17 maja 2006 - Jubileusz ks. Proboszcza Grzegorza Szewczyka

Jubileusz 25-lecia kapłaństwa
1981 
- 17 maja - 2006
Skrudzina, Gołkowice - Kraków

* Oświęcim - Wniebowzięcia NMP *
* Oświęcim - św. Maksymiliana *
* Kraków - Bazylika Mariacka *
* Kraków - Borek Fałęcki - MB Zwycięskiej *

W dniu 17 maja 2006 roku, Ksiądz Proboszcz Parafii Matki Bożej Zwycięskiej w Krakowie - Grzegorz Szewczyk, obchodzi doniosły Jubileusz 25-lecia kapłaństwa.

Z okazji tego wspaniałego Jubileuszu, życzymy Księdzu Proboszczowi wiele zdrowia, łask Bożych i siły w sprawowaniu trudnych obowiązków kapłańskich.

Nasz Pasterz
Jaki jest nasz Proboszcz? Jaka jest Jego historia życia? Jakim był synem, bratem? Jakie są Jego pasje a jakie troski? Na te i inne pytania starałem się odpowiedzieć w swoim artykule przybywając do rodzinnych stron Księdza Grzegorza, pytając rodzinę, parafian, wczytując się w jego homilie i rozmowy z nim...

Spadek, który zobowiązuje…
W każdej rodzinie na jej czele stoi ojciec. Jako parafia również jesteśmy rodziną i również posiadamy swojego ojca – jest nim Ksiądz Proboszcz. Naszej wspólnocie przewodniczy już od dziesięciu lat Ksiądz Proboszcz Grzegorz Szewczyk. Wcześniej duszpasterzował nam Ks. Prałat Józef Kołodziejczyk i w pewnym sensie Ksiądz Prałat nadal ma wielki wpływ na naszą „parafialną rodzinę”. W swoim kazaniu w dniu kanonicznego objęcia parafii - 29 czerwca 1996 roku Ksiądz Grzegorz powiedział: „Czeka mnie zadanie niełatwe, dlatego, bo przejmuję parafię, gdzie przez 25 lat duszpasterzował Ksiądz Prałat Józef Kołodziejczyk. Wiem, jakim poważaniem i autorytetem cieszy się Ksiądz Prałat u Parafian, wiem jak wiele tu zdziałał w wymiarze materialnym, a przede wszystkim jest uważany jako gorliwy duszpasterz. Wydaje mi się, że moją troską winno być przede wszystkim to, by nie zniszczyć, by nie zepsuć tego dzieła i tej atmosfery jaką wypracował Ksiądz Prałat w tej parafii”. Od początku pełnienia funkcji Proboszcza Ksiądz Grzegorz może liczyć na doświadczenie Księdza Prałata i serdeczność z jego strony. Nasz Duchowy Przewodnik niejednokrotnie podkreślał wdzięczność jaką ma dla Księdza Prałata, można zatem śmiało stwierdzić, że nasza wspólnota ma dwóch ojców duchowych. Duszpasterski spadek po pierwszym Pasterzu naszej owczarni był i jest bardzo zobowiązujący dla Księdza Grzegorza, jednak swoje obowiązki spełnia On wzorowo, ciesząc się ogromnym poważaniem wiernych. Zanim decyzja Księdza Kardynała Franciszka Macharskiego trafiła do naszej parafii, nasz Proboszcz miał już za sobą pewien odcinek historii swojego życia.

„Wszyscy mówili, że będzie księdzem” 
Aby dotrzeć do lat młodości naszego Jubilata udałem się do Jego rodzinnej miejscowości – do Skrudziny, leżącej kilka kilometrów od Starego Sącza. To właśnie tutaj 13 kwietnia 1953 roku przyszedł na świat Grzegorz jako czwarte dziecko Stanisława i Heleny. Wychowywał się w wielodzietnej rodzinie, ma trzy siostry: Stanisławę, Marię i Danutę oraz dwóch braci: Michała i Józefa. Zbliżam się do rodzinnego domu Księdza Proboszcza, okolica w której mieszkał jest piękna. Z podwórka widać wzniesienia, z których wyróżnia się Przechyba. Na progu domu czeka na mnie mama Księdza – pani Helena, a także siostra – Maria. Po serdecznym przyjęciu i poczęstunku specjałami tutejszej kuchni, sięgnęliśmy w rozmowie do głębi wspomnień osób najbliższych naszemu Proboszczowi. „Od początku wszyscy mówili, że będzie księdzem. Nie mogę nic złego na niego powiedzieć - jak wracał ze szkoły, to nie było żadnej pracy, na którą powiedziałby, że nie zrobi, zawsze pomagał i jeszcze siostry uczył roboty” – mówi ze wzruszeniem mama Księdza Grzegorza.. Wszystko umiał zrobić, a w szkole na wywiadówce pani zawsze mówiła, że jest wzorowym uczniem” – dodaje po chwili. Pani... wspomina też ciocię swojego syna - Rozalię, którą traktował jak swoją drugą mamę, był do niej bardzo przywiązany. 
Do kościoła parafialnego Ksiądz Grzegorz miał trzy kilometry, mimo to bywał w nim „tyle, co trzeba”. Do 8 klasy podstawówki był ministrantem, nie działał w grupach parafialnych, bo wtedy nie było takich możliwości jak dzisiaj. Jego powołanie rozwijało się w szczególny sposób i związane było z wychowaniem w rodzinie, która ukierunkowała go w stronę Boga, pozostawiając wolność wyboru drogi. Potrafił On łączyć obowiązki pracy, nauki i modlitwy. Można powiedzieć, że żył mottem: „Jeśli Bóg na pierwszym miejscu, to wszystko inne na swoim miejscu”.

„Oto ja, poślij mnie”
Powołanie dorastało w Jubilacie dość długo. Po ukończeniu szkoły średniej podjął pracę jako mechanik w dawnej Hucie im. Lenina. Po trzech latach pracy a równocześnie nauki w trybie wieczorowym poczuł, że Pan go wzywa, aby głosił Dobrą Nowinę. „Spodziewaliśmy się, że wybierze taką drogę, ale nikt nie wiedział kiedy. Nie powiedział od razu w domu o swoim zamiarze. Ksiądz Proboszcz szepnął nam w tajemnicy, że był u niego po opinię” – wspomina pani Maria, siostra Proboszcza. Decyzja o kapłaństwie zapadła w 1975 roku, a opatrzność sprawiła, że znalazł się w seminarium krakowskim, mimo iż Jego rodzinna parafia należy do Diecezji Tarnowskiej. Tak wspominał pewnego razu tamte chwile: „Zawsze towarzyszyła mi refleksja, by pomyśleć o innym życiu. To była myśl, która drążyła serce, drążyła umysł (...) Ksiądz kardynał Franciszek Macharski, który był rektorem Seminarium zapytał mnie dlaczego nie poszedłem do Tarnowa. Odpowiedziałem – to pójdę do Tarnowa. Rektor odpowiedział – Nie, to zostań tu. I tak się zaczęło. Te kilka lat w seminarium to okres żarliwej modlitwy mamy Powołanego. Był to również powód ogromnej dumy - Ksiądz Grzegorz został pierwszym kapłanem pochodzącym ze Skrudziny. Studia na Papieskiej Akademii teologicznej skończyły się obroną pracy z zakresu teologii moralnej. 17 maja 1981 roku w Katedrze Wawelskiej przyjął święcenia kapłańskie z rąk ks. kardynała Franciszka Macharskiego. Miesiąc, w którym przyjmował święcenia kapłańskie wraz z 35 innymi kolegami z roku naznaczony był dwoma ważnymi wydarzeniami. W czasie rekolekcji przed przyjęciem święceń kapłańskich – 13 maja, dotarła wieść z Rzymu o zamachu na życie Ojca Świętego, to były rekolekcje naznaczone bólem. Natomiast kilka dni po święceniach zmarł kard. Stefan Wyszyński. Te dwa wydarzenia były związane z przystępowaniem do kapłaństwa Księdza Grzegorza. Msza święta prymicyjna, która odbyła się przy ołtarzu polowym w Gołkowicach była wielkim świętem lokalnej społeczności, a przede wszystkim Jego rodziny. Oglądam zdjęcia z prymicji i zachwycam się podniosłą atmosferą tych chwil (zob. fot.). 
Pierwszą parafią, do której został skierowany Ksiądz Dziekan była parafia Wniebowzięcia Matki Bożej w Oświęcimiu. Po podziale tej parafii został wikariuszem w nowej parafii Świętego Maksymiliana. Po ośmiu latach pracy duszpasterskiej w Oświęcimiu nastąpiły przenosiny do Bazyliki Mariackiej w Krakowie. Kolejne kilka lat i kolejna zmiana –„niespodziewana aplikata” jak powiedział kiedyś Ksiądz Proboszcz, kierująca Go do pracy w Borku Fałęckim. Najpierw posługa wikariusza (dodatkowo katechizacja w Zespole Szkół Skórzanych w Łagiewnikach), a po sześciu miesiącach objęcie funkcji najważniejszego Duszpasterza we wspólnocie parafialnej. W swoim liście nominacyjnym ksiądz kardynał zwracał również szczególną uwagę na zakres obowiązków związanych z budowaniem kościoła na osiedlu Kliny: „(…) równocześnie deleguję księdza do prowadzenia wszystkich spraw administracyjnych, ekonomicznych i architektoniczno-budowlanych związanych z projektowaniem i realizacją kościoła na osiedlu Kliny”. Śmiało można nazwać naszego Proboszcza budowniczym świątyń. 

„Budowniczy, organizator, gospodarz”
Jako wikariusz w parafii Św. Maksymiliana Ksiądz Grzegorz uczestniczył w budowie nowego kościoła – Pomnika Męczeństwa Narodów. Swoje doświadczenie przeniósł również do Borku Fałęckiego. Tutaj przy jego nadzorze powstała nowa parafia – nowy kościół na os. Kliny Borkowskie. Miał On również wielki udział przy nadzorowaniu i koordynowaniu prac związanych z budową kaplicy na ulicy Goryczkowej. Ogrom prac, które już do tej pory miały miejsce na terenie naszej parafii – w kościele, wokół niego, na cmentarzu jest wspaniały, na pewno przyczyniają się one do tego, że wspólnota ma wspaniałe warunki do modlitwy a kapłani do duszpasterzowania. W wywiadzie udzielonym kilka lat temu w naszej gazecie (nr 3/2001) Ksiądz Dziekan powiedział: „Ja w swoich planach nigdy nie przypuszczałem, że będę się musiał zajmować budową, bo się na tym nie znam. Jednak w obecnych czasach zadanie to jest nieco łatwiejsze, gdyż są firmy i ludzie, którzy mogą podpowiedzieć, choć ostatnie zdanie i tak należy do proboszcza i za wszelkie decyzje odpowiedzialny jest proboszcz”. Efekty pracy możemy obserwować – parking i droga procesyjna wokół kościoła, piękny ogród z miejscem do spotkań dla grup działających przy parafii i wreszcie odrestaurowana i ciągle wykorzystywana sala teatralna, czy też poświęcona niedawno przez kard. Stanisława Dziwisza – sala multimedialna. Nasz Duszpasterz jest świadomy tego, jak kapłan powinien w dzisiejszych czasach docierać z Dobrą Nowiną do ludzi. Ta troska i zaangażowanie budzi wielki podziw i została zauważona. Mało kto wie, że nasz Duszpasterz jest Prezesem Fundacji Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach i materialny rozwój tej świątyni w wielkim stopniu zależy właśnie od Niego. Nasz Jubilat jest więc wspaniałym organizatorem, budowniczym i gospodarzem parafii, jednak zdaje sobie On sprawę z tego, iż nawet najpiękniejszy kościół, najwspanialsze metody duszpasterzowania nie zastąpią żywego kościoła, którym są wszyscy wierni, wszyscy parafianie.

„Oj bardzo dobry...”
Ci, który znają Księdza Proboszcza wiedzą, że współpraca z nim i atmosfera, którą wprowadza swoją osobą jest bardzo przyjazna. Można powiedzieć – Bóg wie kogo wybiera na pasterza swojej owczarni. Nasz Duchowy Ojciec ma zrozumienie dla spraw wspólnoty, pragnie docierać nie tylko do zaangażowanych, ale jak sam kiedyś powiedział: „poprzez tych, którzy uczestniczą w zespołach chce docierać szerzej”. Tej wizji parafii jest wierny i jest dla Niego wielką radością, jeśli wierni angażują się w życie liturgiczne, kulturalne i wspólnotowe. 
„Ksiądz Proboszcz to dla mnie wzór do naśladowania. Cenię go za to, że organizuje kolonie parafialn, a i ufundował Puchar na Turnieje Ministranckie” – mówi Szymon Liszka, ministrant z kilkoletnim stażem. Ta wszechstronna troska o tak wielką parafię, a zarazem docieranie do różnych grup i ich potrzeb budzi podziw.
Mówi Mateusz – lektor: „Jest dla mnie osobą, która moim zdaniem dobrze troszczy się o parafię. Czuje się dystans i szacunek, a zarazem Ksiądz zawsze coś miłego powie(...)”. Jakby tego było mało chciałbym dodać krótką i bardzo trafną wypowiedź sąsiadki domu rodzinnego – pani Marysi ze Skrudziny. Gdy zbierałem informację do artykułu zapytałem wprost – jaki jest Ksiądz Grzegorz i oczekiwałem rozbudowanej wypowiedzi. Na moje pytanie usłyszałem odpowiedź: „Oj bardzo, dobry, bardzo dobry”. Nie pytałem dalej.
Życie „Przewodnika parafii” to również - a może przede wszystkim – troski. Dwa miesiące temu podczas rozmowy z okazji 10-lat posługi w Borku Fałeckim Ksiądz Dziekan powiedział: „Czuję pewien niedosyt i swoistego rodzaju porażkę. Tak trudno zachęcić... Często te same osoby w wielu grupach. Brak ludzi świeckich, którzy podjęliby odpowiedzialność”. Moglibyśmy zapytać się nawzajem – czy nie jest to również moja porażka? Na pewno nasz Jubilat na nas liczy, na nasze zaangażowanie, pomoc w mówieniu innym i pokazywaniu, że Bóg jest miłością i we wspólnocie parafialnej tą miłość możemy pełniej odkrywać.

Kuchnia i podróże
W czasie „wizyty reporterskiej” w Skrudzinie dowiedziałem się gdzie Ksiądz Proboszcz wypracował „dobrą rękę” do pieczenia i gotowania. Siostra Księdza opowiada, że zaglądał do kuchni i przypatrywał się jak gotuje mama. Te doświadczenia kucharskie udoskonaliły się jeszcze na parafiach w Oświęcimiu, gdzie świetnie gotowała siostra Gabriela, a na plebani kościoła mariackiego – pani Zosia. „Jak rozpoczynał kapłańską przygodę często dzwonił do domu i pytał mnie jak coś robić i przyprawiać” – wspomina mama Księdza. Podobno nie jest On wybredny, ale gdy rodzina chce mu sprawić niespodziankę – choć „w domu bywa bardzo rzadko odkąd został dziekanem, bo ma jeszcze więcej obowiązków”, to na stół trafiają kluski ziemniaczane tzw. „ziemniaczanki”. Dobry stół łagodzi obyczaje, więc warto z niego korzystać.
Oprócz kuchni kolejna pasja to podróżowanie a dokładniej - pielgrzymowanie. Kilkanaście pielgrzymek to jeszcze za mało, Ksiądz Grzegorz uważa, że jest wiele miejsc, które chciałby odkryć. Najważniejsze były dla Niego pielgrzymki związane ze spotkaniami z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Kilkakrotnie uczestniczył w prywatnych audiencjach, do niezapomnianych chwil przejdą te, gdy wraz z własną mamą spotkał się z Papieżem w 1984 roku, jak również, gdy uczestniczył we wspólnym obiedzie z „Pasterzem wszechczasów” w dniu kanonizacji świętego O. Pio. 

Nasz ksiądz, nasz pasterz
Ostatnio byłem na pewnej konferencji na której jedna z referentek zwróciła się do słuchaczy: „no bo wiecie czarni (...)”. Jej wypowiedź spotkała się z negatywnym przyjęciem. Ktoś wstał i powiedział: „Wie pani co? Nie pozwolimy sobie na to, żeby pani obrażała księży, naszych księży, bo to są nasi księża i trzeba mieć do nich szacunek”. Nasi parafianie mają ogromny szacunek do Księdza Proboszcza, właściwie nie tylko szacunek, ale i sympatię. Życzliwość, którą obdarza On każdego z nas owocuje. To nasz Proboszcz, nasz kapłan, nasz pasterz, któremu jesteśmy wdzięczni za posługę, którą z taką gorliwością sprawuje. Jesteśmy mu wdzięczni, że prowadzi nas do pełniejszego rozumienia prawd Bożych, że swoim życiem świadczy, że warto „być” a nie „mieć”. Ksiądz Grzegorz nie spoczął na laurach w swojej pracy duszpasterskiej, ciągle porywa ludzi do coraz to żywszej wiary, nawołuje do tego, by każdy znalazł swoje miejsce w tej owczarni, zachęca do zaangażowania i za zaangażowanie wyraża wdzięczność. Dba o to, by każdy czuł się potrzebny w tej wielkiej rodzinie. „Bywają chwile, że czuję niepokój, gdy pomyślę o odpowiedzialności za taką wspólnotę. Najlepiej jest, gdy jest wzajemne zrozumienie, gdy każdy spełnia to, co do niego należy. Wtedy nawzajem jesteśmy dla siebie wychowawcami” – tak mówił kiedyś zapytany o rolę wychowawcy parafian, wychowawcy młodszych kapłanów, którą pełni. 
Padło w tym reportażu wiele słów, być może wiele było wzniosłych, ale godnych namiestnika chrystusowego, którym została obdarowana nasza parafia. Pozostaje mi tylko w imieniu parafian zwrócić się do Księdza Proboszcza Grzegorza Szewczyka i powiedzieć: „Dziękujemy, dziękujemy...”

Paweł Piwowarczyk

Foto-historia Księdza Grzegorza

Więcej zdjęć oraz artykuł znajdziesz w specjalny wydaniu "Posłańca Zwycięskiej" nr 56.