Głos Ojca Pio
Chrześcijański sektor trzeci
Jolanta Kaczmarczyk
Potrzeba pomagania
Od dłuższego czasu odczuwałam potrzebę zrobienia czegoś dobrego. Miałam bardzo
ogólnikowe pragnienia, żeby np. zrobić kurs wolontariusza hospicjum. Nie
myślałam, że inspiracją do tego może być życie któregoś ze świętych. Na co dzień
pracuję w kancelarii prawno-podatkowej, dlatego zależało mi na prostej posłudze,
niezwiązanej z moją pracą zawodową, – na pracy, w której miałabym bezpośredni
kontakt z potrzebującym człowiekiem.
Postać Ojca Pio pojawiła się w moim życiu dość późno – najpierw w sferze
prywatnej. Choć mieszkałam i pracowałam w Krakowie, długo nie znałam kościoła
kapucynów. Odkryłam go dopiero później, w trakcie choroby Mamy, i z czasem
zaczęłam do niego przychodzić, by się pomodlić, także przed obrazem Ojca Pio. W
tym czasie miałam szczególne doświadczenie spotkania z Ojcem Pio we śnie. Choć
bardzo mnie ono poruszyło, jednak nie zainspirowało do podjęcia konkretnego
działania; nie spowodowało też chęci pogłębienia znajomości z Ojcem Pio. Był to
dla mnie trudny czas ze względu na cierpienie tak bliskiej mi Osoby.
Pewnego dnia do naszego biura przyszedł po poradę ojciec Henryk, kapucyn.
Początkowo nawet nie skojarzyłam, że jest z tego samego zakonu co Ojciec Pio.
Dopiero kiedy zobaczyłam ulotkę seminarium z prośbą o wsparcie, uśmiechnęłam
się. On spytał: – Dlaczego się Pani śmieje? – Bo to mój ulubiony klasztor –
odpowiedziałam.
W trakcie tego spotkania ojciec Henryk mówił o kuchni św. Łazarza (bo tak wtedy
nazywało się późniejsze Dzieło Pomocy) i spytał, czy mogłabym pomóc stworzyć
dzieło charytatywne, które miałoby status organizacji pożytku publicznego. Tak
zrodziła się idea Dzieła Pomocy.
Nie byłam za bardzo zadowolona z tej pracy, bo oczekiwano ode mnie typowej
pomocy prawno-księgowej. Ale to był punkt zwrotny.
Ojciec Pio upominał się o mnie
Inicjatywa poświęcenia Dzieła Pomocy Ojcu Pio nie wyszła ode mnie. Pamiętam, że
kiedy zastanawiano się nad nazwą, ojciec Henryk zakomunikował, że będzie ona
brzmiała: „Dzieło Pomocy św. Ojca Pio”. Mówił: – To chyba dobrze, bo Pani jest
blisko Ojca Pio.
Właśnie wtedy znowu zaczął się trudny czas dla mojej Mamy. Tym razem jednak w
modlitwach polecałam ją już Ojcu Pio. Korzystałam z tekstu zamieszczonego na
obrazku z relikwią Świętego, który wcześniej otrzymałam od znajomych. Dziś
odkrywam, że Ojciec Pio – mówiąc potocznie – w ten sposób upominał się o mnie.
Już wtedy tą prostą modlitwą z obrazka zaczynałam dzień w pracy, prosząc o pomoc
i opiekę nad całą rodziną. I choć nie do końca otrzymałam to, o co prosiłam, to
jednak z czasem zobaczyłam, że otrzymywałam dary o wiele cenniejsze…
Dlaczego pomagam
Zaangażowanie w Dzieło Pomocy było dla mnie działaniem, które toczyło się obok
głównego nurtu życia. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, skąd bierze
się we mnie taka potrzeba. Ktoś nawet zarzucił mi, że za bardzo się angażuję,
choć tyle mam na głowie – przecież już praca zawodowa wiąże się z dużą
odpowiedzialnością, do tego dochodzi rodzina i chora mama, która wymaga stałej
opieki. Zrodziło to we mnie wątpliwość, czy aby nie robię tego wszystkiego
kosztem bliskich, czy nie kryje się za tym egoizm.
Zaczęłam szukać potwierdzenia tej siły, która inspiruje mnie do działalności.
Pamiętam, że moja babcia w czasie wojny pomagała więźniom w obozie w Oświęcimiu.
Mimo że miała dwójkę małych dzieci, narażała swoje życie, by dać coś
bezinteresownie. Lecz na pytanie: dlaczego ja to robię, ciągle nie znajdowałam
odpowiedzi.
Chrześcijańska działalność charytatywna
Po jakimś czasie sięgnęłam do listów Ojca Pio. Chciałam, żeby świadectwo jego
życia bardziej wpływało na to, co robię. Szukałam odpowiedzi na pytanie, jak
powinna wyglądać chrześcijańska działalność charytatywna. Uderzył mnie wtedy – a
nawet przeraził – ogrom cierpienia tego człowieka, ale równocześnie wielka
serdeczność i czułość, z jaką zwracał się do tych, którzy przychodzili do niego
po pomoc.
W pełni skonkretyzowane wyjaśnienie tej kwestii znalazłam dopiero w encyklice
Benedykta XVI Deus caritas est. Uderzyło mnie w niej przekonanie o związku
osobistej modlitwy i prowadzonej działalności z dynamicznym rozwojem duchowym.
Zobaczyłam różnicę między zwykłą działalnością dobroczynną a chrześcijańską
działalnością charytatywną. Są to dwie zupełnie różne rzeczywistości. W
chrześcijaństwie chodzi nade wszystko o dawanie miłości! Spotkanie z drugim
człowiekiem ma prowadzić do objawienia mu Boga, nawet jeśli nie mówi się o Nim
wprost. Druga myśl, która zwróciła moją szczególną uwagę, dotyczyła kompetencji,
zawodowego przygotowania osób podejmujących działalność charytatywną w Kościele.
Myślę, że encyklika Deus Caritas est to prawdziwe źródło dla wszystkich, którzy
pracują w wolontariacie w obrębie Kościoła.
Pani tak kwitnie, Pani Jolu!
Dzieło Pomocy jest dla mnie bardzo ważne. Wiem, że nie jest ono moją własnością
– do tego też dorosłam. Troszczę się o nie i czasem martwię się tym, czy
sprostamy takim wyzwaniom, jak chociażby budowa centrum pomocy: skąd środki,
ludzie... Ale wówczas przypominam sobie bardzo ważne zdanie, które kiedyś
powiedział ojciec Henryk: – Spokojnie Jolu, jeśli jest to Boże dzieło, to się
uda. Jeśli Ojciec Pio będzie nam błogosławił, wszystko pójdzie dobrze. Ojciec
Henryk pomógł mi popatrzeć na działalność charytatywną z perspektywy zaufania
Panu Bogu i Ojcu Pio. Przecież to nie jest tylko pobożny biznes.
Pamiętam, że w najbardziej trudnym dla mnie czasie, na trzy – cztery miesiące
przed odejściem mojej Mamy, Dzieło Pomocy rozwijało się, a dla mnie był to
okres, kiedy doświadczałam poczucia ogromnej ufności. Podczas składania życzeń
imieninowych w pracy, ktoś powiedział: – Pani tak kwitnie, Pani Jolu. Aż dziwne,
że w takim okresie! Odpowiedziałam: – Wokół mnie jest tyle dobra, że nie sposób,
aby nie wywarło ono na mnie wpływu.
Kiedyś w tekstach Ojca Pio przeczytałam, że aby wejść na górę Tabor, trzeba
najpierw przejść przez Kalwarię. Uderzył mnie ogrom cierpienia, które go
otaczało. Ale pojęłam, że chodzi o oczyszczenie duszy przed spotkaniem z Bogiem.
Nie poznałam jeszcze Ojca Pio do końca. Myślę, że przede mną długa droga, aby
naprawdę go zrozumieć. Z jednej strony wspieram Dzieło swoją wiedzą i
umiejętnościami, a z drugiej doświadczam też, że Dzieło mnie wspiera – czy może
jego Patron – to wielki dar.
Dzieło Pomocy Ojca Pio
Chciałabym, by Dzieło Pomocy Ojca Pio nie ograniczało się jedynie do Krakowa,
ale objęło swym zasięgiem jak najszerszy obszar, związany z klasztorami i
parafiami kapucyńskimi. Widzę, że Dzieło zaczyna powoli docierać do wspólnot
kapucyńskich, wspierając inicjatywy charytatywne prowadzone przez zakonników.
Myślę, że Dzieło nie może się ograniczyć do rozdawania pomocy materialnej.
Chodzi o to, by pomóc ludziom w zmianie ich życia: w wyjściu z sytuacji
bierności czy bezradności. Dlatego uruchomiliśmy fundusz stypendialny dla dzieci
z rodzin wielodzietnych, ubogich czy patologicznych, żeby mogły zdobyć
wykształcenie i nie przejmowały mentalności bezrobotnych. Fundusz ten dopiero
zaczął swoją działalność. W ubiegłym roku objął Nową Sól, Krosno i Wrocław,
teraz chcemy go rozszerzyć na kolejne placówki.
Drugi kierunek, w którym chcemy się rozwijać, to pomoc psychologiczna, zwłaszcza
że mamy zaplecze merytoryczne – Stowarzyszenie Psychologów Chrześcijańskich,
które chce z nami współpracować. Chodzi o stworzenie centrum, które objęłoby
opieką ludzi bezdomnych i uzależnionych oraz osoby w różnych trudnych sytuacjach
życiowych. Oprócz wsparcia psychologicznego, świadczyłoby ono również pomoc
duchową.
Patrząc na Dzieło, myślę, że bardzo ważne jest zaangażowanie ludzi świeckich.
Daje to większy rozmach, łatwiej też uporządkować i prowadzić sprawy
prawno-księgowe. Dzięki temu mogliśmy zaistnieć jako organizacja pozarządowa w
systemach pomocowych państwa i skorzystać z różnych form dotacji.
Ewangelizacja życia społecznego
Warto podkreślić szczególną rolę kościelnych organizacji pozarządowych. Tzw.
sektor trzeci przeważnie obejmuje typowo świeckie organizacje dobroczynne.
Pojawienie się w nim organizacji pozarządowych, które wyrastają z
chrześcijańskiego fundamentu, oznacza wejście z przekazem ewangelicznym w życie
społeczne, pokazanie w działalności charytatywnej specyfiki miłości
chrześcijańskiej. Nie wystarczy dać człowiekowi chleb, gdy tak naprawdę
potrzebuje on miłości. Dlatego cenna jest działalność tych organizacji, które
mają na względzie przede wszystkim człowieka i potrafią pokazać, że miłość
wynika nie tylko z ludzkiej solidarności, ale jest miłością w Panu.
Myślę też, że ogromnie ważne jest to, aby organizacje kościelne poprzez swe
uczestnictwo w działalności społecznej pokazywały, że można działać w sposób
moralny i przejrzysty. Wchodzimy w świat biznesu i warto pokazać, że można
działać – z wykorzystaniem wszelkich możliwości – w granicach prawa. To
prawdziwa ewangelizacja – budzi potrzebę dzielenia się z innymi, a niekiedy
powoduje powrót do zasad moralnych w prowadzeniu interesów.
Ludzie świeccy poprzez swoje przygotowanie zawodowe potrafią dać bardzo dużo.
Ale ważna jest też obecność przewodników duchowych, którzy zabezpieczają
działalność od strony duchowej. Oni mają poprzez modlitwę prowadzić ludzi do
Boga. W działalności charytatywnej trzeba być bowiem wyczulonym na tę delikatną
granicę, która oddziela to, co robimy dla siebie, od tego, co robimy dla innych.
Wolontariat jest dziś modny. Zdarza się jednak, że często stanowi zaspokojenie
własnego ja, jakichś wewnętrznych braków. A przecież powinien być dawaniem
miłości w Bogu.
1% podatku
Kiedy wypełniałam klientom zeznania roczne, proponowałam im przekazanie 1%
podatku na którąś z organizacji pożytku publicznego. Oczywiście przedstawiałam
różne propozycje, ale najbardziej promowane było przeze mnie Dzieło. I ludzie
zazwyczaj bardzo chętnie pomagali. Bywało, że ofiarodawca 1% po jakimś czasie
wyrażał chęć dalszej pomocy. Zdarzały się też takie reakcje: – Proszę Pani, to
tylko 12 złotych, nawet nie chce się iść na pocztę. Co to jest 12 złotych? Wtedy
mówiłam: – 12 złotych to 12 bochenków chleba! Dopiero wówczas u moich rozmówców
rodziła się refleksja, że to rzeczywiście dużo. Na koncie Dzieła Pomocy
pojawiają się duże wpłaty, ale najwięcej z nich oscyluje między 10 a 30 złotych.
Wspierają nas ludzie, którzy nie mają wysokich dochodów i nie płacą dużych
podatków.
W naszej akcji pozyskiwania 1% chodzi nie tylko o zdobycie źródła przychodów,
ale o nawiązanie swoistej więzi z ofiarodawcami, by mogli utożsamiać się z
działalnością Dzieła Pomocy św. Ojca Pio. Ono nie należy do garstki osób
świeckich i duchownych, związanych z klasztorem czy prowincją zakonną kapucynów,
ale do wszystkich, którzy je współtworzą – to dzięki nim ono funkcjonuje. W ich
intencji w krakowskim kościele kapucynów przy ulicy Loretańskiej odprawiana jest
każdego 23 dnia miesiąca Msza Święta, by choć w ten sposób wyrazić wdzięczność i
budować wspólną więź duchową.
Notował Tomasz Duszyc OFMCap
Trzeci sektor to ogół pozarządowych, prywatnych organizacji, działających
społecznie i nie dla zysku (non-profit), niezależnie od administracji rządowej.
Ustawa o działalności pożytku publicznego i wolontariacie z 2003 roku określa je
jako organizacje pożytku publicznego. Najbardziej aktywne są one w dziedzinie
ochrony zdrowia, szeroko rozumianej pomocy społecznej, w akcjach charytatywnych
i edukacji. Ich działalność w znacznym stopniu opiera się na pracy ochotników,
czyli wolontariacie.
„Głos Ojca Pio” (4/2006)
• inne
publikacje "Głosu Ojca Pio"
Opublikowane za zgodą

• Głos Ojca Pio |