Opowiadania, Artykuły
Spowiedź na czerwonym świetle
czyli Dekalog według świeckiego
Ewa i Marek w zeszłym roku się pobrali. Ach, cóż to był za ślub. Ponad
trzysta osób złożyło im życzenia przed bramą Kościoła, były matki, ojcowie,
ciotki,
babcie, przyjaciele ze szkolnej ławy, znajomi z pracy i z firmy Marka. Mnóstwo
ludzi, wszyscy szczerze życzyli zdrowia i szczęścia.
Jedynie daleki kuzyn Patryk, który od dwóch lat jest kapłanem w góralskiej
wiosce, złożył im niezwykłe, może trochę dziwne życzenia. Powiedział, aby nie
opuszczała ich siła i wiara, aby wytrwali w prawdzie i nie poddali się aniołowi
ciemności.
Młodzi nie rozumieli tych życzeń, ale głęboko utkwiły w ich pamięci, myśleli o
nich, choć nie odważyli się rozmawiać. Nie wiedzieli co mówić, jak zacząć.
Przecież są młodzi i silni, wierzą w Boga i nie zamierzają kłamać. Dlaczego
kuzyn Patryk powiedział je z taką powagą, tak głęboko patrząc im w oczy?
Dlaczego jak mówił do nich, wydawało im się jakby mówił o nich?
Ewa była znakomitym organizatorem i pracowała jako logistyk w firmie "Active".
Zajmowała się przygotowywaniem sympozjów, wyjazdów integracyjnych i szkoleń.
Dobrze wykonywała swoją pracę, szef był bardzo zadowolony z efektów i doceniał
to przy każdej nadarzającej się okazji.
Marek miał niewielką firmę budowlaną. Nie narzekał na brak pracy, miał sporo
zleceń i ledwo zdążał z ich realizacją. Żyli dostatnio, nie brakowało im na
zabawę, kino i organizowanie imprez. Mieli dwa samochody, własny, piękny dom i
perspektywę dostatniej przyszłości. Życie nie skąpiło im niczego i oddalało od
nich problemy.
Tak minęły miesiące i lata.
Było piękne lipcowe popołudnie. Ewa i Marek szykowali się do urlopu. Tym razem
postanowili spędzić lato w Turcji. Wyobrażali sobie już piękne plaże, morze i
ten beztroski wypoczynek. Marek zbiera się na zakupy, musi przywieźć ze sklepu
sporo rzeczy. Nowe kąpielówki, jakieś jedzenie na drogę, filmy do aparatu
fotograficznego i całą listę zakupów, którą przygotowała Ewa. Wziął torby,
wsiadł w swoją Toyotę i pojechał. Ewa w tym czasie pakuje walizy.
Nawet się nie zorientowała, że zeszło jej na tym pakowaniu ponad trzy godziny.
Usiadła i zaczęła się zastanawiać, dlaczego w markecie jest dzisiaj taka
kolejka, przecież Marek nie lubi tych wielkich sklepów i zawsze spieszy się, aby
jak najszybciej z nich wyjść.
Gdy minęła czwarta godzina, poważnie już zaniepokojona Ewa dzwoni do Marka na
komórkę. Ten jednak nie odbiera. Ewa coraz bardziej martwi się o męża, mija
piąta godzina, a on dalej nie wrócił.
Po sześciu godzinach i dziesiątkach prób dodzwonienia się, Ewa jedzie do
marketu. Szuka pełna obaw Marka, biega w tłumie, lecz nigdzie go nie ma. Idzie
na parking i błądzi między autami, tu również nie może znaleźć Toyoty męża. Z
nadzieją wraca do domu, ale niestety, Marka nadal nie ma.
Dochodzi północ. Ewa odchodzi już od zmysłów. Dźwięk dzwonka telefonu paraliżują
ją całkowicie. Jest przerażona i przed oczyma stanęło jej całe życie. Zobaczyła
wszystkie chwile spędzone u boku Marka, ich miłość, ślub. Przypomniała sobie
również życzenia księdza Patryka, przecież powiedział aby nie opuszczała ich
wiara i aby byli silni. Teraz, jak nigdy dotąd zrozumiała siłę tych słów.
Podniosła słuchawkę. "Czy pani Ewa Zbirowska?" - przemówił głos w słuchawce. Ewa
niepewnym głosem odpowiedziała "tak".
"Pani mąż Marek, miał wypadek i leży w naszym szpitalu. Czy może pani
przyjechać?" Ewa zamarła, nie wiedziała co powiedzieć, ból i strach ścisnął jej
gardło. Była całkowicie osłupiała. Resztkami sił zdołała zapytać w jakim
szpitalu leży Marek, wypiła ponad litr wody i pojechała.
Droga do szpitala zdawała jej się wiecznością. Jedna myśl przebijała drugą, gaz
wciskała jakby chciała wgnieść pedał do podłogi.
Czerwone światło. Ewa ostro zahamowała, ledwo zdążając przed przejściem dla
pieszych. Wymuszona chwila, która zatrzymała ją w drodze do człowieka leżącego w
szpitalu. Nie wie w jakim jest stanie, nie wie nawet czy jeszcze żyje.
Pielęgniarka, która dzwoniła nie chciała nic powiedzieć przez telefon. Dlaczego?
Czy jest aż tak bardzo źle?!
Czerwone światło wciąż świeci. Ewa przypomina sobie ciepłe oczy księdza Patryka,
gdy mówił po jej ślubie aby wytrwali w prawdzie i nie poddali się aniołowi
ciemności. Ileż razy ulegałam temu aniołowi. Przecież on czai się wszędzie,
czeka tylko na dogodną okazję, aby mnie sprowokować. O rany, przecież nasze
życie teraz stało się przerażająco puste i pozbawione sensu. Dlaczego nie mamy
jeszcze dzieci?! No tak, czekaliśmy aż dorobimy się, awansujemy i będziemy mogli
zapewnić im "przyszłość". Boże, przecież Ty zostawiłeś mi wskazówki, dlaczego ja
ich nie dostrzegałam?!
1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną
Jak poznałam Marka, to zaimponował mi tym, że zbudował swoją firmę. Poświęcał
jej mnóstwo czasu, pracował w soboty i niedziele. Szukał zleceń, nowych wyzwań.
Gdy wracał z pracy, brał telefon i dzwonił do swoich klientów. Wiedział, że im
więcej będzie miał pracy, tym więcej zarobi pieniędzy.
Firma zdominowała jego życie, a później, gdy byliśmy już małżeństwem,
zdominowała nasze życie. Wszystko podporządkowaliśmy jej. To od klientów
zależało, czy wyjedziemy na weekend, czy zdążymy w niedzielę do Kościoła. Pogoń
za pieniędzmi przyniosła nam przecież wielki sukces. Mamy sporo oszczędności,
dom, auta. Opłaciło się chyba.
No ale co teraz? Jakie to wszytko ma znaczenie, gdy stracę Marka?! Pieniądze mi
nie pomogą w walce ze śmiercią.
Tak kuzynie, miałeś rację. Życzyłeś nam wiary w Boga a nie w pieniądze. To one
stały się naszym bożkiem, a teraz są bezużyteczne.
Panie Jezu - wybacz!
2. Nie będziesz wymawiał Imienia Pana Boga twego nadaremno
O Boże, złamał mi się paznokieć! To straszne! Teraz będę musiała czekać i nie
mogę się pokazać w towarzystwie.
O Boże, spraw abyśmy wygrali w totka. O Boże, spraw aby jutro była ładna
pogoda...
Tak kuzynie Patryku, miałeś rację. Moja wiara była pozorna, wołałam do Boga, gdy
złamał mi się paznokieć. Do kogo teraz mam wołać, gdy Marek kona w szpitalu?!
Prosiłam go o rzeczy, które zupełnie nie mają znaczenia zamiast zaufać Jego
miłości.
Panie Jezu - wybacz!
3. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił
Przecież nam ciągle brakowało czasu. Wracaliśmy skonani z pracy, jak trafiła się
jakaś wolna niedziele, to mogliśmy chociaż grilla zrobić albo poleżeć w
łóżku. To był jedyny dzień, w którym miałam czas zrobić pranie i posprzątać nasz
dom. Kiedy mam to robić, jak ciągle pracuję?!
Miałeś rację księże Patryku, powiedziałeś abyśmy nie poddawali się aniołowi
ciemności. Nasze życie było często kierowane przez szatana, to on powodował
nasze lenistwo przed wyjściem do Kościoła i on dodawał nam energii do porządków
niedzielnych. Nigdy nie zdawałam sobie z tego sprawy, to przecież zawsze było
naturalne i życiowe. Po co mi teraz posprzątany dom, skoro mój Marek leży w
szpitalu?!
Panie Jezu - wybacz!
4. Czcij ojca twego i matkę twoją
Taty grób już pewnie cały zarósł trawą, chodzę tam tylko we Wszystkich Świętych.
O rany, już trzy miesiące nie odwiedziłam mamy. A ostatnio pożegnałam się z nią
robiąc pretensje, że nie pomogła mi w koszeniu trawy w ogrodzie. Co ja
wyprawiam?! Przecież ja też chcę mieć dzieci, chcę aby mnie odwiedzały jak będę
staruszką. Nie chcę, aby były takie jak ja.
Co ja mówię, przecież mój mąż miał wypadek, nie wiem czy przeżyje, czy będę
miała jeszcze dziecko?! Przepraszam mamo, wybacz tato, zaniedbałam was i
zraniłam.
A co by było, gdybyś ty mamo odeszła? Nie zdążyłabym cię przeprosić, muszę się
spieszyć i naprawić to co popsułam. Patryku, dobrze nam życzyłeś
mówiąc o sile, tak bardzo jej potrzeba w życiu.
Panie Jezu - wybacz!
5. Nie zabijaj
O przepraszam, nikogo nie zabiłam! Tu mam czystą kartę.
Hmmm, wprawdzie nie zawsze gotowałam, często namawiałam Marka aby jadał w
McDonald's, to na pewno nie pomaga jego zdrowiu. Czy to może przyczyniło się do
jego wrzodów?!
Często miałam do niego pretensje, robiłam mu niesłuszne wyrzuty. To przecież
mogło zranić jego serce, to mogło zaszkodzić jego zdrowiu, jego nerwom.
Kuzynie, znowu miałeś rację. Potrzebujemy dużo siły w ciągłej walce z samym
sobą.
Panie Jezu - wybacz!
6. Nie cudzołóż
Księże Patryku, zawaliłam. Ale on był taki miły, tak niesamowicie mówił.
Przecież Marek o niczym nie wie, nie wie, więc go nie zraniłam. To był tylko
jeden raz. Poddałam się jego nieodpartemu urokowi. To fakt, że często później
myślałam o nim i nie dawało mi spokoju, że okłamałam męża. Wiem teraz, że łatwo
jest się poddać i doceniam mocno twoje życzenia o wytrwałość w prawdzie. Nie
wiem jak to się stało, ja nie chciałam. Teraz wiem, że nie zrobiłabym tego,
teraz doceniam mojego Marka, ale to pewnie dlatego, że go tracę.
Panie Jezu - wybacz!
7. Nie kradnij
Nie muszę kraść, mam przecież wszystko co do życia jest potrzebne. Tym razem
chyba nic nie przychodzi mi do głowy, to wspaniale! Ale czy na pewno autor tego
programu księgowego, który mam w komputerze, nie ma nic przeciwko temu, że
skopiowałam go od kolegi? Chyba nie byłby zachwycony. Ale przecież programy są
strasznie drogie, gdybym miała kupić wszystkie, których używamy na naszych
komputerach, to musiałabym wydać majątek! No tak, ale co to może obchodzić
autora, on napisał ten program i chce go sprzedać. To w końcu jego sprawa na ile
go wycenił.
Patryku, anioł ciemności zaślepił mnie i tym razem.
Panie Jezu - wybacz!
8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu
Kariera, awans, pieniądze. To jedyne argumenty w mojej pracy. Dla nowego
stanowiska sprzedałam przyjaciółkę. Ale to było głupie, po co ja powiedziałam
szefowi, że projekt kampanii reklamowej tego proszku ja zrobiłam a Anka się
obijała. Przecież to w całości jej dzieło a wszystkie nagrody mnie przypadły.
Jak jej musiało być przykro. Jutro powiem, że to ona zrobiła! Kuzynie, znowu
przegrałam. Brakło mi prawdy w obliczu ludzi. Panie Jezu - wybacz!
9. Nie pożądaj żony bliźniego swego
Niczyjej żony nie pożądałam, ale chyba jak marzyłam o Grzegorzu, to nie bardzo
Ci się podobało Panie. To było silniejsze ode mnie, nie mogłam odpędzić myśli o
nim.
No tak, ale przecież mogłam wtedy pomyśleć o Tobie, mogłam się pomodlić zamiast
męczyć się sama z sobą. Dobrze, że Marek o tym nie wie, na pewno bardzo by
cierpiał. On nie wie, ale przecież Ty wiesz Panie. Patryku, wiem już, że
potrzeba wiele siły wewnętrznej, aby żyć i nie ranić nikogo. To było takie
głupie, przecież mam najwspanialszego męża. Obym go nie straciła.
Panie Jezu - wybacz!
10. Nie pożądaj żadnej rzeczy bliźniego swego
Nasi sąsiedzi Stasikowie mają jacht. Strasznie im zazdroszczę, bardzo chciała
bym mieć taki sam, ale nie stać nas na to. Patrzę z wielką zazdrością, jak
zawsze wypływają nim na mazurskie jeziora.
Jakie on ma znaczenie wobec tej wielkiej tragedii, jaką teraz przeżywam.
Marzyłam o rzeczach a teraz proszę Cię Panie tylko o zdrowie dla męża. Nie
zabieraj mi go, weź wszystko co mam, ale pozostaw mi Marka. Przez całe lata
miałam u boku najcenniejszy skarb, a ja patrzyłam na to co mają inni.
Księże Patryku, znowu punkt dla ciebie. Brakowało mi siły i wiary.
Panie Jezu - wybacz!
Życie Ewy było bajką pozbawioną ciemnych kolorów. Miała wszystko a mając tak
wiele, przestaje się to doceniać i potrzebny jest zimny prysznic. Ewa
przejrzała, zdążyła. Zobaczyła, jak wiele zła można zrobić, nie robiąc nic lub
robiąc to co wszyscy. Będąc w rozpaczy po wypadku męża, gdy czuła, że może go
już na zawsze stracić, zrozumiała, jak jest dla niej ważny. Zrozumiała głębszy
sens życia oraz to, że ono tu na ziemi się kończy. Wie, że ma coraz mniej czasu,
aby zdać najważniejszy egzamin i przygotować się na spotkanie z Panem. Ogarnęło
ją ciepło i uspokoiła się. Pan wybaczy mi moje winy, naprawię wszystko. Jezu,
ufam Tobie. Dziękuję Ci, że otwarłam oczy. Żałuję, że nie zrobiłam tego
wcześniej, żałuję bardzo, że musiało dojść do takiej tragedii, abym zrozumiała,
że Ty jesteś jedyną Drogą.
Panie Jezu - dziękuję Ci!
Ewa zobaczyła, że pali się już zielone światło.
Spokojnie ruszyła w dalszą drogę do szpitala, cały czas modląc się o męża. Po
przyjeździe dowiedziała się, że mąż leży na pierwszym piętrze w sali numer
trzynaście. Wbiegła na górę, szybko odnalazła salę i rzuciła się na szyję Marka,
który siedział przy swoim łóżku. Kochanie, co ci jest? Jak to się stało?
Rozmawiali bardzo długo. Okazało się, że na pierwszym skrzyżowaniu, które Marek
musiał minąć po wyjeździe z domu, wjechał w niego pijany kierowca. Samochód mamy
do kasacji Ewusiu, mnie na szczęście nic wielkiego się nie stało.
Na drugi dzień Marek mógł wyjść ze szpitala. Wrócili razem z Ewą do swojego
domu, ale zobaczyli go zupełnie inaczej. Poczuli się, jak pierwszego dnia po
ślubie. Na nowo się poznali, na nowo mają siebie nawzajem. Nie patrzą na piękny
dom, nie liczą pieniędzy, zapomnieli już o planowanym urlopie w Turcji. Siedzą
przy kominku wtuleni w siebie i milczą. Marek otarł się o śmierć, długo nie
zapomni wypadku. Ewa odchodziła od zmysłów i znalazła spokój w modlitwie. Są
tacy sami, ale jakże inni.
Życie Ewy i Marka toczyło się dalej. Rano wychodzili do pracy, sumiennie ją
wykonywali ale nie byli już nią pochłonięci. Po dwóch miesiącach Ewa zaszła w
ciążę, była to wielka radość. Zastanawiali się na imieniem dla córeczki a gdy
już wybrali, to myśleli o imieniu dla chłopca. Po kilku dniach postanowili, że
będzie Alicja albo Patryk. W małżeństwie pojawiła się szczera rozmowa, mówili o
tym co czują, o własnych błędach z przeszłości. Oboje aktywnie włączyli się w
życie Kościoła. Byli inicjatorami grupy charytatywnej w ich parafii, Marek
przekazywał część dochodów swojej firmy na pomoc dla potrzebujących. Założyli
również fundację, która pomagała rodzinom w rozmaitych sytuacjach życiowych.
Wszystko co robili, robili myśląc o Bogu. Patrzyli w przyszłość, ale tą
najdalszą, tą, która zaczyna się u kresu ziemskiej wędrówki. Przez myśl o
przyszłym, prawdziwym życiu, nie pozwalali przebijać się doczesnym problemom,
które codziennie spotykają każdego człowieka. Zabijali w zalążku wszelkie
pokusy. Żyli powtarzając wielokrotnie w myślach "Jezu ufam Tobie" i ta wielka
moc, ta nieziemska siła, która płynie z tej ufności, dawała im siłę, wiarę,
prawdę i miłość. To są narzędzia do walki z aniołem ciemności. To spełnienie
życzeń dalekiego kuzyna - księdza Patryka.
Słowo od autora
Historia Ewy i Marka nie wydarzyła się naprawdę, choć można doszukać się
podobnej u wielu osób, które wróciły do Boga. Życzę ci z całego serca, aby w
twoim życiu zapaliło się czerwone światło jak najszybciej, aby zdążyło się
zapalić, nim będzie za późno. Życzę, aby to światło zapaliło się dzięki twoim
przemyśleniom i pragnieniom, a nie przez tragedię czy poważny problem.
Każdy z nas miewał wątpliwości, każdy z nas szukał czegoś i nie mógł się
pogodzić z wieloma wydarzeniami w życiu. Odpowiedzią na wszelkie wątpliwości i
kłopoty, jest całkowita ufność, całkowite oddanie swojego życia Jezusowi. Dzięki
wierze w Jego Łaskę, możemy pokonać wszystko, co spotka nas w ziemskiej
wędrówce.
Petrus
Opowiadanie w pdf.
•
Więcej Opowiadań i Artykułów Kręgu Przyjaciół
• Prasa - publikacje, artykuły, rozmowy
Czekamy na Ciebie! Prześlij nam swój
artykuł, opowiadanie...
|