Głos Ojca Pio
Klucz do radości duchowej
Krótkie wprowadzenie w rozeznawanie duchów
Cezary Sękalski
Radość wydaje się dziś
najbardziej poszukiwanym towarem, zaraz po chlebie. Najlepiej widać to we
wszędobylskich reklamach. Najczęstszym uwiarygodnieniem wartości jakiegokolwiek
towaru jest uśmiechnięta i szczęśliwa twarz konsumenta. Specjaliści od
marketingu i reklamy często mawiają wprost, że proponując droższe towary, tak
naprawdę nie sprzedają ich, ale… dobre samopoczucie. Jednak gdybyśmy chcieli
temat radości sprowadzić tylko do konsumpcji, bardzo byśmy go spłycili…
Temat
radości jest nieodłącznie związany z chrześcijaństwem, którego główne księgi
nieprzypadkowo zostały nazwane Dobrą Nowiną. Nie znaczy to jednak, że każdy
chrześcijanin wchodzący na drogę życia wewnętrznego od razu dostaje się do
krainy wiecznego uśmiechu, jak z młodzieżowych pism, w których wszystko jest
„super”, „cool” i „ekstra”. Zaglądając do Ewangelii, od razu natrafiamy na
swoistą dychotomię: z jednej strony Jezus obiecuje swoim uczniom życie w
obfitości (a więc i radość), a z drugiej cierpienie i krzyż. W życiu wielu
świętych, mistrzów życia duchowego, łatwo odnajdziemy tę prawidłowość, że radość
i smutek są jak dwie strony medalu.
Pocieszenie i strapienie duchowe
Św. Ignacy
Loyola wniósł wielki wkład w zbudowanie systemowego podejścia wobec tych dwóch
stanów ducha. W swoich „Ćwiczeniach duchowych” (=ĆD) mówi on o tym, że człowiek
podążający drogą rozwoju duchowego znajduje się albo w stanie pocieszenia
duchowego, albo w stanie strapienia.
Pierwszy z
tych stanów charakteryzuje się spontanicznym wzrostem wiary, nadziei i miłości.
Człowiek pragnie wówczas żyć w bliskości z Bogiem, chce Mu służyć, a
doświadczanie Bożej miłości sprawia, że żaden grzech nie wydaje się mu już
atrakcyjny. Pocieszenie jest czystym darem łaski. Zwykle pojawia się po
otrzymaniu rozgrzeszenia, gdy pojednani z Bogiem odchodzimy od kratek
konfesjonału, ale też wiąże się z głębokim przeżywaniem modlitwy czy
sakramentów. Nie muszą to być od razu jakieś nadprzyrodzone, wielkie uniesienia
mistyczne, ale zwykłe codzienne radości z doświadczenia przez człowieka bliskiej
relacji ze swoim Stwórcą. Św. Ignacy zachęca osoby przeżywające ten stan do
realizmu duchowego, ponieważ wówczas pojawia się świadomość słabości człowieka,
gdy nie doświadcza Bożej pomocy.
W stanie
strapienia człowiek przeżywa wiele niepokojów i poruszeń ku „rzeczom niskim”, a
jego dusza pozostaje „leniwa, letnia, smutna i jakby odłączona od swego Stwórcy
i Pana” (ĆD, 317). Św. Ignacy ukazuje trzy powody występowania tego stanu.
Pierwszy to zaniedbanie dyscypliny modlitewnej i ascetycznej. Jest oczywiste, że
jeśli człowiek przestaje pielęgnować swoją relację z Bogiem, zaistniałą pustkę
bardzo łatwo zagospodarowują różne destrukcyjne myśli i pokusy. Stan strapienia
może jednak pojawiać się także bez winy danego człowieka. Wtedy stanowi próbę
wierności Bogu, a chrześcijanin ma okazję przekonać się, na ile potrafi postąpić
w rozwoju duchowym bez pomocy łask odczuwalnych. Doświadczenie trudu i oschłości
może go umocnić w pokorze. Kiedy bowiem pozostaje w stanie pocieszenia, często
może mu się wydawać, że nad wszystkim w swym życiu panuje, a nawet, że to on sam
jest autorem swego życia duchowego.
Jak nie
poddać się strapieniu
Autor
„Ćwiczeń duchowych” formułuje wiele rad dla osób znajdujących się w stanie
strapienia. Przede wszystkim wskazuje, by nie ulegać zniechęceniu, lecz
przełamywać swoją niechęć do modlitwy i podejmować różne praktyki duchowe. To
oczywiście nie jest łatwe, ale cóż znaczyłoby nasze chrześcijaństwo, gdybyśmy
wszystkie związane z nim praktyki podejmowali w sposób lekki, łatwy i przyjemny…
Zdolność do podejmowania trudu jest najlepszym probierzem dojrzałości duchowej
chrześcijanina.
Osobom
znajdującym się w stanie strapienia św. Ignacy radzi również, aby ożywiali w
sobie ufność w Bożą opiekę. To ważne, bo w takich momentach łatwo ulec myśli, że
pomimo braku ewidentnej winy w postaci grzechu jest się jednak opuszczonym przez
Boga.
Św. Ignacy
mówi ponadto, aby nie zmieniać decyzji, które powzięło się wcześniej, w stanie
pocieszenia. W przeciwnym razie ryzykujemy, że każda napotkana trudność będzie
odwodzić nas od podjętych zobowiązań.
Walka
duchowa
Dla św.
Ignacego strapienie i pocieszenie nie są tylko stanami psychologicznymi, ale
terenem prawdziwej walki duchowej. Zgodnie z wcześniejszą tradycją wyróżnia on
dwie podstawowe siły oddziałujące na człowieka: poruszenia złego ducha oraz
poruszenia dobrego ducha.
Szatan
niejednokrotnie posługuje się zranioną (przez grzech pierworodny, jak i przez
grzechy cudze) naturą człowieka. Bywa, że podsycając różne lęki i niepokoje, a
także rozpalając ludzką pychę i pożądliwość, próbuje popchnąć człowieka do
grzechu. Poznając zatem swoje namiętności i niedoskonałości, poznajemy również
sposób, w jaki „ojciec kłamstwa” próbuje nami manipulować.
Z kolei
poruszenia dobrego ducha prowadzą nas zawsze ku dobru. Mogą być one dobrą myślą,
natchnieniem czy wyobrażeniem. Bóg może także działać w duszy poprzez różne
łaski bezpośrednio w sposób mistyczny (w przeciwieństwie do złego ducha, który
może na duszę oddziaływać tylko za pośrednictwem wywołanych w nas uczuć bądź
wyobrażeń). Dobry duch pozostawia zawsze człowiekowi wolność; jego działanie
jest tylko pewnym zaproszeniem do współdziałania z łaską.
Podszepty duchów dobra i zła
Człowiek
jest nieustannie terenem oddziaływania wspomnianych dwóch sił duchowych. Św.
Ignacy w „Ćwiczeniach duchowych” ukazuje, w jaki sposób duchy: dobry i zły
oddziałują na człowieka w zależności od jego sytuacji duchowej. Osobę, która
żyje w grzechu, zły duch próbuje uwikłać w różne namiętności, ukazując jej
„zwodnicze przyjemności”, aby coraz bardziej pogrążała się w swoich wadach i
grzechach. Takiej osobie grzech w pierwszej odsłonie często jawi się jako
rzeczywistość bardzo atrakcyjna i pociągająca. Szybko jednak ujawnia swoje
śmiercionośne działanie, kiedy mu się ulegnie. Natomiast duch dobry na człowieka
uwikłanego w grzech działa poprzez wyrzuty sumienia, które mają skłonić go do
odwrócenia się od nieprawości. To szczególny przypadek, ponieważ pocieszenie
przybiera charakter uczuć, wydawałoby się, negatywnych. Jednak, gdy się za nimi
pójdzie, szybko okaże się, że przemieniają się w duchową radość.
Nieco
inaczej działają duchy w przypadku ludzi, którzy „usilnie postępują w
oczyszczeniu się ze swoich grzechów” (ĆD, 315). W tym przypadku zły duch próbuje
człowieka powstrzymać w rozwoju. Wzbudza w jego sercu fałszywe niepokoje co do
stopnia trudności drogi, którą wybrał, albo poczucie „chełpliwości i próżnej
chwały”. Wreszcie stara się też nadmiernie koncentrować uwagę człowieka na jego
słabościach i wpędzić go w ten sposób w skrupuły. Dobry duch w takim przypadku
dodaje człowiekowi odwagi, aby mężnie kroczył drogą rozwoju duchowego, nie
oglądając się na zastawiane przez Złego pułapki.
Odpowiedź człowieka
Tak więc
człowiekowi idącemu drogą rozwoju duchowego dobry duch zawsze przynosi pokój i
radość, zaś zły stara się go złamać, dostarczając niepokoju i smutku. Św. Ignacy
nie próbuje rozstrzygać, czy każda negatywna myśl, która pojawia się w naszej
głowie, pochodzi od Szatana. Nie jest bowiem aż tak bardzo istotne, czy w danym
przypadku odzywa się nasza pożądliwość, czy chodzi o podszept Złego. Ważniejsze
jest, aby w każdej sytuacji umieć rozeznać, jakie dana myśl rodzi w nas owoce:
czy zbliża nas do Boga, czy też oddala? Inaczej mówiąc, czy rodzi w nas duchowe
pocieszenie, czy strapienie? Jeśli jakaś myśl jest destrukcyjna, należałoby ją
odrzucić, bez względu na jej pochodzenie.
Św. Ignacy
demaskuje taktykę, jaką zły duch przyjmuje wobec osób początkujących na drodze
życia duchowego. Po pierwsze, atak Złego się wzmaga, gdy człowiek niezbyt
zdecydowanie sprzeciwia się pokusie, natomiast jego siła szybko niknie, gdy
człowiek pozostaje niewzruszony w swych zasadach. Po drugie, w interesie złego
ducha jest, by jego pokusy i sugestie nie zostały wyjawione spowiednikowi ani
kierownikowi duchowemu. Trzecim rysem taktyki diabelskiej jest atakowanie
człowieka od jego najsłabszej strony. Stąd wynika potrzeba gruntownego poznania
siebie, aby móc właściwie się zabezpieczyć.
Z
podniesionym czołem
Warto się
zastanowić, czy nasze smutki i strapienia nie wynikają aby z ulegania
destrukcyjnym podszeptom. Oczywiście życie niejednokrotnie przynosi nam różnego
rodzaju przykrości. Choroba, śmierć bliskiej osoby, niekorzystna dla nas zmiana
okoliczności, utrata pracy czy choćby czyjaś złośliwość – wszystko to może
stanowić obiektywną przyczynę strapienia. Od nas jednak zależy, czy do takiej
sytuacji podejdziemy przygotowani duchowo, czy też bezkrytycznie jej ulegniemy,
osuwając się w bierność, smutek i zniechęcenie.
„Głos Ojca Pio” (36/2005)
• inne
publikacje "Głosu Ojca Pio"
Opublikowane za zgodą

• Głos Ojca Pio |