Sługa Boży Jan Paweł II

ENCYKLIKA EVANGELIUM VITAE
o wartości i nienaruszalności życia ludzkiego Wprowadzenie
1. EWANGELIA ŻYCIA znajduje się w samym sercu orędzia Jezusa Chrystusa. Kościół
każdego dnia przyjmuje ją z miłością, aby wiernie i odważnie głosić ją jako
dobrą nowinę ludziom wszystkich epok i kultur.
Gdy zajaśniała jutrzenka zbawienia, wieść o narodzinach Dziecka została
ogłoszona jako radosna nowina: „Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie
udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym
jest Mesjasz, Pan” (Łk 2, 10-11). Źródłem tej „wielkiej radości” jest oczywiście
przyjście na świat Zbawiciela; ale Boże Narodzenie objawiło również głęboki sens
każdych ludzkich narodzin i ukazuje, że radość mesjańska jest fundamentem i
wypełnieniem tej radości, jaką przynosi każde dziecko przychodzące na świat
(por. J 16, 21).
Jezus, przedstawiając istotę swojej odkupieńczej misji, mówi: „Ja przyszedłem po
to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości” (J 10, 10). Ma tu w
rzeczywistości na myśli owo życie „nowe” i „wieczne”, polegające na komunii z
Ojcem, do której każdy człowiek zostaje bez żadnych zasług powołany w Synu za
sprawą Ducha Uświęciciela. Ale właśnie w świetle takiego „życia” nabierają
pełnego znaczenia wszystkie aspekty i momenty życia człowieka.
Nieporównywalna wartość ludzkiej osoby
2. Człowiek jest powołany do pełni życia, która przekracza znacznie wymiary jego
ziemskiego bytowania, ponieważ polega na uczestnictwie w życiu samego Boga.
Wzniosłość tego nadprzyrodzonego powołania ukazuje wielkość i ogromną wartość
ludzkiego życia także w jego fazie doczesnej. Życie w czasie jest bowiem
podstawowym warunkiem, początkowym etapem i integralną częścią całego i
niepodzielnego procesu ludzkiej egzystencji. Proces ten — nieoczekiwanie i bez
żadnej zasługi człowieka — zostaje opromieniony obietnicą i odnowiony przez dar
życia Bożego, które urzeczywistni się w pełni w wieczności (por. 1 J 3, 1-2).
Równocześnie to nadprzyrodzone powołanie uwydatnia względność ziemskiego życia
mężczyzny i kobiety. Nie jest ono jednak rzeczywistością „ostateczną”, ale „przedostateczną”;
jest więc rzeczywistością, świętą, która zostaje nam powierzona, abyśmy jej
strzegli z poczuciem odpowiedzialności i doskonalili ją przez miłość i dar z
siebie ofiarowany Bogu i braciom.
Kościół jest świadom, że Ewangelia życia, przekazana mu przez Chrystusa1,
wzbudza żywy i poważny odzew w sercu każdego człowieka, tak wierzącego jak i
niewierzącego, ponieważ przerastając nieskończenie jego oczekiwania, zarazem w
zadziwiający sposób współbrzmi z nimi. Mimo wszelkich trudności i niepewności
każdy człowiek szczerze otwarty na prawdę i dobro może dzięki światłu rozumu i
pod wpływem tajemniczego działania łaski rozpoznać w prawie naturalnym wypisanym
w sercu (por. Rz 2, 14-15) świętość ludzkiego życia od poczęcia aż do kresu oraz
dojść do przekonania, że każda ludzka istota ma prawo oczekiwać absolutnego
poszanowania tego swojego podstawowego dobra. Uznanie tego prawa stanowi
fundament współżycia między ludźmi oraz istnienia wspólnoty politycznej.
Obrońcami i rzecznikami tego prawa powinni być w sposób szczególny wierzący w
Chrystusa, świadomi wspaniałej prawdy przypomnianej przez Sobór Watykański II:
„Syn Boży przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem”2. W
tym zbawczym wydarzeniu objawia się bowiem ludzkości nie tylko bezgraniczna
miłość Boga, który „tak (...) umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał”
(J 3, 16), ale także nieporównywalna wartość każdej osoby.
Kościół zaś, rozważając wnikliwie tajemnicę Odkupienia, uświadamia sobie tę
wartość zawsze z tym samym zdumieniem3 i czuje się powołany, by głosić ludziom
wszystkich czasów tę „ewangelię” — źródło niezłomnej nadziei i prawdziwej
radości dla każdej epoki dziejów. Ewangelia miłości Boga do człowieka, Ewangelia
godności osoby i Ewangelia życia stanowią jedną i niepodzielną Ewangelię.
To dlatego właśnie człowiek, człowiek żyjący, stanowi pierwszą i podstawową
drogę Kościoła4.
Nowe zagrożenia życia ludzkiego
3. Każdy człowiek właśnie ze względu na tajemnicę Słowa Bożego, które stało się
ciałem (por. J 1, 14) zostaje powierzony macierzyńskiej trosce Kościoła. Dlatego
też każde zagrożenie godności i życia człowieka głęboko wstrząsa samym sercem
Kościoła, dotyka samej istoty jego wiary w odkupieńcze wcielenie Syna Bożego i
przynagla Kościół, by pełnił swą misję głoszenia Ewangelii życia całemu światu i
wszelkiemu stworzeniu (por. Mk 16, 15).
Głoszenie to staje się szczególnie naglące dzisiaj, gdy lęk budzą coraz
liczniejsze i poważniejsze zagrożenia życia ludzi i narodów, zwłaszcza życia
słabego i bezbronnego. Obok dawnych, dotkliwych plag, takich jak nędza, głód,
choroby endemiczne, przemoc i wojny, pojawiają się dziś plagi nowe,
przybierające nieznane dotąd formy i niepokojące rozmiary.
Już Sobór Watykański II w jednej z wypowiedzi, która do dziś zachowała swą
dramatyczną aktualność, potępił stanowczo liczne zbrodnie i zamachy wymierzone
przeciw życiu ludzkiemu. Przypominając po trzydziestu latach słowa Soboru, raz
jeszcze i równie stanowczo potępiam w imieniu całego Kościoła te przestępstwa, w
przekonaniu, że wyrażam w ten sposób autentyczne odczucia każdego prawego
sumienia: „Wszystko, co godzi w samo życie, jak wszelkiego rodzaju zabójstwa,
ludobójstwa, spędzanie płodu, eutanazja i dobrowolne samobójstwo; wszystko,
cokolwiek narusza całość osoby ludzkiej, jak okaleczenia, tortury zadawane ciału
i duszy, próby wywierania przymusu psychicznego; wszystko, co ubliża godności
ludzkiej, jak nieludzkie warunki życia, arbitralne aresztowania, deportacje,
niewolnictwo, prostytucja, handel kobietami i młodzieżą; a także nieludzkie
warunki pracy, w których traktuje się pracowników jak zwykłe narzędzia zysku, a
nie jak wolne, odpowiedzialne osoby: wszystkie te i tym podobne sprawy i
praktyki są czymś haniebnym; zakażając cywilizację ludzką bardziej hańbią tych,
którzy się ich dopuszczają, niż tych, którzy doznają krzywdy, i są jak
najbardziej sprzeczne z czcią należną Stwórcy”5.
4. Niestety, te niepokojące zjawiska bynajmniej nie zanikają, przeciwnie, ich
zasięg staje się raczej coraz szerszy: nowe perspektywy otwarte przez postęp
nauki i techniki dają początek nowym formom zamachów na godność ludzkiej istoty,
jednocześnie zaś kształtuje się i utrwala nowa sytuacja kulturowa, w której
przestępstwa przeciw życiu zyskują aspekt dotąd nieznany i — rzec można —
jeszcze bardziej niegodziwy, wzbudzając głęboki niepokój; znaczna część opinii
publicznej usprawiedliwia przestępstwa przeciw życiu w imię prawa do
indywidualnej wolności i wychodząc z tej przesłanki domaga się nie tylko ich
niekaralności, ale wręcz aprobaty państwa dla nich, aby móc ich dokonywać z
całkowitą swobodą, a nawet korzystając z bezpłatnej pomocy służby zdrowia.
Wszystko to prowadzi do głębokich przemian w sposobie patrzenia na życie i na
relacje między ludźmi. Fakt, że prawodawstwo wielu państw, oddalając się nawet
od fundamentalnych zasad swych konstytucji, nie tylko nie karze tego rodzaju
praktyk wymierzonych przeciw życiu, ale wręcz uznaje je za całkowicie legalne,
jest niepokojącym przejawem, a zarazem jedną z istotnych przyczyn poważnego
kryzysu moralnego: czyny jednomyślnie uważane niegdyś za przestępcze i w
powszechnym odczuciu moralnym niedopuszczalne, zyskują stopniowo społeczną
aprobatę. Nawet medycyna, która z tytułu swego powołania ma służyć obronie życia
ludzkiego i opiece nad nim, w niektórych dziedzinach staje się coraz częściej
narzędziem czynów wymierzonych przeciw człowiekowi i tym samym zniekształca
swoje oblicze, zaprzecza samej sobie i uwłacza godności tych, którzy ją
uprawiają. W takim kontekście kulturowym i prawnym również poważne problemy
demograficzne, społeczne i rodzinne, nękające wiele narodów świata i domagające
się odpowiedzialnej i czynnej reakcji ze strony społeczności narodowych i
międzynarodowych, stają się przedmiotem rozwiązań fałszywych i złudnych,
sprzecznych z prawdą oraz z dobrem osób i narodów.
Prowadzi to do dramatycznych konsekwencji: choć samo zjawisko eliminacji wielu
ludzkich istot poczętych lub bliskich już kresu życia jest niezwykle groźne i
niepokojące, równie groźny i niepokojący jest fakt, że nawet ludzkie sumienie
zostaje jak gdyby zaćmione przez oddziaływanie wielorakich uwarunkowań i z coraz
większym trudem dostrzega różnicę między dobrem a złem w sprawach dotyczących
fundamentalnej wartości ludzkiego życia.
W jedności z wszystkimi biskupami świata
5. Problemowi zagrożeń życia ludzkiego w naszych czasach poświęcony był
Nadzwyczajny Konsystorz Kardynałów, obradujący w Rzymie od 4 do 7 kwietnia 1991
r. Po obszernym i głębokim omówieniu problemu oraz wyzwań, jakie stawia on całej
ludzkiej rodzinie, a zwłaszcza wspólnocie chrześcijańskiej, Kardynałowie
zwrócili się do mnie z jednomyślnie wyrażoną prośbą, abym autorytetem Następcy
św. Piotra potwierdził wartość ludzkiego życia i jego nienaruszalność,
nawiązując do obecnej sytuacji i do zagrażających mu dziś niebezpieczeństw.
Odpowiadając na tę prośbę, w uroczystość Zesłania Ducha Świętego 1991 r.
skierowałem osobny list do każdego ze Współbraci, aby w duchu biskupiej
kolegialności zechcieli dopomóc mi w opracowaniu dokumentu poświęconego tej
sprawie6. Jestem głęboko wdzięczny wszystkim Biskupom, którzy nadesłali
odpowiedzi, zawierające cenne informacje, sugestie i propozycje. Również w ten
sposób dali świadectwo jednomyślnego i zdecydowanego udziału w nauczycielskiej i
duszpasterskiej misji Kościoła, głoszącego Ewangelię życia.
W tymże liście, wysłanym kilka dni po obchodach stulecia Encykliki Rerum novarum,
zwracałem uwagę wszystkich na pewną szczególną analogię: „Podobnie jak przed stu
laty, wobec zagrożenia podstawowych praw robotników, Kościół z ogromną odwagą
wystąpił w ich obronie, głosząc święte prawa pracownika jako osoby, tak też
dziś, gdy zagrożone są podstawowe prawa innej kategorii osób, Kościół poczuwa
się do obowiązku użyczenia z tą samą odwagą swego głosu tym, którzy głosu nie
mają. Głos Kościoła jest zawsze ewangelicznym krzykiem w obronie ubogich tego
świata, tych, którzy są zagrożeni, otoczeni pogardą, i których prawa ludzkie są
gwałcone”7.
Jesteśmy dziś świadkami deptania fundamentalnego prawa do życia wielkiej rzeszy
słabych i bezbronnych istot ludzkich, jakimi są zwłaszcza dzieci jeszcze nie
narodzone. Jeżeli u schyłku ubiegłego stulecia Kościół nie mógł milczeć wobec
istniejących wówczas form niesprawiedliwości, tym bardziej nie wolno mu milczeć
dzisiaj, gdy obok dawnych niesprawiedliwości społecznych, niestety nie wszędzie
jeszcze przezwyciężonych, w wielu częściach świata obserwujemy zjawiska większej
jeszcze niesprawiedliwości i ucisku, mylnie nieraz uważane za dowód postępu na
drodze do ustanowienia nowego porządku światowego.
Niniejsza Encyklika, owoc współpracy Episkopatu wszystkich krajów świata, ma
zatem być stanowczym i jednoznacznym potwierdzeniem wartości ludzkiego życia i
jego nienaruszalności, a zarazem żarliwym apelem skierowanym w imię Boże do
wszystkich i do każdego: szanuj, broń, miłuj życie i służ życiu — każdemu życiu
ludzkiemu! Tylko na tej drodze znajdziesz sprawiedliwość, rozwój, prawdziwą
wolność, pokój i szczęście!
Oby słowa te dotarły do wszystkich synów i córek Kościoła! Oby dotarły do
wszystkich ludzi dobrej woli, zatroskanych o dobro każdego człowieka i o
przyszłość całego społeczeństwa!
6. Zjednoczony więzią głębokiej wspólnoty z każdym bratem i siostrą w wierze i
ożywiony szczerą przyjaźnią dla wszystkich, pragnę ponownie rozważyć i obwieścić
Ewangelię życia, blask prawdy rozjaśniający sumienia, czyste światło
uzdrawiające przyćmiony wzrok, niewyczerpane źródło wytrwałości i odwagi, które
pozwalają nam podejmować wciąż nowe wyzwania, jakie napotykamy na naszej drodze.
Gdy zatem wspominam bogate doświadczenia Roku Rodziny, dopisując jak gdyby
symboliczne zakończenie Listu do Rodzin, skierowanego „do konkretnych rodzin na
całym globie”8, spoglądam z nową ufnością na wszystkie wspólnoty domowe i
wyrażam nadzieję, że odrodzi się i umocni w każdym środowisku wola wszystkich
udzielenia pomocy rodzinie, aby także dzisiaj — mimo licznych trudności i
poważnych zagrożeń — pozostała ona zawsze „sanktuarium życia”9, zgodnie z Bożym
zamysłem.
Do wszystkich członków Kościoła, który jest ludem życia i służy życiu, zwracam
się ze szczególnie naglącym wezwaniem, abyśmy razem ukazali współczesnemu światu
nowe znaki nadziei, troszcząc się o wzrost sprawiedliwości i solidarności, o
utrwalenie nowej kultury ludzkiego życia, w celu budowania autentycznej
cywilizacji prawdy i miłości.
Rozdział I
Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi
Aktualne zagrożenia życia ludzkiego
„Kain rzucił się na swego brata Abla i zabił go” (Rdz 4, 8): u korzeni przemocy
skierowanej przeciw życiu
7. „Bo śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył
bowiem wszystko po to, aby było (...). Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył
człowieka — uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat
przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą” (Mdr 1,
13-14; 2, 23-24).
Ewangelia życia, ogłoszona na początku wraz z aktem stworzenia człowieka na
obraz Boży, przeznaczonego do życia pełnego i doskonałego (por. Rdz 2, 7; Mdr 9,
2-3), zostaje podważona przez bolesne doświadczenie śmierci, która wchodzi na
świat i rzuca cień absurdu na całą egzystencję człowieka. Śmierć pojawia się na
skutek zawiści diabła (por. Rdz 3, 1. 4-5) i grzechu pierwszych rodziców (por.
Rdz 2, 17; 3, 17-19). Wchodzi na świat przemocą poprzez zabójstwo Abla, który
ginie z ręki swego brata Kaina: „gdy byli na polu, Kain rzucił się na swego
brata Abla i zabił go” (Rdz 4, 8).
To pierwsze zabójstwo jest opisane w sposób niezwykle wymowny na kartach Księgi
Rodzaju, przez co nabiera znaczenia paradygmatu: te stronice są na nowo
zapisywane nieprzerwanie i każdego dnia, z zatrważającą jednostajnością, w
księdze dziejów ludzkości.
Przeczytajmy jeszcze raz tę biblijną opowieść, która mimo swej archaiczności i
niezwykłej prostoty zawiera w sobie wyjątkowo bogatą naukę.
„Abel był pasterzem trzód, a Kain uprawiał rolę. Gdy po niejakim czasie Kain
składał dla Pana w ofierze płody roli, zaś Abel składał również pierwociny ze
swej trzody i z ich tłuszczu, Pan wejrzał na Abla i na jego ofiarę; na Kaina zaś
i na jego ofiarę nie chciał patrzeć.
Smuciło to Kaina bardzo i chodził z ponurą twarzą. Pan zapytał Kaina: «Dlaczego
jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież gdybyś postępował
dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech
leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować».
Rzekł Kain do Abla, brata swego: «Chodźmy na pole». A gdy byli na polu, Kain
rzucił się na swego brata Abla i zabił go.
Wtedy Bóg zapytał Kaina: «Gdzie jest brat twój, Abel?» On odpowiedział: «Nie
wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?» Rzekł Bóg: «Cóżeś uczynił? Krew brata
twego głośno woła ku mnie z ziemi! Bądź więc teraz przeklęty na tej roli, która
rozwarła swą paszczę, aby wchłonąć krew brata twego, przelana, przez ciebie. Gdy
rolę tę będziesz uprawiał, nie da ci już ona więcej plonu. Tułaczem i zbiegiem
będziesz na ziemi!»
Kain rzekł do Pana: «Zbyt wielka jest kara moja, abym mógł ją znieść. Skoro mnie
teraz wypędzasz z tej roli, i mam się ukrywać przed tobą, i być tułaczem i
zbiegiem na ziemi, każdy, kto mnie spotka, będzie mógł mnie zabić!» Ale Pan mu
powiedział: «O, nie! Ktokolwiek by zabił Kaina, siedmiokrotną pomstę poniesie!»
Dał też Pan znamię Kainowi, aby go nie zabił, ktokolwiek go spotka. Po czym Kain
odszedł od Pana i zamieszkał w kraju Nod, na wschód od Edenu” (Rdz 4, 2-16).
8. Kain jest bardzo „smutny” i ma „ponurą twarz”, ponieważ „Pan wejrzał na Abla
i na jego ofiarę” (Rdz 4, 4). Tekst biblijny nie wyjaśnia dlaczego Bogu bardziej
się podoba ofiara Abla niż Kaina; bardzo jasno wskazuje jednak, że Bóg, choć
wybiera ofiarę Abla, nie przerywa dialogu z Kainem. Karci go, przypominając mu o
jego wolności wobec zła: zło nie jest bynajmniej nieuniknionym przeznaczeniem
człowieka. To prawda, że podobnie jak wcześniej Adam, Kain jest kuszony przez
złowrogą moc grzechu, który niczym dzika bestia czyha u wrót jego serca, aby
rzucić się na swą ofiarę. Ale Kain pozostaje wolny od grzechu. Może i powinien
nad nim panować: „grzech (...) czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim
panować” (Rdz 4, 7).
Zazdrość i gniew uzyskują przewagę nad Bożym upomnieniem. Kain rzuca się na
swego brata i zabija go. Jak czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego, „Pismo
Święte w opisie zabójstwa Abla przez jego brata Kaina ukazuje od początku
historii ludzkości obecność w człowieku gniewu i pożądliwości, skutków grzechu
pierworodnego. Człowiek stał się nieprzyjacielem swego bliźniego”10.
Brat zabija brata. Podobnie jak w pierwszym bratobójstwie, tak i w każdym
zabójstwie człowieka zostaje podeptana więź pokrewieństwa „duchowego”, która
łączy ludzi w jedną wielką rodzinę11, jako że wszyscy mają udział w tym samym
podstawowym dobru: w równej godności osobowej. Nierzadko zostaje podeptane także
pokrewieństwo „ciała i krwi”, na przykład kiedy zagrożenia życia powstają w
relacjach między rodzicami a dziećmi, jak to się dzieje w przypadku przerywania
ciąży, albo gdy w szerszym środowisku rodziny czy krewnych dopuszcza się lub
zaleca stosowanie eutanazji.
U korzeni wszelkiej przemocy skierowanej przeciw bliźniemu leży ustępstwo na
rzecz „logiki” Złego, to znaczy tego, który „od początku był zabójcą” (por. J 8,
44), jak przypomina nam apostoł Jan: „Taka bowiem jest wola Boża, którą
objawiono nam od początku, abyśmy się wzajemnie miłowali. Nie tak, jak Kain,
który pochodził od Złego i zabił swego brata” (1 J 3, 21-12). Tak więc zabójstwo
brata od zarania historii jest smutnym świadectwem tego, z jak przerażającą
szybkością szerzy się zło: do buntu człowieka przeciw Bogu w rajskim ogrodzie,
dołącza się śmiertelna walka człowieka przeciw człowiekowi.
Po zbrodni Bóg wkracza, aby pomścić zabitego. Kain, zapytany o los Abla, zamiast
zawstydzić się przed Bogiem i prosić o przebaczenie, z zuchwałością omija
pytanie: „Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?” (Rdz 4, 9). „Nie wiem”:
Kain próbuje kłamstwem zakryć zbrodnię. Czyniono tak często w przeszłości i
czyni się nadal, posługując się różnymi ideologiami dla usprawiedliwienia i
zamaskowania najokropniejszych przestępstw przeciw osobie. „Czyż jestem stróżem
brata mego?”: Kain nie chce myśleć o bracie i odrzuca odpowiedzialność, którą
każdy człowiek ponosi za bliźniego. Mimo woli przychodzą tu na myśl współczesne
tendencje, prowadzące do uwolnienia człowieka od odpowiedzialności za bliźnich,
wyrażające się między innymi zanikiem solidarności z najsłabszymi członkami
społeczeństwa, jak starcy, chorzy, imigranci i dzieci oraz obojętnością często
występującą w relacjach między narodami, nawet wówczas, gdy w grę wchodzą
wartości fundamentalne, takie jak życie, wolność i pokój.
9. Ale Bóg nie może pozwolić, aby zbrodnia pozostała bezkarna: krew zabitego
woła do Niego z ziemi, na której została przelana i domaga się, aby wymierzył
sprawiedliwość (por. Rdz 37, 26; Iz 26, 21; Ez 24, 7-8). Z tego tekstu Kościół
zaczerpnął określenie „grzechy wołające o pomstę do nieba” i włączył do tej
kategorii przede wszystkim dobrowolne zabójstwo człowieka12. Dla Żydów, podobnie
jak dla wielu innych narodów w starożytności, krew jest nośnikiem życia, więcej
— „krew jest życiem” (por. Pwt 12, 23), życie zaś, zwłaszcza ludzkie, należy
wyłącznie do Boga: kto podnosi rękę na życie człowieka, podnosi niejako rękę na
samego Boga.
Kain zostaje przeklęty przez Boga, ale również przez ziemię, która odmówi mu
swoich plonów (por. Rdz 4, 11-12). Zostaje też ukarany: będzie mieszkał na
stepie i na pustyni. Zabójcza przemoc całkowicie odmienia środowisko życia
człowieka. Ziemia, która „w ogrodzie Eden” (Rdz 2, 15) była krainą obfitości,
życzliwych relacji między ludźmi i przyjaźni z Bogiem, staje się „krajem Nod”
(por. Rdz 4, 16) — miejscem „nędzy”, samotności i oddalenia od Boga. Kain będzie
„tułaczem i zbiegiem na ziemi” (Rdz 4, 14): niepewność i niestałość losu staną
się jego udziałem na zawsze.
Bóg jednak, który zawsze jest miłosierny, nawet wtedy, gdy karze, „dał (...)
znamię Kainowi, aby go nie zabił, ktokolwiek go spotka” (Rdz 4, 15): daje mu
więc znak rozpoznawczy, który nie ma go skazać na potępienie przez ludzi, ale
osłaniać i bronić przed tymi, którzy chcieliby go zabić, choćby po to, by
pomścić śmierć Abla. Nawet zabójca nie traci swej osobowej godności i Bóg sam
czyni się jej gwarantem. Właśnie tutaj objawia się paradoksalna tajemnica
miłosiernej sprawiedliwości Boga, o której pisze św. Ambroży: „Skoro zostało
popełnione bratobójstwo, czyli największa ze zbrodni, w momencie gdy wszedł na
świat grzech, natychmiast też musiało zostać ustanowione prawo Bożego
miłosierdzia; gdyby bowiem kara spadła bezpośrednio na winnego, ludzie nie
okazywaliby umiaru ani łagodności w karaniu, ale natychmiast wymierzaliby karę
winowajcom. (...) Bóg odrzucił Kaina sprzed swojego oblicza, a gdy wyrzekli się
go także rodzice, nakazał mu żyć jakby na wygnaniu, w osamotnieniu, ponieważ
zwierzęca dzikość wyparła zeń ludzką łagodność. Jednakże Bóg nie zamierza ukarać
zabójcy zabójstwem, gdyż chce nawrócenia grzesznika bardziej niż jego
śmierci”13.
„Cóżeś uczynił?” (Rdz 4, 10): osłabienie wartości życia
10. Bóg powiedział do Kaina: „Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku
mnie z ziemi!” (Rdz 4, 10). Krew wylana przez ludzi nie przestaje wołać, z
pokolenia na pokolenie, i wołanie to przybiera wciąż nowe brzmienia i akcenty.
Pytanie Boga: „Cóżeś uczynił?”, od którego Kain nie może się uchylić, jest
skierowane także do współczesnego człowieka, aby uświadomił sobie ogrom i powagę
zamachów na życie, których piętno nadal ciąży nad dziejami ludzkości; aby
poszukiwał różnorakich przyczyn, które leżą u podstaw tych zamachów i je
pomnażają; aby z najgłębszą powagą zastanowił się nad konsekwencjami, jakie z
zamachów tych wynikają dla istnienia osób i narodów.
Niektóre zagrożenia pochodzą z samej natury, ale narastają z winy człowieka,
który okazuje beztroskę i dopuszcza się zaniedbań, chociaż nierzadko mógłby im
zapobiec; inne są skutkiem przemocy, nienawiści, sprzecznych interesów, które
skłaniają ludzi do agresji wobec innych, czego przejawem są zabójstwa, wojny,
masowe mordy i ludobójstwo.
Jakże nie wspomnieć tu o przemocy wymierzonej przeciw życiu milionów istot
ludzkich, zwłaszcza dzieci, zmuszonych znosić nędzę, niedożywienie i głód z
powodu niesprawiedliwego podziału ziemi pomiędzy poszczególne narody i klasy
społeczne? O przemocy nieodłącznie związanej nie tylko z wojną ale także z
gorszącym handlem bronią, który przyczynia się do zaostrzenia licznych
konfliktów zbrojnych, nękających świat? O zasiewie śmierci, jaki dokonuje się
przez bezmyślne naruszanie równowagi ekologicznej, przez zbrodniczy handel
narkotykami i przez propagowanie wzorców zachowań w dziedzinie życia płciowego,
które nie tylko są moralnie nie do przyjęcia, ale rodzą także poważne
niebezpieczeństwa dla życia? Nie sposób sporządzić pełnej listy różnorakich
zagrożeń życia ludzkiego, tak wiele jawnych i ukrytych form przybierają one w
naszych czasach!
11. W tym miejscu pragniemy jednak zwrócić szczególną uwagę na inny rodzaj
zagrożeń wymierzonych przeciw życiu poczętemu lub życiu, które zbliża się do
końca: dostrzegamy w nich nowe aspekty, nieznane w przeszłości oraz problemy
niezwykłej wagi, związane z faktem, że w świadomości zbiorowej te zamachy na
życie tracą stopniowo charakter „przestępstwa” i w paradoksalny sposób zyskują
status „prawa”, do tego stopnia, że żąda się uznania ich pełnej legalności przez
państwo, a następnie wykonywania ich bezpłatnie przez pracowników służby
zdrowia. Zamachy te uderzają w ludzkie życie, gdy jest ono najsłabsze i całkiem
pozbawione możliwości obrony. Jeszcze groźniejszy jest fakt, że w dużej mierze
dochodzi do nich w gronie rodziny i za sprawą rodziny, która przecież ze swej
natury powinna być „sanktuarium życia”.
Jak mogło dojść do takiej sytuacji? Trzeba wziąć pod uwagę wiele różnych
czynników. Podłoże stanowi głęboki kryzys kultury, który rodzi sceptyczną
postawę wobec samych fundamentów poznania i etyki oraz sprawia, że coraz
trudniej jest zrozumieć w pełni sens istnienia człowieka, jego praw i
obowiązków. Łączą się z tym najróżniejsze trudności związane z codziennym życiem
i ze stosunkami między ludźmi, szczególnie dotkliwie odczuwane w złożonej
rzeczywistości współczesnego społeczeństwa, w którym pojedyncze osoby,
małżeństwa i rodziny pozostają często same ze swoimi problemami. Nie brak
sytuacji szczególnego ubóstwa, niedostatku i niepewności, w których trud
codziennej egzystencji, cierpienie sięgające granic ludzkiej wytrzymałości oraz
doznawana przemoc — zwłaszcza przemoc wymierzona przeciw kobietom — sprawiają,
że opowiedzenie się po stronie życia i jego obrona stają się trudne, a czasem
wymagają wręcz heroizmu.
Wszystko to tłumaczy, przynajmniej częściowo, dlaczego wartość życia ulega dziś
swoistemu „przyćmieniu”, chociaż sumienie nieustannie przypomina o jego
świętości i nienaruszalności, czego dowodem jest sam fakt, że próbuje się
przesłaniać niektóre przestępstwa przeciw życiu poczętemu lub zmierzającemu ku
naturalnemu końcowi określeniami typu medycznego, które mają odwracać uwagę od
tego, że w rzeczywistości zagrożone jest prawo konkretnego człowieka do
istnienia.
12. W istocie, choć wiele poważnych problemów, występujących we współczesnym
społeczeństwie, może tłumaczyć w pewnej mierze, dlaczego tak powszechny jest
klimat niepewności moralnej i zmniejszać czasem subiektywną odpowiedzialność
poszczególnych osób, jest również prawdą, że stoimy tu wobec rzeczywistości
bardziej rozległej, którą można uznać za prawdziwą strukturę grzechu: jej cechą
charakterystyczną jest ekspansja kultury antysolidarystycznej, przybierającej w
wielu wypadkach formę autentycznej „kultury śmierci”. Szerzy się ona wskutek
oddziaływania silnych tendencji kulturowych, gospodarczych i politycznych,
wyrażających określoną koncepcję społeczeństwa, w której najważniejszym
kryterium jest sukces.
Rozpatrując całą sytuację z tego punktu widzenia, można mówić w pewnym sensie o
wojnie silnych przeciw bezsilnym: życie, które domaga się większej życzliwości,
miłości i opieki, jest uznawane za bezużyteczne lub traktowane jako nieznośny
ciężar, a w konsekwencji odrzucane na różne sposoby. Człowiek, który swoją
chorobą, niepełnosprawnością lub — po prostu — samą swoją obecnością zagraża
dobrobytowi lub życiowym przyzwyczajeniom osób bardziej uprzywilejowanych, bywa
postrzegany jako wróg, przed którym należy się bronić albo którego należy
wyeliminować. Powstaje w ten sposób swoisty „spisek przeciw życiu”. Wciąga on
nie tylko pojedyncze osoby w ich relacjach indywidualnych, rodzinnych i
społecznych, ale sięga daleko szerzej i zyskuje wymiar globalny, naruszając i
niszcząc relacje łączące narody i państwa.
13. Aby ułatwić rozpowszechnianie stosowania aborcji, zainwestowano i nadal
inwestuje się ogromne fundusze w produkcję środków farmaceutycznych,
pozwalających na zabicie płodu w łonie matki w taki sposób, że nie jest
konieczna pomoc lekarza. Wydaje się, że prawie wyłącznym celem badań naukowych w
tej dziedzinie jest uzyskiwanie produktów coraz prostszych w użyciu i coraz
skuteczniej niszczących życie, a zarazem pozwalających na wykonywanie
przerywania ciąży bez żadnej społecznej kontroli i odpowiedzialności.
Twierdzi się często, że antykoncepcja, jeśli jest bezpieczna i dostępna dla
wszystkich, stanowi najskuteczniejszy środek przeciw aborcji. Zarzuca się też
Kościołowi katolickiemu, że w rzeczywistości sprzyja rozpowszechnieniu się
przerywania ciąży, ponieważ uparcie obstaje przy swojej nauce o moralnej
niegodziwości antykoncepcji. Taka argumentacja okazuje się w rzeczywistości
zwodnicza. Być może wielu ludzi rzeczywiście stosuje środki antykoncepcyjne po
to, aby nie narażać się później na pokusę aborcji. Jednakże antywartości
wszczepione w „mentalność antykoncepcyjną” która jest czymś zupełnie odmiennym
od odpowiedzialnego ojcostwa i macierzyństwa, przeżywanego w poszanowaniu pełnej
prawdy aktu małżeńskiego — sprawiają, że ta właśnie pokusa staje się jeszcze
silniejsza, jeżeli dojdzie do poczęcia „nie chcianego” życia. W istocie, kultura
proaborcyjna jest najbardziej rozpowszechniona właśnie w środowiskach, które
odrzucają nauczanie Kościoła o antykoncepcji. Z pewnością antykoncepcja i
przerywanie ciąży, z moralnego punktu widzenia, to dwa zasadniczo różne rodzaje
zła: jedno jest sprzeczne z pełną prawdą aktu płciowego jako właściwego wyrazu
miłości małżeńskiej, drugie niszczy życie ludzkiej istoty; pierwsze sprzeciwia
się cnocie czystości małżeńskiej, drugie zaś jest sprzeczne z cnotą
sprawiedliwości i bezpośrednio łamie Boże przykazanie „nie zabijaj”.
Mimo tej odmiennej natury i ciężaru moralnego pozostają one bardzo często w
ścisłym związku, niczym owoce jednej rośliny. To prawda, że nie brak przypadków,
w których człowiek ucieka się do antykoncepcji lub nawet do aborcji pod wpływem
licznych trudności egzystencjalnych, które jednak nikogo nie zwalniają z
obowiązku pełnego zachowywania prawa Bożego. W bardzo wielu przypadkach korzenie
tych praktyk tkwią w hedonistycznej i nieodpowiedzialnej postawie wobec życia
płciowego i oparte są na egoistycznej koncepcji wolności, która widzi w
prokreacji przeszkodę dla pełnego rozwoju osobowości człowieka. Życie, które
może się począć ze współżycia mężczyzny i kobiety, staje się zatem wrogiem,
którego trzeba bezwzględnie unikać, zaś przerwanie ciąży jest jedyną możliwością
w przypadku niepowodzenia antykoncepcji.
Niestety, ścisła więź łącząca na płaszczyźnie mentalności praktykę antykoncepcji
z przerywaniem ciąży staje się coraz bardziej oczywista, czego wysoce
niepokojącym dowodem jest produkcja środków chemicznych, wkładek
wewnątrzmacicznych oraz szczepionek, które są równie łatwo dostępne jak środki
antykoncepcyjne, ale w rzeczywistości doprowadzają do przerwania ciąży w
najwcześniejszych stadiach rozwoju życia nowej istoty ludzkiej.
14. Także różne techniki sztucznej reprodukcji, które wydają się służyć życiu i
często są stosowane z tą intencją, w rzeczywistości stwarzają możliwość nowych
zamachów na życie. Są one nie do przyjęcia z punktu widzenia moralnego, ponieważ
oddzielają prokreację od prawdziwie ludzkiego kontekstu aktu małżeńskiego14, a
ponadto stosujący te techniki do dziś notują wysoki procent niepowodzeń: dotyczy
to nie tyle samego momentu zapłodnienia, ile następnej fazy rozwoju embrionu
wystawionego na ryzyko rychłej śmierci. Ponadto w wielu przypadkach wytwarza się
większą liczbę embrionów, niż to jest konieczne dla przeniesienia któregoś z
nich do łona matki, a następnie te tak zwane „embriony nadliczbowe” są zabijane
lub wykorzystywane w badaniach naukowych, które mają rzekomo służyć postępowi
nauki i medycyny, a w rzeczywistości redukują życie ludzkie jedynie do roli
„materiału biologicznego”, którym można swobodnie dysponować.
Badania prenatalne, które nie wzbudzają obiekcji moralnych, o ile są podejmowane
w celu wskazania ewentualnych terapii, których podjęcia wymaga zdrowie dziecka
nie narodzonego, zbyt często dostarczają okazji do zaproponowania i wykonywania
przerwania ciąży. Jest to wówczas aborcja eugeniczna, akceptowana przez opinię
publiczną o specyficznej mentalności, co do której ustala się błędny pogląd, że
jest ona wyrazem wymogów „terapeutycznych”: mentalność ta przyjmuje życie tylko
pod pewnymi warunkami, odrzucając ułomność, kalectwo i chorobę.
Ta sama logika doprowadza do sytuacji, w których odmawia się podstawowego
leczenia i opieki, a nawet pożywienia dzieciom urodzonym z poważnymi
ułomnościami lub chorobami. Obraz współczesnego świata staje się jeszcze
bardziej niepokojący w związku ze zgłaszanymi tu i ówdzie propozycjami, by uznać
za prawnie dopuszczalne — na tej samej zasadzie co przerywanie ciąży — nawet
dzieciobójstwo. Oznaczałoby to powrót do epoki barbarzyństwa, z której — jak się
wydawało — wyszliśmy już raz na zawsze.
15. Nie mniej poważne niebezpieczeństwa zagrażają nieuleczalnie chorym i
umierającym w takim kontekście społecznym i kulturowym, w którym trudno jest
przyjąć i znosić cierpienie, a zatem zwiększa się pokusa rozwiązania problemów
cierpienia, eliminując go u podstaw przez przedwczesne spowodowanie śmierci w
momencie uznanym za najwłaściwszy.
Na taką decyzję wpływają często różnego rodzaju motywy, które niestety prowadzą
łącznie do tego samego straszliwego rezultatu. U chorego decydujący wpływ może
wywierać odczuwany lęk, napięcie, a nawet rozpacz wywołane doświadczeniem
intensywnego i przedłużającego się bólu. Wystawia to na ciężką próbę poczucie
równowagi, niekiedy już zachwianej, życia osobistego i rodzinnego, tak że z
jednej strony chory, mimo coraz skuteczniejszej pomocy lekarskiej i socjalnej,
może czuć się jakby zmiażdżony przez własną słabość; z drugiej strony u osób
uczuciowo związanych z chorym może wówczas dochodzić do głosu zrozumiała —
chociaż źle pojęta — litość. Wszystko to zaostrza się pod wpływem atmosfery
kulturowej, która nie dostrzega żadnego znaczenia czy wartości cierpienia, a
przeciwnie, uważa je za zło samo w sobie, które należy za wszelką cenę
wyeliminować; dzieje się tak zwłaszcza wówczas, gdy brakuje motywacji
religijnej, która pomogłaby człowiekowi odczytać pozytywnie tajemnicę
cierpienia.
Jednakże na płaszczyźnie kulturowej zaznacza się także wpływ swoistego
prometeizmu człowieka, który łudzi się, że w ten sposób może zapanować nad
życiem i śmiercią, ponieważ sam o nich decyduje, podczas gdy w rzeczywistości
zostaje pokonany i zmiażdżony przez śmierć nieodwracalnie zamkniętą na wszelką
perspektywę sensu i na wszelką nadzieję. Tragicznym przejawem tego wszystkiego
jest rozpowszechnianie się eutanazji, zakamuflowanej i pokątnej, albo
wykonywanej otwarcie, a nawet za przyzwoleniem prawa. Usprawiedliwia się ją nie
tylko rzekomym współczuciem dla cierpiącego pacjenta, ale czasem także racjami
utylitarystycznymi, nakazującymi unikanie nieproduktywnych wydatków, które
nadmiernie obciążają społeczeństwo. Proponuje się zatem pozbawianie życia
noworodków z deformacjami ciała, osób z poważnymi upośledzeniami,
niepełnosprawnych, starców — zwłaszcza niezdolnych do samodzielnego życia — oraz
ludzi śmiertelnie chorych. Nie możemy też przemilczeć istnienia innych, lepiej
zamaskowanych, ale nie mniej groźnych i realnych form eutanazji. Mielibyśmy z
nimi do czynienia na przykład wówczas, gdyby w celu uzyskania większej ilości
organów do przeszczepów przystępowałoby się do pobierania tychże organów od
dawców, zanim jeszcze zostaliby uznani według obiektywnych i adekwatnych
kryteriów za zmarłych.
16. Inne współczesne zjawisko, z którym wiążą się często zagrożenia życia i
zamach na życie, to przemiany demograficzne. Przebiegają one odmiennie w różnych
częściach świata: w krajach bogatych i rozwiniętych obserwujemy niepokojący
spadek, czasem bardzo gwałtowny, liczby urodzin; kraje ubogie natomiast mają na
ogół wysoki wskaźnik przyrostu ludności, co stwarza trudne do rozwiązania
problemy w kontekście powolniejszego rozwoju gospodarczego i społecznego czy
wręcz głębokiego zacofania. Wobec problemu przeludnienia krajów ubogich
społeczność międzynarodowa nie podejmuje odpowiednich działań na skalę globalną
— poważnej polityki rodzinnej i społecznej oraz programów zmierzających do
postępu kulturowego i do sprawiedliwego podziału dóbr — nadal realizuje się
natomiast różne formy polityki antynatalistycznej.
Antykoncepcję, sterylizację i aborcję można z pewnością zaliczyć do praktyk,
które przyczyniają się do poważnego spadku liczby urodzin. Dlatego silna może
być pokusa posłużenia się tymi metodami, wymierzonymi przeciw życiu, także w
sytuacji „eksplozji demograficznej”.
Faraon starożytnego Egiptu, przerażony obecnością i stale rosnącą liczebnością
synów Izraela, prześladował ich na wszelkie sposoby i wydał rozkaz zabicia
każdego noworodka płci męskiej urodzonego z kobiety hebrajskiej (por. Wj 1,
7-22). W ten sam sposób postępuje i dziś wielu możnych tego świata. Oni także są
przerażeni obecnym tempem przyrostu ludności i obawiają się, że narody
najbardziej płodne i najuboższe stanowią zagrożenie dla dobrobytu i
bezpieczeństwa ich krajów. W konsekwencji, zamiast podjąć próbę rozwiązania tych
poważnych problemów w duchu poszanowania godności osób i rodzin oraz
nienaruszalnego prawa każdego człowieka do życia, wolą propagować albo narzucać
wszelkimi środkami na skalę masową politykę planowania urodzin. Nawet wówczas,
gdy proponują pomoc gospodarczą, uzależniają ją wbrew sprawiedliwości od
akceptacji polityki antynatalistycznej.
17. Obraz współczesnej ludzkości budzi rzeczywiście głęboki niepokój, zwłaszcza
gdy pomyślimy nie tylko o różnych dziedzinach, w których dochodzi do zamachów na
życie, ale także o ich szczególnej częstotliwości, a zarazem o wielorakim i
silnym poparciu, jakie zyskują one dzięki szerokiemu przyzwoleniu społecznemu,
częstym przypadkom ich prawnego uznania oraz włączeniu w nie niektórych
pracowników służby zdrowia.
Jak powiedziałem z naciskiem w Denver z okazji obchodów VIII Światowego Dnia
Młodzieży, „z upływem czasu zagrożenia, na jakie wystawione jest życie,
bynajmniej nie zanikają. Przybierają ogromne rozmiary. I nie są to tylko
zagrożenia zewnętrzne, ze strony żywiołów przyrody albo «Kainów», którzy
zabijają «Ablów»; nie — są to zagrożenia zaprogramowane w sposób naukowy i
systematyczny. Wiek XX zapisze się jako epoka masowych ataków na życie, jako nie
kończąca się seria wojen i nieustanna masakra niewinnych istot ludzkich.
Fałszywi prorocy i fałszywi nauczyciele odnieśli w tym stuleciu największe
sukcesy”15. Niezależnie od intencji, które bywają różne i mogą się nawet wydawać
przekonujące czy wręcz powoływać się na zasadę solidarności, stoimy tu w
rzeczywistości wobec obiektywnego „spisku przeciw życiu”, w który zamieszane są
także instytucje międzynarodowe, zajmujące się propagowaniem i planowaniem
prawdziwych kampanii na rzecz upowszechnienia antykoncepcji, sterylizacji i
aborcji. Nie można na koniec zaprzeczyć, że również środki społecznego przekazu
biorą często udział w tym spisku, utwierdzając w opinii publicznej ową kulturę,
która uważa stosowanie antykoncepcji, sterylizacji, aborcji, a nawet eutanazji
za przejaw postępu i zdobycz wolności, natomiast postawę bezwarunkowej obrony
życia ukazują jako wrogą wolności i postępowi.
„Czyż jestem stróżem brata mego?” (Rdz 4, 9): wynaturzone pojęcie wolności
18. Aby właściwie ująć opisaną tu sytuację, trzeba nie tylko przyjrzeć się samym
zjawiskom niszczącym życie, które się na nią składają, ale odkryć też różnorakie
przyczyny, które ją kształtują. Zadane przez Boga pytanie: „Cóżeś uczynił?” (Rdz
4, 10) zdaje się być jakoby wezwaniem skierowanym do Kaina, aby wyszedł poza
materialną rzeczywistość swojego zbrodniczego czynu i dostrzegł całą jego grozę
w motywacjach, które dały mu początek, i w konsekwencjach, które zeń wynikają.
Decyzje wymierzone przeciw życiu rodzą się czasem z trudnych czy wręcz
dramatycznych doświadczeń głębokiego cierpienia, samotności, całkowitego braku
perspektyw ekonomicznych, depresji i lęku o przyszłość. Tego rodzaju
okoliczności mogą także znacznie złagodzić odpowiedzialność subiektywną, a w
konsekwencji także winę tych, którzy podejmują takie decyzje, ze swej natury
zbrodnicze. Niemniej problem ten wykracza dzisiaj poza sytuacje osobiste,
chociaż ich znaczenia pominąć nie można. Występuje on bowiem także na
płaszczyźnie kulturowej, społecznej i politycznej, gdzie ujawnia się jego aspekt
najbardziej szkodliwy i niepokojący, a mianowicie tendencja — coraz bardziej
rozpowszechniona — do interpretowania wymienionych tu przestępstw przeciw życiu
jako uprawnionych przejawów wolności osobistej, które należy uznawać i chronić
jako autentyczne prawa jednostki.
W ten sposób dokonuje się tragiczny w skutkach zwrot w długim procesie
historycznym, który doprowadziwszy do odkrycia idei „praw człowieka” — jako
wrodzonych praw każdej osoby, uprzednich wobec konstytucji i prawodawstwa
jakiegokolwiek państwa — popada dziś w zaskakującą sprzeczność: właśnie w epoce,
w której uroczyście proklamuje się nienaruszalne prawa osoby i publicznie
deklaruje wartość życia, samo prawo do życia jest w praktyce łamane i deptane,
zwłaszcza w najbardziej znaczących dla człowieka momentach jego istnienia,
jakimi są narodziny i śmierć.
Z jednej strony, różne deklaracje praw człowieka oraz liczne inicjatywy, które
się do nich odwołują, wskazują na pogłębianie się w całym świecie wrażliwości
moralnej, bardziej skłonnej uznać wartość i godność każdej ludzkiej istoty jako
takiej, bez względu na jej rasę, narodowość, religię czy poglądy polityczne i
pochodzenie społeczne.
Z drugiej strony, w kontraście z tymi wzniosłymi deklaracjami pozostają,
niestety, fakty tragicznie im przeczące. Ta sytuacja jest tym bardziej
niepokojąca, czy raczej tym bardziej gorsząca, że powstaje właśnie w
społeczeństwie, dla którego gwarancja ochrony praw człowieka stanowi główny cel
i zarazem powód do chluby. Jak można pogodzić te wielokrotnie powtarzane
deklaracje zasad z nieustannym mnożeniem się zamachów na życie i z powszechnym
ich usprawiedliwianiem? Jak pogodzić te deklaracje z odtrąceniem słabszych,
bardziej potrzebujących pomocy, starców i tych, których życie dopiero się
poczęło? Te zamachy są jawnym zaprzeczeniem szacunku dla życia i stanowią
radykalne zagrożenie dla całej kultury praw człowieka. Zagrożenie to może
ostatecznie podważyć sam sens demokratycznego współistnienia: nasze miasta
przestaną być wspólnotami ludzi „żyjących razem”, a staną się społecznościami
zapomnianych, zepchniętych na margines, odtrąconych i skazanych na zagładę. Gdy
zaś przyjrzymy się szerszej sytuacji światowej, czyż nie zauważymy bez trudu, że
te deklaracje praw osób i narodów, głoszone na forum konferencji
międzynarodowych, są jedynie jałową retoryką, jeżeli nie towarzyszy im
zdemaskowanie egoizmu krajów bogatych, które zamykają krajom ubogim dostęp do
rozwoju albo uzależniają go od absurdalnych zakazów prokreacji i tym samym
przeciwstawiają rozwój samemu człowiekowi? Czyż nie należałoby poddać pod
dyskusję samych systemów ekonomicznych, przyjmowanych przez niektóre państwa
często pod wpływem nacisków i uwarunkowań o charakterze międzynarodowym, a
kształtujących i utrwalających sytuacje niesprawiedliwości i przemocy, które
obrażają i depczą ludzką godność całych społeczeństw?
19. Gdzie leżą przyczyny tak paradoksalnej sprzeczności?
Możemy je odkryć poprzez całościową ocenę zjawisk w dziedzinie kultury i
moralności, poczynając od tej mentalności, która doprowadzając do skrajności, a
nawet wypaczając pojęcie subiektywności, uznaje za posiadacza praw tylko tego,
kto dysponuje pełną albo przynajmniej zaczątkową autonomią i wychodzi już ze
stanu całkowitej zależności od innych. Czyż można jednak pogodzić takie
założenie z uznaniem człowieka za istotę, którą nie można „rozporządzać”? Teoria
praw człowieka opiera się właśnie na uznaniu faktu, że człowiek, inaczej niż
zwierzęta i rzeczy, nie może podlegać niczyjemu panowaniu. Trzeba tu wspomnieć
także o pewnym sposobie myślenia, który skłonny jest utożsamiać godność osobową
ze zdolnością do bezpośredniego porozumiewania się z innymi za pomocą języka — w
sposób doświadczalnie sprawdzalny. Jest oczywiste, że w takich warunkach nie ma
na świecie miejsca dla kogoś, kto — jak na przykład nie narodzone dziecko albo
człowiek umierający — jest podmiotem strukturalnie słabym, wydaje się zupełnie
zdany na łaskę innych osób, jest od nich całkowicie uzależniony i umie się
porozumiewać tylko niesłyszalnym językiem głębokiej symbiozy uczuć. Tak więc
czynnikiem kształtującym decyzje i działania w sferze relacji między osobami i
współżycia społecznego staje się siła. Jest to jednak dokładne zaprzeczenie
tego, do czego dążyło w ciągu dziejów państwo prawa jako wspólnota, w której
„racja siły” zostaje zastąpiona przez „siłę racji”.
Na innej płaszczyźnie źródłem sprzeczności między oficjalnymi deklaracjami praw
człowieka a ich tragiczną negacją w praktyce jest pojęcie wolności, które
absolutyzuje znaczenie jednostki ludzkiej, przekreślając jej odniesienie do
solidarności z drugimi, do pełnej akceptacji drugiego człowieka i do służenia
innym. Chociaż prawdą jest, że do eliminacji życia poczętego czy dobiegającego
kresu dochodzi w niektórych przypadkach pod wpływem źle pojętego altruizmu albo
zwykłej ludzkiej litości, nie można zaprzeczyć, że tego rodzaju kultura śmierci
jako taka jest wyrazem całkowicie indywidualistycznego pojęcia wolności, która
staje się ostatecznie wolnością „silniejszych”, wymierzoną przeciw słabszym,
skazanym na zagładę.
Właśnie w ten sposób można interpretować odpowiedź Kaina na pytanie Boga: „Gdzie
jest brat twój, Abel?”: „Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?” (Rdz 4, 9).
Tak, każdy człowiek jest „stróżem swego brata”, ponieważ Bóg powierza człowieka
człowiekowi. I właśnie w perspektywie tego zawierzenia Bóg obdarza każdego
człowieka wolnością, w której istotne znaczenie ma wymiar relacyjny. Wolność
jest wielkim darem Stwórcy, jako że ma służyć osobie i jej spełnieniu, które
dokonuje się przez dar z siebie i otwarcie się na drugiego człowieka. Natomiast
absolutyzacja wolności w indywidualistycznym ujęciu prowadzi do ogołocenia jej z
pierwotnej treści oraz do przekreślenia jej najgłębszego powołania i godności.
Trzeba tu zwrócić uwagę na jeszcze głębszy aspekt problemu: wolność zapiera się
samej siebie, zmierza do autodestrukcji i do zniszczenia drugiego człowieka, gdy
przestaje uznawać i respektować konstytutywną więź, jaka łączy ją z prawdą.
Ilekroć wolność, pragnąc wyswobodzić się od wszelkiej tradycji i autorytetu,
zamyka się nawet na pierwotne najbardziej oczywiste pewniki prawdy obiektywnej i
powszechnie uznawanej, stanowiącej podstawę życia osobistego i społecznego,
wówczas człowiek nie przyjmuje już prawdy o dobru i złu jako jedynego i
niepodważalnego punktu odniesienia dla swoich decyzji, ale kieruje się wyłącznie
swoją subiektywną i zmienną opinią lub po prostu swym egoistycznym interesem i
kaprysem.
20. Ta koncepcja wolności prowadzi do głębokiego zniekształcenia życia
społecznego. Jeżeli promocja własnego „ja” jest pojmowana w kategoriach
absolutnej autonomii, prowadzi nieuchronnie do negacji drugiego człowieka; jest
on postrzegany jako wróg, przed którym trzeba się bronić. W ten sposób
społeczeństwo staje się zbiorowością jednostek żyjących obok siebie, ale nie
połączonych wzajemnymi więzami: każdy pragnie zrealizować swoje cele niezależnie
od innych czy wręcz dąży do własnych korzyści kosztem innych. Jednakże fakt, że
także inni mają podobne dążenia, zmusza do poszukiwania jakiejś formy
kompromisu, jeżeli społeczeństwo ma zagwarantować każdemu możliwie jak najwięcej
wolności. W ten sposób zanika wszelkie odniesienie do wspólnych wartości i do
prawdy absolutnej, uznawanej przez wszystkich: życie społeczne zostaje
wystawione na ryzyko całkowitego relatywizmu. Wszystko staje się wówczas
przedmiotem umowy i negocjacji; także owo pierwsze z podstawowych praw, jakim
jest prawo do życia.
Otóż to właśnie ma dziś miejsce także na scenie polityki i państwa: pierwotne i
niezbywalne prawo do życia staje się przedmiotem dyskusji lub zostaje wręcz
zanegowane na mocy głosowania parlamentu lub z woli części społeczeństwa, choćby
nawet liczebnie przeważającej. Jest to zgubny rezultat nieograniczonego
panowania relatywizmu: „prawo” przestaje być prawem, ponieważ nie jest już
oparte na mocnym fundamencie nienaruszalnej godności osoby, ale zostaje
podporządkowane woli silniejszego. W ten sposób demokracja, sprzeniewierzając
się własnym zasadom, przeradza się w istocie w system totalitarny. Państwo nie
jest już „wspólnym domem”, gdzie wszyscy mogą żyć zgodnie z podstawowymi
zasadami równości, ale przekształca się w państwo tyrańskie, uzurpujące sobie
prawo do dysponowania życiem słabszych i bezbronnych, dzieci jeszcze nie
narodzonych, w imię pożytku społecznego, który w rzeczywistości oznacza jedynie
interes jakiejś grupy.
Można odnieść wrażenie, że wszystko odbywa się z pełnym poszanowaniem
praworządności, przynajmniej w tych przypadkach, gdy prawa dopuszczające
przerywanie ciąży lub eutanazję zostają przegłosowane zgodnie z tak zwanymi
zasadami demokratycznymi. W rzeczywistości mamy tu jednak do czynienia jedynie z
tragicznym pozorem praworządności, zaś ideał demokratyczny — który zasługuje na
to miano tylko wówczas, gdy uznaje i chroni godność każdej osoby — zostaje
zdradzony u samych podstaw: „Czyż można mówić o godności każdej osoby, kiedy
pozwala się na zabijanie tej najsłabszej i najbardziej niewinnej? W imię jakiej
sprawiedliwości poddaje się osoby najbardziej niesprawiedliwej dyskryminacji,
uznając niektóre z nich za godne obrony, a odmawiając tej godności innym?”16.
Pojawienie się takich sytuacji oznacza, że działają już mechanizmy, które
prowadzą do zaniku prawdziwego ludzkiego współżycia i do rozpadu samego
organizmu państwowego.
Rewindykacja prawa do przerywania ciąży, dzieciobójstwa i eutanazji oraz prawne
jego uznanie jest równoznaczne z przyjęciem wynaturzonej i nikczemnej wizji
ludzkiej wolności: z uznaniem jej za absolutną władzę nad innymi i przeciw
innym. To jednak oznacza śmierć prawdziwej wolności: „Zaprawdę, zaprawdę,
powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu” (J 8, 34).
„Mam się ukrywać przed tobą” (Rdz 4, 14): osłabienie wrażliwości na Boga i
człowieka
21. Poszukując najgłębszych korzeni walki między „kulturą życia” a „kulturą
śmierci”, nie możemy uznać za jej jedyną przyczynę wspomnianej wyżej,
wynaturzonej idei wolności. Trzeba dojść do sedna dramatu, jaki przeżywa
współczesny człowiek: jest nim osłabienie wrażliwości na Boga i człowieka,
zjawisko typowe w kontekście społecznym i kulturowym zdominowanym przez
sekularyzm, którego wpływy przenikają nawet do wnętrza wspólnot chrześcijańskich
i wystawiają je na próbę. Kto poddaje się oddziaływaniu tej atmosfery, łatwo
może się znaleźć w zamkniętym kole, które wciąga go niczym straszliwy wir:
tracąc wrażliwość na Boga, traci się także wrażliwość na człowieka, jego godność
i życie; z drugiej strony, systematyczne łamanie prawa moralnego, zwłaszcza w
poważnej materii poszanowania życia ludzkiego i jego godności, prowadzi
stopniowo do swoistego osłabienia zdolności odczuwania ożywczej i zbawczej
obecności Boga.
Raz jeszcze możemy się tu odwołać do historii zabójstwa Abla przez jego brata.
Po przekleństwie nałożonym przez Boga na Kaina tak zwraca się on do Pana: „Zbyt
wielka jest kara moja, abym mógł ją znieść. Skoro mnie teraz wypędzasz z tej
roli i mam się ukrywać przed tobą, i być tułaczem i zbiegiem na ziemi, każdy,
kto mnie spotka, będzie mógł mnie zabić!” (Rdz 4, 13-14). Kain uważa, że nigdy
nie uzyska Bożego przebaczenia za swój grzech i że jego nieuniknionym
przeznaczeniem jest „ukrywanie się” przed Bogiem. Jeśli Kain potrafi wyznać, że
jego wina jest „zbyt wielka”, to dlatego, że uświadamia sobie, że znajduje się
przed obliczem Boga i przed Jego sprawiedliwym sądem. W istocie bowiem tylko
człowiek stojący przed Panem może uznać swój grzech i dostrzec cały jego ciężar.
Doświadczył tego Dawid, który „uczyniwszy, co złe jest przed Bogiem” i
wysłuchawszy nagany proroka Natana (por. 2 Sm 11-12), woła: „Uznaję (...) moją
nieprawość, a grzech mój jest zawsze przede mną. Tylko przeciw Tobie zgrzeszyłem
i uczyniłem, co złe jest przed Tobą” (Ps 51 [50], 5-6).
22. Gdy zatem zanika wrażliwość na Boga, zostaje też zagrożona i zniekształcona
wrażliwość na człowieka, jak stwierdza lapidarnie Sobór Watykański II:
„Stworzenie (...) bez Stworzyciela zanika. (...) Co więcej, samo stworzenie
zapada w mroki przez zapomnienie o Bogu”17. Człowiek nie potrafi już postrzegać
samego siebie jako kogoś „przedziwnie odmiennego” od innych ziemskich stworzeń;
uznaje, że jest tylko jedną z wielu istot żyjących, organizmem, który — w
najlepszym razie — osiągnął bardzo wysoki stopień rozwoju. Zamknięty w ciasnym
kręgu swojej fizycznej natury, staje się w pewien sposób „rzeczą” i przestaje
rozumieć „transcendentny” charakter tego, że „istnieje jako człowiek”. Dlatego
nie traktuje już życia jako wspaniałego daru Bożego, który został powierzony
jego odpowiedzialności, aby on strzegł go z miłością i „czcił” jako
rzeczywistość „świętą”. Życie staje się dla niego po prostu „rzeczą”, którą on
uważa za swą wyłączną własność, poddającą się bez reszty jego panowaniu i
wszelkim manipulacjom.
W rezultacie, stając w obliczu życia, które się rodzi, i życia, które umiera,
człowiek nie potrafi już sobie zadać pytania o najbardziej autentyczny sens
swego istnienia, przyjmując w sposób prawdziwie wolny te przełomowe momenty
swego „bycia”. Interesuje go tylko „działanie” i dlatego stara się wykorzystywać
wszelkie zdobycze techniki, aby programować i kontrolować narodziny i śmierć,
rozciągając nad nimi swoje panowanie. Te pierwotne doświadczenia, które powinny
być „przeżywane”, stają się wówczas rzeczami, człowiek zaś rości sobie prawo do
ich „posiadania” lub „odrzucenia”.
Nie dziwi zresztą fakt, że gdy raz wykluczy się odniesienie do Boga, znaczenie
wszystkich rzeczy ulega głębokiemu zniekształceniu, a sama natura, przestając
być „mater”, czyli matką, zostaje sprowadzona do „materiału”, którym można
swobodnie manipulować.
Do tego zdaje się prowadzić swoisty racjonalizm techniczno-naukowy, dominujący
we współczesnej kulturze, odrzucający samą ideę prawdy o stworzeniu, którą
należy uznać, czy też Bożego zamysłu wobec życia, który trzeba uszanować. Jest
to również prawdziwe w przypadku, kiedy lęk przed rezultatami takiej „wolności
bez prawa” prowadzi niektórych do przeciwnego stanowiska „prawa bez wolności”,
czego przykładem są ideologie kontestujące dopuszczalność jakichkolwiek
interwencji w naturę w imię niemal jej „ubóstwienia”, które także tym razem nie
dostrzega jej zależności od zamysłu Stwórcy.
W rzeczywistości żyjąc tak „jakby Bóg nie istniał”, człowiek zatraca nie tylko
tajemnicę Boga, ale również tajemnicę świata i swojego istnienia.
23. Osłabienie wrażliwości na Boga i człowieka prowadzi nieuchronnie do
materializmu praktycznego, co sprzyja rozpowszechnianiu się indywidualizmu,
utylitaryzmu i hedonizmu. Ujawnia się tu także niezmienna prawdziwość słów
Apostoła: „A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga,
wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie
godzi” (Rz 1, 28). W ten sposób wartości związane z „być” zostają zastąpione
przez wartości związane z „mieć”.
Jedynym celem, który się bierze pod uwagę, jest własny dobrobyt materialny. Tak
zwana „jakość życia” jest interpretowana najczęściej lub wyłącznie w kategoriach
wydajności ekonomicznej, nie uporządkowanego konsumpcjonizmu, atrakcji i
przyjemności czerpanych z życia fizycznego, natomiast zapomina się o głębszych —
relacyjnych, duchowych i religijnych — wymiarach egzystencji.
W takim klimacie cierpienie, które nieustannie ciąży nad ludzkim życiem, ale
może też stać się bodźcem do osobowego wzrostu, zostaje „ocenzurowane”,
odrzucone jako bezużyteczne, a nawet jest zwalczane jako zło, którego należy
unikać zawsze i we wszystkich okolicznościach. Gdy nie można go przezwyciężyć i
gdy znika nawet nadzieja na dobrobyt w przyszłości, człowiek skłonny jest
sądzić, że życie straciło wszelki sens, i doznaje coraz silniejszej pokusy, aby
przypisać sobie prawo do położenia mu kresu.
W tym samym kontekście kulturowym ciało nie jest postrzegane jako typowa
rzeczywistość osobowa, znak i miejsce relacji z innymi, z Bogiem i ze światem.
Zostaje sprowadzone do wymiaru czysto materialnego: jest tylko zespołem organów,
funkcji i energii, których można używać, stosując wyłącznie kryteria
przyjemności i skuteczności. W konsekwencji także płciowość zostaje pozbawiona
wymiaru osobowego i jest traktowana instrumentalnie: zamiast być znakiem,
miejscem i językiem miłości, to znaczy daru z siebie i przyjęcia drugiego
człowieka wraz z całym bogactwem jego osoby, staje się w coraz większym stopniu
okazją i narzędziem afirmacji własnego „ja” oraz samolubnego zaspokajania
własnych pragnień i popędów. Zniekształca się w ten sposób i fałszuje pierwotną
treść ludzkiej płciowości, zaś dwa znaczenia — jednoczące i prokreacyjne —
wpisane głęboko w naturę aktu małżeńskiego, zostają sztucznie rozdzielone:
jedność mężczyzny i kobiety zostaje tym samym zdradzona, a płodność poddana ich
samowoli. Prokreacja jest wówczas traktowana jako „wróg”, którego należy unikać
we współżyciu płciowym: jeżeli zostaje przyjęta, to tylko dlatego, że wyraża
pragnienie czy wręcz wolę posiadania dziecka „za wszelką cenę”, a wcale nie
dlatego, że oznacza bezwarunkową akceptację drugiego człowieka, a więc także
otwarcie się na bogactwo życia, które przynosi z sobą dziecko.
Opisana tu materialistyczna wizja prowadzi do prawdziwego zubożenia relacji
między osobami. Szkodę ponoszą tu przede wszystkim kobiety, dzieci, chorzy lub
cierpiący, starcy. Właściwe kryterium, które powinno przesądzać o uznaniu
godności osoby — to znaczy kryterium szacunku, bezinteresowności i służby —
zostaje zastąpione przez kryterium wydajności, funkcjonalności i przydatności:
drugi człowiek jest ceniony nie za to, kim „jest”, ale za to, co „posiada, czego
dokonuje i jakie przynosi korzyści”. Oznacza to panowanie silniejszego nad
słabszym.
24. Osłabienie wrażliwości na Boga i człowieka, wraz z wszystkimi tego zgubnymi
konsekwencjami dla życia, dokonuje się w głębi sumienia. Chodzi tu przede
wszystkim o sumienie każdego człowieka, który w swojej jedyności i
niepowtarzalności staje sam przed Bogiem18. Ale w pewnym sensie chodzi tu też o
„sumienie” społeczeństwa: jest ono w jakiś sposób odpowiedzialne nie tylko
dlatego, że toleruje albo popiera zachowania wymierzone przeciw życiu, ale także
dlatego, iż kształtuje „kulturę śmierci”, posuwając się nawet do tworzenia i
utrwalania prawdziwych „struktur grzechu”, wymierzonych przeciw życiu. Sumienie,
zarówno indywidualne, jak i społeczne, jest dziś narażone — między innymi na
skutek natarczywego oddziaływania wielu środków społecznego przekazu — na bardzo
poważne i śmiertelne niebezpieczeństwo: polega ono na zatarciu granicy między
dobrem a złem w sprawach dotyczących fundamentalnego prawa do życia. Znaczna
część dzisiejszego społeczeństwa okazuje się, niestety, podobna do tego, które
opisuje św. Paweł w Liście do Rzymian. Składa się z ludzi, „którzy przez
nieprawość nakładają prawdzie pęta” (1, 18): odwracając się od Boga i mniemając,
że mogą zbudować ziemską społeczność bez Niego, „znikczemnieli w swoich
myślach”, tak że „zaćmione zostało bezrozumne ich serce” (1, 21); „podając się
za mądrych, stali się głupimi” (1, 22), dopuszczają się czynów zasługujących na
śmierć i „nie tylko je popełniają, ale nadto chwalą tych, którzy je czynią” (1,
32). Jeżeli sumienie, które jest okiem dającym światło duszy (por. Mt 6, 22-23),
nazywa „zło dobrem, a dobro złem” (por. Iz 5, 20), znaczy to, że weszło już na
drogę niebezpiecznej degeneracji i całkowitej ślepoty moralnej.
Jednakże żadne okoliczności ani próby zagłuszenia nie zdołają stłumić głosu
Boga, który rozbrzmiewa w sumieniu każdego człowieka: właśnie w tym ukrytym
sanktuarium sumienia człowiek może się zawsze nawrócić i znów wejść na drogę
miłości, otwarcia się na innych i służby życiu ludzkiemu.
„Przystąpiliście do pokropienia krwią” (por. Hbr 12, 22. 24): znaki nadziei i
zachęta do działania
25. „Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi!” (Rdz 4, 10). Nie tylko krew
Abla, pierwszej niewinnej ofiary zabójstwa, woła głośno do Boga, który jest
źródłem i obrońcą życia. Także krew każdego innego człowieka zabitego po Ablu
jest głosem wznoszącym się do Pana. W sposób absolutnie jedyny i wyjątkowy woła
do Boga krew Chrystusa, którego proroczą zapowiedzią jest postać niewinnego
Abla, jak przypomina Autor Listu do Hebrajczyków: „Wy natomiast przystąpiliście
do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, (...) do Pośrednika Nowego Testamentu —
Jezusa, do pokropienia krwią, która przemawia mocniej niż [krew] Abla” (12, 22.
24).
Jest to krew pokropienia. Jej symbolem i proroczym znakiem była krew ofiar
Starego Przymierza, poprzez które Bóg ukazywał ludziom, że pragnie przekazać im
swoje życie, oczyszczając ich i uświęcając (por. Wj 24, 8; Kpł 17, 11). Otóż
wszystko to spełnia się i urzeczywistnia w Chrystusie: Jego krew jest krwią
pokropienia, która dokonuje odkupienia, oczyszcza i zbawia; jest to krew
Pośrednika Nowego Przymierza, „za wielu (...) wylana na odpuszczenie grzechów”
(Mt 26, 28). Krew płynąca z przebitego boku Chrystusa na krzyżu (por. J 19, 34)
„przemawia mocniej niż krew Abla”: ta krew wyraża bowiem i domaga się głębszej
„sprawiedliwości”, przede wszystkim jednak błaga o miłosierdzie19, oręduje przed
obliczem Ojca za braćmi (por. Hbr 7, 25), jest źródłem doskonałego odkupienia i
darem nowego życia.
Krew Chrystusa objawia, jak wielka jest miłość Ojca, a zarazem ukazuje, jak
cenny jest człowiek w oczach Boga i jak ogromna jest wartość jego życia.
Przypomina nam o tym apostoł Piotr: „Wiecie bowiem, że z waszego,
odziedziczonego po przodkach złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś
przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka
niepokalanego i bez zmazy” (1 P 1, 18-19). Właśnie kontemplując drogocenną krew
Chrystusa, znak Jego ofiarowania się z miłości (por. J 13, 1), człowiek wierzący
uczy się dostrzegać i cenić niemalże Boską godność każdej osoby i może wołać
pełen wdzięczności i radosnego zdumienia: „Jakąż wartość musi mieć w oczach
Stwórcy człowiek, skoro «zasłużył na takiego i tak potężnego Odkupiciela» (por.
Exultet z Wigilii Paschalnej), skoro «Bóg Syna swego Jednorodzonego dał», ażeby
on, człowiek, «nie zginął, ale miał życie wieczne» (por. J 3, 16)!”20.
Krew Chrystusa objawia też człowiekowi, że jego wielkość, a zatem jego
powołanie, polega na bezinteresownym darze z siebie. Właśnie dlatego, że krew
Jezusa została wylana jako dar życia, nie jest już znakiem śmierci i ostatecznej
rozłąki z braćmi, ale narzędziem komunii udzielającej wszystkim życia w
obfitości. Kto pije tę krew w sakramencie Eucharystii i trwa w Jezusie (por. J
6, 56), zostaje włączony w dynamikę Jego miłości i ofiary z własnego życia, aby
mógł wypełnić pierwotne powołanie do miłości, właściwe każdemu człowiekowi (por.
Rdz 1, 27; 2, 18-24).
Z krwi Chrystusa wszyscy ludzie czerpią również moc do działania w obronie
życia. Ta właśnie krew jest najmocniejszym znakiem nadziei, a wręcz fundamentem
absolutnej pewności co do tego, że zgodnie z Bożym zamysłem życie zwycięży. „A
śmierci już odtąd nie będzie” — woła donośny głos wychodzący od tronu Bożego w
niebiańskim Jeruzalem (Ap 21, 4). Zaś św. Paweł zapewnia nas, że dzisiejsze
zwycięstwo nad grzechem jest znakiem i zapowiedzią ostatecznego zwycięstwa nad
śmiercią, kiedy to „sprawdzą się słowa, które zostały napisane: Zwycięstwo
pochłonęło śmierć. Gdzież jest, o śmierci, twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o
śmierci, twój oścień?” (1 Kor 15, 54-55).
26. W rzeczywistości nie brak znaków zapowiadających to zwycięstwo w naszych
społeczeństwach i kulturach, choć noszą one tak silne piętno „kultury śmierci”.
Nasz obraz sytuacji byłby zatem jednostronny i mógłby skłaniać do przyjęcia
jałowej postawy rezygnacji, gdybyśmy ujawniając zagrożenia życia nie wskazali
także znaków pozytywnych, których oddziaływanie możemy zaobserwować we
współczesnym społeczeństwie.
Niestety, często sprawia trudność dostrzeżenie i rozpoznanie tych pozytywnych
znaków, być może także dlatego, że środki społecznego przekazu nie poświęcają im
należnej uwagi. W rzeczywistości jednak podjęto już i nadal podejmuje się bardzo
wiele inicjatyw — we wspólnocie chrześcijańskiej i w całym społeczeństwie, na
szczeblu lokalnym, krajowym i międzynarodowym, za sprawą pojedynczych osób,
grup, ruchów oraz różnego rodzaju organizacji — aby zapewnić pomoc i oparcie
najsłabszym i najbardziej bezbronnym.
Nadal bardzo wielu jest małżonków, którzy w duchu ofiarnej odpowiedzialności
umieją przyjąć dzieci będące „najcenniejszym darem małżeństwa”21. Nie brak też
rodzin, które nie poprzestając na swej codziennej służbie życiu, potrafią
otworzyć się na przyjęcie dzieci opuszczonych, młodych ludzi zmagających się z
trudnościami, osób niepełnosprawnych, samotnych, starców. Wiele jest ośrodków
opieki nad życiem lub tym podobnych instytucji, prowadzonych przez osoby lub
grupy, które z podziwu godnym oddaniem i ofiarnością niosą pomoc moralną i
materialną matkom znajdującym się w trudnych sytuacjach i narażonym na pokusę
aborcji. Powstają też i są coraz liczniejsze grupy wolontariuszy, które starają
się otoczyć opieką osoby pozbawione rodziny, ludzi zmagających się ze
szczególnymi problemami oraz tych, którzy muszą się znaleźć w odpowiednim
środowisku wychowawczym, aby przezwyciężyć zgubne nałogi i odzyskać wiarę w sens
życia.
Medycyna, dzięki wysiłkom naukowców i lekarzy, postępuje naprzód w poszukiwaniu
coraz skuteczniejszych środków leczenia chorób: nowe odkrycia, niegdyś
niewyobrażalne, zapowiadają dalsze postępy i już dziś służą rodzącemu się życiu,
ludziom cierpiącym, ciężko chorym albo umierającym. Różne instytucje i
organizacje starają się udostępnić najnowsze osiągnięcia medycyny nawet krajom
najboleśniej dotkniętym przez nędzę i choroby endemiczne. Również krajowe i
międzynarodowe stowarzyszenia lekarzy spieszą z pomocą ofiarom klęsk
żywiołowych, epidemii i wojen. Choć wiele jeszcze brakuje do pełnej realizacji
na skalę międzynarodową sprawiedliwego podziału środków medycznych, jakże nie
dostrzec w działaniach, do tej pory podjętych, oznaki coraz powszechniejszej
solidarności między narodami, godnego uznania wzrostu wrażliwości na potrzeby
ludzi i nakazy moralne oraz większego szacunku dla życia?
27. W odpowiedzi na ustawy prawne dopuszczające przerwanie ciąży oraz na próby
legalizacji eutanazji tu i ówdzie zakończone powodzeniem, powstały na całym
świecie ruchy i inicjatywy, których celem jest obrona życia poprzez budzenie
wrażliwości społecznej. Gdy działają one zgodnie ze swą autentyczną inspiracją,
stanowczo i konsekwentnie, ale bez użycia przemocy, upowszechniają świadomość
wartości życia, stymulując i organizując bardziej zdecydowaną jego obronę.
Jakże nie wspomnieć również o wszystkich gestach gościnności, poświęcenia i
bezinteresownej troski, spełnianych codziennie z miłością przez ogromną liczbę
osób w rodzinach, w szpitalach, sierocińcach, domach spokojnej starości lub
innych ośrodkach czy wspólnotach obrony życia? Kościół, idąc za przykładem
Jezusa, „dobrego Samarytanina” (por. Łk 10, 29-37) i z Niego czerpiąc swoją moc,
stał zawsze w pierwszej linii na wszystkich tych frontach działalności
charytatywnej: wiele jego synów i córek, zwłaszcza zakonnice i zakonnicy,
przyjmując dawne, ale zawsze aktualne formy działania, poświęciło i nadal
poświęca życie Bogu, oddaje je z miłości bliźnim najsłabszym i najbardziej
potrzebującym.
Te gesty kładą głębokie fundamenty owej „cywilizacji miłości i życia”, bez
której egzystencja osób i społeczeństwa traci swój sens najbardziej ludzki.
Nawet gdyby ich nikt nie zauważał i gdyby pozostawały one zakryte przed
większością ludzi, wiara daje nam pewność, że Ojciec, „który widzi w ukryciu”
(Mt 6, 4), nie tylko je wynagrodzi w przyszłości, ale już teraz sprawia, że
przynoszą trwały pożytek wszystkim.
Do znaków nadziei trzeba także zaliczyć fakt, że w wielu kręgach opinii
publicznej wzrasta nowa wrażliwość coraz bardziej przeciwna wojnie jako metodzie
rozwiązywania konfliktów między narodami i coraz aktywniej poszukująca
skutecznych sposobów powstrzymywania — choć „bez użycia przemocy” — uzbrojonych
agresorów. W tej samej perspektywie należy widzieć coraz powszechniejszy
sprzeciw opinii publicznej wobec kary śmierci, choćby stosowanej jedynie jako
narzędzie „uprawnionej obrony” społecznej: sprzeciw ten wynika z przekonania, że
współczesne społeczeństwo jest w stanie skutecznie zwalczać przestępczość
metodami, które czynią przestępcę nieszkodliwym, ale nie pozbawiają go
ostatecznie możliwości odmiany życia.
Należy z zadowoleniem powitać także wzrost zainteresowania jakością życia oraz
ekologią, jaki nastąpił zwłaszcza w społeczeństwach o wysokim stopniu rozwoju, w
których ludzie dążą już nie tyle do zapewnienia sobie podstawowych środków do
życia, ile do globalnego polepszenia warunków życia. Zjawiskiem szczególnie
ważnym jest ożywienie refleksji etycznej wokół życia: powstanie i coraz szerszy
rozwój bioetyki sprzyja refleksji i dialogowi — między wierzącymi i
niewierzącymi, a także między wyznawcami różnych religii — o podstawowych
problemach etycznych związanych z ludzkim życiem.
28. Ten obraz pełen świateł i cieni powinien nam w pełni uświadomić, że stoimy
wobec nadludzkiego, dramatycznego zmagania między złem i dobrem, między śmiercią
i życiem, między „kulturą śmierci” i „kulturą życia”. Jesteśmy nie tylko
świadkami, ale nieuchronnie zostajemy wciągnięci w tę walkę: wszyscy w niej
uczestniczymy i stąd nie możemy uchylić się od obowiązku bezwarunkowego
opowiedzenia się po stronie życia.
Także do nas skierowane jest wyraźne i stanowcze wezwanie Mojżesza: „Patrz!
Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. (...) Kładę
przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc
życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo” (Pwt 30, 15. 19). To wezwanie dobrze
odpowiada także naszej sytuacji, bo i my musimy każdego dnia wybierać między
„kulturą życia” a „kulturą śmierci”. Ale słowa Księgi Powtórzonego Prawa mają
jeszcze głębszy sens, ponieważ każą nam dokonać wyboru ściśle religijnego i
moralnego. Mamy nadać naszej egzystencji pewien podstawowy kierunek, a w życiu
przestrzegać wiernie i konsekwentnie prawa Bożego: „Ja dziś nakazuję ci miłować
Pana, Boga twego i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy.
(...) Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana,
Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i
długie trwanie twego pobytu na ziemi” (30, 16. 19-20).
Bezwarunkowe opowiedzenie się po stronie życia zyskuje pełne znaczenie religijne
i moralne, gdy wypływa z wiary w Chrystusa, jest przez nią ukształtowane i z
niej czerpie moc. Nic bardziej nie pomaga w przyjęciu właściwej postawy wobec
konfliktu między śmiercią i życiem, w którym jesteśmy pogrążeni, niż wiara w
Syna Bożego, który stał się człowiekiem i przyszedł do ludzi, „aby [owce] miały
życie i miały je w obfitości” (J 10, 10): to wiara w Zmartwychwstałego
zwyciężyła śmierć; wiara w krew Chrystusa, „która przemawia mocniej niż [krew]
Abla” (Hbr 12, 24).
Światło i moc tej wiary pozwala zatem Kościołowi stojącemu wobec wyzwań obecnej
sytuacji głębiej uświadomić sobie, że otrzymał od swego Pana łaskę i zadanie
głoszenia, wysławiania i służenia Ewangelii życia.
encykliki •
DALEJ ---> |