Głos Karmelu
Przemyślenia na
kanwie sakramentu pokuty
Pokusa odkładania na później
Żyć mądrze
– to kierować uwagę serca na znaki, które wskazują na nieuchronne przemijanie i
konieczność wzięcia odpowiedzialności za własne wybory i czyny; na kończący się
czas łaski, w którym możesz dokonać zmian ku dobru i wynagrodzić zło. Nigdy nie
czekaj do jutra, by zmieniać się na lepsze. W procesie duchowego dojrzewania
ponosimy wymierne straty z powodu nałogowego ulegania pokusie odkładania na
później. „Zacznę za tydzień... zacznę za miesiąc... zacznę od rekolekcji, w
których będę uczestniczyć...”. A czy masz pewność, że za tydzień czy miesiąc
wciąż będziesz w gronie żywych? Dziś, jutro, pojutrze... Jakby te krótkie
odcinki czasu nie miały większego znaczenia; jakbyśmy uważali je za nieistotne.
Zapominamy, że człowiek jest jedynie podróżnikiem w doczesności – homo viator.
Podróżowanie wymaga od ciebie uwagi. Nie decydujesz o godzinie swych narodzin
ani też o godzinie, w której Jezus zawoła cię po imieniu. Robiąc dobre
postanowienia, realizuj je od zaraz. Nigdy nie odkładaj spowiedzi na później.
Przede wszystkim czystość
serca
W swoim
nauczaniu Jezus ukazał serce jako centrum życia, ośrodek działania i charakteru
człowieka. Podkreślił w sposób szczególny, że jest ono źródłem duchowej
czystości. Ludzie o czystych sercach są najlepszymi przyjaciółmi Boga, mają
największy wpływ na losy świata i poszczególnych dusz – i dlatego są przedmiotem
nienawiści szatana. Ten robi więc wszystko, by było ich coraz mniej. Jego
wygrana zaczyna się tam, gdzie człowiek bagatelizuje sakrament pokuty.
Czym zatem
jest czystość serca? Obejmuje ona całego człowieka, każdy wymiar jego życia:
duchowy, moralny, psychiczny, fizyczny. Z wypowiedzi Jezusa możemy wywnioskować,
że wyraża ją prawość, szczerość, zgodność postępowania człowieka z nastawieniem
jego wnętrza, czyli wykluczenie wszelkiej dwuznaczności postępowania. Te
przymioty serca wyraża grecki przymiotnik katharos. Ciekawa rzecz, że nie
oznacza on czystego serca jako czegoś gotowego, z czym się rodzimy. Katharos
wskazuje na wysiłek oczyszczania serca, by stawało się ono coraz piękniejsze i
bardziej podatne na działanie Bożego Ducha.
Dar wolności
W Księdze
Apokalipsy świętego Jana Apostoła odnaleźć możemy piękny i wymowny obraz Jezusa
pukającego do drzwi ludzkich serc. „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli ktoś
posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on
ze Mną” (Ap 3, 20). Jezus stoi u drzwi i puka, a więc nie wdziera się siłą, nie
taranuje drzwi, nie wprasza się nachalnie, nie chce nikogo zmuszać do
nawrócenia. Jezus pukający do drzwi i proponujący swoją miłość jest jednym z
ulubionych ewangelicznych tematów malarskich. Niektórzy artyści, malując tę
scenę, umieszczali w odrzwiach domu drzwi bez zewnętrznej klamki. Jezus nie może
sam otworzyć tych drzwi. Może je otworzyć ich właściciel – od wewnątrz. Ten
obraz podarowany nam przez Jezusa naprowadza nas na ślad tragedii, która może
mieć miejsce wówczas, gdy ludzkie serce nie chce kochać i podjąć dzieła
nawrócenia. Swą negatywną decyzję – swoje „nie” – może potwierdzić wielokrotnie
w ciągu życia, w procesie umierania, i nawet po przekroczeniu progu śmierci.
Miłość poszukująca
Jezus
szuka w ludzkich sercach wszelkich form niedoskonałej miłości. Chce je zebrać,
przyprowadzić do Ojca i udoskonalić, by mogły wejść w relację z Jego odwieczną
miłością. Na wszystkich etapach życia stwarza możliwość, by to, co niedoskonale
kochało, mogło przybrać weselną szatę. Czeka w osobach swoich kapłanów w
sakramencie miłosierdzia. Niezmienna miłość Boga jest zawsze miłością
poszukującą. Bóg nie zostawia swoich stworzeń ich własnemu losowi. Interesuje
się każdym z nich nawet wówczas, gdy wchodzą na ścieżki grzechu i nienawiści.
Miłujący Bóg zawsze woła z zatroskaniem: „Gdzie jesteś?”. Właściwością Bożej
miłości jest nie tylko poszukiwanie i przywracanie do stanu pierwotnej miłości.
Właściwością Jego miłości jest również proszenie: „Kochaj Mnie!”, „Przyjmij moje
miłosierdzie!”. Czy można sobie wyobrazić większą miłość?
Cenne odkrycia
Bóg wpisał w plany
swej opatrzności twój grzech. Gdy swój upadek przeżywasz wraz z Jezusem, może on
stać się dla ciebie źródłem cennych odkryć.
Upadek w
grzech może uświadomić ci panoszące się w tobie chore poczucie
samowystarczalności, które nie pojmuje napomnienia Chrystusa: „Beze Mnie nic nie
możecie uczynić” (J 15, 5), czy słów świętego Pawła: „Przeto przypatrzcie się,
bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu
możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w
oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych
poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i
to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne
stworzenie nie chełpiło wobec Boga”
(1 Kor 1, 26–29). Poczucie samowystarczalności nieustannie podkreśla potęgę
samolubnego „ja”. Taka postawa jest owocem zbytniego pokładania nadziei we
własnych siłach; wynika z nieuznawania, że wszystko jest darem Ojca.
Upadek w
grzech może uświadomić ci, że opierasz się bardziej na sobie niż na Bogu. Brak
ci ewangelicznej wolności, która pozwalałaby powierzyć się Temu, który nas
pierwzy umiłował. Zbytnio koncentrujesz się na sobie, poddajesz się każdej
napotkanej trudności, narzekasz na wszystko i na wszystkich, wypominasz Bogu
najdrobniejsze cierpienia.
Upadek w
grzech może uświadomić ci, że w postępowaniu kierujesz się niskimi pobudkami,
zbyt ludzkimi motywami, że mieć jest dla ciebie znacznie ważniejsze od
być.
Upadek w
grzech może uświadomić ci, że wolność, którą tak cenisz, pojmujesz w zasadzie
jako samowolę, robienie tego, co ci się podoba, bez oglądania się na granice,
jakie wytyczają prawa tych, którzy są obok ciebie. Może ukazać twoją niestałość
w wierze z powodu braku silnego oparcia jej na Ewangelii.
Walka wymaga pokory
W świecie
ludzkiego ducha panuje prawo, które uświadamia nam, że wzrost nie jest możliwy
bez doświadczania przeciwności. Warunki cieplarniane nie stanowią środowiska
właściwego dla duchowego rozwoju. Ta prawda pobrzmiewa w słowach wypowiedzianych
przez Boga do pierwszych rodziców, Adama i Ewy, że uprawa ziemi i poród będą się
łączyć nierozerwalnie z trudem i cierpieniem; pobrzmiewa w Hiobowym „Walką jest
życie człowieka na ziemi” (por. Hi 7, 1); pobrzmiewa w Jezusowych
błogosławieństwach i w Pawłowym utożsamieniu się z krzyżem Chrystusa, który jest
prawdziwym zyskiem.
Opisując
taktyki działania szatana, święty Ignacy z Loyoli zauważa, że zachowuje się on
„jak dowódca, który chce zwyciężyć i zebrać łup. Dowódca bowiem i wódz wojska
zakłada obóz i po zbadaniu sił i położenia zamku atakuje go od najsłabszej
strony. W podobny sposób postępuje nieprzyjaciel natury ludzkiej: krąży, bada ze
wszystkich stron nasze cnoty teologalne, główne i moralne i atakuje nas oraz
próbuje zwyciężyć tam, gdzie nas znajdzie słabszymi i gdzie nam więcej brakuje
do zbawienia wiecznego”.
Cóż
ważnego przez takie porównanie chce przekazać ci święty Ignacy? To mianowicie,
że w duchowym zmaganiu nie ty decydujesz, jaką walkę w danym czasie będziesz
toczyć, czego będziesz bronić, w którym miejscu i w jaki sposób zostaniesz
zaatakowany. Sam szatan – będąc wyrafinowanym znawcą ludzkiej natury – atakuje w
miejscach najsłabszych. Uderza w te filary twierdzy duszy, co do których
przekonał się, kusząc ludzkość od jej zarania, że są najbardziej podatne na
zniszczenie. Licząc w walce z grzechem wyłącznie na siebie, zawsze przegrasz.
o. Jerzy Zieliński OCD
„Głos Karmelu” (4/2009)
• inne
publikacje "Głosu Karmelu"
Opublikowane za zgodą

• Głos Karmelu |