Parafia Matki Bożej Ostrobramskiej w Krakowie
Historia
kaplic
Mówi się, że do trzech razy sztuka. Na Wieczystej jednak dopiero za szóstym
razem można było osiągnąć cel i już na stałe wprowadzić się do kościoła. Tu też
potwierdza się powiedzenie, że nie od razu Kraków zbudowano.
Zaczęło się od odprawiania w ochronce przy ul. Planu 6-letniego - obecnie Jana
Pawła II - na terenie dzisiejszego Hermesu. W ochronce pracowały od początku ss.
Służebniczki Dębnickie.
Do 1948 r. teren ten pod względem duszpasterskim należał do parafii św. Mikołaja
i dojeżdżał tu wówczas najczęściej ks. Satora. Gdy w 1948 r. utworzono w
Rakowicach przy Klinach parafię, Wieczystą oddano pod jej opiekę.
Z czasem, z powodu budowy Hermesu i poszerzenia ulicy, ochronkę przeniesiono na
Ładną (do pp. Nowaków) i wówczas tam również zaczęto odprawiać. Był to więc
drugi etap.
Chętnie przychodził na Wieczystą ks. Augustyn Stępnik (+ 1963), a także ks.
Włodzimierz Kłosowski, ks. Stanisław Abłażewicz, ks. Jan Frączek, ks. Marian
Młynarczyk i oczywiście inni księża w Rakowic.
Przy Planu 6-letniego i przy Ładnej mieściło się niewiele osób. Nastąpił więc
trzeci etap - na ul. Ostatnią 15, gdzie odprawiano już we własnym dość dużym
domu, mogącym zgromadzić ok. 200 osób. Do nabycia tego domu najwięcej przyczynił
się ks. Włodzimierz Kłosowski, ówczesny rektor i proboszcz rakowicki. Wtedy
zaczęto tu już uczyć religii. A przychodził od tej pory na Wieczystą zwłaszcza
ks. Edward Szajer.
Gdy z czasem zamieszkał tu ks. Zygmunt Woszczek, to wraz z ks. Franciszkiem
Łaską, dochodzącym z Rakowic, objęli już stałą opieka pewną część parafii, tzn.
teren na południe od ul. Ugorek, a konkretnie od bloku Ugorek 1. Kładli oni
wówczas niejako podwaliny pod przyszłą parafię.
Okoły połowy lat siedemdziesiątych pracę podjęli ks. Jan Frączek i ks. Stanisław
Abłażewicz. Starali się oni zbudować dużą kaplicę przylegającą do domu od strony
wschodniej, ale władze nie zgadzały się na to. Przygotowywano więc materiały i
bez pozwolenia zbudowano tzw. blaszak. Stało się to w ciągu kilku dni, w chwili
wyboru papieża Polaka, Jana Pawła II, a więc w połowie października 1978 r.
Władze trochę zdezorientowane przemilczały tę budowę. Tak dokonał się czwarty
etap.
W blaszaku mogło pomieścić się ok. 700 osób. W domu natomiast urządzono wtedy 2
duże sale katechetyczne (w przyziemiu i na wysokim parterze)
W kolejnych kaplicach służył małych rozmiarów obraz Matki Bożej Ostrobramskiej.
Z czasem ks. Stanisław zamówił w Białymstoku obraz o oryginalnych rozmiarach.
Namalował go pan Szyłejko, malarz pochodzący z Wilna.
W blaszaku było w zimie zimno od przemarzniętej blachy, latem zaś gorąco, gdyż
blacha nagrzewała się od słońca. Mimo to wierni chętnie gromadzili się tu przez
7 lat, a gdy musieli pożegnać blaszak, z żalu płakali.
Piąty etap, przeniesienie z blaszaka do przyziemia zbudowanego już domu przy ul.
Meissnera 20, dokonał się przed Bożym Narodzeniem 1985 r.
Wreszcie 11 listopada 1994 r. nastąpił szósty, ostatni już etap - przeniesienie
do nowego kościoła.
Podjęcie myśli budowy kościoła
Ks. Jan i ks. Stanisław nie poprzestali na blaszaku. Ciągle myśleli o budowie
kościoła. To oni pierwsi podjęli ostatecznie myśl budowy.
Chodzili więc po terenie i upatrywali odpowiedniego miejsca. I tu może takie
prozaiczne zdarzenie - pewnego razu przechodzili obok wspomnianych łąk i wówczas
nagle s. Stanisław stwierdził, że byłoby najlepiej, gdyby tu powstał kościół.
Była to wiosna 1982 r.
Od razu zaczęto zastanawiać się, jak nabyć ten teren. Należał on w połowie do
miasta, a w połowie do kilkudziesięciu prywatnych właścicieli. Tak się złożyło,
że w działkach miejskich były i grunty zabrane niedawno naszemu zakonowi w
ramach wywłaszczenia.
Teraz trzeba było najpierw uzyskać pozwolenie na konkretną budowę i na tę
lokalizację. Wcześniej wszakże było pozwolenie na budowę nowego kościoła w
parafii macierzystej, w Rakowicach przy Klinach. Myślano o budowie w ogrodzie.
Gdy więc przyszło do sprawy budowy na Wieczystej, odpowiedziano, że skoro jest
to tylko jedna parafia, to może być także tylko jedno pozwolenie i jedna budowa.
Wobec tego postanowiono pozostać w Rakowicach przy dotychczasowym niewielkim,
ale ciągle rozbudowywanym kościele, natomiast nowy zdecydowano budować na
Wieczystej.
Trzeba dodać, ze o budowie kościoła dla terenu obecnej parafii na Wieczystej
myślano już w latach czterdziestych, pięćdziesiątych i późniejszych. Najpierw
chciano budować na Wieczystej, choć nie podjęto jeszcze konkretnego wyboru
miejsca. Wszakże zbierano już nawet na ten cel fundusze. Później starano się o
budowę na Starych Rakowicach, w okolicy ul. Rozmarynowej i Swojskiej. Parcelę
załatwiono ze znaną rodzina Potockich. Nie doszło jednak ostatecznie do nabycia
działki, a fundusze wyasygnowane na ten cel przepadły.
W końcu myślano o budowie w ogrodzie ss. Serafitek przy ul. Żwirki i Wigury, ale
późniejszy plan, który doprowadził do dzisiejszej sytuacji, okazał się lepszy.
Zgoda na budowę kościoła na Wieczystej i na korzystną jego lokalizację
Konkretne działania w sprawie budowy podjęli ks. Jan Frączek, prezes placówki
duszpasterskiej na Wieczystej, i ks. Edward Malicki, proboszcz i rektor
rakowicki.
Sprawa budowy była już od dłuższego czasu przedyskutowana na specjalnych
posiedzeniach księży z Wieczystej, Rakowic, Krakowa i innych naszych wspólnot na
czele z ks. Stefanem Denkiewiczem, ówczesnym asystentem generalnym w Rzymie oraz
przez inżynierów architektów na czele z panem Zdzisławem Nowakowskim i panem
Janem Pociejem. Opracowano już nawet konkretne plany budowy.
Teraz trzeba było udać się do miejskich urzędów planowania, zwłaszcza Wydziału
Architektury. Z naszej strony wystąpili ks. Jan Frączek, pan inż. Zdzisław
Nowakowski i ks. Edward Malicki. Ze strony miasta zebrało się prawie 30
inżynierów. Panowie inżynierowie, chyba z gruntu wspaniali Polacy, a przy tym
kochający swoje miasto Kraków, nie tylko, ze zgodzili się na plany i wskazana
lokalizację, ale sami zachęcali, by tu budować taki kościół, który ożywiłby dość
monotonną panoramę tej części miasta tworzoną przez szablonowe bloki.
Teraz już z wielką nadzieją załatwiono dalej sprawy, ale dziesiątki, a może
setki razy musiano dogadywać się z właścicielami działek, które trzeba było
nabyć pod budowę. Wiele razy trzeba było chodzić do notariatu przepisywać
działki, nieprzeliczoną ilość razy odbywano posiedzenia z inżynierami
architektami, geodetami i konstruktorami, ale z dnia na dzień przygotowywano już
teren, szukano materiałów i badano możliwości ich nabycia. Ciągle pojawiały się
trudności i zawody, ale jednak silniejsza była nadzieja, że osiągnie się cel.
|