Sługa Boży Jan Paweł II

ENCYKLIKA SOLLICITUDO REI SOCIALIS
z okazji
dwudziestej rocznicy ogłoszenia
Populorum progressio
I
Wprowadzenie
1. SPOŁECZNA TROSKA Kościoła o autentyczny rozwój człowieka i społeczeństwa,
czyli taki, który zachowuje szacunek dla osoby, ludzkiej we wszystkich jej
wymiarach oraz służy jej rozwojowi, dochodziła do głosu zawsze i na różne
sposoby. Jednym z owych sposobów, do których sięgano w ostatnich czasach
najchętniej, stały się wypowiedzi Magisterium Biskupów Rzymu, którzy — od czasów
Leona XIII i Encykliki Rerum novarum, biorąc ją za punkt odniesienia1 — wiele
razy zabierali głos w tych sprawach, ogłaszając różne dokumenty społeczne,
często w rocznicę wydania owego pierwszego dokumentu2.
Najwyżsi Pasterze naświetlali w nich także nowe aspekty nauki społecznej
Kościoła. Dlatego poczynając od cennego wkładu Leona XIII, poprzez dalsze
ubogacające wypowiedzi Magisterium, nauczanie to stanowi uaktualniony „corpus”
doktrynalny, który rozwija się w miarę jak Kościół, w pełności Słowa objawionego
przez Jezusa Chrystusa3 i przy pomocy Ducha Świętego (por. J 14, 16. 26; 16,
13-15), odczytuje wydarzenia zachodzące w ciągu dziejów. Kościół stara się więc
tak prowadzić ludzi, aby — także z pomocą refleksji rozumowej oraz nauk o
człowieku — mogli realizować swoje powołanie odpowiedzialnych budowniczych
ziemskiej społeczności.
2. W ten bogaty całokształt nauczania społecznego wpisuje się, a jednocześnie w
nim się wyróżnia Encyklika Populorum progressio4, którą mój czcigodny Poprzednik
Paweł VI ogłosił dnia 26 marca 1967 roku.
Jak dalece Encyklika ta zachowała swą aktualność, można z łatwością stwierdzić,
odnotowując choćby serię obchodów dla uczczenia rocznicy jej ogłoszenia, które
miały miejsce w tym roku, w różnych formach i w wielu środowiskach kościelnych
oraz świeckich. W tym właśnie celu Papieska Komisja Iustitia et Pax rozesłała w
ubiegłym roku list okólny do Synodów katolickich Kościołów Wschodnich i do
Konferencji Episkopatów, prosząc o opinie i projekty odnoszące się do sposobu
najlepszego uczczenia rocznicy ogłoszenia Encykliki, celem wzbogacenia i
należnego uaktualnienia jej nauczania. Ta sama Komisja zorganizowała w
dwudziestą rocznicę uroczystość, w której z radością uczestniczyłem, wygłaszając
końcowe przemówienie5. Obecnie, biorąc także pod uwagę treść odpowiedzi na
wspomniany list okólny, uznałem za właściwe przygotowanie pod koniec 1987 roku
Encykliki poświęconej tematyce Populorum progressio.
3. Przyświecają mi w tym głównie dwa cele o niemałym znaczeniu: z jednej strony
oddanie hołdu temu historycznemu dokumentowi Pawła VI i zawartemu w nim
nauczaniu; z drugiej, za wzorem moich czcigodnych Poprzedników na Stolicy
Piotrowej, potwierdzenie ciągłości nauki społecznej, a zarazem stałej jej
odnowy. W istocie rzeczy, ciągłość i odnowa stanowią dowód nieprzemijającej
wartości nauczania Kościoła.
Te dwie cechy są bowiem znamienne dla jego nauczania w dziedzinie społecznej.
Jest ono stałe, gdyż pozostaje identyczne w swojej najgłębszej inspiracji, w
„zasadach refleksji”, w swoich „kryteriach ocen”, w podstawowych „wytycznych
działania”6, a nade wszystko w wiernej i żywotnej więzi z Ewangelią Chrystusową.
Jest zarazem zawsze nowe, gdyż podlegające koniecznym i potrzebnym zmianom
dyktowanym przez różne uwarunkowania historyczne i nieustanny bieg wydarzeń,
pośród których upływa życie ludzi i społeczeństw.
4. W przekonaniu, że nauczanie Encykliki Populorum progressio, skierowanej do
ludzi i społeczeństw lat sześćdziesiątych, dzisiaj, u schyłku lat
osiemdziesiątych, nie przestaje być pełnym mocy wyzwaniem dla sumień, usiłując
wyznaczyć zasadnicze linie współczesnego świata — zawsze w perspektywie tego
inspirującego motywu, jakim jest rozwój ludów, jeszcze daleki od
urzeczywistnienia — zamierzam podjąć jej głos, wiążąc zawarte w niej orędzie
oraz jego możliwe zastosowania z obecnym momentem historycznym, nie mniej
dramatycznym niż czasy przeżywane przed dwudziestu laty.
Czas, jak wiemy, biegnie zawsze tym samym rytmem. Dziś jednakże odnosi się
wrażenie, jakby był on podporządkowany ruchowi o stałym przyspieszeniu, z uwagi
przede wszystkim na wielorakość i złożoność zjawisk, wśród których żyjemy. W
rezultacie, wkład świata w ciągu ostatnich dwudziestu lat, choć zachowuje pewne
stałe elementy podstawowe, uległ znacznym zmianom i ukazuje całkiem nowe
aspekty.
Ten okres, który w wigilię trzeciego Milenium chrześcijaństwa charakteryzuje się
powszechnym oczekiwaniem, czas niejako nowego „Adwentu”7, w jakiś sposób
dotyczącego wszystkich ludzi, daje okazję do tego, by pogłębić nauczanie
Encykliki, ażeby wspólnie dostrzec także jej perspektywy.
Celem tego rozważania jest podkreślenie, poprzez refleksję teologiczną nad
współczesną rzeczywistością, konieczności bogatszej i bardziej zróżnicowanej
koncepcji rozwoju, zgodnie z sugestiami Encykliki, oraz wskazanie pewnych form
jej urzeczywistnienia.
II
Nowość encykliki Populorum progressio
5. Już w chwili opublikowania dokument Papieża Pawła VI wywołał zainteresowanie
opinii publicznej dzięki swej nowości. Można było dostrzec, w sposób konkretny i
bardzo wyraźnie, wspomniane charakterystyczne cechy kontynuacji i odnowy
wewnątrz nauki społecznej Kościoła. Dlatego ukazanie licznych aspektów tego
nauczania poprzez ponowne i uważne odczytanie Encykliki będzie stanowiło główny
wątek niniejszych refleksji.
Naprzód jednak pragnę zatrzymać się nad datą ogłoszenia: rok 1967. Sam fakt, że
Papież Paweł VI powziął decyzję ogłoszenia swej jedynej encykliki społecznej w
owym roku, skłania do rozważenia tego dokumentu w powiązaniu z powszechnym
Soborem Watykańskim II, zakończonym 8 grudnia 1965 roku.
6. W tym fakcie winniśmy widzieć coś więcej, niż tylko prostą bliskość w czasie.
Encyklika Populorum progressio jawi się poniekąd jako dokument na temat
zastosowania nauczania soborowego. I to nie tyle dlatego, że ustawicznie
powołuje się na teksty soborowe8, ile dlatego, że wypływa ona z tej samej troski
Kościoła, która była natchnieniem dla całej pracy Soboru — w sposób szczególny
Konstytucji duszpasterskiej Gaudium et spes — troski o usystematyzowanie i
rozwinięcie licznych tematów jego społecznego nauczania.
Możemy zatem stwierdzić, że Encyklika Populorum proqressio jest jakby
odpowiedzią na soborowy apel, od którego rozpoczyna się Konstytucja Gaudium et
spes: „Radość i nadzieja, smutek i trwoga ludzi współczesnych, zwłaszcza ubogich
i wszystkich cierpiących, są też radością i nadzieją uczniów Chrystusowych; i
nie ma nic prawdziwie ludzkiego, co nie miałoby oddźwięku w ich sercu”9. Słowa
te wyrażają podstawowy motyw, który był natchnieniem dla wielkiego dokumentu
soborowego, wychodzącego od stwierdzenia sytuacji nędzy i niedorozwoju, w jakiej
żyje wiele milionów ludzkich istnień.
Ta nędza i niedorozwój mają inne miano: „smutek i trwoga” w naszych czasach,
zwłaszcza ludzi ubogich. W obliczu rozległej panoramy bólu i cierpienia Sobór
pragnie ukazać horyzonty radości i nadziei. Do tego samego celu zmierza wierna
soborowemu natchnieniu Encyklika Pawła VI.
7. Także w porządku tematycznym Encyklika, zgodnie z wielką tradycją społecznego
nauczania Kościoła, podejmuje w sposób bezpośredni nowy wkład i bogatą syntezę
wypracowaną przez Sobór, głównie w Konstytucji Gaudium et spes.
Co do treści i tematów podjętych w Encyklice, należy podkreślić: świadomość
obowiązku spoczywającego na Kościele, który ma „ogromne doświadczenie w sprawach
ludzkich”, „badania znaków czasu i wyjaśniania ich w świetle Ewangelii”10;
równie głęboką w Kościele świadomość własnej misji „służenia”, odrębnej od
funkcji państwa, nawet gdy zajmuje się on w konkretny sposób losem ludzi11;
nawiązanie do rażących różnic w sytuacji tych samych ludzi12; potwierdzenie
nauczania soborowego, wierne echo wiekowej tradycji Kościoła co do
„powszechności przeznaczenia dóbr ziemskich”13; docenianie kultury i cywilizacji
technicznej służącej wyzwoleniu człowieka14; uznanie ich ograniczeń15; i
wreszcie, w związku z problematyką rozwoju, będącą tematem Encykliki, położenie
nacisku na „szczególnie ważne zadanie” spoczywające na narodach bardziej
rozwiniętych, jakim jest „pomoc w rozwoju krajom mniej rozwiniętym”16. Samo
pojęcie rozwoju ukazane w Encyklice wypływa bezpośrednio ze sposobu ujęcia tego
problemu w Konstytucji duszpasterskiej17.
Te i inne wyraźne odniesienia do Konstytucji duszpasterskiej pozwalają wnosić,
że Encyklika stanowi zastosowanie nauczania soborowego w dziedzinie społecznej
do specyficznego problemu rozwoju i niedorozwoju ludów.
8. Ta krótka analiza pozwala nam lepiej ocenić nowość Encykliki, którą można
sprecyzować w trzech punktach.
Pierwszym jest sam fakt wydanie dokumentu, pochodzącego od najwyższego
autorytetu Kościoła katolickiego i skierowanego zarówno do samego Kościoła, jak
i do „wszystkich ludzi dobrej woli”18, dokumentu dotyczącego takich zagadnień,
jak rozwój ludów, które pozornie zdają się posiadać charakter wyłącznie
ekonomiczny czy społeczny. Termin „rozwój” jest tu zaczerpnięty ze słownik nauk
społecznych i ekonomicznych. W tym aspekcie encyklika Populorum progressio idzie
po linii Encykliki Rerum novarum, która traktuje o „sytuacji robotników”19. Przy
powierzchownym spojrzeniu oba tematy mogą się wydać obce słusznej trosce
kościoła, widzianego jako Instytucja religijna; „rozwój” jeszcze bardziej niż
„sytuacja robotnicza”.
Podobnie jak w Encyklice Leona XIII, należy dostrzec w dokumencie Pawła VI
uwypuklenie charakteru etycznego i kulturowego problematyki dotyczącej rozwoju,
jak również słuszności i konieczności zabrania głosu przez kościół w tej
dziedzinie.
W ten sposób nauka społeczna Kościoła raz jeszcze ukazała swoja znamienna cechę,
jaka jest stosowanie Słowa Bożego do życia ludzi i społeczeństwa oraz do
rzeczywistości doczesny z nim związanych, przez podanie „zasad refleksji”,
„kryteriów ocen” i „wytycznych działania”20. W dokumencie Pawła VI znajdują się
te trzy elementy, ukierunkowane w przeważającej mierze praktycznie, to jest ku
postępowaniu moralnemu.
Zgodnie z tym Kościół, zajmując się rozwojem ludów, nie może być oskarżany o
przekraczanie właściwego mu zakresu kompetencji, a tym bardziej o wychodzenie
poza mandat otrzymany od Chrystusa Pana.
9. Drugim punktem jest nowość Populorum progressio, wyrażająca się w szerokości
horyzontów, z jaką potraktowane są tam sprawy, powszechnie określane jako
„kwestia społeczna”.
Co prawda już Encyklika Mater et Magistra papieża Jana XXIII ukazała ten szerszy
horyzont21, a Sobór w Konstytucji duszpasterskiej Gaudium et spes był tego
echem22, jednak nauczanie społeczne Kościoła nie doszło jeszcze do stwierdzenia
z całą jasnością, że kwestia społeczna nabrała wymiaru światowego23, ani tez nie
uczyniła z tego stwierdzenia i analizy jej towarzyszącej, jakiejś „wytycznej
działania”, jak to uczynił papież Paweł VI w swej Encyklice.
Zajęcie tak wyraźnego stanowiska zawiera w sobie wielkie bogactwo treści, które
trzeba ukazać.
Przede wszystkim trzeba wykluczyć ewentualną dwuznaczność. Uznanie, że „kwestia
społeczna” nabrała wymiaru świtowego, z pewnością nie oznacza, iż zmniejszyła
się jej siła oddziaływania lub że utraciła swa ważność w skali narodowej i
lokalnej. Przeciwnie, oznacza to, że problemy występujące w miejscach pracy lub
w ruchach czy związkach robotniczych określonego zakładu pracy w kraju czy
regionie, nie mogą być uważane za samotne wyspy, ale że w coraz większej mierze
zależą od wpływu czynników istniejących poza granicami regionalnymi czy
narodowymi.
Ujmując rzecz z punktu widzenia gospodarczego, liczba krajów na drodze rozwoju
znacznie niestety przewyższa liczbę krajów rozwiniętych, a rzesze ludzi
pozbawionych dóbr i usług, jakie niesie ze sobą rozwój, są nieporównanie
liczniejsze od tych, które z tych dobrodziejstw korzystają.
Stoimy zatem wobec poważnego problemu nierównomiernego podziału środków
potrzebnych do życia, przeznaczonych z natury dla wszystkich ludzi, a więc
również dobrodziejstw z nich wynikających. Dzieje się tak nie z winy rzesz
upośledzonych ani tym mniej na skutek nieuchronnych konieczności wynikających z
warunków naturalnych czy tez w wyniku zbiegi okoliczności w ogóle.
Encyklika Papieża Pawła VI, głosząc, że kwestia społeczna stała się zagadnieniem
światowym, zmierza przede wszystkim do zasygnalizowania pewnego faktu moralnego,
którego podstawę stanowi obiektywna analiza rzeczywistości. Według słów
Encykliki „należy sobie zdać sprawę” z tego faktu24 właśnie dlatego, że dotyka
on bezpośrednia sumienia, źródła decyzji moralnych i etycznych.
W tym kontekście nowość Encykliki polega nie tyle na historycznym potwierdzeniu
powszechności kwestii społecznej, co na ocenie moralnej owej rzeczywistości.
Dlatego odpowiedzialni za sprawy publiczne, poszczególni obywatele krajów
bogatych, zwłaszcza jeśli są chrześcijanami, mają moralny obowiązek — zależnie
od stopnia odpowiedzialności — brać pod uwagę przy podejmowaniu decyzji
indywidualnych czy rządowych to odniesienie uniwersalne, tę współzależność, jaka
istnieje pomiędzy ich postawą a nędzą i niedorozwojem tylu milionów ludzi. Z
ogromną ścisłością Encyklika Pawłowa przedstawia obowiązek moralny jako
„obowiązek solidarności”25. To stwierdzenie, mimo że wiele sytuacji w świecie
uległo zmianie, zachowało do dziś tę samą siłę i aktualność, jaką posiadało
wówczas, gdy zostało wyrażone.
Z drugiej strony, nie wykraczając poza tę wizję moralną, nowość Encykliki polega
również na wprowadzeniu podstawowego założenia, według którego sama koncepcja
rozwoju, widzianego w perspektywie powszechnej współzależności, ulega znacznej
zmianie. Prawdziwy rozwój nie może polegać na zwykłym gromadzeniu bogactw i
możności korzystania w większym stopniu z dóbr i usług, jeśli osiąga się to
kosztem niedorozwoju wielkich rzesz i bez należytego uwzględnienia wymiarów
społecznych, kulturowych i duchowych istoty ludzkiej26.
10. Trzecim punktem jest to, że Encyklika Populorum progressio wnosi poważny i
oryginalny wkład do całości nauki społecznej Kościoła i samego pojęcia rozwoju.
Nowość ujawnia się tu w jednym zdaniu, które czytamy w końcowym paragrafie
dokumentu, a które oprócz tego, że jest określeniem historycznym, może być
uważane za formułę podsumowującą jego treść: „rozwój jest nowym imieniem
pokoju”27.
Istotnie, jeżeli kwestia społeczna „stała się zjawiskiem światowym”, to dlatego,
że wymóg sprawiedliwości może być zaspokojony jedynie na tej samej płaszczyźnie.
Niezauważanie tego wymogu mogłoby sprzyjać powstaniu w ofiarach
niesprawiedliwości pokusy odpowiadania przemocą, co znajduje się u podłoża wielu
wojen. Ludy wyłączone ze sprawiedliwego podziału dóbr, przeznaczonych pierwotnie
dla wszystkich, mogłyby zadawać sobie pytanie: dlaczego nie odpowiedzieć
przemocą tym, którzy pierwsi wobec nas użyli przemocy? Jeśli rozważa się
sytuację w świetle istniejącego już, jak wiadomo, w roku 1967 podziału świata na
bloki ideologiczne, a także płynących z tego konsekwencji i zależności
ekonomicznych oraz politycznych, niebezpieczeństwo okazuje się tym większe.
Do tej pierwszej uwagi na temat dramatycznej treści Encykliki dochodzi druga, o
której ten sam dokument czyni wzmianki28: jak usprawiedliwić fakt, że ogromne
sumy pieniędzy, które mogłyby i powinny być przeznaczone na przyspieszenie
rozwoju ludów, są używane na wzbogacenie jednostek czy grup lub też na
powiększenie arsenału broni, zarówno w krajach rozwiniętych, jak i tych na
drodze rozwoju, kosztem prawdziwych priorytetów? Jest to tym boleśniejsze, gdy
się zważy trudności, które często są przeszkodą w bezpośrednim przekazywaniu
kapitałów przeznaczonych na niesienie pomocy krajom potrzebującym. Jeśli „rozwój
jest nowym imieniem pokoju”, to wojna i przygotowania militarne są największym
wrogiem integralnego rozwoju ludów.
W taki sposób, w świetle słów Papieża Pawła VI, jesteśmy wezwani do nowego
spojrzenia na pojęcie rozwoju; nie pokrywa się ono z pewnością z takim ujęciem,
według którego rozwój ogranicza się do zaspokojenia potrzeb materialnych poprzez
wzrost dóbr, nie biorąc pod uwagę cierpień większości, a egoizm osób i narodów
stale się jego główną motywacją. Jakże dobitnie przypomina nam List św. Jakuba:
„Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? (...) z waszych żądz, które
walczą w członkach waszych. Pożądacie (...), a nie możecie osiągnąć” (Jk 4,
1-2).
I przeciwnie, w odmiennym świecie, rządzonym troską o dobro wspólne całej
ludzkości czy też troską o „postęp w człowieczeństwie i wartościach duchowych
wszystkich” zamiast szukania indywidualnej korzyści, pokój byłby możliwy jako
owoc „doskonalszej sprawiedliwości między ludźmi”.29
Również ta „nowość” Encykliki ma stałą i aktualną wartość dla dzisiejszej
mentalności, która tak żywo odczuwa wewnętrzną więź zachodzącą między
poszanowaniem sprawiedliwości a budowaniem prawdziwego pokoju.
III
Panorama świata współczesnego
11. Podstawowe nauczanie Encykliki Populorum progressio zyskało w swoim czasie
rozgłos dzięki swej nowości. Kontekst społeczny, w jakim dzisiaj żyjemy, nie
może być uznany za całkowicie identyczny z owym sprzed lat dwudziestu. Dlatego
pragnę teraz dokonać krótkiego przeglądu niektórych cech znamionujących
współczesny świat, aby zawsze z punktu widzenia rozwoju ludów, pogłębić
nauczanie Encykliki Pawła VI.
12. Pierwszym faktem, który należy podkreślić, jest to, że nadzieje na rozwój,
tak wówczas żywe, wydają się dzisiaj bardzo dalekie od urzeczywistnienia.
W tym względzie Encyklika nie dawała żadnych złudzeń. Język jej, poważny,
niekiedy dramatyczny, ograniczał się do podkreślenia wagi sytuacji i do
przedstawienia sumieniom wszystkich naglącego obowiązku przyczyniania się do jej
rozwiązania. W owych latach istniał pewien optymizm co do możliwości
złagodzenia, bez nadzwyczajnych wysiłków, opóźnienia ekonomicznego ubogich
ludów, zaopatrzenia ich w infrastruktury i udzielenia pomocy w procesie
uprzemysłowienia.
W tym kontekście historycznym, poza wysiłkami poszczególnych krajów, Organizacja
Narodów Zjednoczonych ogłosiła kolejne dwa dziesięciolecia rozwoju30. Istotnie,
podjęto pewne inicjatywy, dwustronne i wielostronne, w celu przyjścia z pomocą
licznym narodom, wśród których były kraje od pewnego czasu niezależne, inne — w
większości — były państwami dopiero co powstałymi w procesie dekolonizacji
Kościół ze swej strony poczuwał się do obowiązku zgłębiania problemów
pojawiających się w tych nowych sytuacjach, pragnąc swoją inspiracją religijną i
ludzką wesprzeć owe wysiłki, aby tchnąć w nie „duszę” i dać im skuteczny impuls.
13. Nie można powiedzieć, że rozmaite inicjatywy religijne, humanitarne,
ekonomiczne i techniczne były daremne, skoro zdołały osiągnąć pewne rezultaty.
Ale w ogólnych zarysach, biorąc pod uwagę różnorodne czynniki, nie można
zaprzeczyć, że obecna sytuacja świata z punktu widzenia rozwoju daje wrażenie
raczej negatywne.
Z tego powodu pragnę zwrócić uwagę na pewne ogólne wskaźniki, nie wykluczając
innych, bardziej szczegółowych. Nie wchodząc w analizę cyfr i statystyk,
wystarczy spojrzeć na rzeczywistą sytuację niezliczonej rzeszy mężczyzn i
kobiet, dzieci, dorosłych i osób w podeszłym wieku, jednym słowem — konkretnych
i niepowtarzalnych ludzi, którzy cierpią pod nieznośnym ciężarem nędzy. Jest
wiele milionów ludzi, którzy stracili nadzieję, bowiem w różnych częściach
świata ich sytuacja dotkliwie się pogorszyła. W obliczu tego dramatu skrajnej
nędzy i potrzeb, w jakich żyje tylu naszych braci i sióstr, sam Jezus Chrystus
stale przed nami i pyta (por. Mt 25, 31-46).
14. Pierwszym stwierdzeniem negatywnym, jakie trzeba uczynić, jest utrzymywanie
się, a często powiększanie, przedziału pomiędzy obszarem tak zwanej rozwiniętej
Północy a obszarem Południa, będącego na drodze rozwoju. Ta terminologia
geograficzna jest tyko umowna, gdyż nie wolno zapominać, że granice między
bogactwem i ubóstwem przebiegają wewnątrz tych samych społeczeństw, zarówno
rozwiniętych, jak na drodze rozwoju. Tak więc, jak w krajach bogatych istnieją
nierówności społeczne aż do granicy nędzy, tak — równolegle — w krajach słabiej
rozwiniętych nierzadko widzi się przejawy egoizmu i wystawnego bogactwa, które
budzi niepokój i zgorszenie.
Obfitości dóbr i dostępnych usług w niektórych częściach świata, przede
wszystkim w rozwiniętej Północy, odpowiada na Południu niedopuszczalne
zacofanie, a właśnie w tej strefie geopolitycznej żyje większa część rodzaju
ludzkiego.
Przegląd różnych dziedzin — jak produkcja i rozdział żywności, higiena, zdrowie
i mieszkania, zaopatrzenie w wodę pitną, warunki pracy, zwłaszcza kobiet,
długość życia i inne wskaźniki ekonomiczne i społeczne daje w rezultacie
niezadowalający obraz ogólny, czy to rozpatrywany sam w sobie, czy w stosunku do
odpowiednich danych z krajów najbardziej rozwiniętych. Słowo „przedział”
spontanicznie wraca na usta.
Może nie jest to słowo najodpowiedniejsze dla ukazania prawdziwej
rzeczywistości, gdyż daje wrażenie zjawiska niezmiennego. Tak nie jest. W
postępie krajów rozwiniętych i krajów na drodze rozwoju zaznaczył się w tych
latach różny stopień przyspieszenia, co spowodowało powiększanie się dystansu. W
ten sposób kraje na drodze rozwoju, zwłaszcza najuboższe, dochodzą do sytuacji
wielkiego zacofania.
Trzeba tu jeszcze włączyć różnice pod względem kulturowym i systemów wartości
między różnymi grupami ludów, które nie zawsze odpowiadają stopniowi rozwoju
gospodarczego i przyczyniają się do powstawania dystansu. Są to elementy i
aspekty, które sprawiają, że kwestia społeczna stała się o wiele bardziej
złożona właśnie dlatego, że osiągnęła wymiary światowe.
Obserwując różne części świata oddzielone od siebie z powodu tego rosnącego
przedziału i biorąc pod uwagę to, że każda z nich zdaje się podążać w swym
działaniu własnym torem, stale się zrozumiałe, dlaczego potocznie mówi się o
różnych światach w obrębie jednego świata: Pierwszy Świat, Drugi Świat, Trzeci
Świat, a niekiedy Czwarty Świat31. Podobne określenia, które oczywiście nie
pretendują do ostatecznej klasyfikacji wszystkich krajów, są znamienne: są one
znakiem powszechnego odczucia, że jedność świata, innymi słowy jedność rodzaju
ludzkiego, jest poważnie zagrożona. Owa terminologia, poza jej wartością mniej
lub bardziej obiektywną, kryje w sobie niewątpliwie treść moralną, wobec której
Kościół, który jest „sakramentem, czyli znakiem i narzędziem (...) jedności
całego rodzaju ludzkiego”32, nie może pozostać obojętny.
15. Ukazany wyżej obraz byłby jednak niepełny, gdyby do „ekonomicznych i
społecznych wskaźników” niedorozwoju nie doszły inne, równie negatywne, co
więcej, bardziej jeszcze niepokojące, poczynając od dziedziny kulturowej. Są to:
analfabetyzm, trudność czy niemożność osiągnięcia poziomu wyższego
wykształcenia, niezdolność do uczestnictwa w budowaniu własnego narodu, różne
formy wyzysku czy ucisku ekonomicznego, społecznego, politycznego, a także
religijnego osoby ludzkiej i jej praw, wszelkiego rodzaju dyskryminacje,
zwłaszcza ta najbardziej odrażająca, oparta na różnicy rasowej. Jeśli którąś z
tych plag odczuwa się w strefie najbardziej rozwiniętej Północy, to niewątpliwie
występują one częściej, są trwalsze i trudniejsze do wykorzenienia w krajach
słabiej rozwiniętych i mniej zaawansowanych.
Należy zauważyć, że w dzisiejszym świecie — wśród wielu praw człowieka —
ograniczane jest prawo do inicjatywy gospodarczej, które jest ważne nie tylko
dla jednostki, ale także dla dobra wspólnego Doświadczenie wykazuje, że
negowanie tego prawa, jego ograniczanie w imię rzekomej „równości” wszystkich w
społeczeństwie, faktycznie niweluje i wręcz niszczy przedsiębiorczość, czyli
twórczą podmiotowość obywatela. W rezultacie kształtuje się w ten sposób nie
tyle równość, ale „równanie w dół”. Zamiast twórczej inicjatywy, rodzi się
bierność, zależność i podporządkowanie wobec biurokratycznego aparatu, który
jako jedyny „dysponent” i „decydent”, jeśli wręcz nie „posiadacz” ogółu dóbr
wytwórczych stawia wszystkich w pozycji mniej lub bardziej totalnej zależności,
jakże podobnej do tradycyjnej, zależności pracownika-proletariusza w
kapitalizmie. Stąd rodzi się poczucie frustracji lub beznadziejności, brak
zaangażowania w życie narodowe, skłonność do emigracji, choćby tak zwanej
emigracji wewnętrznej.
Taki układ ma swoje konsekwencje również z punktu widzenia „praw poszczególnych
narodów”. Często bowiem zdarza się, że naród zostaje również pozbawiony swojej
podmiotowości, czyli odpowiadającej mu „suwerenności”, w znaczeniu ekonomicznym,
a także polityczno-społecznym. Poniekąd i kulturalnym, gdyż wszystkie te wymiary
życia we wspólnocie narodowej są ze sobą powiązane.
Ponadto należy podkreślić, że żadna grupa społeczna, na przykład partia, nie ma
prawa uzurpować sobie roli jedynego przewodnika, niesie to bowiem z sobą,
podobnie jak w przypadku każdego totalizmu, niszczenie prawdziwej podmiotowości
społeczeństwa oraz ludzi — obywateli. Człowiek i naród stają się w tego rodzaju
systemie „przedmiotem”, pomimo wszystkich deklaracji i werbalnych zapewnień.
Trzeba w tym punkcie dodać, że w, dzisiejszym świecie istnieją liczne inne formy
ubóstwa. W istocie bowiem, czyż pewne braki lub ograniczenia nie zasługują na to
miano? Czyż negowanie lub ograniczanie praw ludzkich — na przykład prawa do
wolności religijnej, prawa do udziału w budowaniu społeczeństwa, swobody
zrzeszania się czy tworzenia związków zawodowych, a także podejmowania inicjatyw
w sprawach ekonomicznych — nie zubożają osoby ludzkiej tak samo, jeśli nie
bardziej, niż pozbawienie dóbr materialnych? A czy rozwój, który nie bierze pod
uwagę pełnego potwierdzenia tych praw, jest naprawdę rozwojem na miarę
człowieka?
Krótko mówiąc, niedorozwój, którego świadkami jesteśmy w naszych czasach, nie:
jest jedynie niedorozwojem ekonomicznym, ale także kulturowym, politycznym i po
prostu ludzkim, na co zwróciła już uwagę dwadzieścia lat temu Encyklika
Populorum progressio A zatem w tym punkcie należałoby zadać sobie pytanie, czy
tak smutna dzisiejsza rzeczywistość nie jest, przynajmniej częściowo, wynikiem
zbyt ograniczonej, to znaczy przede wszystkim ekonomicznej koncepcji rozwoju.
16. Trzeba podkreślić, że mimo godnych pochwały wysiłków czynionych w ostatnim
dwudziestoleciu przez kraje bardziej rozwinięte lub będące na drodze rozwoju
oraz przez Organizacje międzynarodowe w celu znalezienia drogi wyjścia z tej
sytuacji lub choćby zapobieżenia niektórym z jej przejawów, warunki uległy
znacznemu pogorszeniu.
Odpowiedzialność za to pogorszenie można przypisać różnym przyczynom. Należy
odnotować niewątpliwie poważne zaniedbania ze strony samych narodów będących na
drodze rozwoju, a zwłaszcza tych, które sprawują w nich władzę ekonomiczną i
polityczną. Niemniej jednak nie można stwarzać pozorów, że się nie dostrzega
odpowiedzialności narodów rozwiniętych, które nie zawsze, a przynajmniej nie w
należytej mierze poczuwały się do obowiązku niesienia pomocy krajom oddzielonym
od świata dobrobytu, do którego one same należą.
W każdym razie należy koniecznie napiętnować istnienie mechanizmów
ekonomicznych, finansowych i społecznych, które, chociaż są kierowane wolą
ludzi, działają w sposób jakby automatyczny, umacniają stan bogactwa jednych i
ubóstwa drugich. Mechanizmy te, uruchomione — w sposób bezpośredni lub pośredni
— przez kraje bardziej rozwinięte, sprzyjają — poprzez samo ich funkcjonowanie —
interesom tych, którzy nimi manewrują, ale w końcu doprowadzają do zdławienia
lub uzależnienia gospodarki krajów słabiej rozwiniętych. Konieczne będzie
poddanie jeszcze tych mechanizmów szczegółowszej analizie pod kątem
etyczno-moralnym.
Już Encyklika Populorum progressio przewidywała, że przy istnieniu takich
systemów będzie się mogło powiększać bogactwo bogatych, przy równoczesnym
utrwalaniu się nędzy ubogich33. Potwierdzeniem tego przewidywania jest
pojawienie się tak zwanego Czwartego Świata.
17. O ile społeczeństwo świata pod pewnym względem jawi się jako niejednolite,
co wyraża się w umowny sposób przez nazwy: Pierwszy, Drugi, Trzeci, a nawet
Czwarty Świat, to zawsze pozostaje bardzo ścisła współzależność tych światów,
która, jeśli nie liczy się z wymogami etycznymi, przynosi tragiczne skutki
najsłabszym. Co więcej, owa współzależność, poprzez pewien rodzaj dynamiki
wewnętrznej i pod działaniem mechanizmów, które trudno nie uznać za przewrotne,
wywołuje negatywne skutki nawet w krajach bogatych. Właśnie wewnątrz tych krajów
występują, chociaż na mniejszą skalę, najbardziej specyficzne objawy
niedorozwoju. Tak więc powinno być oczywiste, że rozwój albo stanie się
powszechny we wszystkich częściach świata, albo ulegnie procesowi cofania się
również w strefach odznaczających się stałym postępem. Zjawisko to jest
szczególnie znamienne dla natury prawdziwego rozwoju: albo uczestniczą w nim
wszystkie narody świata, albo nie będzie to prawdziwy rozwój.
Wśród szczególnych znaków niedorozwoju, które w coraz większym stopniu dotykają
także kraje rozwinięte, dwa zwłaszcza wskazują na dramatyczność sytuacji. Na
pierwszym miejscu znajduje się kryzys mieszkaniowy. W obchodzonym obecnie
Międzynarodowym Roku Schronienia dla Bezdomnych, zainicjowanym przez Organizację
Narodów Zjednoczonych, nasza uwaga zwraca się ku wielomilionowej rzeszy istot
Ludzkich pozbawionych należytego lub wręcz jakiegokolwiek mieszkania, w tym
celu, aby obudzić sumienie wszystkich i znaleźć rozwiązanie tego poważnego
problemu, który powoduje szereg negatywnych skutków na płaszczyźnie
indywidualnej, rodzinnej i społecznej34.
Niedostatek mieszkań — zjawisko powszechne — w dużej mierze jest skutkiem
rosnącej stale urbanizacji35. Nawet narody bardziej rozwinięte przedstawiają
smutny obraz jednostek i rodzin, które zaledwie utrzymują się przy życiu, bez
dachu nad głową lub w pomieszczeniach tak prymitywnych, że zupełnie nie
rozwiązujących problemu.
Brak mieszkań, który sam w sobie jest bardzo poważnym problemem, można uważać za
znak i syntezę całego niedostatku ekonomicznego, kulturowego i po prostu
ludzkiego, a zdając sobie sprawę z rozmiaru zjawiska, nie trudno będzie dojść do
przekonania, że bardzo dalecy jesteśmy od prawdziwego rozwoju ludów.
18. Dopóki znakiem niedorozwoju, wspólnym wszystkim narodom, jest zjawisko
bezrobocia lub niepełnego zatrudnienia.
Wszyscy zdają sobie sprawę, z aktualności i wzrastającej powagi owego zjawiska w
krajach uprzemysłowionych36. Jeśli wydaje się ono alarmujące w krajach na drodze
rozwoju, przy ich dużym przyroście demograficznym i wielkiej liczbie ludzi
młodych, to w przypadku krajów o wysokim. rozwoju ekonomicznym odnosi się:
wrażenie, że kurczą się miejsca pracy i w ten sposób możliwości zatrudnienia
zamiast wzrastać, maleją.
Również to zjawisko, któremu towarzyszy szereg ujemnych skutków na płaszczyźnie
indywidualnej i społecznej, od degradacji aż po utratę szacunku, jaki każdy
człowiek winien żywić dla samego siebie, skłania nas do poważnego pytania o to,
z jakiego typu rozwojem mieliśmy do czynienia w ciągu ostatnich dwudziestu lat.
W związku z tym nasuwa się jakże tu stosowna myśl z Encykliki Laborem exercens:
„Należy podkreślić, że elementem konstytutywnym, a zarazem najwłaściwszym
sprawdzianem owego postępu w duchu sprawiedliwości i pokoju, który Kościół głosi
i o który nie przestaje się modlić (...) jest właśnie Stałe dowartościowywanie
pracy ludzkiej, zarówno pod kątem jej przedmiotowej celowości, jak też pod kątem
godności podmiotu każdej pracy, którym jest człowiek”. Co więcej, „nie może nas
nie uderzać niepokojący fakt o ogromnych wymiarach”, a mianowicie, że „istnieją
całe zastępy bezrobotnych czy też nie w pełni zatrudnionych (...) fakt, który
niewątpliwie dowodzi, że zarówno wewnątrz poszczególnych wspólnot politycznych,
jak i we wzajemnych stosunkach między nimi na płaszczyźnie kontynentalnej i
światowej — gdy chodzi o organizację pracy i zatrudnienia — coś nie działa
prawidłowo, i to właśnie w punktach najbardziej krytycznych i o wielkim
znaczeniu społecznym”37.
Tak jak poprzednie, tak i to zjawisko, ze względu na jego powszechność i szybkie
narastanie, stanowi bardzo wyraźny wskaźnik, o wydźwięku negatywnym,
dzisiejszego stanu i jakości rozwoju ludów.
19. Innym zjawiskiem, również typowym dla ostatniego okresu — nawet jeśli nie
występuje ono wszędzie — jest niewątpliwie wskaźnik współzależności, istniejącej
między krajami bardziej i mniej rozwiniętymi. Chodzi tu o zagadnienie zadłużenia
międzynarodowego, któremu Papieska Komisja Iustitia et Pax poświęciła swój
dokument38.
Nie można tu pominąć milczeniem ścisłego związku, jaki zachodzi pomiędzy tym
problemem, którego rosnące znaczenie przewidywała już Encyklika Populorum
progressio39, a kwestią rozwoju ludów.
Racją, która skłaniała narody będące na drodze rozwoju do przyjęcia obfitych
kapitałów oddanych do dyspozycji, była nadzieja na możliwość ich zainwestowania
w działalność służącą rozwojowi. W rezultacie, dostępność kapitałów i fakt ich
przyjęcia jako pożyczki można uważać za wkład w sam rozwój, za rzecz samą w
sobie pożądaną i słuszną, nawet jeśli czasem działano tu nieroztropnie, a w
pewnych wypadkach zbyt pospiesznie.
Kiedy okoliczności, zarówno w krajach zadłużonych, jak i na międzynarodowym
rynku finansowym uległy zmianie, narzędzie przeznaczone do popierania rozwoju
przekształciło się w mechanizm przynoszący skutek przeciwny. Stało się tak
dlatego, że kraje zadłużone, aby zaspokoić wymogi dłużnicze, czują się zmuszone
do eksportowania kapitałów koniecznych do zwiększenia lub przynajmniej
utrzymania poziomu ich stopy życiowej czy też dlatego, że z tej samej racji nie
mogą otrzymać nowych, równie niezbędnych funduszy.
Na skutek działania tego mechanizmu, środek mający służyć rozwojowi ludów stał
się hamulcem, a co więcej, w pewnych wypadkach spowodował nawet pogłębienie
niedorozwoju.
Stwierdzenia te — jak mówi niedawno wydany dokument Papieskiej Komisji Iustitia
et Pax40 — powinny skłonić do refleksji nad etycznym charakterem współzależności
ludów oraz, aby nawiązać do niniejszych rozważań, nad wymogami i warunkami
współpracy na rzecz rozwoju, płynącymi również z zasad etycznych.
20. Skoro w tym punkcie rozważamy przyczynę poważnego opóźnienia w procesie
rozwoju, które nastąpiło pomimo wskazań Encykliki Populorum progressio, będącej
źródłem tak wielkich nadziei, uwaga nasza skupia się w sposób szczególny na
politycznych przyczynach dzisiejszej sytuacji.
Stając wobec całokształtu czynników niewątpliwie złożonych, nie można dokonać
tutaj pełnej analizy. Trudno jednak pominąć milczeniem ważny fakt występujący w
obrazie politycznym, znamienny dla okresu historycznego po drugiej wojnie
światowej i stanowiący ważny czynnik w procesie rozwoju ludów.
Mamy na myśli istnienie dwóch przeciwstawnych bloków, powszechnie określanych
umownymi nazwami Wschód i Zachód. Uzasadnienie takich określeń nie ma charakteru
czysto politycznego, ale również, jak zwykło się mówić, geopolitycznych. Każdy z
tych bloków zmierza do asymilacji lub skupienia wokół siebie innych krajów lub
grupy krajów, przy różnym stopniu ich przynależności czy uczestnictwa.
Przeciwstawność posiada tutaj przede wszystkim charakter polityczny, skoro każdy
blok odnajduje swą tożsamość w systemie organizacji społeczeństwa i sprawowania
władzy, który usiłuje być alternatywą drugiego; przeciwstawność zaś polityczna
wywodzi się z głębszych przeciwstawności w porządku ideologicznym.
Na Zachodzie istnieje system czerpiący historycznie inspirację z zasad
kapitalizmu liberalnego, który rozwinął się w ubiegłym stuleciu wraz z procesem
uprzemysłowienia; na Wschodzie istnieje system czerpiący inspirację z
kolektywizmu marksistowskiego, który powstał z interpretacji położenia klas
proletariackich, dokonanej w świetle specyficznego odczytania dziejów. Każda
spośród tych ideologii, odwołując się do dwóch zupełnie odmiennych wizji
człowieka, jego wolności i roli społecznej, proponuje i popiera na polu
ekonomicznym przeciwstawne formy organizacji pracy i struktury wolności,
zwłaszcza gdy chodzi o tak zwane środki produkcji.
Przeciwstawność ideologiczna, która sprzyja systemom i antagonistycznym ośrodkom
władzy, przy użyciu własnych form propagandy i wpajania przekonań, doprowadziła
nieuchronnie do rosnącej przeciwstawności militarnej, dając początek dwóm blokom
uzbrojonych potęg, nieufnych wobec siebie i lękających się przewagi drugiego.
Ze swej strony stosunki międzynarodowe nie mogły nie odczuwać skutków tej
„logiki bloków” i odpowiadających im „sfer wpływów”. Napięcie między dwoma
blokami, powstałe przy końcu drugiej wojny światowej, panowało w czasie całego
następnego czterdziestolecia, przybierając bądź charakter „zimnej wojny” bądź
„wojen per procura” drogą wykorzystywania konfliktów lokalnych lub też przez
trzymanie ludzi w niepewności i niepokoju groźbą wojny otwartej i totalnej.
Jeśli obecnie to niebezpieczeństwo, jak się zdaje, jest bardziej odległe,
chociaż nie w pełni zażegnane, i jeśli po raz pierwszy nastąpiło porozumienie co
do zniszczenia jednego rodzaju broni nuklearnej, to istnienie i przeciwstawność
bloków wciąż pozostaje realną i niepokojącą rzeczywistością, która nadal wpływa
na obraz świata.
21. Wyraża się to ze skutkiem szczególnie ujemnym w stosunkach międzynarodowych,
dotyczących krajów na drodze rozwoju. Jak wiadomo, napięcie między Wschodem i
Zachodem nie dotyczy samo w sobie przeciwieństw między dwoma różnymi stopniami
rozwoju, ale raczej między dwiema koncepcjami samego rozwoju ludzi i ludów;
obydwie są niedoskonałe i wymagają gruntownej korekty. Omawiana przeciwstawność
zostaje przeniesiona do tych krajów, przyczyniając się do powiększenia
przedziału, który, już istnieje na płaszczyźnie ekonomicznej między Północą i
Południem i który jest wynikiem dystansu pomiędzy dwoma światami: światem
bardziej i światem mniej rozwiniętym.
Jest to jedna z racji, dla których społeczna nauka Kościoła jest krytyczna
zarówno wobec kapitalizmu, jak i wobec kolektywizmu marksistowskiego.
Rozpatrując bowiem rzecz z punktu widzenia rozwoju, trudno nie postawić pytania,
jak i na ale oba systemy są zdolne do przemian i odnowy, tak by ułatwić lub
popierać prawdziwy i integralny rozwój człowieka i ludów we współczesnym
świecie? W każdym razie takie przemiany i odnowa są pilne i konieczne dla sprawy
wspólnego rozwoju wszystkich.
Krajom, które niedawno uzyskały niepodległość i które czynią wysiłki, by
osiągnąć własną tożsamość kulturową i polityczną, jest potrzebny skuteczny i
bezinteresowny wkład ze strony wszystkich krajów bogatszych i lepiej
rozwiniętych. Zostają one tymczasem wplątane — co nieraz prowadzi je do ruiny —
w konflikty ideologiczne, pociągające za sobą nieuniknione podziały wewnętrzne
kraju, kończące się w pewnych wypadkach prawdziwą wojną. Dzieje się tak także
dlatego, że inwestycje i pomoc w rozwoju bywają często odrywane od właściwego im
celu i wykorzystywane do podsycania kontrastów, nie uwzględniając lub godząc w
interesy krajów, którym miały przynieść korzyść. Wiele z tych krajów coraz
lepiej sobie zdaje sprawę z niebezpieczeństwa stania się ofiarą neokolonializmu
i próbuje tego uniknąć. Świadomość ta, nie bez trudności, wahali i niekiedy
sprzeczności, dała początek międzynarodowemu ruchowi krajów niezaangażowanych,
który, poprzez to, co w nim jest pozytywne, chciałby rzeczywiście potwierdzać
prawo każdego ludu do własnej tożsamości, własnej niepodległości i
bezpieczeństwa, jak również do uczestnictwa na gruncie równości i solidarności w
korzystaniu z dóbr, które są przeznaczone dla wszystkich ludzi.
22. Po dotychczasowych rozważaniach jaśniejszy stale się obraz ostatnich
dwudziestu lat i bardziej zrozumiałe kontrasty występujące w północnej części
świata, to jest między Wschodem i Zachodem, które w znacznym stopniu są
przyczyną zacofania czy zastoju Południa.
Kraje na drodze rozwoju zamiast dochodzić do niezależności i dążyć własną drogą
do zdobycia sprawiedliwego uczestnictwa w dobrach i usługach przeznaczonych dla
wszystkich, stają się: raczej elementami mechanizmu, trybami wielkiej machiny.
Często dotyczy to również środków społecznego przekazu, które pozostając w
gestii ośrodków Północy świata, nie zawsze należycie uwzględniają priorytety i
problemy tych krajów, nie mają poszanowania dla profilu ich kultur i nierzadko
narzucając spaczony obraz życia i człowieka, nie służy wymogom prawdziwego
rozwoju.
Każdy z tych bloków kryje w sobie, jak się powszechnie mówi, swoistą skłonność
do imperializmu czy jakiejś formy neokolonializmu: jest łatwa pokusa, której,
jak uczy historia, również najnowsza, często się ulega.
Ta właśnie nienormalna sytuacja, będąca skutkiem wojny i wyolbrzymionego
niepokoju o własne bezpieczeństwo, tłumi dążenie do solidarnej współpracy
wszystkich dla wspólnego dobra ludzkości, szkodzi przede wszystkim ludom
pragnącym pokoju, pozbawionym prawa dostępu do dóbr przeznaczonych dla
wszystkich ludzi.
Widziany w ten sposób obecny podział świata stanowi bezpośrednią przeszkodę w
dążeniu do prawdziwej zmiany warunków zacofania w krajach będących na drodze
rozwoju czy w krajach mniej rozwiniętych. Ludy te jednak często nie poddają się
swemu losowi.
Ponadto, te same potrzeby gospodarki przytłoczonej wydatkami militarnymi,
biurokracją i wewnętrzną nieudolnością, zdają się obecnie sprzyjać procesom,
które mogłyby złagodzić przeciwieństwa oraz ułatwić podjęcie korzystnego dialogu
i prawdziwej współpracy dla pokoju.
23. Stwierdzenie Encykliki Populorum progressio, że zasoby i inwestycje
przeznaczone do produkcji broni winny być użyte do zmniejszenia nędzy ludów
głodujących41, czyni bardziej naglącym wezwanie do przezwyciężenia przeciwieństw
istniejących pomiędzy dwoma blokami.
Dzisiaj, w praktyce, takie zasoby umożliwiają każdemu z tych bloków osiągnięcie
przewagi nad drugim i zapewnienie w ten sposób własnego bezpieczeństwa. To
wykrzywienie, stanowiące ich „grzech pierworodny”, utrudnia swobodne wypełnianie
obowiązku solidarności wobec ludów pragnących osiągnąć pełny rozwój tym narodom,
które w aspekcie historycznym, ekonomicznym i politycznym mogłyby odgrywać
przodującą rolę.
Należy tu stwierdzić — i nie wydaje się, by było to przesadą — że funkcja
przodująca między narodami może być usprawiedliwiona jedynie możliwością i wolą
wnoszenia szerszego i bardziej wspaniałomyślnego wkładu w dobro wspólne.
Poważnie uchybiłby ścisłemu obowiązkowi etycznemu naród, który uległby mniej lub
bardziej świadomie pokusie zamknięcia się w sobie, uchylając się w ten sposób od
odpowiedzialności płynącej z jego przewagi pośród innych narodów. Łatwo to można
dostrzec w takich okolicznościach historycznych, w których wierzący dopatrują
się zrządzenia Opatrzności Bożej, gotowej posłużyć się narodami w realizacji
swych planów i „udaremnić zamiary narodów” (por. Ps 33 [32], 10).
Gdy Zachód zdaje się popadać w formę wzrastającej i egoistycznej izolacji, a
Wschód ze swej strony wydaje się, dla wątpliwych powodów, zaniedbywać obowiązek
współpracy w ulżeniu nędzy ludów, stajemy nie tylko wobec zdrady słusznych
oczekiwań ludzkości, co grozi nieprzewidzianymi skutkami, ale wobec prawdziwej
ucieczki od moralnego obowiązku.
24. Jeśli produkcja broni na tle prawdziwych potrzeb ludzi i konieczności użycia
stosownych środków do ich zaspokojenia jest poważnym nieporządkiem panującym w
obecnym świecie, to nie mniejszym nieporządkiem jest także handel tą bronią. Co
więcej, trzeba dodać, że osąd moralny jest tu jeszcze surowszy. Jak wiadomo,
chodzi o handel bez ograniczeń, zdolny nawet przekroczyć bariery bloków. Potrafi
on przezwyciężyć podział na Wschód i Zachód, a nade wszystko podział na Północ i
Południe, potrafi nawet — i to jest najgorsze — przeniknąć do różnych sektorów
południowej części świata.
I tak stajemy wobec dziwnego zjawiska: podczas gdy pomoc ekonomiczna i plany
rozwoju natrafiają na przeszkody w postaci nieprzekraczalnych barier
ideologicznych, barier taryfowych i handlowych, to broń jakiegokolwiek
pochodzenia krąży z absolutną swobodą po różnych częściach świata. I wszyscy
wiedzą — co dobitnie podkreślił najnowszy dokument Papieskiej Komisji Iustitia
et Pax o zadłużeniu międzynarodowym42 — że w niektórych przypadkach kapitały
udostępnione przez świat rozwinięty są użyte do zakupu broni w świecie nie
rozwiniętym.
Jeśli do tego wszystkiego doda się powszechnie znane straszliwe
niebezpieczeństwo broni atomowych nagromadzonych w niewiarygodnych ilościach,
nasuwa się następujący logiczny wniosek: tak widziany świat współczesny, łącznie
ze światem ekonomii, zamiast troszczyć się o prawdziwy rozwój, wiodący
wszystkich ku życiu „bardziej ludzkiemu” — jak tego pragnęła Encyklika Populorum
progressio43 — zdaje się prowadzić nas szybko ku śmierci.
Skutki takiego stanu rzeczy przejawiają się w zaostrzeniu typowej plagi
ujawniającej brak równowagi i konflikty we współczesnym świecie: miliony
uchodźców, których wojny, klęski naturalne, prześladowania i wszelkiego rodzaju
dyskryminacje pozbawiły domu, pracy, rodziny i ojczyzny. Tragedia dla tych rzesz
wypisana jest na przygnębionych twarzach mężczyzn, kobiet i dzieci, którzy w,
podzielonym i niegościnnym świecie nie mogą już odnaleźć domowego ogniska.
Nie można też nie dostrzegać innej bolesnej plagi dzisiejszego świata: zjawiska
terroryzmu, nastawionego na zabijanie i niszczenie bez różnicy ludzi i dóbr, na
tworzenie klimatu strachu i niepewności, często również poprzez więzienie
zakładników. Nawet gdy jako motywację tej nieludzkiej praktyki podaje się jakąś
ideologię czy dążenie do stworzenia lepszego świata, akty terroryzmu nigdy nie
mogą być usprawiedliwione. Tym bardziej, gdy — jak to się dzisiaj zdarza — te
decyzje i akty przybierające niekiedy rozmiary prawdziwej masakry, porywanie
osób niewinnych i nie zamieszanych w konflikty, mają na celu propagandę własnej
sprawy albo też, co gorsze, są celem samym w sobie, gdy zabija się tylko dla
zabijania. Wobec takiej grozy i ogromu cierpienia zawsze zachowują swoją ważność
słowa, które wypowiedziałem kilka lat temu, a które tu pragnę jeszcze raz
powtórzyć: „Chrześcijaństwo zabrania (...) uciekania się do nienawiści,
mordowania bezbronnych, do metody terroryzmu”44.
25. W tym miejscu trzeba nawiązać do problemu demograficznego i do sposobu
mówienia o nim dzisiaj, co Paweł VI uwydatnił w Encyklice45 i co ja sam omówiłem
szerzej w Adhortacji Apostolskiej Familiaris consortio46.
Nie można zaprzeczyć, że istnieje, zwłaszcza w strefie Południa naszej planety,
problem demograficzny utrudniający rozwój. Warto tu zaznaczyć, że w strefie
Północy ten problem ma cechy odwrotne: tam niepokoi spadek przyrostu urodzeń i
związane z tym starzenie się ludności, niezdolnej do biologicznej odnowy.
Zjawisko to samo w sobie utrudnia rozwój. Tak jak nie jest ścisłe twierdzenie,
że trudności pochodzą jedynie z wyżu demograficznego, tak nie zostało również
dowiedzione, że każdy wzrost demograficzny nie da się pogodzić z planowanym
rozwojem.
Z drugiej strony bardzo niepokojące wydają się prowadzone w wielu krajach
systematyczne kampanie przeciw przyrostowi naturalnemu, podejmowane z inicjatywy
ich rządów nie tylko wbrew tożsamości kulturowej i religijnej tychże ludów, ale
również wbrew naturze prawdziwego rozwoju. Często te kampanie są wymuszane i
finansowane przez kapitały pochodzące z zagranicy, niekiedy zaś od nich bywają
wręcz uzależnione pomoce i opieka ekonomiczno-finansowa. W każdym razie
przejawia się w, tym zupełny brak poszanowania wolnej decyzji zainteresowanych
osób, mężczyzn i kobiet, poddanych nierzadko bezwzględnym naciskom, również
ekonomicznym, mającym podporządkować ich tej nowej formie przemocy. Właśnie ludy
najuboższe doznają takich krzywd: doprowadza to niekiedy do pojawiania się
tendencji do rasizmu lub sprzyja wprowadzaniu pewnych, również rasistowskich
form eugenizmu.
Także ten fakt, domagający się stanowczego potępienia, jest objawienie błędnej i
przewrotnej koncepcji prawdziwego rozwoju człowieka.
26. Ta panorama, w znacznej mierze negatywna, rzeczywistej sytuacji rozwoju w
świecie współczesnym nie byłaby kompletna bez zasygnalizowania istniejących
również aspektów pozytywnych.
Pierwszym pozytywnym aspektem jest u bardzo wielu ludzi pełna świadomość własnej
godności i godności każdej istoty ludzkiej. Świadomość ta wyraża się na przykład
poprzez ożywiającą się wszędzie troskę o poszanowanie ludzkich praw i bardzo
zdecydowane odrzucenie ich gwałcenia. Widomym tego znakiem jest liczba
prywatnych, niedawno powstałych stowarzyszeń, niekiedy o zasięgu światowym.
Niemal wszystkie zajmują się z wielką uwagą i z godnym pochwały obiektywizmem
śledzeniem wydarzeń międzynarodowych w tej tak delikatnej dziedzinie.
Na tej płaszczyźnie trzeba uznać wpływ, jaki wywarła Deklaracja Praw: Człowieka
ogłoszona prawie czterdzieści lat temu przez Organizację Narodów Zjednoczonych.
Samo jej istnienie i stopniowe jej przyjmowanie przez wspólnoty międzynarodowe
już jest znakiem utwierdzającej się świadomości. W tejże dziedzinie praw
ludzkich to samo trzeba powiedzieć o innych środkach prawnych Organizacji
Narodów Zjednoczonych i innych Organizmów międzynarodowych47.
Świadomość, o której mowa, występuje nie tylko u jednostek, ale również u
narodów i ludów, które jako byty posiadające określoną tożsamość kulturową są
szczególnie czułe na prawo do zachowywania swego cennego dziedzictwa, swobodnego
kierowania nim i rozwijania go.
Równocześnie, w świecie podzielonym i gnębionym różnego rodzaju konfliktami,
torują sobie drogę przekonanie o radykalnej współzależności i, w konsekwencji,
potrzeba takiej solidarności, która by ją podejmowała i przenosiła na
płaszczyznę moralną. Dzisiaj bardziej chyba niż w przeszłości ludzie zdają sobie
sprawę z łączącego ich wspólnego przeznaczenia, aby budować razem, jeśli chce
się uniknąć zagłady wszystkich. Z głębi niepokoju, Jęku i zjawisk ucieczki,
takich jak narkomania, typowych dla świata współczesnego, z wolna wyłania się
zrozumienie tego, że dobro, do którego wszyscy jesteśmy powołani, i szczęście,
do którego dążymy, nie dadzą się osiągnąć bez wysiłku i zaangażowania
wszystkich, nie wyłączając nikogo, i bez konsekwentnego wyrzeczenia się własnego
egoizmu.
Dochodzi tu jeszcze, jako znak poszanowania życia — mimo wszelkich pokus do jego
niszczenia, od przerywania ciąży do eutanazji — jednoczesna troska o pokój i
świadomość, że jest on niepodzielny: albo jest on udziałem wszystkich, albo
nikogo. Troska o taki pokój, który coraz bardziej domaga się ścisłego
poszanowania sprawiedliwości i — w konsekwencji — równego podziału owoców
prawdziwego rozwoju48.
Wśród pozytywnych znaków obecnych czasów należy też odnotować rosnącą świadomość
ograniczoności dostępnych zasobów, potrzeby poszanowania integralności i rytmów
natury oraz uwzględniania ich przy programowaniu rozwoju, nie poświęcając ich na
rzecz demagogicznych koncepcji. Chodzi tu o tak zwaną dzisiaj troskę
ekologiczną.
Jest także rzeczą słuszną uznanie zaangażowania ludzi rządzących, polityków,
ekonomistów, syndykalistów, ludzi nauki i pracowników Instytucji
międzynarodowych, wśród których wielu czerpie natchnienie z wiary religijnej.
Wielkodusznie i z niemałym osobistym poświęceniem wnoszą oni wkład w rozwiązanie
istniejącego w świecie zła i przy użyciu wszelkich środków dążą do tego, aby
coraz więcej ludzi mogło cieszyć się dobrodziejstwem pokoju i żyć życiem
zasługującym na to miano.
Wnoszą tu swój niemały wkład wielkie Organizacje międzynarodowe i niektóre
organizacje regionalne, których połączone wysiłki pozwalają na podejmowanie
skuteczniejszych poczynań.
Także dzięki owemu wkładowi niektóre kraje Trzeciego Świata, mimo obciążenia
przez liczne negatywne uwarunkowania, zdołały osiągnąć pełną samowystarczalność
w zakresie wyżywienia lub pewien stopień uprzemysłowienia, który pozwala im żyć
w sposób godny oraz zapewnić zatrudnienie czynnej zawodowo ludności.
Tak więc nie wszystko w świecie współczesnym jest negatywne — i nie może być
inaczej, bowiem Opatrzność Ojca Niebieskiego z miłością czuwa nawet nad naszymi
codziennymi troskami (por. Mt 6, 25-32; 10, 23-31; Łk 12, 6-7. 22-30); co
więcej, wspomniane wyżej wartości pozytywne świadczą o nowej trosce moralnej,
nade wszystko w porządku wielkich problemów ludzkości, jakimi są rozwój i pokój.
Ta rzeczywistość skłania mnie do prowadzenia refleksji nad prawdziwą naturą
rozwoju ludów po linii Encykliki, której rocznicę obchodzimy; refleksji, która
jest hołdem dla zawartego w niej nauczania.
IV
Prawdziwy rozwój ludzki
27. Spojrzenie na świat współczesny, do jakiego zachęca nas Encyklika, pozwala
stwierdzić przede wszystkim, że rozwój nie jest procesem przebiegającym po
liniach prostych; jakby automatycznym i z natury swojej nieograniczonym, tak jak
gdyby przy spełnieniu się pewnych warunków ludzkość miała szybko podążać ku
nieokreślonej doskonałości49.
Takie ujęcie, związane bardziej z pojęciem „postępu” według koncepcji
filozoficznych właściwych dla okresu oświecenia aniżeli z pojęciem „rozwoju”50
zastosowanym w znaczeniu specyficznie ekonomiczno-społecznym, zdaje się być
obecnie poważnie kwestionowane, zwłaszcza po tragicznych doświadczeniach obu
wojen światowych oraz zaplanowanego i częściowo dokonanego wyniszczenia całych
narodów, jak też zagrożenia atomowego. Miejsce naiwnego optymizmu
mechanicystycznego zajął uzasadniony niepokój o los ludzkości.
28. Równocześnie jednak przeżywa kryzys sama koncepcja „ekonomiczna” czy
„ekonomistyczna” związana ze słowem rozwój. Rzeczywiście rozumie się dziś
lepiej, że samo nagromadzenie dóbr i usług, nawet z korzyścią dla większości,
nie wystarcza do urzeczywistnienia ludzkiego szczęścia. W konsekwencji, także i
dostęp do wielorakich rzeczywistych dobrodziejstw, jakich w ostatnim czasie
dostarczyły wiedza i technika, łącznie z informatyką, nie przynosi z sobą
wyzwolenia spod wszelkiego rodzaju zniewolenia. Przeciwnie, doświadczenie
niedawnych lat uczy, że jeśli cała wielka masa zasobów i możliwości oddana do
dyspozycji człowieka nie jest kierowana zmysłem moralnym i zorientowana na
prawdziwe dobro rodzaju ludzkiego, łatwo obraca się przeciw człowiekowi — jako
zniewolenie.
Ogromnie pouczające powinno stać się niepokojące stwierdzenie dotyczące okresu
najnowszego: obok nędzy niedorozwoju, której nie można tolerować, stoimy w
obliczu pewnego „niedorozwoju”, który także jest niedopuszczalny, bowiem tak
samo jak niedorozwój sprzeciwia się on dobru i prawdziwemu szczęściu. Nadrozwój,
polegający na nadmiernej rozporządzalności wszelkiego typu dobrami materialnymi
na korzyść niektórych warstw społecznych, łatwo przemienia ludzi w niewolników
„posiadania” i natychmiastowego zadowolenia, nie widzących pewnego horyzontu,
jak tylko mnożenie dóbr już posiadanych lub stałe zastępowanie ich innymi,
jeszcze doskonalszymi Jest to tak zwana cywilizacja „spożycia” czy konsumizm,
który niesie z sobą tyle „odpadków” i „rzeczy do wyrzucenia”. Posiadany
przedmiot, zastąpiony innym, doskonalszym, zostaje odrzucany bez uświadomienia
sobie jego ewentualnej trwałej wartości dla nas lub dla kogoś uboższego.
Wszyscy z bliska obserwujemy smutne skutki tego ślepego poddania się czystej
konsumpcji: przede wszystkim jakiś rażący materializm, przy równoczesnym
radykalnym nienasyceniu; jest bowiem rzeczą łatwo zrozumiałą, że jeśli się nie
jest uodpornionym na wszechobecną reklamę i nieustannie kuszące propozycje
nabycia nowych produktów, wówczas im więcej się posiada, tym więcej się pożąda,
podczas gdy najgłębsze pragnienia pozostają niezaspokojone, a może nawet
zagłuszone.
Encyklika Papieża Pawła VI sygnalizowała tak często dziś podkreślaną różnicę
pomiędzy „mieć” i „być”51, wcześniej w sposób precyzyjny sformułowaną przez
Sobór Watykański II52. „Posiadanie” rzeczy i dóbr samo przez się nie doskonali
podmiotu ludzkiego, jeśli nie przyczynia się do dojrzewania i wzbogacenia jego
„być”, czyli do urzeczywistnienia powołania ludzkiego jako takiego.
Z pewnością różnica między „być” i „mieć”, niebezpieczeństwo nieodłączne od
prostego mnożenia czy zastępowania nowymi rzeczy posiadanych, nie musi
przekształcać się koniecznie w antynomię do wartości „być”.
Jedna z największych niesprawiedliwości współczesnego świata polega właśnie na
tym, że stosunkowo nieliczni posiadają wiele, a liczni nie posiadają prawie nic.
Jest to niesprawiedliwość wadliwego podziału dóbr i usług pierwotnie
przeznaczonych dla wszystkich.
Jawi się zatem następujący obraz: są tacy, nieliczni, którzy posiadają wiele i
nie potrafią prawdziwie „być”, bowiem na skutek odwrócenia hierarchii wartości
przeszkodą stale się dla nich kult „posiadania”; są także i tacy, liczni, którzy
mają mało lub nic i którzy nie są w stanie realizować swego zasadniczego
ludzkiego powołania z powodu braku niezbędnych dóbr.
Zło nie polega na „mieć” jako takim, ale na takim „posiadaniu”, które nie
uwzględnia jakości i uporządkowanej hierarchii posiadanych dóbr. Jakości i
hierarchii, które płyną z podporządkowania dóbr i dysponowania nimi „byciu”
człowieka i jego prawdziwemu powołaniu.
Jest to dowodem na to, że chociaż rozwój posiada swój nieodzowny wymiar
ekonomiczny, winien bowiem udostępnić możliwie największej liczbie mieszkańców
świata korzysta nie z dóbr niezbędnych do „bycia”, to nie wyczerpuje się on
jednak w tym właśnie wymiarze. Zredukowany doń, obróci się przeciw tym, którym
miał służyć.
Charakterystyczne cechy pełnego rozwoju „bardziej ludzkiego”, który — przy
uwzględnieniu wymogów ekonomicznych — byłby na miarę prawdziwego powołania
człowieka, mężczyzny i kobiety, zostały opisane przez Pawła VI53.
29. Rozwój nie tylko ekonomiczny mierzy się i ukierunkowuje według tej
rzeczywistości i powołania człowieka wdzianego całościowo, czyli według jego
„parametru” wewnętrznego Potrzebuje on niewątpliwe dóbr stworzonych i wytworów
przemysłu wzbogacanego stałym postępem naukowym i technologicznym. Wciąż nowe
możliwości dysponowania dobrami materialnymi, jeśli służą zaspokajaniu potrzeb,
otwierają nowe horyzonty. Niebezpieczeństwo nadużyć o charakterze
konsumistycznym oraz zjawisko sztucznych potrzeb nie powinny bynajmniej
przeszkadzać w uznaniu i użytkowaniu nowych dóbr oraz zasobów będących do naszej
dyspozycji; co więcej, powinniśmy widzieć w nich dar Boży i odpowiedź na
powołanie człowieka, które w pełni urzeczywistnia się w Chrystusie.
W celu osiągnięcia prawdziwego rozwoju nie można jednak nigdy tracić sprzed oczu
wspomnianego parametru, który jest w naturze właściwej człowiekowi stworzonemu
przez Boga na Jego obraz i podobieństwo (por. Rdz 1, 26). Natura cielesna i
duchowa ukazana jest symbolicznie w drugim opisie stworzenia przez dwa elementy:
ziemia, z której Bóg ukształtował fizyczną naturę człowieka i tchnienie życia,
które tchnął w jego nozdrza (por. Rdz 2, 7).
Człowiek wchodzi w ten sposób w związek pokrewieństwa z innymi stworzeniami:
jest powołany do ich używania, do zajmowania się nimi oraz, wciąż według opisu
Księgi Rodzaju (2, 15), zostaje umieszczony w ogrodzie, aby go uprawiał i
doglądał, ponad wszystkimi innymi istotami, oddanymi przez Boga pod jego
władanie (por. tamże, 1, 25-26). Ale równocześnie człowiek ma pozostać poddanym
woli Boga, który mu zakreśla granice używania i panowania nad rzeczami (por.
tamże, 2, 16-17), podobnie jak obiecuje mu nieśmiertelność (por. tamże, 2, 9;
Mdr 2, 23). Człowiek więc, będąc obrazem Boga, ma również prawdziwe z Nim
pokrewieństwo.
Zgodnie z tym nauczaniem rozwój nie może polegać tylko na użyciu, na władaniu i
na nieograniczonym posiadaniu rzeczy stworzonych i wytworów przemysłu, ale nade
wszystko na podporządkowaniu posiadania, panowania i użycia podobieństwu
człowieka do Boga oraz jego powołaniu do nieśmiertelności. Oto transcendentna
rzeczywistość istoty ludzkiej, w której od początku uczestniczy on jako „dwoje”:
mężczyzna i kobieta (por. Rdz 1, 27), jest więc ze swej natury istotą społeczną.
30. Rozwój zatem, w rozumieniu Pisma Świętego, nie jest jedynie pojęciem
„laickim”, „świeckim”, ale jawi się — również ze swymi akcentami
społeczno-gospodarczymi — jako współczesny wyraz zasadniczego wymiaru powołania
człowieka.
Człowiek bowiem, jeśli można tak powiedzieć, nie został stworzony jako byt
nieruchomy i statyczny. Pierwszy jego opis biblijny przedstawia go jako
stworzenia i obraz, określony w swej głębokiej rzeczywistości przez pochodzenie
i podobieństwo, które o nim stanowią. Ale wszystko to wprowadza w istotę
człowieka, mężczyzny i kobiety, zaczątek zadania oraz wymóg spełnienia go,
zarówno indywidualnie, jak we dwoje. Zadaniem tym jest niewątpliwie panowanie
nad stworzeniami, „uprawianie ogrodu”; ma tu być wypełniane w ramach
posłuszeństwa prawu Bożemu, a zatem w szacunku dla otrzymanego „obrazu”,
będącego wyraźną podstawą władzy panowania, przyznano mu dla jego udoskonalenia
(por. Rdz 1, 26-30; 2, 15-16; Mdr 9, 2-3).
Gdy człowiek okazuje nieposłuszeństwo Bogu i odmawia poddania się Jego
panowaniu, wówczas natura buntuje się przeciw człowiekowi i nie uznaje go za
swego „pana”, gdyż zaćmił on w sobie obraz Boży. Wezwanie do posiadania i
używania środków stworzonych wciąż pozostaje w mocy, lecz po grzechu wypełnianie
tego wezwania stale się trudne i naznaczone cierpieniem (por. Rdz 3, 17-19).
Rzeczywiście, następny rozdział Księgi Rodzaju ukazuje nam potomstwo Kaina,
które buduje „miasto”, oddaje się pasterstwu, poświęca sztuce (muzyce) i
technice (kowalstwu); wtedy też zaczęto „wzywać imię Pana” (por. Rdz 4, 17-26).
Opisane w Piśmie Świętym dzieje Ludzkiego rodzaju również po upadku grzechowym
są historią nieustannych realizacji, które, zawsze poddawane w wątpliwość i
zagrożone przez grzech, powtarzają się, pogłębiają i rozszerzają jako odpowiedź
na Boże powołanie dane od początku mężczyźnie i kobiecie (por. Rdz 1, 26-28) i
wyryte w otrzymanym przez nich obrazie.
Płynie stąd logiczny wniosek, przynajmniej dla ludzi wierzących w Słowo Boże, że
tak zwany współczesny rozwój należy widzieć jako etap historii zapoczątkowanej w
dziele Stworzenia i ciągle zagrożonej z powodu niewierności wobec woli Stwórcy,
zwłaszcza pokusą bałwochwalstwa; rozwój jednak zasadniczo jest zgodny z
pierwotnymi założeniami. Kto by chciał odstąpić od trudnego, ale wzniosłego
zadania polepszania losu całego człowieka i wszystkich ludzi pod pretekstem
ciężaru walki i stałego wysiłku przezwyciężania przeszkód czy też z powodu
porażek i powrotu do punktu wyjścia, sprzeciwiałby się woli Boga Stwórcy. Z tego
samego punktu widzenia ukazałem w Encyklice Laborem exercens powołanie człowieka
do pracy, aby podkreślić, że właśnie człowiek jest zawsze protagonistą
rozwoju54.
Co więcej, sam Pan Jezus, w przypowieści o talentach, zwraca uwagę na surowość,
z jaką został potraktowany ten, który odważył się ukryć otrzymany dar: „Sługo
zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem i zbierać tam,
gdzie nie rozsypał (...) Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który
ma dziesięć talentów,” (Mt 25, 26-28). My, którzy, otrzymujemy dary Boże, aby
owocowały, winniśmy „siać” i „zbierać”. Jeśli tego nie czynimy, będzie nam
odebrane i to, co mamy.
Niech zgłębienie tych surowych słów pobudzi nas do bardziej zdecydowanego
podjęcia przynaglającego dzisiaj wszystkich obowiązku współpracy w pełnym
rozwoju innych: „rozwoju całego człowieka i wszystkich ludzi”55.
31. Wiara w Chrystusa Odkupiciela, rzucając światło od wewnątrz na naturę
rozwoju, jest także przewodnikiem w realizowaniu zadania współpracy.
W Liście św. Pawła do Kolosan czytamy, że Chrystus jest „pierworodnym wobec
każdego stworzenia” i że „wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone”
(1, 15-16). Istotnie, „wszystko w Nim ma istnienie (...) Zechciał bowiem (Bóg),
aby w Nim zamieszkała cała Pełnia i aby przez Niego znów pojednać wszystko z
sobą” (tamże, 1, 17. 19-20).
W ten Boży plan, zapoczątkowany od wieków w Chrystusie, doskonałym „obrazie”
Ojca (por. Kol 1, 15) i osiągający swą doskonałość w Nim, „Pierworodnym spośród
umarłych” (tamże, 1, 18), wpisuje się nasza historia, naznaczona naszym
wysiłkiem osobistym i zbiorowym dla polepszenia położenia człowieka,
przezwyciężenia stale zjawiających się na naszej drodze trudności, i w ten
sposób przygotowująca nas do uczestniczenia w pełni, która „zamieszkuje w Panu”
i której udziela On „swemu Ciału, którym jest Kościół” (por. tamże, 1, 18; Ef 1,
22-23), podczas gdy grzech, który zawsze zastawia na nas sidła i naraża na
niepowodzenie osiągnięcie naszych ludzkich celów, został zwyciężony i okupiony
przez „pojednanie” dokonane przez Chrystusa (por. Kol 1, 20).
Tutaj perspektywy się rozszerzają. Marzenie o nieograniczonym postępie powraca,
gruntownie przemienione dzięki nowej nauce otwartej przez wiarę chrześcijańską,
która zapewnia nas, że postęp taki jest możliwy tylko dlatego, że Bóg Ojciec już
od początku postanowił uczynić człowieka uczestnikiem swej chwały w
zmartwychwstałym Jezusie Chrystusie: „W Nim mamy odkupienie przez Jego krew —
odpuszczenie występków” (Ef 1, 7), cv Nim także zechciał Bóg zwyciężyć grzech i
sprawić, by służył on naszemu większemu dobru56, które nieskończenie przewyższa
to, co mógłby urzeczywistnić postęp.
Wolno nam zatem powiedzieć — gdy trudzimy się wśród ciemności i braków
niedorozwoju i nadrozwoju — że kiedyś „to, co zniszczalne, przyodzieje się w
niezniszczalne, a to, co śmiertelne, przyodzieje się w nieśmiertelność” (1 Kor
15, 54), gdy Pan „przekaże królowanie Bogu i Ojcu” (tamże, 15, 24) i wszystkie
dzieła i czyny godne człowieka zostaną odkupione.
Pojęcie wiary ponadto dobrze wyjaśnia motywy przynaglające Kościół do zajmowania
się problematyką rozwoju i do uznania za obowiązek pastorski j posługi
pobudzanie wszystkich do refleksji nad naturą i charakterem autentycznego
rozwoju człowieka. Poprzez swoje zaangażowanie Kościół z jednej strony chce
służyć Bożemu planowi, zmierzającemu do doprowadzenia wszystkich rzeczy do
pełni, która zamieszkuje w Chrystusie (por. Kol 1, 19), a której On udzielił
swemu Ciału; z drugiej, chce wypełnić swoje zasadnicze powołanie bycia
„sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i
jedności całego rodzaju ludzkiego”57.
Dla niektórych Ojców taka wizja Kościoła stała się inspiracją do wypracowania
oryginalnych koncepcji znaczenia historii i pracy ludzkiej jako skierowanej ku
celowi, który ją przewyższa i określanej zawsze w odniesieniu do dzieła
Chrystusa. Innymi słowy, w nauczaniu patrystycznym można odnaleźć optymistyczną
wizję dziejów i pracy ludzkiej, to znaczy wieczystej wartości prawdziwych
ludzkich dokonań jako odkupionych przez Chrystusa i skierowanych ku obiecanemu
królestwu58.
Tak więc w całym nauczaniu i najdawniejszej praktyce Kościoła zawiera się
przekonanie, że z racji swego powołania jest on sam, jego szafarze i każdy z
jego członków, zobowiązany do niesienia ulgi cierpiącym nędzę, bliskim czy
dalekim, nie tylko z tego, co „zbywa”, ale z tego, co jest konieczne do życia. W
obliczu istniejących potrzeb nie wolno przedkładać nad nie bogatego wystroju
świątyń i drogocennych paramentów przeznaczonych do kultu Bożego; przeciwnie,
mogłoby się okazać konieczne sprzedanie tych dóbr, aby dać chleb, napój, odzież
i dom temu, kto ich jest pozbawiony59. Jak już wspomniano, wskazana jest tu
„hierarchia wartości” — w ramach posiadania — pomiędzy „mieć” i „być”, zwłaszcza
gdy „mieć” jednych decydowałoby o uszczerbku „być” wielu innych.
W swojej Encyklice Papież Paweł VI idzie po linii tego nauczania, czerpiąc
natchnienie z Konstytucji duszpasterskiej Gaudium et spes60. Ze swej strony
pragnę położyć nacisk na ważność i naglący charakter tej nauki, prosząc Boga o
siłę dla wszystkich chrześcijan, by wiernie stosowali ją w praktyce.
32. Obowiązek angażowania się w sprawę rozwoju ludów nie jest powinnością tylko
indywidualną, a tym mniej indywidualistyczną, jakby osiągnięcie go było możliwe
na drodze odizolowanych wysiłków każdego. Jest to imperatyw dla wszystkich i
każdego, mężczyzn i kobiet, dla społeczeństw i narodów, w szczególności dla
Kościoła katolickiego, innych Kościołów i Wspólnot kościelnych, z którymi
jesteśmy całkowicie gotowi współpracować w tej dziedzinie. I w tym sensie my,
katolicy, zapraszamy braci chrześcijan do uczestniczenia w naszych inicjatywach
oraz deklarujemy gotowość udziału w inicjatywach podejmowanych przez nich i
przyjęcia skierowanych do nas zaproszeń. W tym poszukiwaniu integralnego rozwoju
człowieka możemy także wiele dokonać wraz z wyznawcami innych religii, jak to
się już zresztą dzieje na wielu miejscach.
Współpraca nad rozwojem całego człowieka i każdego człowieka jest bowiem
obowiązkiem wszystkich wobec wszystkich, i powinna zarazem być powszechna w
całym świecie: na Wschodzie, Zachodzie, Północy i Południu lub, posługując się
używanymi dziś terminami, w różnych „światach”. Jeśli natomiast usiłuje się
urzeczywistniać rozwój w jednej tylko części lub w jednym świecie, czyni się to
kosztem innych; tam zaś, gdzie rozwój zaczyna się dokonywać — właśnie dlatego,
że nie bierze pod uwagę innych, podlega przerostowi i wypaczeniu.
Również ludy i narody mają prawo do własnego pełnego rozwoju, który obejmując
aspekty ekonomiczne i społeczne — o czym była mowa wyżej winien takie
uwzględniać ich tożsamość kulturowa i otwarcie się na rzeczywistość
transcendentną. Nie można też traktować potrzeby rozwoju jako pretekstu do
narzucania innym własnego sposobu życia czy własnej wiary religijnej.
33. Doprawdy, taki model rozwoju, który by nie szanował i nie popierał praw
ludzkich, osobistych i społecznych, ekonomicznych i politycznych, łącznie z
prawami narodów i ludów, nie byłby godny człowieka.
Dzisiaj może wyraźniej niż kiedykolwiek dostrzega się wewnętrzną sprzeczność
rozwoju ograniczonego tylko do dziedziny gospodarczej łatwo podporządkowuje on
osobę ludzką i jej najgłębsze potrzeby wymogom planowania gospodarczego lub
wyłącznego zysku.
Wewnętrzny związek pomiędzy prawdziwym rozwojem i poszanowaniem praw człowieka
raz jeszcze ujawnia jego charakter moralny: prawdziwego wyniesienia człowieka,
zgodnie z naturalnym i historycznym powołaniem każdego, nie da się osiągnąć
jedynie przez korzystanie z obfitości dóbr i usług czy dzięki dysponowaniu
doskonałą infrastrukturą.
Gdy jednostki i wspólnoty widzą, że nie są ściśle przestrzegane wymogi moralne,
kulturowe i duchowe oparte na godności osoby i na tożsamości właściwej każdej
wspólnocie, poczynając od rodziny i stowarzyszeń religijnych, to całą resztę —
dysponowanie dobrami, obfitość zasobów technicznych służących w codziennym
życiu, pewien poziom dobrobytu materialnego — uznają za niezadowalającą, a na
długą metę za rzecz nie do przyjęcia.
Stwierdza to wyraźnie Chrystus Pan w Ewangelii, zwracając uwagę wszystkich na
prawdziwą hierarchię wartości: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby
cały świat zyskał, a na duszy swej szkodę poniósł?” (Mt 16, 26).
Prawdziwy rozwój na miarę wymogów właściwych istocie ludzkiej, mężczyźnie czy
kobiecie, dziecku, dorosłemu czy człowiekowi starszemu, zakłada — zwłaszcza u
tych, którzy czynnie uczestniczą w tym procesie. i są zań odpowiedzialni — żywą
świadomość wartości praw wszystkich i każdego z osobna a także konieczność
poszanowania przysługującego każdemu prawa do pełnego korzystania z
dobrodziejstw nauki i techniki.
Wewnątrz każdego narodu ogromne znaczenie posiada poszanowanie wszystkich praw:
zwłaszcza prawa do życia w każdej fazie istnienia; praw rodziny jako podstawowej
wspólnoty społecznej czy „komórki społeczeństwa”; sprawiedliwości w stosunkach
pracy; praw, związanych z życiem wspólnoty politycznej jako takiej; praw
opartych na transcendentnym powołaniu istoty ludzkiej, poczynając od prawa do
swobodnego wyznawania i praktykowania własnego religijnego credo.
Na płaszczyźnie międzynarodowej, czyli stosunków między państwami lub — używając
potocznego określenia — pomiędzy różnymi „światami”, konieczne jest pełne
poszanowanie tożsamości każdego ludu, z jego cechami historycznymi i
kulturowymi. Jest także konieczne, aby — zgodnie z zaleceniem Encykliki
Populorum progressio — uznano równe prawo każdego ludu do tego, by „zasiadał
przy stole wspólnej uczty”61, zamiast leżeć z Łazarzem za drzwiami, podczas gdy
„psy przychodzą i liżą wrzody” (por. Łk 16, 21). Zarówno ludy, jak osoby
indywidualne winny cieszyć się podstawowa równością62, na której opiera się na
przykład Karta Organizacji Narodów Zjednoczonych: równością, która jest podstawą
prawa uczestniczenia wszystkich w procesie pełnego rozwoju.
Aby rozwój był pełny, winien urzeczywistniać się w ramach solidarności i
wolności, bez poświęcania pod jakimkolwiek pozorem jednej czy drugiej. Moralny
charakter rozwoju i działanie na jego korzyść uwidacznia się w pełni wówczas,
gdy należycie przestrzegane są wszystkie wymogi płynące z porządku prawdy i
dobra, właściwego istocie ludzkiej.
Ponadto chrześcijanin, który nauczył się dostrzegać obraz Boga w człowieku
powołanym do pełnego uczestnictwa w prawdzie i dobru, którym jest sam Bóg, nie
uznaje zaangażowania w sprawę rozwoju i jego realizację bez zachowania i
poszanowania niepowtarzalnej godności tego obrazu. Inaczej mówiąc, prawdziwy
rozwój musi opierać się na miłości Boga i bliźniego oraz przyczyniać się do
polepszenia stosunków między jednostkami i społeczeństwem. Jest to tak zwana
„cywilizacja miłości”, o której często mówił Papież Paweł VI.
34. Moralny charakter rozwoju nie może także pomijać milczeniem poszanowania
bytów tworzących widzialną naturę, którą Grecy, czyniąc aluzję właśnie do
porządku, jaki ją wyróżnia, nazywali „kosmosem”. Ta rzeczywistość wymaga także
poszanowania z trzech względów, nad którymi warto się poważnie zastanowić.
Pierwszy wzgląd polega na konieczności lepszego uświadomienia sobie, że nie
można bezkarnie używać różnego rodzaju bytów, żyjących czy nieożywionych —
składników naturalnych, roślin, zwierząt — w sposób dowolny, jedynie według
własnych potrzeb gospodarczych. Przeciwnie, należy brać pod uwagę naturę każdego
bytu oraz ich wzajemne powiązanie w uporządkowany system, którym właśnie jest
kosmos.
Drugi wzgląd natomiast opiera się na fakcie, poniekąd bardziej jeszcze
niepokojącym, o graniczenia zasobów naturalnych, z których część — jak się
zwykło mówić — nie odnawia się. Używanie ich tak, jakby były niewyczerpalne, z
nieograniczoną władzą, naraża na poważne niebezpieczeństwo możliwość korzystania
z nich nie tylko przez obecne pokolenie, ale przede wszystkim przez przyszłe
generacje.
Trzeci wzgląd odnosi się bezpośrednio do skutków pewnego typu rozwoju dla
jakości życia w strefach uprzemysłowionych. Wiemy, że skutkiem bezpośrednim czy
pośrednim uprzemysłowienia jest coraz częściej zatrucie środowiska, niosące
poważne konsekwencje dla zdrowia ludności.
Jeszcze raz staje się; oczywiste, że rozwój, jego planowanie, użycie zasobów i
sposób ich wykorzystania nie mogą być odrywane od poszanowania wymogów
moralnych. Jedne z nich niewątpliwie wyznacza ograniczenia użycia widzialnej
natury. Panowanie, przekazane przez Stwórcę człowiekowi, nie oznacza władzy
absolutnej, nie może też być mowy o wolności „używania” lub dobrowolnego
dysponowania rzeczami. Ograniczenie nałożone od początku na człowieka przez
samego Stwórcę i wyrażone w sposób symboliczny w zakazie „spożywania owocu
drzewa” (por. Rdz 2, 16-17) jasno ukazuje, że w odniesieniu do widzialnej natury
jesteśmy poddani prawom nie tylko biologicznym, ale także moralnym, których nie
można bezkarnie przekraczać.
Właściwa koncepcja rozwoju nie może pomijać powyższych rozważań — dotyczących
użycia elementów natury, odnawiania się zasobów i skutków nieuporządkowanego
uprzemysłowienia — stawiających nasze sumienie wobec wymiaru moralnego, jakim
powinien odznaczać się rozwój63.
V
Odczytywanie aktualnych problemów w świetle teologii
35. W świetle tych samych podstawowych kategorii moralnych, które są właściwe
dla rozwoju, należy rozważyć także i przeszkody stojące na jego drodze. Jeżeli w
ciągu lat, które upłynęły od ogłoszenia Encykliki Pawłowej, rozwój nie nastąpił
— czy też nastąpił, ale był nieznaczny, nieprawidłowy, jeśli nie wręcz pełen
sprzeczności — to przyczyny tego nie są tylko natury ekonomicznej. Jak już
uprzednio podkreśliliśmy, wchodzą tu w grę motywy polityczne. Decyzje
przyspieszające czy hamujące rozwój ludów mają bowiem charakter czynników
politycznych. Aby przezwyciężyć wspomniane wyżej wynaturzone mechanizmy i
zastąpić je nowymi, sprawiedliwszymi i bardziej odpowiadającymi wspólnemu dobru
ludzkości, konieczna jest skuteczna wola polityczna. Niestety, analiza sytuacji
nasuwa wniosek, że wola ta była niewystarczająca.
W niniejszym dokumencie duszpasterskim analiza zacieśniona wyłącznie do przyczyn
ekonomicznych i politycznych niedorozwoju (z należytym uwzględnieniem tak
zwanego nadrozwoju) byłaby niepełna. Trzeba zatem koniecznie wykryć przyczyny
porządku moralnego, które na płaszczyźnie zachowania ludzi jako osób
odpowiedzialnych wpływają na opóźnienie procesu rozwoju i utrudniają jego pełne
osiągnięcie.
Podobnie, gdy dysponuje się środkami naukowymi i technicznymi, które wraz z
niezbędnymi i konkretnymi decyzjami natury politycznej powinny wreszcie
przyczynić się do skierowania ludów na drogę prawdziwego rozwoju, wówczas
przezwyciężenie poważniejszych przeszkód może się dokonać mocą decyzji istotowo
moralnych, które dla wierzących, zwłaszcza chrześcijan, czerpią swą inspirację z
zasad wiary i. wspomagane są łaską Bożą.
36. Należy zatem podkreślić, że świat podzielony na bloki podtrzymywane przez
sztywne ideologie, w których zamiast współzależności i solidarności dominują
różne formy imperializmu, może być tylko światem poddanym „strukturom grzechu”.
Suma czynników negatywnych, których działanie zmierza w kierunku przeciwnym niż
prawdziwe poczucie powszechnego dobra wspólnego i potrzeba popierania go, zdaje
się stwarzać — dla osób i instytucji — przeszkodę trudną do przezwyciężenia64.
Skoro dzisiejszą sytuację przypisać należy wielorakim trudnościom, uzasadnione
jest mówienie o „strukturach grzechu”, które, jak stwierdziłem w Adhortacji
Apostolskiej Reconciliatio et paenitentia, są zakorzenione w grzechu osobistym i
stąd są zawsze powiązane z konkretnymi czynami osób, które je wprowadzają,
umacniają i utrudniają ich usunięcie65. W ten sposób wzmacniają się one,
rozpowszechniają i stają się źródłem innych grzechów, uzależniając od siebie
postępowanie ludzi.
„Grzech” i „struktury grzechu” to kategorie, które nie są często stosowane do
sytuacji współczesnego świata. Trudno jednak dojść do głębokiego zrozumienia
oglądanej przez nas rzeczywistości bez nazwania po imieniu korzeni nękającego
nas zła.
Z pewnością można mówić o „egoizmie” i „krótkowzroczności”; można odwoływać się
do „błędnych rachub politycznych” i „nieroztropnych decyzji gospodarczych”. W
każdej z tego rodzaju ocen dochodzi do głosu kryterium natury etyczno-moralnej.
Z kondycji człowieka wynika to, że trudno jest przeprowadzić głębszą analizę
czynów i zaniedbań ludzkich bez włączenia, w taki czy inny sposób, osądów czy
odniesień porządku etycznego.
Ta ocena jest sama w sobie pozytywny, zwłaszcza gdy jest dogłębnie konsekwentna
i gdy opiera się na wierze w Boga oraz na Jego prawie, nakazującym czynić dobro
i zabraniającym czynić zło.
Na tym polega różnica między analizą społeczno-polityczną a formalnym
odniesieniem do „grzechu” i do „struktur grzechu”. W tej wizji uwzględnia się
wolę trzykroć świętego Boga, Jego plan wobec ludzi, Jego sprawiedliwość i Jego
miłosierdzie. Bóg bogaty w miłosierdzie, Odkupiciel człowieka, Pan i Dawca życia
wymaga od ludzi określonych postaw, wyrażających się również w spełnianiu bądź
unikaniu pewnych czynów wobec bliźniego. Przychodzi tu na myśl nawiązanie do
„drugiej tablicy” dziesięciorga Przykazań (por. Wj 20, 12-17; Pwt 5, 16-21); ich
niezachowanie obraża Boga i krzywdzi bliźniego, wprowadzając w, świat
uwarunkowania i przeszkody, których działanie znacznie wykracza poza aktywność i
krótki bieg życia jednostki. Odbija się to również na procesie rozwoju ludów,
którego opóźnienie lub powolność winny być osądzane także w tym świetle.
37. Do tej ogólnej analizy porządku religijnego można by dodać pewne uwagi
szczegółowe, aby ukazać, że wśród działań i postaw przeciwnych woli Bożej, dobru
bliźniego i wśród „struktur”, które z nich powstają, najbardziej
charakterystyczne zdają się dzisiaj być dwie: z jednej strony wyłączna żądza
zysku, a z drugiej pragnienie władzy z zamiarem narzucenia innym własnej woli.
Do każdej z tych postaw można dodać dla lepszego ich scharakteryzowania
wyrażenie: „za wszelką cenę”. Innymi słowy, stoimy wobec absolutyzacji postaw
ludzkich ze wszystkimi możliwymi następstwami.
Nawet jeśli same w sobie są one rozdzielne, tak że jedno może istnieć bez
drugiego, oba nastawienia pojawiają się — w panoramie roztaczającej się przed
naszymi oczyma — jako nierozerwalnie złączone, z możliwością przewagi jednego
lub drugiego.
Oczywiście, ofiarą tego podwójnie grzesznego nastawienia padają nie tylko
jednostki; ofiarami mogą być także narody i bloki. I to sprzyja jeszcze bardziej
wprowadzeniu „struktur grzechu”, o których mówiłem. Rozważając pewne formy
współczesnego „imperializmu.” w świetle tych kryteriów moralnych, można odkryć,
że za określonymi decyzjami, pozornie dyktowanymi jedynie przez racje
gospodarcze lub polityczne, kryją się prawdziwe formy bałwochwalczego kultu:
pieniądza, ideologii, klasy, technologii.
Wprowadziłem ten rodzaj analizy głównie po to, by ukazać, jaka jest prawdziwa
natura zła, wobec którego stajemy w dziedzinie rozwoju ludów: jest to zło
moralne, owoc wielu grzechów, które prowadzą do „struktur grzechu”. Taka
diagnoza zła oznacza dokładne rozpoznanie, na poziomie ludzkich zachowań, drogi
wiodącej do jego przezwyciężenia.
38. Jest to droga długa i złożona, a co więcej, stale zagrożona zarówno ze
strony wewnętrznej słabości zamiarów i ludzkich realizacji, jak i przez
zmienność zewnętrznych okoliczności w dużej mierze nie do prze widzenia. Trzeba
jednak mieć odwagę podjęcia tej drogi, a tam, gdzie już poczyniono jakieś kroki
czy przebyto pewien odcinek, podążania nią do końca.
W świetle naszych refleksji owa decyzja podjęcia drogi czy jej kontynuowania ma
nade wszystko wartość moralną, w której ludzie wierzący widzą wymaganie woli
Bożej, jedynej prawdziwej podstawy etyki bezwzględnie wiążącej.
Należy się spodziewać, że także ludzie, którzy nie posiadają wyraźnej wiary, są
przekonani o tym, że przeszkody stojące na drodze pełnego rozwoju nie są
przeszkodami jedynie porządku ekonomicznego, lecz zależą od najgłębszych
podstaw, które dla ludzkiej osoby przedstawiają wartość absolutną. Dlatego można
oczekiwać, że ci, którzy w takim czy innym wymiarze są odpowiedzialni za „życie
bardziej ludzkie” wobec innych, czerpiąc lub nie czerpiąc natchnienia z wiary
religijnej, w pełni zdają sobie sprawę z pilnej konieczności przemiany postaw
duchowych, które określają stosunki każdego człowieka z sobą samym, z bliźnim,
ze wspólnotami ludzkimi, nawet najbardziej odległymi, a także z naturą, na mocy
wyższych wartości, takich jak, dobro wspólne, lub — używając trafnego wyrażenia
Encykliki Populorum progressio — pełny rozwój „całego człowieka i wszystkich
ludzi”66.
Dla chrześcijan, podobnie jak i dla wszystkich, którzy uznają dokładne znaczenie
teologiczne słowa „grzech”, zmiana zachowania, mentalności czy sposobu bycia
nazywa się w języku biblijnym „nawróceniem” (por. Mk 1, 15; Łk 13, 3. 5; Iz 30,
15). Pojęcie nawrócenia wskazuje dokładnie na stosunek do Boga, do popełnionej
winy, do jej skutków, a wreszcie do bliźniego, jednostki lub wspólnoty. To
właśnie Bóg, „który kieruje ludzkimi sercami”67, może, według tej samej
obietnicy, przemienić za sprawą swego Ducha „serca kamienne” w „serca z ciała”
(por. Ez 36, 26).
Na drodze pożądanego nawrócenia, prowadzącej do przezwyciężenia przeszkód
naturalnych w rozwoju, można już wskazać jako na wartość pozytywną i moralną
rosnącą świadomość współzależności między ludźmi i narodami. Fakt, że ludzie w
różnych częściach świata odczuwają jako coś, co dotyka ich samych, różne formy
niesprawiedliwości i gwałcenie praw ludzkich dokonujące się w odległych krajach,
których być może nigdy nie odwiedzą, jest dalszym znakiem pewnej rzeczywistej
przemiany sumień, przemiany mającej znaczenie moralne.
Chodzi nade wszystko o fakt współzależności pojmowanej jako system determinujący
stosunki w świecie współczesnym, w jego komponentach: gospodarczej, kulturowej,
politycznej oraz religijnej, współzależności przyjętej jako kategoria moralna.
Na tak rozumianą współzależność właściwą odpowiedzią — jako postawa moralna i
społeczna, jako „cnota” — jest solidarność. Nie jest więc ona tylko
nieokreślonym współczuciem czy powierzchownym rozrzewnieniem wobec zła
dotykającego wielu osób, bliskich czy dalekich. Przeciwnie, jest to mocna i
trwała wola angażowania się na rzecz dobra wspólnego, czyli dobra wszystkich i
każdego, wszyscy bowiem jesteśmy naprawdę odpowiedzialni za wszystkich. Wola ta
opiera się na gruntownym przekonaniu, że zahamowanie pełnego rozwoju jest
spowodowane żądzą zysku i owym pragnieniem władzy, o którym była mowa. Takie
„postawy” i „struktury grzechu” zwalczyć można jedynie — zakładając pomoc łaski
Bożej — postawę diametralnie przeciwną: zaangażowaniem dla dobra bliźniego wraz
z gotowością ewangelicznego „zatracenia siebie” na rzecz drugiego zamiast
wyzyskania go, „służenia mu” zamiast uciskania go dla własnej korzyści (por. Mt
10, 40-42; 20, 25; Mk 10, 42-45; Łk 22, 25-27).
39. Praktykowanie solidarności wewnątrz każdego społeczeństwa posiada wartość
wtedy, gdy jego członkowie uznają się wzajemnie za osoby. Ci, którzy posiadają
większe znaczenie dysponując większymi zasobami dóbr i usług, winni poczuwać się
do odpowiedzialności za słabszych i być gotowi do dzielenia z nimi tego, co
posiadają. Słabsi ze swej strony, postępując w tym samym duchu solidarności, nie
powinni przyjmować postawy czysto biernej lub niszczącej tkankę społeczną, ale
dopominając się o swoje słuszne prawa, winni również dawać swój należny wkład w
dobro wspólne. Grupy pośrednie zaś nie powinny egoistycznie popierać własnych
interesów, ale szanować interesy drugich.
Pozytywnymi znakami we współczesnym świecie są: rosnąca świadomość solidarności
pomiędzy ubogimi, ich działania na rzecz wzajemnej j pomocy, wystąpienia
publicznego na arenie społecznej, gdzie bez uciekania się do przemocy
przedstawiają własne potrzeby i własne prawa wobec nieskuteczności działania czy
korupcji władz publicznych. Na mocy tego samego ewangelicznego zaangażowania
Kościół czuje się powołany do tego, by stać u boku ubogich rzesz, by rozpoznawać
słuszność ich żądań, przyczyniać się do ich zaspokajania, nie tracąc z pola
widzenia dobra poszczególnych grup w ramach dobra wspólnego.
To samo kryterium odnosi się analogicznie do stosunków międzynarodowych.
Współzależność winna przekształcić się w solidarność opartą o zasadę, że dobra
stworzone są przeznaczone dla wszystkich. To, co wytwarza przemysł, przerabiając
surowce nakładem pracy, winno w równy sposób służyć dobru wszystkich.
Przezwyciężając wszelkiego typu imperializmy i dążenia do utrzymania własnej
hegemonii, narody silniejsze i lepiej wyposażone winny poczuwać się do moralnej
odpowiedzialności za inne narody, co prowadziłoby do powstania prawdziwego
systemu międzynarodowego, działającego na zasadzie równości wszystkich ludów i
niezbędnego poszanowania właściwych im różnic. Krajom pod względem ekonomicznym
słabszym bądź z trudem utrzymującym się przy życiu należy, z pomocą innych ludów
i wspólnoty międzynarodowej, umożliwić także wnoszenie do wspólnego dobra wkładu
własnych wartości ludzkich i kulturowych, które w przeciwnym razie przepadną na
zawsze.
Solidarność pomaga nam dostrzec „drugiego” — osobę, lud czy naród — nie jako
narzędzie, którego zdolność do pracy czy odporność fizyczną można tanim kosztem
wykorzystać, a potem, gdy przestaje być użyteczny, odrzucić, ale jako „podobnego
nam”, jako „pomoc” (por. Rdz 2, 18. 20), czyniąc go na równi z sobą uczestnikiem
„uczty życia”, na którą Bóg zaprasza jednako wszystkich ludzi. Stąd ważność
budzenia sumienia religijnego w poszczególnych ludziach i narodach.
W ten sposób zostaje wykluczony wyzysk, ucisk, unicestwianie drugich. Te
zjawiska, przy obecnym podziale świata na przeciwstawne bloki, zwiększają
niebezpieczeństwo wojny i nadmierny niepokój o własne bezpieczeństwo, za które
płaci się często ceną autonomii, wolnej decyzji, nienaruszalności terytorialnej
słabszych narodów, objętych tak zwanymi „strefami wpływów” lub „pasami
bezpieczeństwa”.
„Struktury grzechu” i grzechy, które w nie wchodzą, sprzeciwiają się radykalnie
zarówno pokojowi, jak i rozwojowi, rozwój bowiem, według znanego wyrażenia
Encykliki Pawłowej, jest „nowym imieniem pokoju”68.
W taki sposób proponowana przez nas solidarność jest drogą do pokoju, a zarazem
do rozwoju. Pokój światowy bowiem nie jest do pomyślenia, jeżeli ludzie zań
odpowiedzialni nie uznają, że współzależność sama w sobie wymaga przezwyciężenia
polityki bloków, porzucenia wszelkiej formy imperializmu ekonomicznego,
militarnego czy politycznego, a także przekształcenia wzajemnej nieufności we
współpracę. Współpraca jest aktem właściwymi solidarności między jednostkami i
narodami.
Dewizą pontyfikatu mego czcigodnego Poprzednika Piusa XII było: Opus Iustitia
Pax, pokój owocem sprawiedliwości. Dzisiaj można by z taką samą dokładnością i z
taką samą mocą inspiracji biblijnej (por. Iz 32, 17; Jk 3, 18) powiedzieć: Opus
solidarietatis pax, pokój owocem solidarności
Pokój, tak przez wszystkich upragniony, z pewnością zostanie osiągnięty na
drodze wprowadzania sprawiedliwości społecznej i międzynarodowej, a także
poprzez praktykowanie cnót, które ułatwiają współżycie i uczą żyć cv
zjednoczeniu, aby dając i przyjmując, w zjednoczeniu budować społeczeństwo
nowego i lepszego świata.
40. Solidarność jest niewątpliwie cnotą chrześcijańską. Już w dotychczasowym
rozważaniu można było dostrzec liczne punkty styczne pomiędzy nią a miłością,
znakiem rozpoznawczym uczniów Chrystusa (por. J 13, 35).
W świetle wiary solidarność zmierza do przekroczenia samej siebie, do nabrania
wymiarów specyficznie chrześcijańskich całkowitej bezinteresowności,
przebaczenia i pojednania. Wówczas bliźni jest nie tylko istotą ludzką z jej
prawami i podstawową równością wobec wszystkich, ale staje się żywym obrazem
Boga Ojca, odkupionym krwią Jezusa Chrystusa i poddanym stałemu działaniu Ducha
Świętego. Winien być przeto kochany, nawet jeśli jest wrogiem, tą samą miłością,
jaką miłuje go Bóg; trzeba być gotowym do poniesienia dla niego ofiary nawet
najwyższej: „oddać życie za braci” (por. 1 J 3, 16).
Wówczas świadomość powszechnego ojcostwa Boga, braterstwa wszystkich ludzi w
Chrystusie, „synów w Synu”, świadomość obecności i ożywiającego działania Ducha
Świętego dostarczy naszemu spojrzeniu na świat jakby nowego kryterium jego
wyjaśniania. Poza więzami ludzkimi i naturalnymi, tak już mocnymi i ścisłymi,
zarysowuje: się w świetle wiary nowy wzór jedności rodzaju ludzkiego, z której
solidarność winna w ostatecznym odniesieniu czerpać swoją inspirację. Ten
najwyższy wzór jedności, odblask wewnętrznego życia Boga, jednego w trzech
Osobach, jest tym, co my, chrześcijanie, określamy słowem „komunia”. Komunia ta,
na wskroś chrześcijańska, zazdrośnie strzeżona, poszerzana i ubogacana przy
pomocy, jest duszą powołania Kościoła, który ma być „sakramentem” we wskazanym
wyżej znaczeniu.
Solidarność winna zatem przyczyniać się do urzeczywistnienia tego Bożego
zamysłu, tak na płaszczyźnie indywidualnej, jak i na płaszczyźnie wspólnoty
narodowej oraz międzynarodowej. „Wynaturzone mechanizmy” i „struktury grzechu”,
o których była mowa, mogą zostać przezwyciężone jedynie poprzez praktykowanie
ludzkiej i chrześcijańskiej solidarności, do której Kościół zachęca i którą
niestrudzenie popiera. Tylko w ten sposób będą mogły wyzwalać się wielkie
pozytywne energie z korzyścią dla rozwoju i pokoju.
Liczni Święci kanonizowani przez Kościół dają nam godne podziwu świadectwo
takiej właśnie solidarności i mogą służyć za wzór w obecnych, trudnych
okolicznościach. Wśród nich pragnę przypomnieć św. Piotra Klawera i jego posługę
niewolnikom z Kartageny w „Indiach Zachodnich” oraz św. Maksymiliana Marię
Kolbego i jego ofiarę z życia na rzecz nieznanego mu więźnia w obozie
koncentracyjnym w Oświęcimiu.
VI
Niektóre wskazania szczegółowe
41. Kościół nie może zaofiarować technicznych rozwiązań problemu niedorozwoju
jako takiego, co stwierdził już w swej Encyklice Papież Paweł VI69. Nie
proponuje bowiem systemów czy programów gospodarczych i politycznych ani też nie
stawia jednych ponad innymi, byleby godność człowieka była należycie uszanowana
i umacniana, a Kościołowi była pozostawiona konieczna przestrzeń do wypełnienia
własnego posłannictwa w świecie.
Kościół ma jednak „ogromne doświadczenie w sprawach ludzkich”70, i to siłą
rzeczy pobudza go do rozciągania swego religijnego posłannictwa na różne
dziedziny, w których ludzie rozwijają swoją działalność, szukając szczęścia —
choć jest ono zawsze względne — szczęścia możliwego na tym świecie,
odpowiadającego ich osobowej godności.
Za przykładem moich Poprzedników muszę powtórzyć, że nie można ograniczać tylko
do problemu „technicznego” tego, co jako prawdziwy rozwój, odnosi się do
godności człowieka i ludów. Zredukowany w ten sposób rozwój zostałby pozbawiony
swej prawdziwej treści i stałby się aktem zdrady człowieka i ludów, którym
powinien służyć.
Oto dlaczego Kościół wypowiada się dzisiaj, podobnie jak przed dwudziestoma
laty, i tak jak to będzie czynił w przyszłości, na temat natury, warunków,
wymogów i celów autentycznego rozwoju, a także na temat trudności, które mu się
przeciwstawiają. W ten sposób Kościół wypełnia posłannictwo ewangelizacji, gdyż
daje swój pierwszy wkład w rozwiązanie pilnego problemu rozwoju, głosząc prawdę
o Chrystusie, o sobie samym, o człowieku i stosując ją do konkretnej sytuacji71.
Narzędziem, jakim Kościół posługuje się do osiągnięcia tego celu, jest jego
nauka społeczna. W obecnej trudnej sytuacji wielką pomocą we właściwym
podstawieniu problemów i ich możliwie najlepszym rozwiązaniu może być
dokładniejsza znajomość i szersze upowszechnienie „całokształtu zasad refleksji,
kryteriów ocen i wytycznych działania” podanych w jego nauczaniu72.
W ten sposób natychmiast można zauważyć, że stojące przed nami zagadnienia są
przede wszystkim zagadnieniami natury moralnej, i że ani analiza problemu
rozwoju jako takiego, ani środki służące do przezwyciężenia obecnych trudności,
nie mogą pomijać tego istotnego wymiaru
Nauka społeczna Kościoła nie jest jakąś „trzecią drogą” między liberalnym
kapitalizmem i marksistowskim kolektywizmem ani jakąś możliwą alternatywą
innych, nie tak radykalnie przeciwstawnych wobec siebie rozwiązań: stanowi ona
kategorii niezależną. Nie jest także ideologią, lecz dokładnym sformułowaniem
wyników pogłębionej refleksji nad złożoną rzeczywistością ludzkiej egzystencji w
społeczeństwie i w kontekście międzynarodowym, przeprowadzonej w świetle wiary i
tradycji kościelnej. Jej podstawowym celem jest wyjaśnianie tej rzeczywistości
poprzez badanie jej zgodności czy niezgodności z nauką Ewangelii o człowieku i
jego powołaniu doczesnym, a zarazem transcendentnym; zmierza zatem do
ukierunkowania chrześcijańskiego postępowania. Nauka ta należy przeto nie do
dziedziny teologii, lecz teologii, zwłaszcza teologii moralnej. Nauczanie i
upowszechnianie nauki społecznej wchodzą w zakres ewangelizacyjnej misji
Kościoła. A ponieważ chodzi o naukę zmierzającą do kierowania postępowaniem
człowieka, wynika z niej jako konsekwencja „zaangażowanie dla sprawiedliwości”
według roli, powołania i warunków każdego.
Do sprawowania posługi ewangelizacji na polu społecznym, która jest aspektem
prorockiej funkcji Kościoła, należy także ukazywanie zła i niesprawiedliwości.
Należy jednak wyjaśnić, że przepowiadanie zawsze jest ważniejsze od oskarżania.
To ostatnie nie może być jednak oderwane od przepowiadania, dającego mu
prawdziwą stałość i moc wyższej motywacji.
42. Społeczna nauka Kościoła winna dzisiaj bardziej niż dawniej otworzyć się na
perspektywę międzynarodową w duchu Soboru Watykańskiego II73 ostatnich Encyklik
papieskich74, a zwłaszcza tej, którą tu wspominamy75. Nie będzie zatem zbyteczną
rzeczą rozważyć i zgłębić na nowo w tym świetle tematy i charakterystyczne
uwarunkowania podjęte w ostatnich latach przez Magisterium.
Pragnę tu zwrócić uwagę na jedno z nich: opcję czy miłość preferencyjną na rzecz
ubogich. Jest to rodzaj opcji, czyli specjalna forma pierwszeństwa w
praktykowaniu miłości chrześcijańskiej, poświadczona przez całą Tradycję
Kościoła. Odnosi się ona do życia każdego chrześcijanina, które ma być
naśladowaniem życia Chrystusa, ale stosuje się również do naszej społecznej
odpowiedzialności, a zatem do stylu naszego życia, do decyzji, które trzeba
stosownie podejmować w odniesieniu do własności i użytkowania dóbr.
Dziś, gdy kwestia społeczna nabrała wymiarów światowych76, owa miłość
preferencyjna oraz decyzje, do jakich pobudza, nie mogą nie obejmować wielkich
rzesz głodujących, żebrzących, bezdomnych, pozbawionych pomocy lekarskiej, a
nade wszystko nie mających nadziei na lepszą przyszłość; nie można nie brać pod
uwagę istnienia tych rzeczywistości. Niezauważenie ich oznaczałoby upodobnienie
się do „bogatego smakosza”, który udawał, że nie dostrzega żebraka Łazarza
leżącego u bramy jego pałacu (por. Łk 16, 19-31)77.
Rzeczywistość ta musi wyciskać swój ślad na naszym codziennym życiu, jak również
na naszych decyzjach w zakresie polityki czy gospodarki. Podobnie, ludzie
odpowiedzialni za narody i za Instytucje międzynarodowe, którzy w swoich planach
powinni uwzględniać w pierwszym rzędzie prawdziwy wymiar ludzki, nie mogą
zapominać o dawaniu pierwszeństwa zjawisku rosnącego ubóstwa. Niestety, liczba
ubogich, zamiast maleć, wzrasta, i to nie tylko w krajach słabiej rozwiniętych,
ale, co jest równie gorszące, w krajach wysoko rozwiniętych.
Raz jeszcze należy przypomnieć typową zasadę chrześcijańskiej nauki społecznej:
dobra tego świata zostały pierwotnie przeznaczone dla wszystkich78. Prawo do
własności prywatnej jest słuszne i konieczne, ale tej zasady nie niweczy. Ciąży
bowiem na własności „hipoteka społeczna”79, czyli uznaje się jako jej wewnętrzną
właściwość funkcję społeczną, mającą swoją podstawę i uzasadnienie właśnie w
zasadzie powszechnego przeznaczenia dóbr. Nie można też w zaangażowaniu na rzecz
ubogich pomijać owej szczególnej formy ubóstwa, jaką jest pozbawienie osoby
ludzkiej podstawowych praw, w szczególności prawa do wolności religijnej, a
także prawa do inicjatywy gospodarczej.
43. Żywe zaniepokojenie losem ubogich, którzy — według wymownego sformułowania —
są „ubogimi Pana”80, winno przekształcić się na wszystkich poziomach w konkretne
czyny, aż do podjęcia decyzji dokonania szeregu potrzebnych reform. Wskazanie
najpilniejszych reform i sposobów ich realizacji zależy od poszczególnych
sytuacji lokalnych, nie można jednak zapominać o tych żądaniach, które wynikają
z opisanej wyżej sytuacji braku równowagi międzynarodowej.
W związku z tym pragnę szczególnie przypomnieć: reformę międzynarodowego systemu
handlowego obciążonego protekcjonizmem i rosnącym bilateralizmem; reformę
światowego systemu monetarnego i finansowego, uważanego dzisiaj za
niewystarczający; zagadnienie wymiany technicznej i właściwego z niej
korzystania; konieczność dokonania rewizji struktur istniejących Organizacji
międzynarodowych w ramach systemu prawa międzynarodowego.
Międzynarodowy system handlowy często dziś dyskryminuje wyroby początkujących
przemysłów w krajach na drodze rozwoju, zniechęcając producentów surowców.
Istnieje zresztą pewien rodzaj międzynarodowego podziału pracy, w którym tańsze
produkty pewnych krajów, pozbawionych skutecznego prawodawstwa pracy czy zbyt
słabych, by je wprowadzać w życie, są sprzedawane w innych częściach świata ze
znacznym zyskiem dla przedsiębiorstw zajmujących się tego rodzaju produkcją bez
ograniczeń.
Światowy system monetarny i finansowy cechuje nadmierna zmienność metod wymiany
i oprocentowania ze szkodą dla bilansu płatniczego i sytuacji zadłużenia krajów
ubogich.
Technologie i ich przekazywanie stanowią dzisiaj jeden z podstawowych problemów,
wymiany międzynarodowej i wypływających z niej poważnych szkód. Nierzadkie są
przypadki, że krajom na drodze rozwoju odmawia się potrzebnych technologii lub
udostępnia się im technologie bezużyteczne.
Organizacje międzynarodowe, według dość powszechnej opinii, zdają się być w
takim stadium, w którym mechanizmy ich funkcjonowania, koszty i skuteczność
działania wymagają ponownej dokładnej rewizji i ewentualnej korektury. Rzecz
oczywista, że tak delikatnego procesu nie można dokonać bez współpracy
wszystkich. Zakłada on przezwyciężenie rywalizacji politycznej i wyrzeczenie się
wszelkiej tendencji do wykorzystywania tych Organizacji, których jedyną racją
bytu jest dobro wspólne.
Istniejące Instytucje i Organizacje dobrze działały na rzecz ludów, jednak
ludzkość, stojąca wobec nowego i trudniejszego etapu prawdziwego rozwoju,
potrzebuje dzisiaj wyższego stopnia zorganizowania na płaszczyźnie
międzynarodowej w służbie społeczeństwom, systemom gospodarczym i kulturom na
całym świecie.
44. Rozwój domaga się nade wszystko ducha inicjatywy od samych zainteresowanych
krajów81. Każdy z nich winien działać według własnej odpowiedzialności, bez
oczekiwania wszystkiego od krajów bardziej uprzywilejowanych i współpracując z
innymi krajami znajdującymi się w takiej samej jak one sytuacji. Każdy kraj
winien odkryć i jak najlepiej wykorzystać przestrzeń własnej wolności Każdy
powinien zdobywać się na podejmowanie inicjatyw odpowiadających potrzebom
własnego społeczeństwa. Każdy z tych krajów winien być świadom prawdziwych
potrzeb oraz tego, że ma prawo i obowiązek szukania rozwiązań. Rozwój ludów
zaczyna się i znajduje najodpowiedniejsze urzeczywistnienie w zaangażowaniu się
każdego narodu na rzecz własnego rozwoju we współpracy z innymi.
Ważne jest więc, aby narody na drodze rozwoju popierały samopotwierdzenie się
każdego obywatela poprzez dostęp do wyższej kultury i swobodnego przepływu
informacji. Wszystko, co mogłoby sprzyjać alfabetyzacji i podstawowemu
wykształceniu, które ją pogłębia i uzupełnia, jak proponowała Encyklika
Populorum progressio82 — dalekie jeszcze od urzeczywistnienia w tylu częściach
świata — jest bezpośrednim wkładem w, prawdziwy rozwój.
Aby wejść na tę drogę, narody same powinny określić własne priorytety i dobrze
rozpoznać swoje potrzeby stosownie do konkretnych warunków ludności, środowiska
geograficznego i własnych tradycji kulturowych
Niektóre narody powinny zwiększyć produkcję środków żywnościowych, aby zawsze
mieć do dyspozycji to, co jest konieczne dla wyżywienia i dla życia. We
współczesnym świecie — gdzie głód pochłania tak wiele ofiar, zwłaszcza wśród
niemowląt — są przykłady krajów słabo rozwiniętych, które jednak potrafiły
osiągnąć samowystarczalność w zakresie wyżywienia, a nawet stały się
eksporterami środków spożywczych.
Inne narody potrzebują reformy niektórych niesprawiedliwych struktur, a
zwłaszcza własnych instytucji politycznych, aby zastąpić rządy zdeprawowane,
dyktatorskie czy autorytarne rządami demokratycznymi i dopuszczającymi
uczestnictwo. Oby ten proces rozszerzał się i umacniał, bowiem „zdrowie”
wspólnoty politycznej — wyrażające się poprzez dobrowolne i odpowiedzialne
uczestnictwo wszystkich obywateli w sprawach publicznych, zabezpieczenie prawa,
poszanowanie i popieranie praw ludzkich — stanowi konieczny warunek i pewną
gwarancję rozwoju „całego człowieka i wszystkich ludzi”.
45. To, co zostało powiedziane, nie może się urzeczywistnić bez współpracy
wszystkich, zwłaszcza wspólnoty międzynarodowej, w ramach solidarności
obejmującej wszystkich, poczynając od najbardziej zepchniętych na margines. Ale
także same narody znajdujące się na drodze rozwoju są zobowiązane do
solidarności między sobą i z krajami najbardziej upośledzonymi na świecie.
Pożądane jest, na przykład, aby narody tej samej strefy, geograficznej ustaliły
takie formy współpracy, które by zmniejszyły ich zależność od potężniejszych
producentów; aby otworzyły granice dla wyrobów danej strefy; aby zbadały
ewentualny komplementarność produktów; aby zrzeszały się dla świadczenia sobie
wzajemnie usług, których każdy z nich sam nie może zapewnić; aby współpracę
rozciągnęły także na sektor monetarny i finansowy.
W wielu spośród tych krajów współzależność jest już rzeczywistością. Uznanie
jej, tak aby stała się jeszcze bardziej czynna, stanowi alternatywę wobec
nadmiernego uzależnienia od krajów bogatszych i potężniejszych, w tym, samym
porządku upragnionego rozwoju, bez przeciwstawiania się komukolwiek, ale przez
odkrywanie i maksymalne docenianie własnych możliwości. Kraje na drodze rozwoju
w jednej strefie geograficznej, zwłaszcza objętej nazwą „Południe”, mogą i
powinny tworzyć — co już zaczyna się: dokonywać i przynosić obiecujące rezultaty
— nowe regionalne organizacje oparte na kryteriach równości, wolności i
uczestnictwa w zgodnym kręgu narodów.
Koniecznym warunkiem powszechnej solidarności jest autonomia i swobodne
dysponowanie sobą, także wewnątrz stowarzyszeń, takich jak wyżej wymienione.
Równocześnie jednak wymaga ona gotowości do ponoszenia ofiar koniecznych dla
dobra światowej wspólnoty.
VII
Zakończenie
46. Ludy i jednostki dążą do własnego wyzwolenia. Poszukiwanie pełnego rozwoju
jest dowodem tego, że pragną przezwyciężenia wielorakich przeszkód,
utrudniających dostęp do „życia bardziej ludzkiego”.
Ostatnio, w okresie po ogłoszeniu Encykliki Populorum progressio, w pewnych
częściach Kościoła katolickiego, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej, rozpowszechnił
się nowy sposób podejmowania problemów nędzy i niedorozwoju, który z wyzwolenia
czyni podstawową kategorię i pierwszą zasadę działania. Pozytywne wartości, ale
także odchylenia i niebezpieczeństwo odchyleń związanych z tą formą refleksji i
opracowań teologicznych, zostały w sposób właściwy zasygnalizowane przez
Magisterium Kościoła83.
Wypada dodać, że pragnienie wyzwolenia z wszelkiej form zniewolenia, w
odniesieniu do człowieka i społeczeństwa, jest czymś szlachetnym i wartościowym.
Do tego właśnie zmierza rozwój, a raczej wyzwolenie i rozwój, zważywszy
wewnętrzne powiązanie istniejące pomiędzy tymi dwiema rzeczywistościami.
Rozwój tylko ekonomiczny nie może wyzwolić człowieka, wprost przeciwnie,
prowadzi do większego jeszcze zniewolenia. Rozwój, który nie obejmuje wymiarów
kulturowych, transcendentnych i religijnych człowieka i społeczeństwa, im
bardziej nie uznaje istnienia takich wymiarów i nie dostrzega w nich własnych
celów i priorytetów, tym mniejszy ma wkład w prawdziwe wyzwolenie. Istota ludzka
jest całkowicie wolna tylko wówczas, gdy jest sobą w pełni swoich praw i
obowiązków; to samo trzeba powiedzieć o całym społeczeństwie.
Główną przeszkodą, którą należy przezwyciężyć, aby osiągnąć prawdziwe
wyzwolenie, jest grzech i wywodzące się zeń struktury, w miarę jak się on mnoży
i szerzy84.
Wolność, ku której wyswobodził nas Chrystus (por. Ga 5, 1), pobudza do stania
się sługami wszystkich. W ten sposób proces rozwoju i wyzwolenia konkretyzuje
się w praktyce solidarności, czyli miłości i służby bliźniemu, zwłaszcza
najuboższym: „Tam bowiem, gdzie brak prawdy i miłości, proces wyzwolenia
prowadzi do uśmiercenia wolności, która utraci wszelkie wsparcie”85.
47. Wobec smutnych doświadczeń ostatnich lat i obrazu w przeważnej mierze
negatywnego chwili obecnej, Kościół musi z mocą potwierdzić, że możliwe jest
przezwyciężenie przeszkód, które przez nadmiar lub brak przeciwdziałają
rozwojowi, a także głosić ufność w prawdziwe wyzwolenie. Ufność i możliwość są
oparte w ostatecznym odniesieniu na świadomości posiadanej przez Kościół Bożej
obietnicy, która gwarantuje, że obecna historia nie pozostaje sama w sobie
zamknięta, ale jest otwarta na królestwo Boże.
Kościół pokłada ufność również w człowieku, mimo że zna niegodziwość, do jakiej
on jest zdolny, albowiem wie dobrze, że — pomimo grzechu odziedziczonego i tego,
który może być popełniony przez każdego — istnieją w osobie ludzkiej
wystarczające przymioty i energie, istnieje podstawowa „dobroć” (por. Rdz 1,
31), gdyż jest ona obrazem Stwórcy, jest poddana zbawczemu wpływowi Chrystusa,
który „zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem”86, i ponieważ skuteczne
działanie Ducha Świętego „wypełnia ziemię” (Mdr 1, 7).
Nie ma zatem podstaw do rozpaczy, do pesymizmu ani do bierności. Nawet jeśli
trzeba z goryczą powiedzieć, że tak jak można grzeszyć egoizmem, żądzą
nadmiernego zysku i władzy, tak wobec pilnych potrzeb rzesz ludzkich pogrążonych
w niedorozwoju można również uchybić przez lęk, niezdecydowanie, a w gruncie
rzeczy przez tchórzostwo. Wszyscy jesteśmy wezwani, a nawet zobowiązani do
stawienia czoła straszliwemu wyzwaniu ostatniej dekady drugiego tysiąclecia.
Również i dlatego, że poważne niebezpieczeństwa zagrażają wszystkim: światowy
kryzys ekonomiczny, powszechna wojna bez zwycięzców i bez zwyciężonych. Wobec
takich zagrożeń rozróżnienie pomiędzy ludźmi i krajami bogatymi a ludźmi i
krajami ubogimi ma niewielkie znaczenie, prócz tego, że większa odpowiedzialność
ciąży na tym, kto więcej ma i więcej może.
Jednakże ta motywacja nie jest ani jedyna, ani zasadnicza. W grę wchodzi godność
osoby ludzkiej, której obrona i rozwój zostały nam powierzone przez Stwórcę i
której dłużnikami w sposób ścisły i odpowiedzialny są mężczyźni i kobiety w
każdym układzie dziejowym. Obraz dzisiejszego świata, z czego wielu ludzi mniej
lub bardziej jasno zdaje sobie sprawę, nie wydaje się odpowiadać tej godności.
Każdy jest wezwany do zajęcia własnego miejsca w tej pokojowej kampanii, do
rozegrania jej środkami pokojowymi, aby osiągnąć rozwój w pokoju, aby ocalić
przyrodę i świat nas otaczający. Również Kościół czuje się głęboko włączony w
owo dążenie, ufając w jego pomyślny wynik.
Dlatego, za przykładem Papieża Pawła VI i Encykliki Populorum progressio87,
pragnę z prostotą i pokorą zwrócić się do wszystkich, mężczyzn i kobiet bez
wyjątku, by w przekonaniu o powadze obecnej chwili i o osobistej
odpowiedzialności każdego — poprzez osobisty i rodzinny styl życia, poprzez
sposób korzystania z dóbr, poprzez obywatelskie uczestnictwo, poprzez swój wkład
w decyzje ekonomiczne i polityczne i własne zaangażowanie w programy narodowe i
międzynarodowe — zastosowali środki, do jakich pobudza solidarność i miłość
preferencyjna ubogich. Wymaga tego obecna chwila i wymaga tego przede wszystkim
godność osoby Ludzkiej, która jest niezniszczalnym obrazem Boga Stwórcy,
identycznym w każdym z nas.
W tym zaangażowaniu przykładem i przewodnikiem winni być synowie Kościoła,
wezwani, według słów samego Chrystusa wypowiedzianych w synagodze
nazaretańskiej, aby „ubogim nieść dobrą nowinę, więźniom głosić wolność, a
niewidomym przejrzenie, aby uciśnionych odsyłać wolnymi, i obwoływać rok łaski
od Pana” (por. Łk 4, 18-19). Należy podkreślić przeważającą rolę, jaką mają w
tej dziedzinie świeccy, mężczyźni i kobiety, jak to zostało przypomniane na
ostatnim Zgromadzeniu Synodalnym. Do nich należy ożywianie współczesnej
rzeczywistości poprzez chrześcijańskie. zaangażowanie: oni winni okazać się tu
świadkami i tymi, którzy wprowadzają pokój i sprawiedliwość.
W szczególny sposób pragnę zwrócić się do osób, które przez Sakrament Chrztu i
wyznawanie tego samego credo współuczestniczą z nami w prawdziwej, choć jeszcze
niedoskonałej, komunii. Jestem pewien, że zarówno troska, jaką ta Encyklika
wyraża, jak i racje, które ją ożywiają, będą im bliskie, ponieważ czerpią
natchnienie z Ewangelii Jezusa Chrystusa. Możemy tu znaleźć nowe wezwanie do
złożenia jednomyślnego świadectwa naszych wspólnych przekonań o godności
człowieka stworzonego przez Boga, odkupionego przez Chrystusa, uświęconego przez
Ducha Świętego i powołanego, na tym świecie do życia odpowiadającego tej
godności.
Apel ten kieruję tak samo do tych, którzy, podzielają z nami dziedzictwo
Abrahama, „naszego ojca w wierze” (por. Rz 4, 11-12)88 i tradycję Starego
Testamentu, czyli do Żydów; do tych, którzy jak my wierzą w Boga sprawiedliwego
i miłosiernego, czyli do Muzułmanów, a także do wszystkich wyznawców wielkich
religii świata.
Spotkanie 27 października ubiegłego roku w Asyżu, mieście świętego Franciszka,
które miało na celu modlitwę i zaangażowanie się w sprawę pokoju — każdy w
wierności własnemu wyznaniu religijnemu — ukazało wszystkim, do jakiego stopnia
pokój i jego konieczny warunek, rozwój „całego człowieka i wszystkich ludzi”,
jest również sprawą religijną i jak bardzo pełna realizacja jednego i drugiego
zależy od wierności naszemu powołaniu ludzi wierzących. Ponieważ zależy przede
wszystkim od Boga.
48. Kościół dobrze wie, że żadne doczesne dokonania nie utożsamiają się z
królestwem Bożym, i że wszystkie dokonania nie są niczym innym, aniżeli
odblaskiem i poniekąd antycypacji chwały królestwa, którego oczekujemy na końcu
dziejów, „gdy Pan wróci”. Oczekiwanie jednak nigdy nie może być dla człowieka
usprawiedliwieniem postawy obojętności wobec konkretnej sytuacji osobistych,
życia społecznego, narodowego i międzynarodowego, które — zwłaszcza dzisiaj —
wzajemnie się warunkują.
To wszystko, co w danym momencie historycznym może i powinno być
urzeczywistniane poprzez solidarny wysiłek wszystkich i dzięki łasce Bożej, aby
życie ludzkie uczynić „bardziej ludzkim”, nawet jeśli niedoskonałe i tymczasowe,
nie przepadnie ani nie będzie daremne. Tego naucza Sobór Watykański II w słynnym
tekście Konstytucji Gaudium et spes: „Jeśli krzewić będziemy na ziemi w duchu
Pana i wedle Jego zlecenia godność ludzką, wspólnotę braterską i wolność, to
znaczy wszystkie dobra natury oraz owoce naszej zapobiegliwości, to odnajdziemy
je potem na nowo, ale oczyszczone ze wszystkiego brudu, rozświetlone i
przemienione, gdy Chrystus odda Ojcu «wieczne i powszechne królestwo» (...);
(które) na tej ziemi obecne już jest w tajemnicy”89.
Teraz królestwo Boże uobecnia się nade wszystko w sprawowaniu Sakramentu
Eucharystii, która jest ofiarą Chrystusa Pana. W tym sprawowaniu owoce ziemi i
pracy ludzkiej — chleb i wino — zostają w sposób tajemniczy, ale rzeczywisty i
substancjalny przemienione za sprawą Ducha Świętego i przez słowa szafarza w
Ciało i Krew Jezusa Chrystusa, Syna Bożego i Syna Maryi, przez którego królestwo
Ojca stało się wśród nas obecne.
Dobra tego świata i praca naszych rąk — chleb i wino — służą nadejściu
ostatecznego królestwa, skoro Pan, przez swego Ducha, przyjmuje je do siebie,
ażeby ofiarować Ojcu siebie i wraz z sobą ofiarować nas w ponawianiu swej
jedynej ofiary, która antycypuje królestwo Boże i głosi jego ostateczne
przyjście.
W ten sposób Chrystus Pan, poprzez Eucharystię, sakrament i ofiarę, jednoczy nas
z sobą i jednoczy wzajemnie nas, ludzi, więzią doskonalszą od jakiegokolwiek
zjednoczenia w porządku natury; a zjednoczonych rozsyła na cały świat, abyśmy
poprzez wiarę i czyny dawali świadectwo Bożej miłości, przygotowując przyjście
Jego królestwa i antycypując je, choć jeszcze w cieniu obecnego czasu.
Uczestnicząc w Eucharystii, wszyscy jesteśmy wezwani do odkrywania, poprzez ten
Sakrament, głębokiego sensu naszego działania w świecie na rzecz rozwoju i
pokoju; do czerpania zeń energii, ażeby wielkodusznie, coraz pełniej oddawać się
sprawie na wzór Chrystusa, który w tym Sakramencie „życie swoje oddaje za
przyjaciół swoich” (J 15, 13). Nasze osobiste zaangażowanie zjednoczone z ofiarą
Chrystusa nie będzie daremne, lecz. jak Jego ofiara — z pewnością przyniesie
owoce.
49. W obecnym roku Maryjnym, który ogłosiłem, aby katolicy coraz częściej
wznosili wzrok ku Maryi, która poprzedza nas w pielgrzymowaniu wiary90, i z
macierzyńską troskliwością wstawia się za nami do swego Syna, naszego
Odkupiciela, pragnę zawierzyć Jej samej i jej wstawiennictwu trudny moment
współczesnego świata oraz wysiłki, które są i będą czynione, często kosztem
wielkich cierpień, na rzecz prawdziwego rozwoju ludów, ukazanego i głoszonego
przez mego Poprzednika Pawła VI.
Tak jak to zawsze czyniła pobożność chrześcijańska, przedkładamy Najświętszej
Dziewicy trudne sytuacje indywidualne, aby ukazując je Synowi, uzyskała od Niego
złagodzenie ich i odmianę. Ale przedstawiamy jej również sytuację społeczną i
kryzys międzynarodowy z tym wszystkim, co budzi troskę: nędzę, bezrobocie, brak
żywności, wyścig zbrojeń, pogardę dla praw ludzkich, konflikty już istniejące
czy zagrażające, częściowe czy totalne. Wszystko to pragniemy złożyć po synowsku
przed Jej „miłosierne oczy”, powtarzając raz jeszcze z wiarą i ufnością
starożytną antyfonę: „Świętą Boża Rodzicielko, racz nie gardzić naszymi prośbami
w potrzebach naszych, ale od wszelakich złych przygód racz nas zawsze wybawiać,
Panno chwalebna i błogosławiona”.
Najświętsza Maryja Panna, Matka i Królowa nasza, jest Tą, która zwracając się do
Syna, mówi: „Nie mają już wina” (J 2, 3), i także Tą, która wielbi Boga Ojca,
ponieważ „strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Głodnych nasyca dobrami,
a bogatych z niczym odprawia” (Łk 1, 52-53). Jej macierzyńska troska ogarnia
osobiste i społeczne aspekty życia ludzkiego91.
W obliczu Trójcy Przenajświętszej zawierzam Maryi to, co w niniejszej Encyklice
przedstawiłem, zachęcając wszystkich do przemyślenia tego i wprowadzenia w czyn
na rzecz prawdziwego rozwoju ludów, co dobitnie wyraża modlitwa Mszy świętej w
tej intencji: „Wszechmogący Boże, wszystkie narody mają wspólne pochodzenie i
tworzą jedną rodzinę; przeniknij swoją miłością serca wszystkich ludzi i spraw,
aby pragnęli postępu swoich braci; niech dobra, których hojnie udzielasz całej
ludzkości, służą postępowi każdego człowieka, niech w społeczności ludzkiej
znikną wszelkie podziały, a zapanuje równość i sprawiedliwość”92.
O to modlę się w imieniu wszystkich braci i sióstr. Wszystkim też, jako znak
pozdrowienia i życzeń, z serca udzielam Apostolskiego Błogosławieństwa.
W Rzymie, u Świętego Piotra, dnia 30 grudnia 1987, w dziesiątym roku mego
Pontyfikatu.
Jan Paweł II, papież
encykliki |