Głos Karmelu
Witaj Matko
Miłosierdzia
Bywa, że chwila zwyczajna zmienia bieg życia. I nic nie zapowiada, że właśnie to
tu i teraz nastąpi. Jakiś czas temu, gdy stałem w kolejce do kasy jednej z tych
wielu współczesnych „świątyń mamony”, słuch mój odebrał, tak niezwyczajną w tym
miejscu, rozmowę dwóch kobiet. Słyszę:…A Maryja, Matka Miłosierdzia zawsze
wybiega naprzeciw swym dzieciom. Wracam do siebie, mija dni kilka, a w
swoich uszach wciąż słyszę jak refren: A Maryja, Matka Miłosierdzia …
Więc szukam, znajduję i czytam: „Maryja stając się Matką Wcielonego Słowa
doświadczyła w sposób wyjątkowy Bożego Miłosierdzia. Ale równocześnie w sposób
wyjątkowy okupiła swój udział w objawieniu się miłosierdzia Bożego ofiarą serca”
– czytamy w Encyklice „O Bożym Miłosierdziu”. „Maryja jest więc Tą, która
najpełniej zna tajemnicę Bożego miłosierdzia. Wie jak jest potężne i ile
kosztowało.
W tym znaczeniu nazywamy Ją również Matką miłosierdzia – Matką Bożą miłosierdzia
lub Matką Bożego miłosierdzia, a każdy z tych tytułów posiada swój głęboki sens
teologiczny. Mówią one o tym szczególnym przysposobieniu Jej duszy, całej Jej
osobowości do tego, aby widzieć poprzez zawiłe wydarzenia dziejów każdego
człowieka i całą ludzkość, a nade wszystko miłosierdzie, które z pokolenia na
pokolenie staje się ich udziałem według odwiecznego zamierzenia Przenajświętszej
Trójcy. Dziś Ona zwraca swe miłosierne oczy ku troskom każdego człowieka
strapionego i wyprasza łaskę. Bóg poprzez macierzyństwo Maryi Panny nieustannie
okazuje człowiekowi swoje współczucie.
Ona jako
Wszechmoc Błagająca, Matka Litości, Pośredniczka Wszelkich Łask i Matka
Miłosierdzia, przepełniona wrażliwością na ludzi, na ich nieudolność, małość,
słabość i niedole zawsze wybiega naprzeciw strapionym swym dzieciom".
Odpowiedź
pełna, lecz jakby w głębi wciąż niewystarczająca. Pytanie – Kim jesteś? –
nie znajdzie spełnienia w umyśle, bo pyta serce. Jak Cię rozpoznać pod fasadą
tak wielu ludzkich wymysłów i projekcji? Jesteś przecież żywa i bliska. Wciąż na
nowo, nieoczekiwanie stająca się darem konającego Syna. Darem dla mnie –
Kościoła. Oto Twoja Matka. Jak Cię przyjąć do siebie w świecie tak
bardzo znów pogańskim. Twoje dłonie nigdy nie były puste. Jaki dziś dar kryją?
Tyle pytań … i prosta odpowiedź ikony. Moje dłonie pełne są Syna. Chcę cię
nauczyć prawdy o Nim.
Należysz
do porządku Syna, Jego Królestwa – będącego tak bardzo w opozycji do dni, w
których przyszło nam żyć. Jesteś więc inna od pierwszego oglądu, tego
wszystkiego, co wokół mnie, od blichtru tego świata, od pośpiechu, hałasu,
pozorów, tandetnych obrazów i figur. Inna innością Światła, które nie zna
zmroku.
Zawsze
byłaś nauczycielką prostoty. Patrzę na kobietę, która jest matką, w piękny
sposób głoszącą pochwałę życia. Życia prawego, w czytelny sposób mówiącego
Tak zaproszeniu Najwyższego. Jak zachwycająca jest wierność Twojego
pierwszego fiat. Mówisz nam – Życie niesie w sobie piękno ponad wszelkimi
wydarzeniami, których doświadczamy! Jesteś wierna życiu, całkowicie otwartemu na
służbę. Z wyboru, a nie z konieczności, wplatasz sens swojego życia w zadanie,
wydaje się ponad ludzkie siły – zrodzić światu Dawcę Życia. Twoja misja nie
kończy się z samym aktem narodzin Syna. Jest tak mocno wszczepiona w Ciebie, że
już na zawsze, przecież z pragnienia serca, pozostajesz Służebnicą Pańską. Tą,
której najgłębszym pragnieniem jest rodzić światu Syna. Aby w ciemności tego
świata zajaśniało Światło.
Witaj
Matko – to powitanie znaczy dzisiaj – uznaję w Tobie i chcę w sobie nosić
zachwyt nad życiem, które jest. Tak bardzo Twoja obecność przypomina mi, że
jestem zrodzony ku Cywilizacji Życia. Pierwszy, a z woli Syna przecież
niekończący się dar dla mnie – mieć życie, znaczy nosić w sobie światło, które
nie zna zmroku.
Witaj
Matko – to powitanie znaczy dzisiaj – chcę obudzić się z letargu, z pozornej
bliskości z Twoim Synem. Pomóż mi odrzucić samozadowolenie, iż wybrałem „lepszą
cząstkę”, że poznałem Prawdę, choć nie ma już Ona wpływu na jakość i czytelność
mojego życia.
Witaj
Matko – to powitanie znaczy dzisiaj – rozpoznaję w sobie tęsknotę, by służyć
życiem jak Ty, cicho i prosto, w zwyczajności dnia, z wiernością. Jeżeli niebo
jest światłem, to jego cząstką zdolną przeniknąć w ten świat przez serce
człowieka jest służba. Tego mnie uczysz.
Mówią, że
jesteś Matką Miłosierdzia. Co to znaczy, teraz, w świecie, w którym przychodzi
tak łatwo niektórym kupczyć nawet największą świętością? Ksiądz Kardynał Stefan
Wyszyński uwięziony i poniewierany, wierzę głęboko, że w natchnieniu pisał:
„Podążałaś za Synem miłości Bożej wszędzie, by w porę podpowiadać: wina nie
mają, chleba nie mają, miłości nie mają, łaski nie mają, serca szukają... Czy w
Kanie, czy na Golgocie, czy dziś – po prawicy Zbawiciela, w niebie –
Miłosierdzie Twoje zawsze niemal, uśmiecha się przez łzy”. Współczująca i
współodczuwająca. Stajesz się sumieniem prawości naszych czynów. Tak, aby serce,
pragnienie woli i czyn coraz bardziej stawały się jedno, abym tęsknił coraz
głębiej za życiem stającym się prostym i czytelnym znakiem dla świata. Tej
szczególnej inności, jaką daje bliskość z Twoim Synem. Twoje zauważenie
człowieczych niedostatków poprzez pryzmat matczynej miłości nie potępia, nie
osądza a wprost przeciwnie – uskrzydla ku dobrym przemianom. Przyjąć Twoje
macierzyństwo pełne miłosiernej obecności, znaczy uznać w Tobie nauczycielkę
takiego życia. To przecież serce matki nadaje kształt światu, w którym dziecko
zaczyna rozpoznawać i nazywać to, co jest, oddzielać dobro od zła, budować wokół
siebie bezpieczną przestrzeń. To Twoje serce nadaje kształt światu, który należy
do Twojego Syna. Tam, gdzie myśl i serce bliskie Tobie, tam bliżej niebo.
Pytam Matko
Miłosierdzia, czy właśnie oschłość i obojętność wobec Ciebie, w tak wielu
regionach świata, które niedawno jeszcze zdawały się być chrześcijańskie, nie
stała się przyczyną zobojętnienia wobec Jezusa, jedynego Zbawiciela świata. W
miejsce gorącej miłości – zimna poprawność, w miejsce nowej jakości życia
człowieka duchowego – rozkrzyczana akcyjność, coraz bardziej przypominająca
niekończący się festyn, a raczej igrzyska dla ludu. Kto nie zrozumie Matki, nie
jest w stanie podążyć za jej Synem. Jesteś nauczycielką współczucia. Tej
szczególnej wrażliwości, która pozwala widzieć, słyszeć więcej i rozumieć
głębiej. Świat, w którym przyszło mi żyć, potrzebuje na nowo zrozumienia znaków
czasu, tak aby nie zwątpić. Aby wobec inwazji pogaństwa, nie zrezygnować w imię
nieokreślonej tolerancji z gorliwej miłości ku Najwyższemu.
Kiedy
myślę o Tobie jako Matce współczującej, widzę najpierw Twą gościnność. Twoje
otwarte serce dla tych wszystkich, którzy są w potrzebie. Gościnność, która mówi
– zapraszam Cię do swojego życia, do wspólnoty dobra, proszę uszanuj jednak
mojego Syna, uszanuj mój dom i zasady w nim panujące. Gościnność, która zna swą
wartość, która nie sprzeda się za parę srebrników. Matko Miłosierdzia, jak
bardzo sprzeciwia się ona dziwnej poprawności, mającej kształtować ludzkie
relacje, schowanej pod szumną nazwą tolerancji. Proszę naucz mnie mądrej
gościnności, w spotkaniach z Tymi, których Twój Syn stawia na drodze mojego
życia.
Kiedy
myślę o Tobie jako Matce współczującej, uczę się Twej bezinteresowności. Czystej
jak Twoje serce. Wolnej od podtekstów, prostej jak Twoje życie. Chociaż wciąż
nosimy w sobie piękne zawołanie „braci i sióstr w Chrystusie”, to coraz
bardziej, z dnia na dzień, stajemy się sobie obcy. Obojętni wobec siebie, wobec
dobra, które może stać się udziałem drugiego. Permanentne zderzenie ze światem
krzyczącym „dbaj o siebie”, uczyniło w nas niezwykłe spustoszenie. Czy dzisiaj,
jedną z najbardziej oczywistych słabości nas chrześcijan nie jest brak tęsknoty
„abyśmy byli jedno”? A może jest to brak wiary, iż w Chrystusie jest to możliwe?
Czy jakąś cząstką lekarstwa na tę chorobę duszy i serca jest Twój dar
bezinteresowności? Chcę wierzyć, że tak.
Kiedy myślę
o Tobie jako Matce współczującej, chcę świadomie powtarzać jesteś pełna łaski.
To znaczy przychodzisz bezbronna, a jednak tak mocna, mocą miłości Syna. I wciąż
na nowo stajesz się ikoną Bożych możliwości w człowieku. Aby odnowić w nas
nadzieję, że w Nim możemy tak wiele. Abym na nowo mógł zatęsknić za życiem w
łasce. Abym nie zatracił w sobie sensu i potrzeby stałej walki o czystość duszy.
Nosić w swoim sercu Twoją ikonę znaczy dla mnie nie zatracić słów Syna –
Królestwo Boże jest w was. Znaczy to również usłyszeć pełen bólu wyrzut –
Co uczyniliście z domu mojego Ojca? Matko pełna miłosierdzia, w Twoim
współczuciu dla mnie, pomóż mi odnaleźć w sercu tę przestrzeń świętości, która
jest darem Syna. Tę łaskę, która jest zdolna życiem przemieniać świat w
sacrum. Tak, aby koszmar świadomego przecież niszczenia w świecie tego, co
święte, nigdy nie pozostał we mnie bez odpowiedzi.
Witaj Matko
Miłosierdzia
– dziś znaczy dla mnie – Proszę o Twoją obecność w mym życiu. Obecność
matczyną, taką, która wychowuje i przygotowuje do samodzielności. Przyjmuję Cię,
wierząc, że zdołasz nauczyć mnie bycia troskliwym. Abym był zdolny do troski o
Kościół, o jego świętość i prawość. I aby dłonie moje nie były puste. Abym z
Tobą, swym życiem, chciał na nowo dać światu Chrystusa, Twojego Syna.
ks. Roman Hosz
Ks. Roman Hosz -
założyciel i dyrektor domu rekolekcyjnego „Heliosz”
Okno 2:
Czy dzisiaj, jedną z najbardziej oczywistych słabości nas chrześcijan nie jest
brak tęsknoty „abyśmy byli jedno”? A może jest to brak wiary, iż w Chrystusie
jest to możliwe?
„Głos Karmelu” (4/2007)
• inne
publikacje "Głosu Karmelu"
Opublikowane za zgodą

• Głos Karmelu |