Sługa Boży Jan Paweł II

ENCYKLIKA LABOREM EXERCENS
O pracy ludzkiej
Z PRACY swojej ma człowiek pożywać chleb codzienny (por. Ps 128
[127], 2; por. także Rdz 3, 17 nn.; Prz 10, 22; Wj 1, 8-14; Jr 22, 13) i poprzez
pracę ma się przyczyniać do ciągłego rozwoju nauki i techniki, a zwłaszcza do
nieustannego podnoszenia poziomu kulturalnego i moralnego społeczeństwa, w
którym żyje jako członek braterskiej wspólnoty; praca zaś oznacza każdą
działalność, jaką człowiek spełnia, bez względu na jej charakter i okoliczności,
to znaczy każdą działalność człowieka, którą za pracę uznać można i uznać należy
pośród całego bogactwa czynności, do jakich jest zdolny i dysponowany poprzez
samą swoją naturę, poprzez samo człowieczeństwo. Stworzony bowiem na obraz i
podobieństwo Boga Samego (por. Rdz 1, 26) wśród widzialnego wszechświata,
ustanowiony, aby ziemię czynić sobie poddaną (por. Rdz 1, 28), jest człowiek
przez to samo od początku powołany do pracy. Praca wyróżnia go wśród reszty
stworzeń, których działalności związanej z utrzymaniem życia nie można nazywać
pracą — tylko człowiek jest do niej zdolny i tylko człowiek ją wykonuje,
wypełniając równocześnie pracą swoje bytowanie na ziemi. Tak więc praca nosi na
sobie szczególne znamię człowieka i człowieczeństwa, znamię osoby działającej we
wspólnocie osób — a znamię to stanowi jej wewnętrzną kwalifikację, konstytuuje
niejako samą jej naturę.
I
WPROWADZENIE
O pracy ludzkiej w 90 lat po encyklice „Rerum novarum”
1. W dniu 15 maja br. upłynęło 90 lat od ogłoszenia przez wielkiego Papieża
„kwestii społecznej”, Leona XIII, przełomowej encykliki zaczynającej się od słów
„Rerum novarum”, pragnę przeto niniejszy dokument poświęcić właśnie pracy
ludzkiej, a bardziej jeszcze pragnę go poświęcić człowiekowi w szerokim
kontekście tej rzeczywistości, jaką jest praca. Jeśli bowiem, jak wyraziłem się
w encyklice Redemptor hominis, wydanej na początku mego posługiwania na
rzymskiej stolicy św. Piotra, człowiek „jest pierwszą i podstawową drogą
Kościoła”1, i to właśnie w oparciu o niezgłębioną tajemnicę Odkupienia w
Chrystusie, wypada przeto stale wracać na tę drogę i podążać nią wciąż na nowo
wedle różnych aspektów, w których odsłania nam ona całe bogactwo i równocześnie
cały trud ludzkiego bytowania na ziemi.
Praca jest jednym z tych aspektów, aspektem odwiecznym i pierwszoplanowym,
zawsze aktualnym i wciąż na nowo domagającym się, by o niej myśleć i świadczyć.
Coraz to nowe bowiem powstają pytania i problemy, coraz nowe rodzą się nadzieje,
ale także obawy i zagrożenia, związane z tym podstawowym wymiarem ludzkiego
bytowania, z którego życie człowieka jest zbudowane na co dzień, z którego
czerpie właściwą sobie godność — ale w którym zawiera się zarazem nieustająca
miara ludzkiego trudu, cierpienia, a także krzywdy i niesprawiedliwości,
sięgających głęboko w życie społeczne w obrębie poszczególnych narodów i w
zakresie międzynarodowym. Jeśli więc prawdą jest, że z pracy rąk swoich pożywa
człowiek chleb (por. Ps 128 [127], 2) — i to nie tylko ów chleb codzienny,
którym utrzymuje się przy życiu jego ciało, ale także chleb wiedzy i postępu,
cywilizacji i kultury — to równocześnie prawdą odwieczną jest, że chleb ten
pożywa „w pocie czoła” (por. Rdz 3, 19), to znaczy nie tylko przy osobistym
wysiłku i trudzie, ale także wśród wielu napięć, konfliktów i kryzysów, jakie w
związku z rzeczywistością pracy wstrząsają życiem poszczególnych społeczeństw, a
także całej ludzkości.
Obchodzimy 90 rocznicę encykliki Rerum novarum w przeddzień nowych przemian w
układach technologicznych, ekonomicznych i politycznych, które według opinii
wielu specjalistów będą wywierać na świat pracy i produkcji wpływ nie mniejszy
od tego, jaki miała rewolucja przemysłowa w ubiegłym wieku. Wielorakie są te
czynniki o ogólnym zasięgu: powszechne wprowadzenie automatyki do różnych
dziedzin produkcji, wzrost ceny energii i surowców podstawowych, wzrastająca
świadomość ograniczoności środowiska naturalnego oraz niedopuszczalnego
zanieczyszczenia tegoż środowiska. W parze z tym idzie pojawienie się na arenie
politycznej ludów, które po wiekach poddaństwa domagają się własnego należnego
im miejsca wśród narodów i udziału w decyzjach międzynarodowych. Te nowe warunki
i żądania będą wymagać przekształcenia i rewizji struktur współczesnej ekonomii
oraz podziału pracy. Nie można wykluczyć, że zmiany takie dla milionów
pracowników kwalifikowanych będą niestety oznaczać brak pracy czyli bezrobocie,
przynajmniej okresowe, lub konieczność przekwalifikowania - że zmiany te
pociągną za sobą z wielkim prawdopodobieństwem zmniejszenie lub powolniejszy
wzrost dobrobytu materialnego dla krajów bardziej rozwiniętych; ale mogą także
przynieść poprawę losu i nadzieję milionom ludzi, którzy dziś żyją w warunkach
nędzy uwłaczającej godności człowieka.
Nie jest zadaniem Kościoła przeprowadzenie naukowych analiz wszystkich tych
zmian oraz ich możliwych następstw we współżyciu ludzi i ludów. Natomiast
Kościół uważa za swoje zadanie stałe przypominanie o godności i o prawach ludzi
pracy oraz piętnowanie takich sytuacji, w których bywają one gwałcone, starając
się przez to tak oddziaływać na bieg tych przemian, aby wraz z nimi dokonywał
się prawdziwy postęp człowieka i społeczeństwa.
W organicznym rozwoju działania i nauki społecznej Kościoła
2. Praca jako problem człowieka znajduje się na pewno w samym centrum owej
„kwestii społecznej”, ku której na przestrzeni ostatnich prawie stu lat od
wydania encykliki Rerum novarum zwraca się w sposób szczególny nauczanie
Kościoła oraz rozliczne poczynania związane z jego apostolskim posłannictwem.
Jeżeli na niej pragnę skoncentrować niniejsze rozważania, to nie inaczej, jak
tylko w organicznym związku z całą tradycją tego nauczania i tych poczynań.
Równocześnie jednak czynię to wedle ewangelicznego wskazania, ażeby z
dziedzictwa Ewangelii wydobywać „rzeczy nowe i stare” (por. Mt 13, 52). Z
pewnością praca jest „rzeczą starą” — tak starą jak człowiek i jego życie na
ziemi. Równocześnie zaś ogólna sytuacja człowieka w świecie współczesnym,
rozpoznawana i analizowana w różnych aspektach geograficznych, kulturalnych i
cywilizacyjnych, domaga się tego, aby odsłaniać nowe znaczenia pracy ludzkiej —
a także, aby formułować nowe zadania, jakie w tej dziedzinie stoją przez każdym
człowiekiem, przed rodziną, przed poszczególnymi narodami i całą ludzkością,
wreszcie również przed samym Kościołem.
Na przestrzeni lat, jakie dzielą nas od ukazania się encykliki Rerum novarum,
kwestia społeczna nie przestała zajmować uwagi Kościoła. Świadczą o tym liczne
dokumenty Urzędu Nauczycielskiego, zarówno wypowiedzi Papieży, jak też Soboru
Watykańskiego II, świadczą enuncjacje poszczególnych Episkopatów, świadczy
działalność różnych ośrodków myśli oraz praktycznych inicjatyw apostolskich,
bądź to w wymiarze międzynarodowym, bądź też poszczególnych Kościołów lokalnych.
Trudno tutaj wszystkie te przejawy żywego zaangażowania się Kościoła i
chrześcijan w kwestii społecznej wymieniać szczegółowo, jest ich bowiem bardzo
wiele. W wyniku Soboru centralnym ośrodkiem koordynacyjnym w tej dziedzinie
stała się Papieska Komisja „Iustitia et Pax”, która znajduje swe odpowiedniki w
poszczególnych Konferencjach Episkopatów. Nazwa tej instytucji jest bardzo
wymowna. Wskazuje ona na to, że kwestię społeczną należy ujmować w jej wymiarze
integralnym i kompleksowym. Zaangażowanie na rzecz sprawiedliwości musi być
gruntownie zespolone z zaangażowaniem na rzecz pokoju w świecie współczesnym.
Przemówiło tutaj z pewnością bolesne doświadczenie dwóch wielkich wojen
światowych, które w ciągu minionych 90 lat wstrząsnęły wielu krajami kontynentu
zarówno europejskiego, jak też — przynajmniej częściowo — innych kontynentów.
Przemawia tu, zwłaszcza po zakończeniu drugiej wojny światowej, stale trwające
zagrożenie wojny nuklearnej oraz perspektywa straszliwego samozniszczenia, która
stąd się wyłania.
Jeśli śledzimy główną linię rozwojową dokumentów najwyższego Magisterium
Kościoła, to znajdujemy w nich wyraźne potwierdzenie takiego właśnie stawiania
sprawy. Pozycję kluczową ma tutaj, gdy chodzi o sprawę pokoju w świecie,
encyklika Pacem in terris Jana XXIII. Jeśli zaś chodzi o rozwój kwestii samej
sprawiedliwości społecznej, to należy zauważyć, że o ile w okresie od Rerum
novarum do Quadragesimo anno Piusa XI nauczanie Kościoła koncentruje się przede
wszystkim wokół sprawiedliwego rozwiązania tak zwanej sprawy robotniczej w
obrębie poszczególnych narodów, o tyle na dalszym etapie rozszerza ono swój krąg
widzenia do rozmiarów całego globu. Nieproporcjonalny rozkład bogactwa i nędzy
krajów i kontynentów rozwiniętych i słabo rozwiniętych domaga się wyrównania
oraz szukania dróg sprawiedliwego rozwoju dla wszystkich. W tym kierunku idzie
nauczanie zawarte w encyklice Mater et Magistra Jana XXIII, w Konstytucji
pastoralnej Gaudium et spes Soboru Watykańskiego II oraz w Encyklice Populorum
progressio Pawła VI.
Ten kierunek rozwoju nauczania, a w ślad za tym także zaangażowanie Kościoła w
kwestii społecznej, odpowiada ściśle rozpoznaniu obiektywnego stanu rzeczy.
Jeśli w przeszłości w centrum tej kwestii ujawniał się przede wszystkim problem
„klasowy”, to w ostatnim okresie na plan pierwszy wysuwa się problem „światowy”.
A więc nie tylko klasowy, ale światowy rozmiar nierówności i niesprawiedliwości,
a w konsekwencji nie tylko klasowy, ale światowy rozmiar zadań na drodze do
realizacji sprawiedliwości w świecie współczesnym. Wszechstronna analiza
sytuacji świata współczesnego ujawniła głębsze i pełniejsze znaczenie, jakie
należy nadać wysiłkom zmierzającym do budowania sprawiedliwości na ziemi, niż
dawniejsza analiza struktur niesprawiedliwości społecznej, nie przesłaniając
przez to owych struktur, lecz postulując rozpatrywanie ich i przeobrażanie w
bardziej uniwersalnym wymiarze.
Problem pracy kluczem do kwestii społecznej
3. Wśród tych wszystkich procesów — zarówno rozpoznawania obiektywnej
rzeczywistości społecznej, jak też nauczania Kościoła w zakresie złożonej i
wieloaspektowej kwestii społecznej — problem pracy ludzkiej pojawia się
oczywiście wielokrotnie. Jest on stałym poniekąd elementem składowym zarówno
życia społecznego, jak i nauczania Kościoła. Prócz tego jest to problem, który w
nauczaniu tym jest o wiele starszy niż ostatnie dziewięćdziesięciolecie. Nauka
społeczna Kościoła ma swoje źródło w całym Piśmie Świętym, poczynając od Księgi
Rodzaju, a w szczególności w Ewangelii i pismach Apostolskich. Problem pracy
należał od początku do nauczania Kościoła, jego nauki o człowieku, o życiu
społecznym, a w szczególności nauki o moralności społecznej, którą wypracowywał
wedle potrzeb różnych epok. Owo dziedzictwo tradycji zostało przejęte i
rozwinięte przez nauczanie Papieży związane ze współczesną „kwestią społeczną”,
zwłaszcza w encyklice Rerum novarum. W kontekście tej „kwestii” zgłębianie
problemu pracy ludzkiej doznawało ciągłego „uwspółcześniania”, zachowując stale
ów chrześcijański zrąb prawdy, który można nazwać odwiecznym.
Jeśli w obecnym dokumencie sięgamy znów do tego problemu, nie usiłując
oczywiście powiedzieć wszystkiego na ten temat, to nie w tym celu, aby tylko
powtórzyć i zestawić to, co w nauczaniu Kościoła dotąd się zawiera. Chodzi
raczej o to, aby — może jeszcze bardziej niż dotąd — uwydatnić, że praca ludzka
stanowi klucz, i to chyba najistotniejszy klucz, do całej kwestii społecznej,
jeżeli staramy się ją widzieć naprawdę pod kątem dobra człowieka. Jeśli zaś
rozwiązanie — czy raczej stopniowe rozwiązywanie — tej stale na nowo
kształtującej się, i na nowo spiętrzającej kwestii społecznej ma iść w tym
kierunku, ażeby „życie ludzkie uczynić bardziej ludzkim”2, wówczas właśnie ów
klucz — praca ludzka — nabiera znaczenia podstawowego i decydującego.
II
PRACA A CZŁOWIEK
W Księdze Rodzaju
4. Kościół jest przekonany, że praca stanowi podstawowy wymiar bytowania
człowieka na ziemi. W przekonaniu tym umacnia się również, gdy uwzględnia cały
dorobek różnorodnych nauk poświęconych człowiekowi: antropologia, paleontologia,
historia, socjologia, psychologia i inne — wszystkie zdają się świadczyć o tym w
sposób niezbity. Kościół jednak czerpie to swoje przekonanie przede wszystkim z
objawionego Słowa Bożego i dlatego to, co jest przeświadczeniem rozumu, nabiera
równocześnie charakteru przekonania wiary. Kościół bowiem — to warto zauważyć
już tutaj — wierzy w człowieka: nie tylko w świetle doświadczenia historycznego,
nie tylko przy pomocy wielorakich metod poznania naukowego myśli o człowieku i
odnosi się do niego — ale myśli o nim przede wszystkim w świetle objawionego
Słowa Boga Żywego, a odnosząc się do człowieka, stara się być wyrazicielem tych
odwiecznych zamierzeń i tych transcendentnych przeznaczeń, jakie z człowiekiem
związał ten Żywy Bóg: Stwórca i Odkupiciel.
Źródło przeświadczenia o tym, że praca stanowi podstawowy wymiar bytowania
człowieka na ziemi, znajduje Kościół już na pierwszych stronach Księgi Rodzaju.
Analiza tych tekstów uświadamia nam, że zostały w nich — przy całym nieraz
archaicznym sposobie wyrażania myśli — wypowiedziane zasadnicze prawdy o
człowieku, że zostały one wypowiedziane już w kontekście tajemnicy Stworzenia.
Są to prawdy, które stanowią o człowieku od początku i równocześnie wytyczają
główne linie jego bytowania na ziemi, zarówno w stanie pierwotnej
sprawiedliwości, jak też i po złamaniu przez grzech pierwotnego przymierza
Stwórcy ze swoim stworzeniem w człowieku. Kiedy człowiek, stworzony „na obraz
Boży (...) jako mężczyzna i niewiasta” (por. Rdz 1, 27), słyszy słowa: „Bądźcie
płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną”
(Rdz 1, 28) — to chociaż słowa te nie mówią wprost i wyraźnie o pracy, pośrednio
wskazują na nią ponad wszelką wątpliwość, jako na działanie, które ma on
wykonywać na ziemi. Owszem, ukazują samą jej istotę. Człowiek jest obrazem Boga
między innymi dzięki nakazowi otrzymanemu od swojego Stwórcy, by czynił sobie
ziemię poddaną, by panował nad nią. W wypełnianiu tego polecenia człowiek, każda
istota ludzka, odzwierciedla działanie samego Stwórcy wszechświata.
Praca rozumiana jako działalność „przechodnia” — to znaczy taka, która biorąc
początek w ludzkim podmiocie, skierowana jest ku zewnętrznemu przedmiotowi,
zakłada swoiste panowanie człowieka nad „ziemią”, z kolei zaś panowanie to
potwierdza i rozwija. Oczywiście, że przez „ziemię”, o której mówi tekst
biblijny, należy rozumieć przede wszystkim ten fragment widzialnego
wszechświata, którego człowiek jest mieszkańcem, pośrednio jednak można rozumieć
cały świat widzialny, o ile może on znaleźć się w zasięgu wpływu człowieka i
jego poszukiwań w celu zaspokojenia własnych potrzeb. Prócz tego słowa o
„czynieniu sobie ziemi poddaną” posiadają ogromną nośność. Wskazują na wszystkie
zasoby, które ziemia (a pośrednio świat widzialny) kryje w sobie, a które przy
pomocy świadomego działania człowieka mogą być odkryte i celowo wykorzystywane
przez niego. Tak więc owe słowa, zapisane już na samym początku Biblii, nie
przestają nigdy być aktualne. Są nimi objęte wszystkie minione epoki cywilizacji
i ekonomii równie dobrze, jak cała współczesność oraz przyszłe fazy rozwoju,
które może częściowo już się zarysowują, ale w znacznej mierze pozostają przed
człowiekiem jako jeszcze nieznane i zakryte.
Jeśli mówi się czasem o okresach „przyśpieszeń” w życiu
ekonomiczno-cywilizacyjnym ludzkości czy poszczególnych narodów, wiążąc te
„przyspieszenia” z postępem nauki i techniki, zwłaszcza zaś z przełomowymi dla
życia społeczno-gospodarczego odkryciami — to można równocześnie też powiedzieć,
że żadne z tych „przyspieszeń” nie wyprzedza istotnej treści tego, co zostało
powiedziane w owym prastarym tekście biblijnym. Człowiek, stając się — przez
swoja prace — coraz bardziej panem ziemi, potwierdzając — również przez pracę —
swoje panowanie nad widzialnym światem, w każdym wypadku i na każdym etapie tego
procesu znajduje się na linii owego pierwotnego ustanowienia Stwórcy, które
pozostaje w koniecznym i nierozerwalnym związku z faktem stworzenia człowieka
jako mężczyzny i niewiasty „na obraz Boga”. Ów proces zaś jest równocześnie
uniwersalny: obejmuje wszystkich ludzi, każde pokolenie, każdy etap rozwoju
ekonomicznego i kulturalnego, a równocześnie jest to proces przebiegający w
każdym człowieku, w każdym świadomym ludzkim podmiocie. Wszyscy i każdy są nim
równocześnie objęci. Wszyscy i każdy w odpowiedniej mierze, i na nieskończoną
prawie ilość sposobów, biorą udział w tym gigantycznym procesie, poprzez który
człowiek „czyni sobie ziemie poddaną”: w procesie pracy.
Praca w znaczeniu przedmiotowym. Technika
5. Owa uniwersalność, a zarazem wielorakość procesu „panowania nad ziemią” rzuca
światło na pracę ludzką, skoro panowanie człowieka nad ziemią dokonuje się w
niej i poprzez nią. W ten sposób wyłania się znaczenie pracy w sensie
przedmiotowym, co znajduje wyraz w kolejnych epokach kultury i cywilizacji.
Człowiek panuje nad ziemią już poprzez to, że oswaja i hoduje zwierzęta,
czerpiąc z tego dla siebie konieczne pożywienie i odzienie, a także przez to, że
może wydobywać z ziemi i morza różne bogactwa naturalne. Daleko bardziej jednak
człowiek „panuje nad ziemią”, gdy zaczyna tę ziemię uprawiać, a z kolei jej
płody przetwarza, przystosowując je do swego użytku. W ten sposób rolnictwo
stanowi wciąż podstawową dziedzinę życia gospodarczego i przez pracę ludzką
nieodzowny składnik produkcji. Przemysł z kolei będzie polegał zawsze na
odpowiednim zespoleniu bogactw ziemi — czy to żywych zasobów natury, czy
produktów rolnych, czy też bogactw mineralnych lub chemicznych — z pracą
człowieka, zarówno fizyczną, jak i intelektualną. To samo odnosi się w pewnym
sensie także do dziedziny tak zwanych usług, jak niemniej do badań teoretycznych
lub stosowanych.
Działalność człowieka w przemyśle i w rolnictwie w wielu wypadkach przestała być
dzisiaj pracą głównie ręczną, gdyż wysiłek ludzkich rąk i mięśni wspomagany jest
działaniem coraz bardziej doskonalonych maszyn i mechanizmów. Nie tylko w
przemyśle, ale także w rolnictwie jesteśmy świadkami przemian, które mogły
zaistnieć dzięki stopniowemu i ciągłemu rozwojowi nauki i techniki. Wszystko to
razem stało się historyczną przyczyną wielkiego przełomu cywilizacyjnego, od
powstania „ery przemysłowej” do kolejnych faz postępu w tej dziedzinie, poprzez
nowe techniki, takie jak elektronika czy w ostatnich latach mikroprocesory.
Jeśli zdawać się może, iż w produkcji przemysłowej „pracuje” maszyna, a człowiek
tylko ją obsługuje, umożliwiając i podtrzymując na różne sposoby jej
funkcjonowanie — to równocześnie rozwój przemysłu stworzył właśnie podstawę do
postawienia w nowy sposób problemu pracy ludzkiej. Zarówno pierwsza
industrializacja, która wywołała tak zwaną kwestię robotniczą, jak i kolejne
przemiany przemysłowe ukazują w sposób wymowny, że także w epoce „pracy” coraz
bardziej zmechanizowanej właściwym podmiotem pracy nadal pozostaje człowiek.
Rozwój przemysłu oraz związanych z nim różnorodnych dziedzin, aż do najbardziej
nowoczesnych technologii elektroniki, zwłaszcza na polu miniaturyzacji,
informatyki, telematyki i innych, wskazuje na to, jak ogromną rolę pomiędzy tym
podmiotem a przedmiotem pracy (w najszerszym tego słowa znaczeniu) posiada
właśnie ów zrodzony z myśli ludzkiej sprzymierzeniec pracy człowieka: technika.
Technika rozumiana w tym wypadku nie jako podmiotowa umiejętność czy sprawność
pracy, ale jako zespół narzędzi, którymi człowiek posługuje się przy pracy, jest
niewątpliwie sprzymierzeńcem człowieka. Ułatwia mu pracę, usprawnia ją,
przyspiesza i zwielokrotnia. Pomnaża w przyspieszonym postępie ilość produktów
pracy, a także pod względem jakościowym wiele z nich udoskonala. Technika, w
pewnych wypadkach, ze sprzymierzeńca może przekształcić się jakby w przeciwnika
człowieka, jak w wypadku, gdy mechanizacja pracy „wypiera” człowieka, odbierając
mu wszelkie zadowolenie osobiste oraz podniety do działania twórczego i do
odpowiedzialności; gdy pozbawia zajęcia wielu zatrudnionych dotąd pracowników
lub, na skutek przesadnej fascynacji maszyną, czyni człowieka swoim
niewolnikiem.
Jeśli biblijne słowa o „czynieniu sobie ziemi poddaną”, skierowane do człowieka
na początku, mają być rozumiane w kontekście całej epoki nowożytnej, epoki
przemysłowej i postprzemysłowej — to niewątpliwie kryją one w sobie także
stosunek do techniki, do owego świata mechanizmów i maszyn, które same są owocem
pracy ludzkiego umysłu i historycznym potwierdzeniem panowania człowieka nad
przyrodą.
Ostatnia epoka dziejów ludzkości, zwłaszcza niektórych społeczeństw, niesie z
sobą słuszną afirmację techniki jako podstawowego współczynnika postępu
ekonomicznego; równocześnie jednak z tą afirmacją powstały i stale powstają
istotne pytania, te mianowicie, które dotyczą pracy ludzkiej od strony jej
podmiotu, czyli właśnie samego człowieka. Pytania te zawierają w sobie
szczególny ładunek treści i napięć o charakterze etycznym i etyczno-społecznym.
I dlatego też stanowią stałe wyzwanie dla wielorakich instytucji, dla państw i
rządów, dla ustrojów i organizacji międzynarodowych — stanowią również wyzwanie
dla Kościoła.
Praca w znaczeniu podmiotowym. Człowiek — podmiot pracy
6. Aby kontynuować naszą analizę pracy, związaną ze słowem Biblii, mocą którego
człowiek ma czynić sobie ziemię poddaną, trzeba, abyśmy skoncentrowali naszą
uwagę na pracy w znaczeniu podmiotowym, i to daleko bardziej jeszcze, niż
uczyniliśmy to w odniesieniu do znaczenia przedmiotowego pracy, dotykając
zaledwie rozległej problematyki, która doskonale i szczegółowo znana jest
specjalistom z wielu dziedzin, a także samym ludziom pracy wedle ich
specjalizacji. Słowa Księgi Rodzaju, do których w tej naszej analizie
nawiązujemy — skoro o pracy w znaczeniu przedmiotowym mówią w sposób pośredni —
to w taki też sposób mówią o podmiocie pracy; niemniej to, co mówią, jest bardzo
wymowne i obarczone wielkim ciężarem znaczeniowym.
Człowiek dlatego ma czynić sobie ziemię poddaną, ma nad nią panować, ponieważ
jako „obraz Boga” jest osobą, czyli bytem podmiotowym uzdolnionym do planowego i
celowego działania, zdolnym do stanowienia o sobie i zmierzającym do spełnienia
siebie. Jako osoba jest tedy człowiek podmiotem pracy. Jako osoba pracuje,
wykonuje różne czynności przynależące do procesu pracy, a wszystkie one, bez
względu na ich charakter, mają służyć urzeczywistnianiu się jego
człowieczeństwa, spełnianiu osobowego powołania, które jest mu właściwe z racji
samegoż człowieczeństwa. Zasadnicze prawdy na ten temat zostały świeżo
przypomniane przez Sobór Watykański II w Konstytucji Gaudium et spes, zwłaszcza
w rozdziale I poświęconym powołaniu człowieka.
Tak więc owo „panowanie”, o jakim mówi rozważany tutaj biblijny tekst, odnosi
się nie tylko do przedmiotowego wymiaru pracy, ale wprowadza nas równocześnie w
zrozumienie jej wymiaru podmiotowego. Praca jako proces, poprzez który człowiek
i ludzkość „czyni sobie ziemię poddaną”, tylko wówczas odpowiada temu
podstawowemu pojęciu z Biblii, gdy równocześnie w tym całym procesie człowiek
ujawnia siebie jako tego, który „panuje”. Owo panowanie odnosi się do wymiaru
podmiotowego poniekąd bardziej niż do przedmiotowego: wymiar ten warunkuje samą
etyczną istotę pracy. Nie ulega bowiem wątpliwości, że praca ludzka ma swoją
wartość etyczną, która wprost i bezpośrednio pozostaje związana z faktem, iż
ten, kto ją spełnia, jest osobą, jest świadomym i wolnym, czyli stanowiącym o
sobie podmiotem.
Ta prawda, która stanowi jakby sam podstawowy i odwieczny rdzeń chrześcijańskiej
nauki o pracy ludzkiej, posiadała i posiada zasadnicze znaczenie dla
kształtowania doniosłych problemów społecznych w wymiarze całych epok.
Okres starożytny wprowadzał typowe dla siebie rozwarstwienia pomiędzy ludźmi ze
względu na charakter wykonywanej pracy. Praca, która domagała się ze strony
pracującego wprzęgnięcia jego sił fizycznych, praca mięśni i rąk, uważana była
za niegodną ludzi wolnych, do wykonywania jej natomiast przeznaczano
niewolników. Chrześcijaństwo, rozwijając niektóre wątki właściwe już Staremu
Testamentowi, dokonało tutaj zasadniczego przeobrażenia pojęć, wychodząc od
całej treści orędzia ewangelicznego, a nade wszystko od faktu, że Ten, który
będąc Bogiem, stał się podobny do nas we wszystkim (por. Hbr 2, 17; Flp 2, 5-8),
większą część lat swego życia na ziemi poświęcił pracy przy warsztacie
ciesielskim, pracy fizycznej. Okoliczność ta sama z siebie stanowi
najwymowniejszą „ewangelię pracy”, która ujawnia, że podstawą określania
wartości pracy ludzkiej nie jest przede wszystkim rodzaj wykonywanej czynności,
ale fakt, że ten, kto ją wykonuje, jest osobą. Źródeł godności pracy należy
szukać nie nade wszystko w jej przedmiotowym wymiarze, ale w wymiarze
podmiotowym.
W takim ujęciu znika jakby sama podstawa starożytnego rozwarstwienia ludzi wedle
rodzaju pracy przez nich wykonywanej. Nie oznacza to, że praca ludzka z punktu
widzenia przedmiotowego nie może i nie powinna być w ogóle wartościowana i
kwalifikowana. Znaczy to tylko, że pierwszą podstawą wartości pracy jest sam
człowiek — jej podmiot. Wiąże się z tym od razu bardzo ważny wniosek natury
etycznej: o ile prawdą jest, że człowiek jest przeznaczony i powołany do pracy,
to jednak nade wszystko praca jest „dla człowieka”, a nie człowiek „dla pracy”.
We wniosku tym dochodzi prawidłowo do głosu pierwszeństwo podmiotowego znaczenia
pracy przed przedmiotowym. W tym sposobie rozumienia, zakładając, że różne prace
spełniane przez ludzi mogą mieć większą lub mniejszą wartość przedmiotową,
trzeba jednak podkreślić, że każda z nich mierzy się nade wszystko miarą
godności samego podmiotu pracy, czyli osoby: człowieka, który ją spełnia. Z
kolei, bez względu na pracę, jaką każdy człowiek spełnia, i przyjmując, że
stanowi ona — czasem bardzo absorbujący — cel jego działania, cel ten nie
posiada znaczenia ostatecznego sam dla siebie. Ostatecznie bowiem celem pracy:
jakiejkolwiek pracy spełnianej przez człowieka — choćby była to praca
najbardziej „służebna”, monotonna, w skali potocznego wartościowania wręcz
upośledzająca — pozostaje zawsze sam człowiek.
Zagrożenie właściwego porządku wartości
7. Te właśnie podstawowe stwierdzenia o pracy wyłaniały się zawsze z zasobów
chrześcijańskiej prawdy, zwłaszcza z samego orędzia „ewangelii pracy”,
stwarzając zrąb nowego myślenia, wartościowania i postępowania ludzi. W epoce
nowożytnej, od samego początku kształtowania się ery przemysłowej,
chrześcijańska prawda o pracy musiała się przeciwstawić różnym kierunkom
myślenia materialistycznego i ekonomistycznego. Niektórzy zwolennicy takich idei
pojmowali i traktowali pracę jako pewnego rodzaju „towar”, który pracownik — w
szczególności robotnik w przemyśle — „sprzedaje” pracodawcy, a zarazem
posiadaczowi kapitału, czyli zespołu narzędzi i środków umożliwiających
produkcję. Ten sposób rozumienia pracy był głoszony dawniej, zwłaszcza chyba w
pierwszej połowie XIX stulecia, z kolei wyraźne sformułowania tego typu raczej
zanikły, ustępując wobec bardziej humanistycznego sposobu myślenia i
wartościowania pracy. Interakcja zachodząca między człowiekiem pracy a całością
narzędzi i środków produkcji dała miejsce rozwojowi różnych form kapitalizmu
równolegle do rozmaitych form kolektywizmu. Dołączyły się do tego jeszcze inne
elementy społeczno-polityczne w następstwie: nowych konkretnych okoliczności,
jak działalność stowarzyszeń robotniczych i władz publicznych oraz pojawienie
się wielkich przedsiębiorstw ponadnarodowych. Mimo to niebezpieczeństwo
traktowania pracy ludzkiej jako sui generis „towaru” czy anonimowej „siły”
potrzebnej dla produkcji (mówi się wręcz o „sile roboczej”), istnieje stale,
istnieje zwłaszcza wówczas, gdy całe widzenie problematyki ekonomicznej
nacechowane jest przesłankami ekonomizmu materialistycznego.
Systematyczną okazję, a poniekąd nawet podnietę do tego rodzaju myślenia i
wartościowania, stanowi cały rozwój, przyspieszony postęp cywilizacji
jednostronnie materialnej, w której przywiązuje się wagę przede wszystkim do
przedmiotowego wymiaru pracy, natomiast wymiar podmiotowy — to wszystko, co
pozostaje w bezpośrednim lub pośrednim związku z samym podmiotem pracy —
pozostaje na dalszym planie. W każdym takim wypadku, w każdej tego typu sytuacji
społecznej zachodzi pomieszanie, a nawet wręcz odwrócenie porządku wyznaczonego
po raz pierwszy już słowami Księgi Rodzaju; człowiek zostaje potraktowany jako
narzędzie produkcji3, podczas gdy powinien on — on jeden, bez względu na to,
jaką pracę wypełnia — być traktowany jako jej sprawczy podmiot, a więc właściwy
sprawca i twórca. Takie właśnie odwrócenie porządku, bez względu na to, w imię
jakiego programu i pod jaką nazwą się dokonuje, zasługiwałoby na miano
„kapitalizmu” w znaczeniu, o którym mowa poniżej. Wiadomo, że „kapitalizm”
posiada swoje historycznie ustalone znaczenie jako system i ustrój
ekonomiczno-społeczny, przeciwstawny do „socjalizmu” lub „komunizmu”. Natomiast
w świetle analizy tej podstawowej rzeczywistości całego procesu gospodarczego, a
przede wszystkim struktur produkcji, jaką jest właśnie praca, wypada przyjąć, że
błąd kapitalizmu pierwotnego może powtórzyć się wszędzie tam, gdzie człowiek
zostaje potraktowany poniekąd na równi z całym zespołem materialnych środków
produkcji, jako narzędzie, a nie — jak to odpowiada właściwej godności jego
pracy — jako podmiot i sprawca, a przez to samo także jako właściwy cel całego
procesu produkcji.
Widać stąd, że analiza pracy ludzkiej prowadzona w świetle owych słów, które
mówią o „panowaniu” człowieka nad ziemią, wnika w samo centrum problematyki
społeczno-etycznej. Winna również znajdować dla siebie centralne miejsce w całej
sferze polityki społecznej i gospodarczej, zarówno w wymiarach poszczególnych
krajów, jak też w wymiarze rozległych stosunków międzynarodowych i
międzykontynentalnych, zwłaszcza gdy chodzi o napięcia, jakie rysują się w
świecie nie tylko na osi Wschód-Zachód, ale także na osi Północ-Południe.
Zdecydowaną uwagę na te właśnie wymiary współczesnej problematyki
etyczno-społecznej zwrócił Jan XXIII w encyklice Mater et Magistra i Paweł VI w
encyklice Populorum progressio.
Solidarność ludzi pracy
8. Skoro mowa o pracy ludzkiej w podstawowym dla niej wymiarze podmiotu, czyli
człowieka-osoby, który tę pracę wypełnia, należy z tego punktu widzenia dokonać
bodaj pobieżnie oceny procesów, które na przestrzeni tych 90 lat, jakie nas
dzielą od Rerum novarum, dokonały się w stosunku do przedmiotowego wymiaru pracy.
O ile bowiem podmiot pracy jest zawsze ten sam — to znaczy człowiek — to
natomiast w aspekcie przedmiotowym zachodzą daleko idące zróżnicowania. O ile ze
względu na podmiot można powiedzieć, że praca jest jedna (jedna i za każdym
razem niepowtarzalna), to natomiast z uwagi na jej przedmiotowe uwarunkowania
należy stwierdzić, że istnieje wiele prac: wiele różnych prac. Rozwój ludzkiej
cywilizacji przynosi w tej dziedzinie stałe wzbogacenie. Równocześnie jednak nie
sposób nie zauważyć, że w procesie tego rozwoju nie tylko przybywają nowe
odmiany pracy ludzkiej, ale także zanikają inne. Przyjmując, że w zasadzie jest
to zjawisko prawidłowe, trzeba tym niemniej śledzić, czy i o ile nie wkradają
się w nie również pewne nieprawidłowości, które ze względów etyczno-społecznych
mogą być groźne.
Właśnie przecież ze względu na taką nieprawidłowość o wielkim zasięgu zrodziła
się w wieku ubiegłym tak zwana kwestia robotnicza, określana także czasem jako
„kwestia proletariacka”. Kwestia ta — razem z problemami, które się z nią łączą
— stała się źródłem słusznej reakcji społecznej, wyzwoliła wielki zryw
solidarności pomiędzy ludźmi pracy, a przede wszystkim pomiędzy pracownikami
przemysłu. To wezwanie do solidarności i wspólnego działania skierowane do ludzi
pracy — przede wszystkim wycinkowej, monotonnej pracy w zakładach przemysłowych,
która ograniczała osobowość ludzką na rzecz panującej nad nią maszyny —
posiadało swoją doniosłą wartość i wymowę z punktu widzenia etyki społecznej.
Była to reakcja przeciwko degradacji człowieka jako podmiotu pracy, połączonej z
niesłychanym wyzyskiem w dziedzinie zarobków, warunków pracy i troski o osobę
pracownika, która połączyła świat robotniczy we wspólnocie wielkiej
solidarności.
W ślad za encykliką Rerum novarum i wielu kolejnymi dokumentami Magisterium
Kościoła trzeba dać wyraz przeświadczeniu, że była to słuszna, z punktu widzenia
moralności społecznej, reakcja na cały system niesprawiedliwości, krzywdy
„wołającej o pomstę do nieba” (por. Pwt 24, 15; Jk 5, 4; por. także Rdz 4, 10),
jaki ciążył nad człowiekiem pracy w okresie gwałtownej industrializacji. Takiemu
stanowi rzeczy sprzyjał liberalny ustrój społeczno-polityczny, który wedle
swoich ekonomistycznych założeń popierał i zabezpieczał inicjatywę gospodarcza
posiadaczy i przedsiębiorców, ale nie troszczył się dostatecznie o
zabezpieczenie praw człowieka pracy, utrzymując, że praca ludzka jest tylko
narzędziem produkcji, której podstawą, czynnikiem sprawczym oraz celem jest sam
kapitał.
Od tego czasu solidarność ludzi pracy oraz pełniejsze i bardziej odpowiedzialne
uświadomienie sobie praw robotników ze strony innych dokonało w wielu wypadkach
głębokich przemian. Zostały wynalezione różne nowe systemy. Rozwinęły się różne
formy neokapitalizmu lub kolektywizmu. Nierzadko ludzie pracy mogą uczestniczyć
i faktycznie uczestniczą w zarządzaniu i kontroli produkcji przedsiębiorstw.
Poprzez odpowiednie stowarzyszenia wywierają oni wpływ na warunki pracy i
wynagrodzenie, jak tez na ustawodawstwo społeczne. Równocześnie jednak
poszczególne systemy ideologiczne lub systemy władzy oraz nowe układy, jakie
zaistniały na różnych poziomach współżycia ludzkiego, pozwoliły przetrwać
rażącym niesprawiedliwościom lub też wytworzyły nowe ich formy. Rozwój zaś
cywilizacji i komunikacji w wymiarach światowych umożliwił pełniejsze rozeznanie
warunków życia i pracy ludzkiej na całym globie, a także ujawnił inne jeszcze
rozmiary niesprawiedliwości, szersze niż te, które stały się już w zeszłym
stuleciu pobudką do łączenia się ludzi pracy, do szczególnej solidarności świata
robotniczego, nie tylko w krajach, które przeszły już przez proces swego rodzaju
rewolucji przemysłowej, ale również w krajach, w których podstawowym warsztatem
pracy człowieka nie przestaje być uprawa roli lub inne zbliżone do tego zajęcia.
Owe fronty solidarności w dziedzinie pracy ludzkiej — solidarności, która nie
może być zamknięta na dialog i na współpracę z innymi — mogą być potrzebne
również w takich warunkach i wśród takich warstw społecznych, które dawniej nie
były nimi objęte, a w zmieniających się układach społecznych oraz warunkach
życia doznają faktycznej „proletaryzacji” lub już wręcz się znajdują w stanie
„proletariatu” — może nie nazwanego jeszcze po imieniu — ale de facto
zasługującego już na taka nazwę. W takim stanie mogą się również znajdować pewne
kategorie lub grupy pracującej inteligencji, zwłaszcza gdy wraz z coraz szerszym
dostępem do wykształcenia, z coraz większą liczbą w społeczeństwie ludzi
posiadających dyplomy inteligenckie, następuje zaniżenie zapotrzebowania na ich
pracę. Tego rodzaju bezrobocie inteligencji powstaje lub wzrasta, gdy dostępne
wykształcenie nie jest skierowane ku takim rodzajom zatrudnienia czy usługom
jakich wymagają prawdziwe potrzeby społeczeństwa lub też gdy praca, do której
wymagane jest wykształcenie (bodaj zawodowe), bywa mniej poszukiwana i niżej
opłacana niż zwykła praca fizyczna. Oczywiście, że wartość wykształcenia sama z
siebie stanowi zawsze doniosłe wyposażenie osoby ludzkiej — niemniej pewne
procesy „proletaryzacji” są możliwe niezależnie od tego.
Trzeba przeto w dalszym ciągu stawiać sobie pytanie związane z podmiotem pracy i
warunkami jego egzystencji. Dla realizacji sprawiedliwości społecznej w różnych
częściach świata, w różnych krajach i we wzajemnych pomiędzy nimi stosunkach,
potrzebne są coraz to nowe fronty solidarności ludzi pracy, a także solidarności
z ludźmi pracy. Solidarność taka winna występować stale tam, gdzie domaga się
tego społeczna degradacja podmiotu pracy, wyzysk pracujących i rosnące obszary
nędzy, a nawet wręcz głodu. Kościół jest w tej sprawie żywo zaangażowany, uważa
bowiem za swoje posłannictwo, za swoją służbę, za sprawdzian wierności wobec
Chrystusa — być „Kościołem ubogich”. „Ubodzy” zaś pojawiają się pod różnymi
postaciami, pojawiają się w różnych miejscach i w różnych momentach, pojawiają
się w wielu wypadkach jako wynik naruszenia godności ludzkiej pracy, bądź przez
to, że zostają ograniczone możliwości pracy ludzkiej, a więc przez klęskę
bezrobocia, bądź przez to, że się zaniża wartość pracy i prawa, jakie z niej
wynikają, w szczególności prawo do sprawiedliwej płacy, do zabezpieczenia osoby
pracownika oraz rodziny.
Praca — godność osoby
9. Pozostając nadal w perspektywie człowieka jako podmiotu pracy, wypada dotknąć
bodaj syntetycznie kilku spraw, które bliżej określają godność ludzkiej pracy,
pozwalają bowiem pełniej scharakteryzować właściwą jej wartość moralną. Wypada
to uczynić, mając wciąż przed oczyma owo biblijne wezwanie do tego, aby czynić
sobie ziemię poddaną (por. Rdz 1, 28) — w czym wyraziła się wola Stwórcy, aby
praca umożliwiała człowiekowi osiągnięcie właściwego „panowania” w świecie
widzialnym.
Ów podstawowy, pierwotny zamiar Boga w stosunku do człowieka, którego uczynił na
swój obraz i podobieństwo (por. Rdz 1, 26 n.), nie został cofnięty ani
przekreślony również i wówczas, kiedy człowiek — po złamaniu pierwotnego
przymierza z Bogiem — usłyszał słowa: „w pocie (...) oblicza twego będziesz
musiał zdobywać pożywienie” (Rdz 3, 19). Słowa te mówią o trudzie, o ciężkim
nieraz trudzie, jaki odtąd towarzyszy pracy ludzkiej — ale nie zmieniają faktu,
że jest ona drogą, na której człowiek realizuje właściwe sobie „panowanie” w
świecie widzialnym, „czyniąc ziemię sobie poddaną”. Ów trud zaś jest faktem
powszechnie znanym, bo powszechnie doświadczanym. Wiedzą o nim ludzie pracy
fizycznej, prowadzonej w warunkach nieraz wyjątkowo uciążliwych. Wiedzą o nim
nie tylko rolnicy, poświęcający długie dni uprawie ziemi, która niekiedy „rodzi
ciernie i osty” (Hbr 6, 8; por. Rdz 3, 18), ale także górnicy w kopalniach czy
kamieniołomach, hutnicy przy swoich wysokich piecach, ludzie pracujący przy
budowach i konstrukcjach w częstym niebezpieczeństwie kalectwa czy utraty życia.
Wiedzą o nim równocześnie ludzie związani z warsztatem pracy umysłowej, wiedzą
uczeni, wiedzą ludzie obciążeni wielką odpowiedzialnością za decyzje o dużym
znaczeniu społecznym. Wiedzą lekarze i pielęgniarki czuwający dzień i noc przy
chorych. Wiedzą kobiety, które niekiedy, bez należytego uznania ze strony
społeczeństwa, a czasem własnej rodziny, znoszą codzienny trud i
odpowiedzialność za dom i za wychowanie dzieci. Wiedzą wszyscy ludzie pracy — a
ponieważ praca jest powołaniem powszechnym: wiedzą wszyscy ludzie.
A przecież, z tym całym trudem — a może nawet poniekąd z jego powodu — praca
jest dobrem człowieka. Jeśli dobro to nosi na sobie znamię „bonum arduum” wedle
terminologii św. Tomasza4, to niemniej jako takie jest ono dobrem człowieka. I
to nie dobrem tylko „użytecznym” czy „użytkowym”, ale dobrem „godziwym”, czyli
odpowiadającym godności człowieka, wyrażającym tę godność i pomnażającym ją.
Chcąc bliżej określić znaczenie etyczne pracy, trzeba mieć przed oczyma tę
przede wszystkim prawdę. Praca jest dobrem człowieka — dobrem jego
człowieczeństwa — przez pracę bowiem człowiek nie tylko przekształca przyrodę,
dostosowując ją do swoich potrzeb, ale także urzeczywistnia siebie jako
człowiek, a także poniekąd bardziej „staje się człowiekiem”.
Bez tego nie można zrozumieć znaczenia cnoty pracowitości, nie można w
szczególności zrozumieć, dlaczego pracowitość miałaby być cnotą — cnotą bowiem
(czyli sprawnością moralną) nazywamy to, przez co człowiek staje się dobry jako
człowiek5. Fakt ten nie zmienia w niczym słusznej obawy o to, ażeby w pracy,
poprzez którą materia doznaje uszlachetnienia, człowiek sam nie doznawał
pomniejszenia swej godności6. Wiadomo przecież, że pracy można także na różny
sposób używać przeciwko człowiekowi, że można go karać obozowym systemem pracy,
że można z pracy czynić środek ucisku człowieka, że można wreszcie na różne
sposoby wyzyskiwać pracę ludzką, czyli człowieka pracy. To wszystko przemawia na
rzecz moralnej powinności łączenia pracowitości jako cnoty ze społecznym ładem
pracy, który pozwoli człowiekowi w pracy bardziej „stawać się człowiekiem”, a
nie degradować się przez pracę, tracąc nie tylko siły fizyczne (co do pewnego
stopnia jest nieuniknione), ale nade wszystko właściwą sobie godność i
podmiotowość.
Praca a społeczeństwo: rodzina, naród
10. Potwierdzając w ten sposób osobowy wymiar pracy ludzkiej, trzeba z kolei
sięgnąć do drugiego kręgu wartości, jaki z nią nieodzownie się łączy. Praca
stanowi podstawę kształtowania życia rodzinnego, które jest naturalnym prawem i
powołaniem człowieka. Te dwa kręgi wartości — jeden związany z pracą, drugi
wynikający z rodzinnego charakteru życia ludzkiego — muszą łączyć się z sobą
prawidłowo i wzajemnie się przenikać. Praca jest poniekąd warunkiem zakładania
rodziny, rodzina bowiem domaga się środków utrzymania, które w drodze zwyczajnej
nabywa człowiek przez pracę. Praca i pracowitość warunkują także cały proces
wychowania w rodzinie właśnie z tej racji, że każdy „staje się człowiekiem”
między innymi przez pracę, a owo stawanie się człowiekiem oznacza właśnie
istotny cel całego procesu wychowania. Oczywiście, że wchodzą tutaj w grę
poniekąd dwa znaczenia pracy: ta, która warunkuje życie i utrzymanie rodziny — i
ta, poprzez którą urzeczywistniają się cele rodziny, zwłaszcza wychowanie; tym
niemniej te dwa znaczenia pracy łączą się z sobą i dopełniają w różnych
punktach.
W całości należy przypomnieć i stwierdzić, iż rodzina stanowi jeden z
najważniejszych układów odniesienia, wedle których musi być kształtowany
społeczno-etyczny porządek pracy ludzkiej. Nauka Kościoła zawsze poświęcała tej
sprawie szczególną uwagę, a w dokumencie niniejszym także wypadnie nam jeszcze
do tego powrócić. Rodzina jest bowiem równocześnie wspólnotą, która może istnieć
dzięki pracy i jest zarazem pierwszą wewnętrzną szkołą pracy dla każdego
człowieka.
Trzeci krąg wartości, który wyłania się w niniejszej perspektywie — w
perspektywie podmiotu pracy — odnosi się do owego wielkiego społeczeństwa, do
którego człowiek przynależy na podstawie szczególnych więzi kultury i historii.
Społeczeństwo takie — chociażby nie osiągnęło jeszcze dojrzałej formy narodu —
jest nie tylko wielkim, chociaż pośrednim „wychowawcą” każdego człowieka (każdy
wszak wychowuje się w rodzinie na tych treściach i wartościach, jakie składają
się na całość kultury danego narodu); jest ono także wielkim historycznym i
społecznym wcieleniem pracy całych pokoleń. To wszystko sprawia, że człowiek
swoją głębszą tożsamość ludzką łączy z przynależnością do narodu, swoją zaś
pracę pojmuje także jako pomnożenie dobra wspólnego wypracowywanego przez jego
rodaków, uświadamiając sobie przy tym, że na tej drodze praca ta służy
pomnażaniu dorobku całej rodziny ludzkiej, wszystkich ludzi żyjących na świecie.
Te trzy zakresy zachowują stale swoją ważność dla pracy ludzkiej w podmiotowym
jej wymiarze. Wymiar ten zaś, czyli konkretna rzeczywistość człowieka pracy,
posiada pierwszeństwo przed wymiarem przedmiotowym. W wymiarze podmiotowym
urzeczywistnia się przede wszystkim owo „panowanie” nad światem przyrody, do
którego człowiek wezwany jest od początku wedle znanych słów Księgi Rodzaju.
Jeśli sam proces „czynienia sobie ziemi poddaną”, czyli praca w znaczeniu
techniki, znamionuje się na przestrzeni dziejów, a zwłaszcza na przestrzeni
ostatnich stuleci, ogromnym rozwojem środków, to jest to zjawisko korzystne i
pozytywne pod tym warunkiem, że wymiar przedmiotowy pracy nie weźmie góry nad
wymiarem podmiotowym — odbierając człowiekowi lub pomniejszając jego godność i
jego niezbywalne prawa.
III
KONFLIKT PRACY I KAPITAŁU NA OBECNYM ETAPIE HISTORYCZNYM
Wymiary konfliktu
11. Powyższy zarys podstawowej problematyki pracy, nawiązujący do pierwszych
tekstów biblijnych, stanowi jakby sam zrąb nauczania Kościoła, który utrzymuje
się niezmieniony w ciągu stuleci, w kontekście różnych doświadczeń historii.
Jednakże na tle doświadczeń, które poprzedziły ogłoszenie encykliki Rerum
novarum i które potem nastąpiły, nabiera on szczególnej wyrazistości oraz
prawdziwie współczesnej wymowy. Praca jawi się w tej analizie jako wielka
rzeczywistość, posiadająca podstawowy wpływ na kształtowanie się w sposób ludzki
świata oddanego człowiekowi przez Stwórcę — jest rzeczywistością ściśle przy tym
związaną z człowiekiem jako właściwym podmiotem oraz z jego celowym działaniem.
Rzeczywistość ta, w zwyczajnym biegu rzeczy, wypełnia życie ludzkie i stanowi o
jego wartości i sensie. Chociaż związana z trudem i wysiłkiem, praca nie
przestaje być dobrem — i stąd człowiek rozwija się poprzez umiłowanie pracy. Ten
na wskroś pozytywny i twórczy, wychowawczy i zasługujący charakter pracy
ludzkiej musi stanowić podstawę również współczesnego myślenia, wartościowania i
stanowienia o niej na gruncie podmiotowych praw człowieka, jak o tym świadczą
międzynarodowe deklaracje, a także rozliczne kodeksy pracy, wypracowane bądź
przez odpowiednie instytucje ustawodawcze poszczególnych państw, bądź też przez
organizacje poświęcające swą społeczną lub też naukowo-społeczną działalność
problematyce pracy. Organizmem skupiającym te wszystkie inicjatywy pozostaje
Międzynarodowa Organizacja Pracy, najstarsza instytucja specjalistyczna
Organizacji Narodów Zjednoczonych.
W dalszej części niniejszych rozważań zamierzam powrócić w sposób nieco bardziej
szczegółowy do owych doniosłych problemów, przypominając ważniejsze przynajmniej
elementy nauki Kościoła na ten temat. Przedtem jednakże wypada dotknąć ogromnie
doniosłego kręgu zagadnień, pośród których kształtowała się ta nauka na ostatnim
etapie, to znaczy w okresie, którego datą poniekąd symboliczną jest rok ukazania
się encykliki Rerum novarum.
Wiadomo, że w całym tym okresie, który bynajmniej jeszcze się nie zakończył,
problem pracy został postawiony na gruncie wielkiego konfliktu, jaki wraz z
rozwojem przemysłu ujawnił się pomiędzy „światem kapitału” a „światem pracy” —
to znaczy pomiędzy wąską, ale bardzo wpływową grupą właścicieli i posiadaczy
środków produkcji a szeroką rzeszą ludzi tych środków pozbawionych, natomiast
uczestniczących w procesie produkcji wyłącznie przez pracę. Konflikt, o jakim
mowa, wyrósł z takich sytuacji, w których robotnicy, „świat pracy”, oddawali
swoje siły do dyspozycji grupy przedsiębiorców, podczas gdy oni, kierując się
zasadą najwyższego zysku, usiłowali ustanowić możliwie najniższe wynagrodzenie
za pracę wykonywaną przez robotników. Wypada do tego dołączyć inne jeszcze
elementy wyzysku, które wynikały z braku bezpieczeństwa pracy oraz zapewnienia
warunków zdrowia i życia robotników i ich rodzin.
Ów konflikt, rozumiany przez niektórych jako konflikt społeczno-ekonomiczny o
charakterze klasowym znalazł swój wyraz w walce ideologicznej między
liberalizmem rozumianym jako ideologia kapitalizmu, a marksizmem, pojętym jako
ideologia socjalizmu naukowego i komunizmu, który pretenduje do występowania w
charakterze rzecznika klasy robotniczej całego światowego proletariatu. W ten
sposób rzeczywisty konflikt istniejący między światem pracy a światem kapitału
przekształcił się w systematyczną walkę klas, prowadzoną nie tylko metodami
ideologicznymi, lecz także i przede wszystkim — politycznymi. Historia tego
konfliktu jest znana, podobnie jak znane są także roszczenia jednej i drugiej
strony. Marksistowski program oparty na filozofii Marksa i Engelsa widzi w walce
klas jedyny środek wiodący do wyeliminowania klasowych niesprawiedliwości, jakie
istnieją w społeczeństwie, a także do wyeliminowania samych klas. Realizacja zaś
tego programu zakłada uspołecznienie środków produkcji, aby przenosząc to
posiadanie z prywatnych właścicieli na kolektyw, zabezpieczyć pracę robotnika
przed wyzyskiem.
Do tego zmierza walka prowadzona metodami nie tylko ideologicznymi, ale również
politycznymi. Ugrupowania kierujące się ideologią marksistowską jako partie
polityczne, poprzez wywieranie wielorakiego wpływu, a także poprzez nacisk
rewolucyjny, dążą w imię zasady „dyktatury proletariatu” do opanowania wyłącznej
władzy w poszczególnych społeczeństwach, ażeby przez likwidację własności
prywatnej środków produkcji wprowadzić w nich ustrój kolektywny. Wedle głównych
ideologów i przywódców tego wielkiego międzynarodowego ruchu, celem owego
programu działania jest dokonanie rewolucji społecznej i zaprowadzenie
socjalizmu, ostatecznie zaś ustroju komunistycznego na całym świecie.
Dotykając tego niezwykle doniosłego kręgu zagadnień, które stanowią nie tylko
teorię, ale samą tkankę życia społeczno-ekonomicznego, politycznego i
międzynarodowego naszej epoki, nie można, ani też nie trzeba wchodzić w
szczegóły, te bowiem są znane zarówno z olbrzymiej literatury, jak też z
praktycznych doświadczeń. Trzeba natomiast w ich kontekście wrócić do
podstawowego problemu ludzkiej pracy, której nade wszystko poświęcone są
rozważania zawarte w niniejszym dokumencie. Jest bowiem równocześnie rzeczą
jasną, iż tego kapitalnego, z punktu widzenia samego człowieka, problemu —
problemu, który stanowi podstawowy wymiar jego ziemskiego bytowania i powołania
— nie sposób naświetlać inaczej, jak tylko licząc się z pełnym kontekstem
współczesności.
Pierwszeństwo pracy
12. Wobec współczesnej rzeczywistości, w której strukturę wpisało się głęboko
tyle konfliktów spowodowanych przez człowieka, i w której środki techniczne —
owoc ludzkiej pracy — grają rolę pierwszoplanową (wchodzi tu w grę także
perspektywa kataklizmu o wymiarach światowych w wypadku wojny przy użyciu
środków techniczno-nuklearnych o niewyobrażalnych wręcz możliwościach
zniszczenia), należy przede wszystkim przypomnieć zasadę, której Kościół stale
nauczał. Jest to zasada pierwszeństwa „pracy” przed „kapitałem”.
Zasada ta dotyczy bezpośrednio samego procesu produkcji, w stosunku do której
praca jest zawsze przyczyną sprawczą, naczelną, podczas gdy „kapitał” jako
zespół środków produkcji pozostaje tylko instrumentem: przyczyną nadrzędną.
Zasada ta jest oczywistą prawdą całego historycznego doświadczenia człowieka.
Kiedy w pierwszym rozdziale Biblii słyszymy, że człowiek ma ziemię czynić sobie
poddaną — to słowa te mówią o wszystkich zasobach, jakie kryje w sobie widzialny
świat, oddanych do dyspozycji człowieka. Zasoby te jednakże nie mogą służyć
człowiekowi inaczej, jak tylko poprzez pracę. Z pracą również pozostaje związany
od początku problem własności: jeżeli bowiem człowiek poprzez pracę ma
przyswajać sobie i innym te zasoby, jakie kryje w sobie natura, to ma on jako
jedyny środek: własną pracę. Aby te zasoby mogły poprzez pracę owocować,
człowiek zawłaszcza cząstki różnych bogactw natury: w głębi ziemi, w morzu, na
ziemi, w przestrzeni. Zawłaszcza je, czyniąc z nich warsztat swej pracy.
Zawłaszcza przez pracę — i dla pracy.
To samo odnosi się do dalszych etapów tego procesu, w którym pierwszym etapem
pozostaje zawsze stosunek człowieka do zasobów i bogactw natury. Cały wysiłek
poznawczy, zmierzający do odkrycia tych bogactw, do określenia różnych
możliwości ich wykorzystywania przez człowieka i dla człowieka, uświadamia nam,
że wszystko, co w całym dziele produkcji ekonomicznej pochodzi od człowieka,
zarówno praca, jak i zespół środków produkcji oraz związana z nimi technika
(czyli umiejętność stosowania tych środków w pracy), zakłada owe bogactwa i
zasoby widzialnego świata, które człowiek zastaje, ale ich samych nie tworzy.
Zastaje je poniekąd gotowe, przygotowane do poznawczego odkrycia i właściwego
wykorzystania w procesie produkcji. Na każdym etapie rozwoju ludzkiej pracy
człowiek spotyka się z faktem podstawowego obdarowania przez „naturę”, czyli w
ostateczności przez Stwórcę. U początku ludzkiej pracy stoi tajemnica
stworzenia. To stwierdzenie, przyjęte jako punkt wyjścia, stanowi przewodni
wątek niniejszego dokumentu i wypadnie jeszcze rozwinąć go w innej części
niniejszej wypowiedzi.
Dalsze rozważanie tego samego problemu musi nas umocnić w przekonaniu o
pierwszeństwie pracy ludzkiej w stosunku do tego, co z biegiem czasu
przyzwyczajono się nazywać „kapitałem”. Jeżeli bowiem w zakres tego ostatniego
pojęcia wchodzi. Oprócz zasobów natury stojących do dyspozycji człowieka,
również ów zespół środków, przy pomocy których człowiek przyswaja sobie zasoby
natury, przetwarzając je na miarę swoich potrzeb (i w ten sposób poniekąd je
„uczłowieczając”), to już tutaj należy stwierdzić, że ów zespół środków jest
owocem historycznego dorobku pracy człowieka. Wszystkie środki produkcji,
poczynając od najprymitywniejszych, a kończąc na najnowocześniejszych,
wypracował stopniowo człowiek: doświadczenie i umysł człowieka. W ten sposób
powstały nie tylko najprostsze narzędzia służące uprawie roli, ale także — przy
odpowiednim zaawansowaniu nauki i techniki — te najnowocześniejsze i
skomplikowane maszyny i fabryki, laboratoria i komputery. Tak więc owocem pracy
jest wszystko to, co ma służyć pracy, co stanowi — przy dzisiejszym stanie
techniki — jej rozbudowane „narzędzie”.
Owo gigantyczne i potężne narzędzie — zespół środków produkcji — który uważa się
poniekąd za synonim „kapitału”, powstał z pracy i nosi na sobie znamiona
ludzkiej pracy. Przy obecnym stopniu zaawansowania techniki, człowiek, który
jest podmiotem pracy, chcąc posługiwać się owym zespołem nowoczesnych narzędzi,
środków produkcji, musi naprzód przyswoić sobie w sposób poznawczy owoc pracy
tych ludzi, którzy owe narzędzia wynaleźli, zaplanowali, zbudowali, ulepszali i
czynią to nadal. Umiejętność pracy, to znaczy sprawczego uczestnictwa w
nowoczesnym procesie produkcji — wymaga coraz większego przygotowania, a przede
wszystkim odpowiedniego wykształcenia. Oczywiście, jest rzeczą jasną, że każdy
człowiek, który uczestniczy w procesie produkcji, choćby spełniał tylko takie
rodzaje pracy, do których nie potrzeba szczególnego wykształcenia i osobnych
kwalifikacji, jest jednak w tymże procesie produkcji prawdziwym podmiotem
sprawczym — podczas gdy zespół narzędzi, choćby sam w sobie najdoskonalszy, jest
tylko i wyłącznie narzędziem podporządkowanym pracy człowieka.
Tę prawdę, która należy do trwałego dziedzictwa nauki Kościoła, trzeba stale
podkreślać w związku z problemem ustroju pracy, a także całego ustroju
społeczno-ekonomicznego. Trzeba podkreślać i uwydatniać pierwszeństwo człowieka
w procesie produkcji — prymat człowieka wobec rzeczy. Wszystko to, co mieści się
w pojęciu „kapitału” — w znaczeniu zawężonym — jest tylko zespołem rzeczy.
Człowiek jako podmiot pracy — bez względu na to, jaką spełnia pracę — człowiek
sam jeden jest osobą. Prawda ta posiada zasadnicze i doniosłe konsekwencje.
Ekonomizm i materializm
13. Przede wszystkim w świetle tej prawdy widać jasno, że nie można oddzielać
„kapitału” od pracy — i w żaden też sposób nie można przeciwstawić pracy
kapitałowi ani kapitału pracy, ani tym bardziej — jak o tym będzie mowa poniżej
— przeciwstawiać sobie konkretnych ludzi, stojących za tymi pojęciami. Słusznym,
to znaczy zgodnym z samą istotą sprawy; słusznym, to znaczy wewnętrznie
prawdziwym i zarazem moralnie godziwym może być taki ustrój pracy, który u
samych podstaw przezwycięża antynomie pracy i kapitału, starając się kształtować
wedle przedstawionej powyżej zasady merytorycznego i faktycznego pierwszeństwa
pracy, podmiotowości ludzkiej pracy oraz jej sprawczego udziału w całym procesie
produkcji, i to bez względu na charakter wykonywanych przez pracownika zadań.
Antynomia pracy i kapitału ma swoje źródło nie w strukturze samego procesu
produkcji ani też samego procesu ekonomicznego w ogólności. Proces ten bowiem
wykazuje wzajemne przenikanie się pracy i tego, co przyzwyczailiśmy się nazywać
kapitałem — ich związek nierozerwalny. Człowiek, pracując przy jakimkolwiek
warsztacie, czy stosunkowo pierwotnym, czy też na wskroś nowoczesnym, łatwo może
zdać sobie sprawę z tego, że pracą swoją wchodzi w podwójne dziedzictwo —
mianowicie w dziedzictwo tego, co jest dane wszystkim ludziom w zasobach natury,
oraz tego, co inni przed nim już wypracowali na gruncie tych zasobów, przede
wszystkim rozwijając technikę, czyli kształtując zespół coraz doskonalszych
narzędzi pracy: człowiek pracując, wchodzi zarazem w ich pracę (por. J 4, 38).
Taki obraz warsztatu i procesu pracy ludzkiej bez trudu przyjmujemy, zarówno
kierując się rozumem, jak też wiarą, która czerpie światło ze Słowa Boga Żywego.
Jest to obraz spójny, ideologiczny i zarazem humanistyczny. Człowiek jest w nim
„panem” stworzeń oddanych do jego dyspozycji w widzialnym świecie. Jeśli w
procesie pracy odkrywa się jakąś zależność — tu jest to zależność od Dawcy
wszystkich zasobów stworzenia, a z kolei zależność od innych ludzi — tych,
których pracy i inicjatywom zawdzięczamy poszerzone i ulepszone możliwości
swojej pracy. Natomiast u wszystkim tym, co w procesie, produkcji stanowi zespół
„rzeczy”, instrumentów, kapitału, możemy tylko twierdzić, że warunkuje pracę
człowieka, nie możemy natomiast powiedzieć, że stanowi jakby anonimowy „podmiot”
uzależniający człowieka i jego pracę.
Rozbicie tego spójnego obrazu, w którym jest ściśle zachowana zasada prymatu
osoby przed rzeczą, zostało dokonane w myśli ludzkiej czasem po długim okresie
ukrytego rozwijania się w życiu praktycznym; dokonane zaś w ten sposób, że praca
została oddzielona od kapitału i przeciwstawiona kapitałowi, a kapitał pracy,
jakby dwie anonimowe siły, dwa czynniki produkcji zestawione ze sobą w tej samej
perspektywie ekonomistycznej. W takim stawianiu sprawy zawierał się podstawowy
błąd, który można nazwać błędem ekonomizmu, jeśli się weźmie pod uwagę pracę w
kategoriach celowości wyłącznie ekonomicznej. Można również i trzeba nazwać ten
podstawowy błąd myślenia błędem materializmu, o ile ekonomizm wprost albo
pośrednio zawiera przekonanie o pierwszeństwie i nadrzędności tego, co
materialne, natomiast to, co duchowe i osobowe (działanie człowieka, wartości
moralne itp.) ustawia wprost lub pośrednio na pozycji podporządkowanej w
stosunku do rzeczywistości materialnej. Nie jest to jeszcze materializm
teoretyczny w pełnym tego słowa znaczeniu, ale jest to już z pewnością
materializm praktyczny, który nie tyle siłą przesłanek pochodzących z teorii
materialistycznej, ile siłą określonego sposobu wartościowania, a więc pewnej
hierarchii dóbr opartej na bezpośrednio większej atrakcji tego, co jako
materialne, jest oceniane jako zdolne do zaspokojenia potrzeb człowieka.
Błąd myślenia w kategoriach ekonomizmu szedł w parze z pojawieniem się filozofii
materialistycznej i jej rozwojem od postaci najbardziej elementarnej i potocznej
(zwanej również materializmem wulgarnym, ponieważ rzeczywistość duchową usiłuje
on zredukować do zjawiska niepotrzebnego) aż do fazy zwanej materializmem
dialektycznym. Wydaje się jednak, iż dla podstawowego, w ramach niniejszych
rozważań, problemu pracy ludzkiej, a w szczególności dla owego oddzielenia i
przeciwstawienia „pracy” i „kapitału” jako dwóch czynników produkcji
rozpatrywanych w tej samej perspektywie ekonomistycznej, ekonomizm miał
znaczenie decydujące — i wcześniej zaważył na takim właśnie niehumanistycznym
postawieniu tego problemu, aniżeli filozoficzny system materializmu. Niemniej
jest rzeczą jasną, że materializm — nawet w swojej postaci dialektycznej — nie
jest zdolny dostarczyć myśleniu o pracy ludzkiej dostatecznych i ostatecznych
podstaw do tego, ażeby prymat człowieka przed narzędziem-kapitałem, osoby przed
rzeczą, mógł znaleźć w nim właściwy i niepodważalny weryfikację i oparcie.
Również i w materializmie dialektycznym człowiek nie jest przede wszystkim
podmiotom pracy i sprawczą przyczyną procesu produkcji, ale pozostaje rozumiany
i traktowany w zależności od tego, co materialne, jako pewnego rodzaju
„wypadkowa” panujących w danej epoce stosunków ekonomicznych, stosunków
produkcji.
Oczywiście, że rozważana tutaj antynomia pracy i kapitału —antynomia, w ramach
której praca została oddzielona od kapitału i przeciwstawiona mu jako poniekąd
równorzędny ontycznie element procesu ekonomicznego — bierze swój początek nie w
samej tylko filozofii oraz teoriach ekonomii XVIII stulecia, ale o wiele
bardziej jeszcze w całej ekonomiczno-społecznej praktyce tamtych czasów rodzącej
się i gwałtownie rozwijającej industrializacji, w której dostrzeżono przede
wszystkim możliwość intensywnego pomnożenia bogactw materialnych, czyli środków,
a przeoczono cel: czyli człowieka, któremu mają służyć te środki. Ten to właśnie
błąd porządku praktycznego ugodził przede wszystkim w pracę ludzką, w człowieka
pracy, i wywołał słuszną etycznie reakcję społeczną, o której była już mowa
poprzednio. Tenże sam błąd, który posiada już swoją określoną postać
historyczną, związaną z okresem pierwotnego kapitalizmu i liberalizmu, może
jednak powtarzać się w innych okolicznościach czasu i miejsca, o ile wychodzi
się z tych samych założeń myślowych, zarówno teoretycznych, jak też
praktycznych. Nie widać innej możliwości radykalnego przezwyciężenia tego błędu,
jak tylko przez odpowiednie zmiany, zarówno w dziedzinie teorii, jak i praktyki
— zmiany idące po linii zdecydowanego przeświadczenia o pierwszeństwie osoby
przed rzeczą, pracy człowieka przed kapitałem jako zespołem środków produkcji.
Praca a własność
14. Przedstawiony tutaj pokrótce proces historyczny, który wprawdzie wyszedł ze
swojej poprzedniej fazy, jednakże trwa nadal, owszem — rozprzestrzenia się wśród
narodów i kontynentów — domaga się naświetlenia z innej jeszcze strony. Jest
jasne, że gdy mowa o antynomii pracy i kapitału, wówczas nie chodzi tylko o
abstrakcyjne pojęcia czy też „anonimowe siły” działające w produkcji
ekonomicznej. Za jednym i drugim pojęciem stoją ludzie, żywi konkretni ludzie, z
jednej strony ci, którzy wykonują pracę, nie będąc właścicielami środków
produkcji, z drugiej ci, którzy są przedsiębiorcami i posiadaczami tych środków
albo są przedstawicielami właścicieli. Tak więc w całokształt tego trudnego
historycznego procesu od początku wchodzi sprawa własności. Encyklika Rerum
nowarum rozważa kwestię społeczną pod kątem tej właśnie sprawy, przypominając i
potwierdzając naukę Kościoła o własności, o prawie własności prywatnej, również
gdy chodzi o środki produkcji. To samo czyni encyklika Mater et Magistra.
Powyższa zasada, jak została ona wówczas przypomniana i jak bywa nauczana przez
Kościół, różni się radykalnie od programu kolektywizmu głoszonego przez
marksizm, a także na przestrzeni dziesięcioleci, jakie minęły od czasów
encykliki Leona XIII, wprowadzonego już w życie w różnych krajach świata. Różni
się ona równocześnie od programu kapitalizmu stosowanego w praktyce przez
liberalizm i zbudowane na nim ustroje polityczne. W tym drugim wypadku różnica
polega na sposobie rozumienia samego prawa własności. Tradycja chrześcijańska
nigdy nie podtrzymywała tego prawa jako absolutnej i nienaruszalnej zasady.
Zawsze rozumiała je natomiast w najszerszym kontekście powszechnego prawa
wszystkich do korzystania z dóbr całego stworzenia: prawo osobistego posiadania
jako podporządkowane prawu powszechnego używania, uniwersalnemu przeznaczeniu
dóbr.
Prócz tego, własność w nauczaniu Kościoła nigdy nie była rozumiana tak, aby
mogła ona stanowić społeczne przeciwieństwo pracy. Jak już uprzednio wspomniano
w tym samem tekście, własność nabywa się przede wszystkim przez pracę po to, aby
służyła pracy. Odnosi się to w sposób szczególny do własności środków produkcji.
Wyodrębnienie ich jako osobnego zespół: własnościowego po to, aby w formie
„kapitału” przeciwstawić go „pracy”, a tym bardziej dokonywać wyzysku pracy,
jest przeciwne samej naturze tych środków oraz ich posiadania. Nie mogą one być
posiadane wbrew pracy, nie mogą też być posiadane dla posiadania, ponieważ
jedynym prawowitym tytułem ich posiadania — i to zarówno w formie własności
prywatnej, jak też publicznej czy kolektywnej — jest, ażeby służyły pracy. Dalej
zaś: ażeby służąc pracy, umożliwiały realizację pierwszej zasady w tym porządku,
jaką jest uniwersalne przeznaczenie dóbr i prawo powszechnego ich używania. Z
tego punktu widzenia, a więc z uwagi na pracę ludzką i powszechny dostęp do dóbr
przeznaczonych dla człowieka, nie jest wykluczone również — pod odpowiednimi
warunkami — uspołecznianie pewnych środków produkcji. Na przestrzeni
dziesięcioleci, które dzielą nas od ukazania się encykliki Rerum novarum, nauka
Kościoła stale przypominała te wszystkie zasady, sięgając do argumentów
sformułowanych w dawniejszej o wiele tradycji, a więc np. do znanych argumentów
Summy św. Tomasza7.
W niniejszej wypowiedzi, która ma za główny temat pracę ludzką, wypada
potwierdzić cały ten wysiłek, przez który nauka Kościoła o własności starała się
i zawsze stara zabezpieczyć prymat pracy, a przez to samo właściwą człowiekowi
podmiotowość w życiu społecznym, a zwłaszcza w dynamicznej strukturze całego
procesu ekonomicznego. Z tego punktu widzenia nadal pozostaje rzeczą nie do
przyjęcia stanowisko „sztywnego” kapitalizmu, który broni wyłącznego prawa
własności prywatnej środków produkcji jako nienaruszalnego „dogmatu” w życiu
ekonomicznym. Zasada poszanowania pracy domaga się tego, ażeby prawo to było
poddawane twórczej rewizji tak w teorii, jak i w praktyce. Jeśli bowiem prawdą
jest, że kapitał jako zespół środków produkcji jest zarazem dziełem pracy
pokoleń, to prawdą jest również, że tworzy się on stale dzięki pracy wykonywanej
przy pomocy tego zespołu środków produkcji jakby przy wielkim warsztacie, przy
którym pracuje dzień po dniu obecne pokolenie ludzi pracy. Chodzi tu oczywiście
o różne rodzaje tej pracy, nie tylko o tak zwaną pracę fizyczną, ale także o
wieloraką pracę umysłową, od koncepcyjnej do kierowniczej.
W tym świetle nabierają wymowy szczególnej słuszności liczne propozycje wysuwane
przez przedstawicieli katolickiej nauki społecznej, a także przez sam
Nauczycielski Urząd Kościoła8. Są to propozycje mówiące o współwłasności środków
pracy, o udziale pracowników w zarządzie lub w zyskach przedsiębiorstw, o tak
zwanym akcjonariacie pracy itp. Niezależnie od konkretnej stosowalności tych
różnych propozycji, jasną pozostaje rzeczą, iż uznanie właściwej i pracy i
człowieka pracy w procesie produkcji domaga się różnych adaptacji w zakresie
samego prawa własności środków produkcji — i to biorąc pod uwagę nie tylko
sytuacje dawniejsze, ale przede wszystkim tę rzeczywistość i problematykę, jaka
się wytworzyła w drugiej połowie bieżącego stulecia, w związku z tak zwanym
Trzecim Światem oraz powstaniem wielu nowych niezależnych państw, zwłaszcza —
ale nie tylko — w Afryce, na miejscu dawnych obszarów kolonialnych.
Jeśli więc stanowisko „sztywnego” kapitalizmu w dalszym ciągu domaga się rewizji
w celu dokonania reformy pod kątem jak najszerzej rozumianych praw człowieka
związanych z jego pracą, to z tego samego punktu widzenia należy stwierdzić, że
owych tak bardzo pożądanych i wielorakich reform nie można dokonać przez
apriorycznie pojętą likwidację własności prywatnej środków produkcji. Wypada
bowiem zauważyć, że proste odebranie owych środków produkcji (kapitału) z rąk
ich prywatnych właścicieli nie jest wystarczające do ich uspołecznienia w sposób
zadowalający. Środki te przestają być prywatną własnością pewnej grupy
społecznej — właśnie owych prywatnych posiadaczy, aby stać się własnością
zorganizowanego społeczeństwa i podlegać pod bezpośredni zarząd i wpływ pewnej
grupy osób — tych mianowicie, które mimo że ich nie posiadają na własność, lecz
sprawując władzę w społeczeństwie, dysponują nimi na skalę gospodarki całego
społeczeństwa lub też w skali bardziej lokalnej.
Ta grupa zarządzająca i dysponująca może wywiązywać się ze swoich zadań w sposób
zadowalający z punktu widzenia prymatu pracy, ale może zadania te spełniać źle,
broniąc równocześnie dla siebie monopolu zarządzania i dysponowania środkami
produkcji, i nie cofając się nawet przed naruszaniem owych zasadniczych praw
człowieka. Tak więc samo przejęcie środków produkcji na własność przez państwo o
ustroju kolektywistycznym nie jest jeszcze równoznaczne z „uspołecznieniem”
tejże własności. O uspołecznieniu można mówić tylko wówczas, kiedy zostanie
zabezpieczona podmiotowość społeczeństwa, to znaczy, gdy każdy na podstawie swej
pracy będzie mógł uważać siebie równocześnie za współgospodarza wielkiego
warsztatu pracy, przy którym pracuje wraz ze wszystkimi. Drogą do osiągnięcia
takiego celu mogłaby być droga połączenia, o ile to jest możliwe, pracy z
własnością kapitału i powołania do życia w szerokim zakresie organizmów
pośrednich o celach gospodarczych, społecznych, kulturalnych, które cieszyłyby
się rzeczywistą autonomią w stosunku do władz publicznych; dążyłyby one do sobie
właściwych celów poprzez lojalną wzajemną współpracę, przy podporządkowaniu
wymogom wspólnego dobra, i zachowałyby formę oraz istotę żywej wspólnoty, to
znaczy takich organizmów, w których poszczególni członkowie byliby uważani i
traktowani jako osoby, i pobudzani do aktywnego udziału tychże organizmów9.
Argument „personalistyczny”
15. Tak więc zasada pierwszeństwa pracy przed kapitałem jest postulatem
należącym do porządku moralności społecznej, który to postulat posiada swoje
kluczowe znaczenie zarówno w ustroju zbudowanym na zasadzie prywatnej własności
środków produkcji, jak też w ustroju, w którym prywatna własność tych środków
została nawet w sposób radykalny ograniczona. Praca w jakimś sensie jest
nierozłączna od kapitału i nie przyjmuje w żadnej postaci owej antynomii, czyli
rozłączenia i przeciwstawienia w stosunku do środków produkcji, jakie zaciążyło
nad życiem ludzkim ostatnich stuleci w rezultacie założeń wyłącznie
ekonomistycznych. Jeżeli człowiek pracuje przy pomocy zespołu środków produkcji,
to równocześnie pragnie, aby owoce tej pracy służyły jemu i drugim oraz ażeby w
samym procesie pracy mógł występować jako współodpowiedzialny i współtwórca
warsztatu, przy którym pracuje.
Rodzą się z tego pewne szczegółowe uprawnienia pracujących, które odpowiadają
obowiązkowi pracy. Będzie o tym mowa poniżej. Ale już tutaj trzeba ogólnie
podkreślić, że człowiek pracujący pragnie nie tylko należytej za swą pracę
zapłaty, ale także uwzględnienia w samym procesie produkcji takich możliwości,
ażeby mógł mieć poczucie, że pracując nawet na wspólnym, pracuje zarazem „na
swoim”. To poczucie zostaje w nim wygaszone w systemie nadmiernej
biurokratycznej centralizacji, w której człowiek pracujący czuje się raczej
trybem w wielkim mechanizmie, poruszanym odgórnie, na prawach bardziej zwykłego
narzędzia produkcji, niż prawdziwego podmiotu pracy obdarzonego własną
inicjatywą. Nauka Kościoła zawsze wyrażała to najgłębsze przekonanie, że praca
ludzka odnosi się nie tylko do ekonomii, ale ma także, a nawet przede wszystkim
wartości osobowe. Sam zaś system ekonomiczny i proces produkcji zyskuje na tym,
gdy te właśnie wartości osobowe są w pełni respektowane. Zdaniem św. Tomasza z
Akwinu10, ta przede wszystkim racja przemawia za prywatnym posiadaniem również
samych środków produkcji. Jeżeli przyjmujemy, że z różnych uzasadnionych motywów
mogą istnieć wyjątki od zasady własności prywatnej — co więcej, jeśli w naszej
epoce jesteśmy świadkami wprowadzania w życie ustroju własności „uspołecznionej”
— to jednak argument personalistyczny nie traci swojej mocy zarówno zasadniczej,
jak i praktycznej. Każde celowe i owocne uspołecznienie środków produkcji musi
uwzględniać ten argument. Należy uczynić wszystko, aby człowiek również i w
takim systemie mógł zachować poczucie, że pracuje „na swoim”. W przeciwnym razie
muszą powstawać w całym procesie ekonomicznym nieobliczalne straty — i to nie
tylko straty ekonomiczne, ale przede wszystkim straty w człowieku.
encykliki •
DALEJ ---> |