Opowiadania, Artykuły
Tajemnica Trójcy Świętej
Niejednokrotnie dręczy myślących chrześcijan intelektualna troska o to, jak
pogodzić z oczywistymi zasadami rozumu niezwykle głęboko zakrytą tajemnicę
trójosobowości Boga Jedynego. Przecież do takich niewzruszonych zasad
oczywistych rzetelnego rozumu zalicza się powszechnie pogląd o niemożliwości
uzyskania jednego obiektu x w wyniku sumowania trzech takich samych obiektów
x+x+x. Uważa się, że sumując trzy jednakowe wielkości x zawsze otrzymujemy x+x+x=3x.
Dla poparcia takiego poglądu ludzie powołują się zwykle na podstawowe prawa
matematyczne, nie precyzując w ogóle ich zakresu.
Tymczasem prawo matematyczne sformułowane w tak ogólny sposób jest ewidentnie...
fałszywe. Dla wykazania tej fałszywości wystarczy przyjąć na przykład 0 [zero]
jako obiekt x. Już uczeń pierwszej klasy szkoły podstawowej wie, że 0+0+0=0. A
przecież nawet jeden jedyny kontrprzykład nie podlegający jakiemuś prawu
ogólnemu całkowicie likwiduje ogólność tego prawa.
Jednakże w nienagannej matematyce podany przed chwilą przykład nie jest jedynym
wyjątkiem kwestionującym ową „ogólną” zasadę dodawania. Jest ich...
nieskończenie wiele! Mówię to z pełną odpowiedzialnością za matematyczną
poprawność i ścisłość tego sformułowania.
Pomijając już powyższy przykład zera (które zresztą wcale nie nadaje się na
prawidłowy analogon osoby Boga) weźmy pod uwagę którąś z liczb kardynalnych –
określających moce [ilości elementów] zbiorów nieskończonych (to znaczy:
nieskończenie wielkich). Rozpatrzmy na przykład kardynalną liczbę o (alef zero)
określającą moc [ilość elementów] zbioru wszystkich liczb naturalnych.
Dla tej liczby zdecydowanie prawdziwa jest równość:
o+o+o=o
a to już nie jest sprawa banalna, ponieważ liczba o nie jest zerem. Ba, jest
ona znacznie (nieskończenie!) większa od zera.
I tak jest dla każdej liczby kardynalnej (alef), a jest takich liczb
nieskończenie wiele, wśród których możemy znaleźć nieskończenie wiele liczb
radykalnie różniących się między sobą.
Taka właśnie liczba (jako określająca ilość nieskończenie wielką) nadaje się już
znakomicie do tworzenia matematycznej analogii pojęcia trójosobowości Boga
Jedynego i pomaga nam nie tylko uświadomić sobie i uwiarygodnić logiczną
sensowność tego pojęcia, lecz również pozbyć się dokuczliwego kompleksu
zakamuflowanej aprobaty dla... politeizmu.
Tak, to nie są zbyt wielkie słowa ani żadna przesada. Zarówno wyznawcy islamu
jak i judaizmu (nie mówiąc już o tak zwanych Świadkach Jehowy) ostro zarzucają
nam chrześcijanom wiarę w jawne wielobóstwo. Swoje pretensje do nas pod tym
względem opierają właśnie na naszej (tzn. Nowotestamentalnej) koncepcji Trójcy
Świętej.
Tymczasem, wyżej przedstawiona równość matematyczna dopuszczająca (w niektórych,
bynajmniej nie trywialnych przypadkach) możliwość odstępstwa od – wydawałoby
się, zawsze i bezwzględnie słusznej – nierówności
x+x+xx
pozwala nam spokojnie pogodzić naszą wiarę w prawdziwość chrześcijańskiego
objawienia (odnoszącego się do tajemnicy Trójcy Świętej) z najściślejszymi
wskazaniami rozumu – o czym tak mądrze i pięknie mówi Jan Paweł II w swojej
encyklice Fides et ratio.
Oczywiście, przy pomocy żadnych analiz racjonalnych człowiek nie zdoła na tej
ziemi zgłębić do końca, nieskończonego bogactwa tajemnicy teologalnej
zasygnalizowanej Objawieniem. Co najwyżej może ją stopniowo i skromnie
przybliżać. Tylko tyle i... aż tyle!
W matematyce zresztą możemy znaleźć więcej przykładów potwierdzających, przez
analogię, logiczną sensowność chrześcijańskiego rozumienia sposobu istnienia
jedynego Boga w Jego trzech Osobach. Chociażby taką możliwość uzyskania wektora
o długości jednostkowej jako wyniku sumowania trzech, zupełnie różnych (i nie
leżących w jednej płaszczyźnie) wektorów, z których każdy ma długość
jednostkową.
Istnieje też ciekawy przykład z dziedziny fizyki, potwierdzający zauważoną
prawdziwość równości x+x+x=x dla wielkości skończonych (!) i różnych od zera.
Jeżeli, mianowicie, w miejsce symbolu x wstawimy w tej równości symbol c
(oznaczający prędkość światła rozchodzącego się w próżni), wówczas także –
zgodnie ze szczególną teorią względności – otrzymujemy dokładną i ścisłą
zależność między trzema skończonymi wielkościami niezerowymi, których suma jest
równa któremukolwiek z jej składników.
Na zakończenie zatem przyjrzyjmy się jeszcze jednemu, bardzo poglądowemu,
przykładowi matematycznemu (z dziedziny geometrii) ilustrującemu dość trafnie
problem rozpatrywany w niniejszym rozważaniu.
Weźmy pod uwagę zwykły trójkąt, którego wnętrze wyobrażamy sobie jako
symboliczny obraz Boga.
Wnętrze tego trójkąta jest jedno jedyne, a więc jest ono adekwatnym
odzwierciedleniem jedyności Boga. Trójkąt ten ma trzy różne kąty (ich
wierzchołki pokrywają się z wierzchołkami tegoż trójkąta), których wnętrza
wyobrażamy sobie jako symboliczne obrazy trzech Osób Boskich. Wnętrza tych
trzech kątów – aczkolwiek różne, ponieważ każdy z nich ma inny wierzchołek – w
sumie tworzą jeden jedyny obszar, pokrywający się z całym wnętrzem naszego
trójkąta, a więc utożsamiają się z tym, co wyobraża jedynego Boga.
Czyż obraz ten nie stanowi dobrej analogii dla chrześcijańskiego rozumienia
troistości struktury osobowej Boga Jedynego?
Ryszard Dezor
• Więcej
Opowiadań i Artykułów Kręgu Przyjaciół
• Prasa - publikacje, artykuły, rozmowy
Czekamy na Ciebie! Prześlij nam swój
artykuł, opowiadanie...
|