Głos Ojca Pio
Dobrodziej oszust
Opowiadanie z nowego cyklu w „Głosie Ojca
Pio”. „Kartki z kalendarza” to sfabularyzowane historie, ale oparte na
historycznych źródłach z czasów Ojca Pio. Dzięki nim możemy zobaczyć, jak
wyglądał ówczesny świat i jak postrzegali rzeczywistość żyjący wówczas ludzie. I
choć Ojciec Pio nie pojawia się w nich bezpośrednio, to każdy odcinek zbliża nas
do poznania jego życia.
Tym razem historia
inspirowana postacią Emanuela Brunatto – najbardziej kontrowersyjną osobą z
otoczenia Ojca Pio w latach 1921-1926 – który był powodem jego wielu problemów i
nałożonych kar kościelnych.
* * *
Budynek Sądu
Rejonowego w Foggii przy placu Cavour był otwarty mimo późnej pory. Na korytarzu
pierwszego piętra, w prawym skrzydle gmachu, gdzie mieściła się największa sala
sądowa, zebrała się ponad setka ciekawskich. Rozprawa opóźniała się i nikt nie
wiedział, z jakiego powodu. Nagle publiczność zgromadzona przed aulą zaczęła
rozsuwać się przed przeciskającymi się wśród ciżby strażnikami sądowymi. W
asyście policji korytarzem kroczył prefekt prowincji, faszystowski deputowany,
generał Giuseppe Caradonna. Towarzyszył mu komisarz Camillo Camilleri, wysłannik
naczelnego komendanta policji, generała De Bono, oraz Francesco Morcaldi,
burmistrz San Giovanni Rotondo, wybrany z ramienia Narodowej Partii
Faszystowskiej.
Był 2
grudnia 1926 roku. Dygnitarze weszli do auli, a w drzwiach pojawił się woźny
sądowy i obwieścił:
– W sprawie
przeciwko księdzu Giovanniemu Miscio, kanonikowi z San Giovanni Rotondo, o
szantaż i wyłudzenie pieniędzy na szkodę Ojca Pio i jego rodziny! Proszę
zajmować miejsca na sali rozpraw.
* * *
Rozprawa
miała zakończyć trwający od blisko roku proces. Przewidziano mowy prokuratora
Cucurollo i obrońcy, mecenasa Borellego. W czasie dwóch poprzednich posiedzeń
sąd przesłuchał świadków przedstawionych przez strony.
Konflikt
rozpoczął się 5 stycznia 1926 roku, gdy do brygadiera karabinierów w San
Giovanni Rotondo zgłosił się niejaki Emanuel Brunatto z oskarżeniem, że kanonik
Miscio szantażuje Ojca Pio i jego rodzinę, żądając pięciu tysięcy lirów za
wycofanie z publikacji swej książki kompromitującej słynnego zakonnika. Wieść o
rzekomo gotowej już książce obiegła szybko miejscowość, jako że ksiądz Miscio
był nauczycielem w szkole podstawowej i opowiadał o swym dziele nauczycielom.
Ojciec Pio nie przykładał do tych pogróżek żadnej wagi, ale jego bliscy byli
oburzeni postępowaniem kanonika. Jeden z „synów duchowych” Stygmatyka, Emanuel
Brunatto, otrzymał upoważnienie od Michele Forgione, starszego brata Ojca Pio,
by wystąpić w obronie dobrego imienia kapucyna i jego rodziny.
Brunatto
spotkał się kanonikiem, wręczył mu kwotę trzech tysięcy lirów i wspólnie
ustalili, że po wpłaceniu kolejnego tysiąca oszczercza praca nie zostanie
opublikowana. Kanonik twierdził, że pieniądze są potrzebne na pokrycie już
poniesionych kosztów. Po otrzymaniu pisemnego potwierdzenia przyjęcia kwoty
Brunatto złożył doniesienie o szantażu. W czasie przeszukania domu kanonika
Miscio policja odnalazła dwa zeszyty stanowiące rękopis nieukończonej jeszcze
książki, w sumie dziesięć rozdziałów, co uznano za wystarczający dowód w
sprawie. Księdza aresztowano.
* * *
Na sali
sądowej wyraźnie odczuwano podniosłość chwili, zwłaszcza gdy przewodniczący
składu sędziowskiego przywitał oficjeli, a duża część publiczności stojąc
pozdrowiła ich rzymskim salutem, czyli uniesioną, wyciągniętą prawą ręką.
Generał Caradonna był inwalidą wojennym, kombatantem, współpracownikiem
Mussoliniego, uczestnikiem słynnego marszu na Rzym, który jesienią 1922 roku
otworzył faszystom drogę do władzy. Komisarz Camilleri od dwóch lat zarządzał
siłami policyjnymi w regionie, osiągając znaczne sukcesy w walce z szerzącym się
bandytyzmem i zdobywając niezwykłą popularność wśród mieszkańców. Dla wszystkich
było oczywiste, po której stronie sporu stanęli politycy, wiedzieli o tym
również sędziowie i strony konfliktu. Prokurator Cucurollo zdał sobie sprawę, że
od jego wystąpienia zależy nie wyrok, w tej sytuacji łatwy do przewidzenia, ale
jego przyszła kariera w aparacie władzy. Wyszedł na środek sali i rozpoczął
przemowę.
– Wysoki
Sądzie! Szanowni, dostojni goście, przedstawiciele najwyższych władz naszego
państwa i partii!
Stoimy oto w
obliczu majestatu prawa Królestwa Włoch, oczekując wydania sprawiedliwego wyroku
o winie Giovanniego Miscio, oskarżonego o przestępstwo szantażu. Jest to czyn
szczególnie obrzydliwy, ponieważ dokonany został na osobie znanej, szanowanej i
cenionej w całym naszym regionie i naszym kraju. Ojciec Pio cieszy się
nieskazitelną opinią świętego zakonnika, poświęcającego swe życie modlitwie i
dziełom miłosierdzia, nieubiegającego się o zaszczyty ani nietroszczącego się o
swoje sprawy. Nie dziwi więc fakt, że w obronie jego imienia stanęła czcigodna
rodzina oraz szlachetni ludzie.
Dowody
przestępstwa są niepodważalne, potwierdzone dodatkowo przez zeznania świadków
przesłuchanych podczas pierwszej rozprawy, a mianowicie pana burmistrza San
Giovanni Rotondo, ekscelencję Francesca Morcaldiego, nauczycielkę szkoły
elementarnej z San Giovanni Rotondo, panią Marię Pompilio oraz – występującego z
upoważnienia rodziny – kawalera Emanuela Brunatto, kombatanta, walczącego na
pierwszej linii frontu.
Wysoki Sąd
pozwoli, że w swej mowie odniosę się do niektórych tylko argumentów
przedstawionych przez obronę na poprzedniej rozprawie, gdyż w mojej ocenie nie
wolno pozostawić ich bez odpowiedzi.
Otóż obrona,
świadoma przytłaczających dowodów winy, w sposób nikczemny i niegodny próbowała
uczynić z procesu księdza Miscio sąd nad Ojcem Pio. Starała się przekonać Wysoki
Sąd i opinię publiczną, że kanonik Miscio działał w obronie Kościoła, który
rzekomo ośmieszany jest przez szerzących zabobony i ciemnotę kapucynów. Obrona
wezwała na świadków przedstawicieli kleru diecezjalnego, w tym proboszcza San
Giovanni Rotondo, Giuseppe Prencipe i kanonika Domenica Palladino, znanych ze
swej niechęci do Ojca Pio i jego dzieła, czemu niejednokrotnie dawali wyraz w
swych wystąpieniach, a czego potwierdzeniem były ich zeznania złożone na tej
sali. Obrona przedstawiła też list od arcybiskupa Pasquale Gagliardiego
popierający oskarżonego. Pytam dziś: cui bono? W jakim celu to uczyniono?
Przecież nie po to, by zaprzeczyć oczywistemu przestępstwu szantażu. Chodziło o
to, by skalać dobre imię zakonnika, by znieważyć jego zakon, obrazić osoby
kochające go i gromadzące się w klasztornym kościele. Aby rzucić cień na
szlachetne dzieła, jakie zakon podejmuje w San Giovanni Rotondo, spośród których
wymienię tylko otwarty niedawno szpital św. Franciszka z dwudziestoma miejscami
dla chorych, szkołę krawiectwa dla biednych dziewcząt, opiekę nad sierotami
wojny, pomoc najuboższym. Dla mieszkańców San Giovanni Rotondo osoba Ojca Pio
jest nie tylko znakiem świętości i pobożności, ale również opatrznościowym
darem, gwarantującym utrzymanie rodzin przez przyjmowanie pielgrzymów,
prowadzenie kuchni, hoteli, instytucji charytatywnych, co przy biedzie i wysokim
bezrobociu w naszym regionie jest dodatkowym powodem czci i szacunku dla
zakonnika i jego współbraci.
Obrona
przyjęła nikczemną i pokrętną linię działania, próbując odwrócić uwagę od
rzeczywistych przestępstw i dokonać sądu nad pokrzywdzonym. Ale postępowanie
obrony nie dziwi, zważywszy na fakt, że adwokat oskarżonego to znany powszechnie
socjalista, a z kolei kanonik Miscio to działacz rzekomo katolickiej partii
ludowej, do której z taką rezerwą odniósł się sam ojciec święty Pius XI. Jakże
przewidujący okazał się nasz wódz Mussolini, demaskując układy socjalistów i
popolarów, których przecież najlepszym dowodem jest ta niegodziwa, wspólnie
opracowana, linia obrony.
Oszustwo,
przebiegłość, chciwość, zawiść i obrażanie narodu włoskiego należą do cech tego
obozu. To przez takich jak oni podżegaczy nasz kraj, a także nasza prowincja
były świadkiem krwawych zamieszek. To przez takich jak oni w San Giovanni
Rotondo kilkanaście osób straciło życie, a blisko pięćdziesiąt zostało rannych,
co na zawsze pozostanie w naszej pamięci. Na szczęście czasy, kiedy oszuści,
szantażyści i krętacze z gatunku Borellich i Miscio ustanawiali w naszym kraju
prawa, odeszły do niechlubnej przeszłości.
W imieniu
prokuratury prowincji Foggia oraz strony pokrzywdzonej wnoszę do Wysokiegu Sądu
o jak najsurowszy wymiar kary.
Wystąpienie
prokuratora zostało przyjęte brawami większości osób zebranych na sali.
Przewodniczący składu sędziowskiego musiał kilkakrotnie uspokajać publiczność,
zanim głos zabrał adwokat oskarżonych.
– Wysoki
Sądzie! Nie podejrzewam, aby wyrok na mojego klienta mógł zapaść gdzie indziej,
aniżeli na tej sali. Dlatego, wbrew wszelkim oznakom przychylności władz
politycznych i administracyjnych okazywanych stronie skarżącej, będę nadal
starał się dowieść niewinności mojego mocodawcy. Zanim to nastąpi, chciałem
dodać kilka słów gwoli jasności.
Tu, na tę
salę rozpraw, wkroczyła dziś polityka. Ale nie w osobie czcigodnych gości. Otóż
pan prokurator oskarżył nagle mojego klienta nie o szantaż i oszustwo, co jest
przedmiotem sprawy, ale o wszelkie zbrodnie i gwałty popełniane w naszym kraju w
ostatnich latach. Pominę fakt, że niezgodnie z prawdą posądził mnie i mojego
mocodawcę o przynależność partyjną. Oświadczam, że nie jestem socjalistą, a don
Miscio nie jest członkiem partii ludowej, ponieważ obie te partie zostały
rozwiązane, podobnie jak wszystkie inne organizacje niepopierające faszystów.
Możliwe, że prokurator poszedłby dalej w swych oskarżeniach. Może oskarżyłby nas
o morderstwo deputowanych Mateottiego i Amendoli, może o zabójstwo setek i
tysięcy przeciwników faszyzmu w ciągu ostatnich lat, o demolowanie lokali
partyjnych, o zamykanie gazet… Może oskarżyłby nas i o to, gdyby nie fakt, że w
styczniu ubiegłego roku, premier naszego rządu i wódz naszej jedynej partii,
Benito Mussolini, przemawiając w parlamencie, powiedział: „oświadczam w obliczu
całego narodu, że ja sam biorę na siebie odpowiedzialność polityczną, moralną i
historyczną za wszystko, co się dokonało”…
Wystąpienie
przerwały gwizdy i okrzyki oburzenia. Również siedzący w pierwszych ławach
przedstawiciele władz głośno protestowali. Przewodniczący sądu z trudem uspokoił
wzburzony tłum.
– Panie
mecenasie, ostrzegam pana, że za kolejną prowokację polityczną odbiorę panu głos
i zostanie pan oskarżony o obrazę sądu i władz państwowych.
–
Przepraszam, Wysoki Sądzie. Wracam do meritum.
Oświadczam
zatem, że nigdy nie było naszą intencją, moją i mojego mocodawcy, szkalowanie
dobrego imienia Ojca Pio, którego darzymy wielkim szacunkiem i czcią, jako
świątobliwego zakonnika…
Te słowa
obrony wywołały jeszcze większe poruszenie na sali i widoczną konsternację
prokuratora, a nawet składu sędziowskiego. Gdy gwar ucichł, mecenas kontynuował
mowę.
– Oskarża
się mojego klienta o szantażowanie zakonnika z San Giovanni Rotondo. Jednak
osoba, której ten szantaż miał dotknąć, Ojciec Pio, kapucyn, sama nie wniosła
aktu oskarżenia. Skądinąd wiem, że była przeciwna rozpoczynaniu sporu sądowego.
Kogo zatem miał szantażować kanonik Miscio? Czyżby pana Emanuela Brunatto, który
uczynił się pełnomocnikiem rodziny zakonnika? Mowię: uczynił się, ponieważ wiem,
że po wyrzuceniu go z klasztoru, co nastąpiło dopiero po interwencji najwyższych
władz kościelnych, zamieszkał w Pietrelcinie, u rodziny Ojca Pio, ludzi prostych
i niepiśmiennych, przedstawiając się im jako jedyny obrońca ich wielkiego
krewnego. Wiem, że namówił obywatela Michele Forgione nie tylko do udzielenia mu
pełnomocnictwa procesowego, ale i do podjęcia innych decyzji prawnych, o których
nie miejsce tu i pora mówić, ale które z pewnością okażą się szkodliwe dla
rodziny Forgione.
Kim jest
zatem pan Brunatto, którego oskarżenie przedstawia jako czcigodnego i pobożnego
kawalera oddanego Ojcu Pio?
Otóż to
przestępca, skazany 10 maja 1921 roku przez sąd w Turynie za fałszowanie
dokumentów i oszustwa; to spekulant i szantażysta, który dorobił się majątku,
grożąc opublikowaniem materiałów kompromitujących wielu znakomitych obywateli
naszego kraju. Owszem, jest byłym żołnierzem wielkiej wojny, lecz prokuratura
zapomniała dodać, że na pierwszą linię frontu trafił wyrokiem sądu wojennego za
organizowanie nielegalnego handlu prowiantem i bronią przeznaczonymi dla wojska.
To ten sam
Brunatto, znany również pod nazwiskami De Felice albo De Rossi, który zamieszkał
w klasztorze kapucyńskim w San Giovanni Rotondo, wkradając się w łaski Ojca Pio
i udając jego duchowego syna. Być może zamieszkał tam wraz ze swoją kochanką
Giuliettą, z którą wspólnie prowadził nielegalne interesy po porzuceniu
prawowitej żony. To ten, który organizował bunty przeciwko władzom kościelnym,
gdy te chciały przenieść świątobliwego zakonnika do innego klasztoru; który,
podburzywszy tłum, przekonywał o potrzebie obrony klasztoru nie tylko przez
kohortę milicji, ale również napuszczanie bojówek „czarnych koszul” na
wizytujących klasztor dostojników; który pieniądze, przekazywane dla Ojca Pio
przez jego czcicieli, wydawał w sposób budzący zastrzeżenia biskupa i
proboszcza; który z tych pieniędzy, a także z dotacji otrzymanej od burmistrza
Morcaldi, stworzył „Szkołę Kroju i Szycia” dla biednych dziewcząt, a jej
kierowniczką uczynił, a jakże, rzeczoną Giuliettę. To wreszcie ten sam
awanturnik, który przed kilkoma miesiącami wydał książkę szkalującą biskupa
Manfredonii i kler diecezjalny, szumnie nazywając ją biografią Ojca Pio. Dodam,
że Święte Oficjum już po kilku dniach umieściło tę pozycję na indeksie dzieł
zakazanych.
I ten oto
człowiek oskarża mojego klienta o szantaż i oszustwo!
Żałuję, że
Wysoki Sąd nie zgodził się na odczytanie fragmentów książki mojego mocodawcy
dołączonej do akt sprawy. Wtedy stałoby się jasne, że nie tyle godzi ona w dobre
imię zakonnika, co demaskuje oszustów i aferzystów otaczających świątobliwą
osobę i żyjących na jej koszt, jak pan Brunatto. Oskarża tych, którzy dostrzegli
żyłę złota, jaką jest Ojciec Pio, i z niej zasilają swoją karierę polityczną,
jak burmistrz Morcaldi. Którzy grzeją się w blasku świętości kapucyna i wynoszą
się ponad innych, jak zakonnicy z klasztoru. Którzy twierdzą, że mają prawo do
łamania kościelnej dyscypliny, jak fanatyczne kobiety otaczające zakonnika.
To właśnie
oni przestraszyli się przygotowywanej publikacji księdza Miscio. I dlatego pan
Brunatto sam zaproponował, podkreślam – zaproponował księdzu kanonikowi
wycofanie książki w zamian za zwrot poniesionych kosztów. Nie ma tu więc mowy
ani o szantażu, ani o oszustwie. Nie ma też żadnych dowodów winy, bowiem sam
fakt napisania książki, choćby najbardziej krytycznej, jak również przyjęcie
rekompensaty za poniesione koszta, mogą być rzeczą naganną, ale nie prawnie
zabronioną. Mamy tylko słowo przeciwko słowu. Pamiętajmy jednak, że za jednym
słowem stoi człowiek taki, jak pan Emanuel Brunatto, a za drugim – znany i
szanowany, co przyznali nawet świadkowie oskarżenia – kapłan Giovanni Miscio.
Dlatego wnoszę o uniewinnienie oskarżonego i uznanie bezpodstawności zarzutów.
Mowa
adwokata rozgrzała publiczność do czerwoności. Gdy sąd udał się na naradę, w
stronę oskarżonego, obrońcy i ich zwolenników posypały się niewybredne okrzyki i
groźby. Wkroczyła straż sądowa, która oddzieliła kordonem przeciwne strony.
Po niespełna
kwadransie przerwy woźny zapowiedział ogłoszenie wyroku. Zgromadzeni uciszyli
się i stojąc słuchali słów przewodniczącego składu sędziowskiego.
– Wyrok w
imieniu Królestwa Włoch. Sąd rejonowy w Foggii w składzie tu obecnym, 2 grudnia
1926 roku, po rozpoznaniu sprawy jak w akcie oskarżenia, uznaje oskarżonego
winnym oszustwa i wyłudzenia pieniędzy na szkodę rodziny Forgione z Pietrelciny,
jednocześnie zmieniając kwalifikację prawną czynu. Za popełnione przestępstwo
sąd skazuje oskarżonego na karę pozbawienia wolności na okres trzech miesięcy
oraz karę pieniężną w wysokości jednego tysiąca lirów według roszczenia strony
wnoszącej, w tym na rzecz wykonania wyroku w wysokości jednego lira, oraz na
zwrot kosztów postępowania. Sąd zawiesza wykonanie wyroku pozbawienia wolności
na okres lat pięciu.
Po
ogłoszeniu wyroku obie strony zapowiedziały wniesienie apelacji.
Edward Augustyn
„Głos Ojca Pio” (nr 49/2008)
www.glosojcapio.pl
***
Klopotliwy obrońca
Emanuel
Brunatto – był najbardziej kontrowersyjną postacią z otoczenia Ojca Pio w latach
1921-1926. Był też powodem jego wielu problemów i nałożonych kar kościelnych.
Urodził się
w Turynie w 1892 roku. W czasie wojny został oskarżony o przemyt i nielegalny
handel, a także o szantaż i zbieranie kompromitujących dokumentów na
przełożonych, co z czasem stało się jego sposobem na dostatnie życie. Po wojnie
skazany został za wyłudzanie kredytów i fałszowanie dokumentów. Porzucił żonę i
z kochanką o imieniu Giulietta wyjechał do Neapolu. Zakładał firmy, których
jedynym celem było szybkie bogacenie się kosztem klientów.
W 1921 roku,
po przeczytaniu w gazecie artykułu o stygmatyzowanym zakonniku z Gargano, udał
się do San Giovanni Rotondo. Przeżył nawrócenie po spowiedzi u Ojca Pio i
zamieszkał w szałasie w górach, skąd codziennie o czwartej rano przychodził do
kościoła, by służyć do Mszy słynnemu zakonnikowi. W 1922 roku zapadł na
zapalenie oskrzeli i Ojciec Pio poprosił gwardiana klasztoru o udzielenie
choremu gościny. Brunatto został mieszkańcem klasztoru, brał udział we
wszystkich praktykach zakonnych, został zaufanym „synem duchowym” Ojca Pio.
Organizował mieszkańców San Giovanni Rotondo do pilnowania klasztoru, gdy władze
kościelne postanowiły przenieść Ojca Pio w inne miejsce. Bunt i groźby
mieszkańców były głównym powodem, dla którego decyzji o przeniesieniu nie
wykonano. W 1925 roku na polecenie Świętego Oficjum musiał opuścić klasztor.
Ojciec Pio zgodnie z wolą przełożonych zerwał z nim kontakty, ale Brunatto do
końca życia pozostał jego gorliwym czcicielem i obrońcą. Niestety obrona ta
polegała głównie na atakowaniu Kościoła, który – zdaniem Brunatto – prześladował
Stygmatyka. Próbował przekonać kardynałów Świętego Oficjum do zniesienia kar
nałożonych na Ojca Pio, prezentując im materiały kompromitujące biskupa
Manfredonii i księży z jego diecezji. W 1926 roku pod nazwiskiem De Rossi
opublikował książkę „Padre Pio di Pietrelcina”, w której umieścił zebrane
dokumenty obciążające kler diecezji Manfredonia. W 1933 roku wydał kolejną
książkę „Antychryst w Kościele” (pod pseudonimem John Willougby), atakującą
kardynałów, a nawet ojca świętego. Był też współautorem, wraz z Francesco
Morcaldim, książki „Listy do Kościoła” (Lipsk 1929). Ojciec Pio kilkakrotnie
korespondencyjnie prosił go o zaprzestanie tego typu działalności.
W latach
trzydziestych oraz w czasie drugiej wojny światowej Brunatno był udziałowcem,
wraz z ważnymi osobistościami faszystowskich Włoch, kilku niezwykle dochodowych
firm. Ożenił się z ponad ćwierć wieku młodszą Francuzką, z którą miał czworo
dzieci. Prowadził interesy we Francji i Szwajcarii. Przekazane przez niego
ofiary pieniężne w znacznym stopniu przyczyniły się do powstania klasztoru
kapucynów w Pietrelcinie i Domu Ulgi w Cierpieniu w San Giovanni Rotondo. W 1963
roku opublikował „Białą Księgę” o prześladowaniach Ojca Pio i domagał się
międzynarodowego arbitrażu w tej sprawie pod patronatem ONZ.
Zmarł w
Rzymie w 1965 roku w niewyjaśnionych okolicznościach. Bogate archiwum dokumentów
i mikrofilmów, które zbierał przez całe życie, zaginęło.
„Głos Ojca Pio” (1/2008)
• inne
publikacje "Głosu Ojca Pio"
Opublikowane za zgodą

• Głos Ojca Pio |