
Wiem, że tak jest bo w pierwszych latach emigracji nie byłam sama w stanie przeskoczyć tego myślenia....tylko polskie jedzenie było dobre, tylko polski język był piękny, tylko polskie zwyczaje wspaniałe i tylko Polski Kościół do odwiedzania.

Cieszę się, ze to myślenie już mnie opuściło.
Doceniam zalety polskości ale często też cieszę się, że czuję się dobrze także w Kościele wybudowanym gdzie indziej na świecie.
TO, co mieści się w Tabernakulach całego świata jest wszędzie takie samo ;-)
 
Sebastian 


Skąd: Ządźbork
Wysłany: 30 Grudzień 2008, 16:03   

Jeszcze jak miałbym wyjechać za granicę w konkretne miejsce, upewniłbym się, czy w danej miejscowości jest kościół katolicki - przy pomocy internetu nie jest to trudne. Ale jak znam koleżankę, która pojechała na dwa miesiące latem zbierać jagody w Niemczech i żyła w obozowych warunkach, gdzie w pobliżu nie dość że nie było kościoła katolickiego, to i tak z powodu nawału czasu pracy - określonego harmonogramem przez właściciela plantacji, brakowało jej czasu, żeby nawet zajść do pobliskiego ewangelickiego. Przy tym jeszcze kłótnie o koszyki (gdy jej ktoś kradł). Ot - wg mnie przykład negatywny. Ale są i pozytywne.
_________________
Królowo Nieba, raduj się!
 
mkb 

Wysłany: 30 Grudzień 2008, 18:29   

Czasem nie można być Panem czy Panią swojego życia.
Ja sobie mogę grymasić, że przeniosę się jedynie jak na miejscu będę miała Kościół pod domem, ale czasem trzeba się po prostu spakować i lecieć w niewiadome.
Czasem pozostaje jedynie zawierzenie Bogu.
 
pionek 


Skąd: Republika Krzywego
Wysłany: 2 Styczeń 2009, 17:44   

Odnośnie życia w innych krajach znam tylko okruchy opowieści, ale mam też i swoje wyobrażenia (bo opowieści te pochodzą od osób, z którymi rozmawiałem za granicą).

Austria. Dowiedziałem się, że tam Polacy są cenni tylko jako pracownicy, bo robią dobrze i to za pieniądze, za które inni nie wyszliby z łóżka. Co więcej Polacy o tym wiedzą, ale i tak nie podnoszą swoich cen, bo zostaliby wówczas zniszczeni przez konkurencje. Pieniądze, które tam zarabiają i tak wystarczają im na życie.

Tam wszystko musi być jednak wykazane w papierach. Trzeba udowodnić, że ma się z czego żyć, aby mieszkać w takim czy innym mieszkaniu. Jest duża kontrola finansów zwłaszcza wśród obcokrajowców.

Polacy mieszkają praktycznie w całym Wiedniu. W większość w odległych dzielnicach, ale zdarzają się wyjątki. Większość mieszka tam i zarabia już od wielu lat. (Austia nie otworzyła jeszcze rynku pracy dla Polaków, a mimo to wielu Polaków pracuje tam legalnie).

Niemcy Tu raczej nic nowego nie napiszę. Wiem, że jest tam mnóstwo różnych świadczeń społecznych, stąd życie może okazać się tam łatwiejsze. Stąd też potrzeba sprowadzenia wielu ludzi z zagranicy, jako taniej siły roboczej.

Włochy Pracownicy z innych krajów zatrudniani są raczej sezonowo. Stąd przyjeżdżają głównie studenci. Kiedy tam byłem i rozmawiałem z jakąś studentką, stwierdziła, że własciwie nie poczuła, że wyjechała z kraju, bo ciągle jakieś wycieczki z Polski przychodzą tam gdzie pracuje. Pracowała w pizzerii tuż obok jakiegoś zabytkowego kościoła w turystycznym mieście Włoch. Zresztą pracowała tylko w wakacje, więc traktowała to jako przygodę.

Bruksela Wyjątkowo podałem nazwę miasta, gdyż jest ono dosć specyficzne. W mieście mieszka mnóstwo ludzi z wszystkich stron Europy. Ludzie dziwią się, że można zamykać drzwi od domu na klucz ("bo zawsze może przyjść sąsiad, aby pożyczyć się soli") jednocześnie jednak są pozostawieni sobie. Młodzież tego kraju dziwi się, że można starszej osobie ustąpić miejsca siedzącego i traktują to jako egzotyczny zwyczaj. Miejsce bardzo otwarte na nowe poglądy, ale jednocześnie zamknięte na ludzi.
_________________
Ga 5:13-15 „Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie!(14) Bo całe Prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego.(15) A jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, baczcie, byście się wzajemnie nie zjedli.”

Pielgrzymka na Maltę

Mój blip
 
 
sarah 


Wysłany: 23 Styczeń 2010, 21:25   

pionek napisał/a:
Niemcy Tu raczej nic nowego nie napiszę. Wiem, że jest tam mnóstwo różnych świadczeń społecznych, stąd życie może okazać się tam łatwiejsze. Stąd też potrzeba sprowadzenia wielu ludzi z zagranicy, jako taniej siły roboczej.


Przed rokiem bylo lepiej, teraz nie ma roznicy. Zycie jest latwiejsze niz w Polsce, zwlaszcza opieka lekarska.
_________________
" A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Swiętego, który został nam dany" ( Rz.5,5)
 
mkb 

Wysłany: 23 Styczeń 2010, 22:19   

ciekawe jakby mi się żyło teraz w Polsce...
czasem się nad tym zastanawiam, ale raczej nie zakosztuję...może kiedyś.
niestety mam zakodowane, że życie w Polsce to problemy, trudności itd.
myślę jednak, że te trudności zewnętrzne są jedynie kwestią finansową.
a problemy wewnętrzne i duchowe nie są zależne od kasy, ani od miejsca,
w którym się żyje, a jedynie od relacji z Panem Bogiem.
 
wierna 


Skąd: Niemcy/ Gdynia
Wysłany: 28 Styczeń 2010, 14:26   

Witaj! Ja mieszkam w Niemczech w Heilbronn. A Ty skad jestes?
_________________
Jezus Cie kocha
 
Benedykt 

Wysłany: 28 Styczeń 2010, 16:44   

do Sebastiana!

Freudenstadt im Schwarzwald

Chcialem cos podpowiedzieć. Mieszkalem kiedyś w pobliżu Freudenstadtu do okola jest tam b.duzo pensjonatów. bardzo duzo lasow. Rosna w nich wieksze jagody, jak gdzes kolwiek indziej.ciekawostka (nawet w Listopadzie:) Mozna przyjechac tam, uzgodnic z jakims gospodarzem co do mozliwosci rozbicia namiotu na jego terenie (za niewielka oplata:) legalnie zbierac sobie codziennie jagody, (nie ktore nawet wielkosci wisni:). nastepnie mozna oddac je do zważenia w każdym pobliskim pensjonacie, gdzie natychmiast wyplacaja pieniazki. Moje dzieci (wtedy jeszcze male:) dziennie zarobily sobie, powiem duzo pieniazkow na swoje potrzeby. Takze uczciwie moznaby tam popracowac na wlasna rękę.

Istniej tam również możliwość zatrudnienia sie na plantacjach winogron i nie tylko, ktorych jest tam duzo.
Mozna poczytac info, w necie odnosnie miast Oberkirch, Oppenau , Ofenburg, Freudenstadt, Bad Peterstal.

[ Dodano: 28 Styczeń 2010, 18:48 ]
co do "namiotu", na swej mysli mialem, czas letni.... :ggkw:
 
mkb 

Wysłany: 29 Styczeń 2010, 16:58   

wierna napisał/a:
A Ty skad jestes?


jestem z Małopolski, a mieszkam w Stanach
 
Benedykt 

Wysłany: 29 Styczeń 2010, 21:55   

Tak. Tak.. będąc na obczyznie znajdujemy sie w przeróżnych stanach emocjonalnych. A i deprecha bywa wtedy nie raz dla nas ...nie obca... :gganiol: Faktem jest, iz nie wszyscy o niej piszemy.
 
Marchew 

Wysłany: 29 Styczeń 2010, 22:11   

Benedykt napisał/a:
Tak.. będąc na obczyznie znajdujemy sie w przeróżnych stanach emocjonalnych.

Nie będąc na obczyźnie też znajdujemy się w różnych stanach emocjonalnych. :P
 
wierna 


Skąd: Niemcy/ Gdynia
Wysłany: 29 Styczeń 2010, 22:28   

Mieszkam w Niemczech i moge tylko jedno powiedziec. Nie zostawiajcie dla zadnego powodu swoich rodzin w Posce, tj. rodzicow i rodzenstwa. Nikt tu na obczyznie nie zastapi Wam tego skarbu. To jest moje wielkie doswiadczenie zyciowe. Cieszcie sie rodacy,ze mieszkacie w Polsce z waszymi rodzinami. Zadne bogactwo tego nie zastapi.
_________________
Jezus Cie kocha
 
mkb 

Wysłany: 29 Styczeń 2010, 22:55   

wierna napisał/a:
rodzicow i rodzenstwa.


nie mam.
 
Benedykt 

Wysłany: 30 Styczeń 2010, 03:07   

Niare

gdybyś Ty wiedziala, Odczula...Co To jest Rozłąka od Ukochanego kraju magicznych miejsc w których sie wychowałaś i.t.d... nie wspominając o najwazniejszym, czyli o braku bezposredniego kontaktu z najblizsza rodzina. No ale chyba lepiej... Tutaj... jak Tam pod mostem.../częściowo-żartowałem/... :ggwpoliczek2: :ggkw:

No.. i jeszcze do tego... Berlin jest Tak.. dlaleko oddalony od...przyznam sie ze czesto nie jeżdżę do Polski. tej zimy W(i)my jakie sa Te drogi... zreszta same zakupy na granicy, To tylko male zachłyśniecie sie... Polska. A potem jest ...jeszcze gorzej Ciągotka....
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Mer created by maxis

MODLITWA | WSPARCIE DUCHOWE | CHAT | KLIK DLA PARAFII | AKTUALNOŚCI | KONTAKT | MAPA - SZUKAJ
Copyright © Parafia Matki Bożej Zwycięskiej • Administracja serwisu: PARTNERZY.org