Głos Ojca Pio
Przytul mnie
Joanna Piestrak
– No, nie płacz już. Idziemy
do domu – uspokaja mama zapłakanego pięciolatka. Dla człowieka dorosłego pobyt w
szpitalu jest stresujący, a co dopiero dla dziecka. Maluchy najbezpieczniej
czują się we własnym domu: z mamą, tatą, rodzeństwem, ulubionymi zabawkami i
zwierzątkiem.
– Mówiąc
obrazowo, dom jest dla dziecka tym, czym gniazdo dla pisklaka – schronieniem,
którego nie opuszcza, dopóki nie nauczy się latać. A nasze dzieci nigdy nie będą
umiały samodzielnie funkcjonować – mówi specjalista chorób dzieci, Krzysztof
Nawrocki, dyrektor krakowskiego Centrum Hospicyjnego i Opiekuńczo-Leczniczego
dla Dzieci im. Ojca Pio. – Zatem niech zostaną w gnieździe pod opieką rodziców,
a my pomożemy im uczynić je bardziej przytulnym.
Pacjent,
który nie jest chlubą lekarza
Hospicjum
dla Dzieci im. Ojca Pio jest zespołem opieki paliatywnej działającym na terenie
Krakowa i województwa małopolskiego. Prowadzi specjalistyczną opiekę medyczną
nad nieuleczalnie chorymi dziećmi w miejscu ich zamieszkania, od momentu
podjęcia przez rodziców i lekarzy decyzji o zakończeniu leczenia w warunkach
szpitalnych. – Opiekujemy się dziećmi z chorobami onkologicznymi, wadami
genetycznymi, wadami wrodzonymi układu oddechowego, układu krążenia, ciężkim
porażeniem mózgowym. Dziećmi, które nie są chlubą żadnego oddziału szpitalnego,
bo dla lekarza chlubą jest pacjent, który przychodzi do szpitala chory, a
wychodzi z niego zdrowy. Zwłaszcza młodzi lekarze nie umieją przyznać się do
bezsilności. To najtrudniejsze w tym fachu – mówi Nawrocki.
Przypadki
układają się w pewną całość
Hospicjum
powstało po tym, jak matka dziecka z bardzo ciężką postacią dziecięcego
porażenia mózgowego, w odpowiedzi na odmowę przyjęcia go do szpitala,
wykrzyczała Nawrockiemu na izbie przyjęć: Niech mi Pan nie opowiada takich
rzeczy, że nie może przyjąć mojego dziecka do szpitala! To co ja mam zrobić?! Do
kogo się zwrócić?!
Ta sytuacja
uświadomiła mu, że uporczywa terapia jest pogwałceniem godności ludzkiej, a po
drugie stała się impulsem do działania: – Ponieważ w Szpitalu im. Żeromskiego
wychowywałem się od „małego” lekarza, zacząłem tutaj prowadzić pertraktacje.
Podczas tych rozmów szefowa Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, która znała
działalność Domu Ulgi w Cierpieniu, powiedziała: Mam nawet dla was nazwę –
hospicjum im. Ojca Pio. Bardzo się nam to spodobało, znaliśmy bowiem postać i
duchowość Świętego.
– Potem
okazało się, że w kaplicy szpitalnej znajdują się pierwsze w Polsce relikwie
Ojca Pio. Wcześniej, choć pracuję w tym szpitalu od 1984 roku, o tym nie
wiedziałam. Uznaliśmy to za znak Boży – dodaje Barbara Jabłońska, jedna z
czterech pielęgniarek pracujących w hospicjum.
– Czasami w
życiu zdarzają się przypadki, które później układają się w pewną całość –
kontynuuje przerwany wątek Nawrocki. Spotyka się na swej drodze ludzi, z którymi
nie spotkalibyśmy się, gdyby nie tego typu instytucje i nagle okazuje się, że
mamy wiele wspólnego w podejściu do pewnych spraw i w sposobie rozumowania. Nasz
patron nigdy nam nie przeszkodził w czymkolwiek, wprost przeciwnie. Jednak dla
urzędnika, który ma złożyć podpis na dokumentach, zwykle nie ma to większego
znaczenia. Dla niego liczy się przede wszystkim fakt, czy hospicjum działa
zgodnie z wymogami prawa. Ale – jak mawia zaprzyjaźniony z nami ojciec Antoni
Kieć, kapelan naszego szpitala: Nie martwcie się, już tam nad wami z góry św.
Ojciec Pio czuwa – kilka razy zdarzyło się, że rzeczy, wydawałoby się,
niemożliwe, stały się proste do zrealizowania.
Bardzo
szybko, bo zaledwie po pięciu miesiącach działalności, hospicjum uzyskało status
Organizacji Pożytku Publicznego, choć Sąd Gospodarczy w Krakowie do rejestracji
wymaga prowadzenia takiej działalności przez co najmniej dwa lata. – Sprężaliśmy
się mocno, aby zadośćuczynić wszystkim dodatkowym wymogom, które sąd rejestrowy
przed nami stawiał – wyjaśnia Anna Nawrocka, prezes zarządu, z wykształcenia
prawnik, która zajmuje się prowadzeniem hospicjum od strony
administracyjno-prawnej. Chodziło nam bowiem o zapewnienie podstaw finansowych
dla prowadzonej przez nas działalności, ponieważ kontrakt z NFZ mieliśmy raptem
na 3,3 dziecka i to dopiero od stycznia 2007 roku.
Piękny i
wzniosły cel to nie wszystko
Nie
wystarczy piękny i wzniosły cel. Rzeczywistość jest bezwzględna: na ogół
podopieczni hospicjum pochodzą z ubogich rodzin, dla których obciążenia związane
z chorobą dziecka przekraczają ich możliwości. Dlatego hospicjum nie tylko
refunduje wszystkie zlecone medykamenty, ale też, jeśli zachodzi taka potrzeba,
dostarcza żywność. Jednej rodzinie dofinansowało remont łazienki, żeby
przystosować ją do potrzeb ludzi niepełnosprawnych, dla innej pozyskało
kaloryfery, ponieważ dom był nieogrzewany i w takich warunkach przebywał
chłopiec przykuty do łóżka. Spłaca też kredyt zaciągnięty na zakup sprzętów
domowych, ponieważ umożliwiają one matce poświęcenie więcej czasu dziecku.
– Samym
słowem Bożym nie da się ukoić bólu ani zapobiec dusznościom, tu potrzebny jest
lek. Ale należy przy tym pamiętać, żeby porozmawiać z pacjentem – mówi Nawrocki.
Dzieciom pozbawionym kontaktu werbalnego ze światem można tylko towarzyszyć.
Czasami więcej daje dotknięcie, ciepły odruch serca niż najlepszy medykament.
Nie jest tak, że te dzieci to przysłowiowe roślinki. Bo one reagują na naszą
obecność. Można się śmiać oczami – wszyscy to wiemy. Można z nich wyczytać
wszystko. W końcu to nie ja wymyśliłem, że oczy są zwierciadłem duszy.
Praca w
ośrodku opieki paliatywnej jest wymagająca. Oprócz kwalifikacji medycznych
trzeba mieć jeszcze wrażliwość serca. – Nie każdego, nawet z wysokimi
kwalifikacjami zawodowymi, moglibyśmy przyjąć do naszego zespołu – podkreśla
pani prezes. Personel hospicjum po pewnym czasie zaprzyjaźnia się nie tylko ze
swoimi podopiecznymi, ale też z ich rodzicami i rodzeństwem do tego stopnia, że
np. pielęgniarka Dorotka staje się ciocią Dorotką. Dotyczy to zwłaszcza rodzin z
mniejszych miejscowości, które zwykle pozostawione same sobie właściwie nie mają
możliwości psychicznego odreagowania.
Wystarczy
usiąść i porozmawiać
Rodzice i
rodzeństwo chorych dzieci łakną nawet zwykłej rozmowy i zrozumienia. Wystarczy
zatem usiąść i porozmawiać, poświęcić trochę czasu, zaangażować się w ich
sprawy. Życie tych rodzin kręci się bowiem wokół nieuleczalnie chorego dziecka.
Ono jest najbardziej potrzebujące, więc rodzice skupiają się na nim, zapominając
w sposób świadomy o sobie i pozostałym rodzeństwie. Po pewnym czasie dochodzi u
nich do wyczerpania w sensie fizycznym i duchowym. Wtedy z pomocą przychodzi
psycholog, który uczy ich, jak radzić sobie ze stresem, żeby nie pogubić się w
tej trudnej sytuacji życiowej. Wsparcie psychologiczne hospicjum świadczy w
czasie choroby i umierania dziecka, jak również po jego śmierci.
Ponadto
rodzice mogą w nim uzyskać pomoc socjalną i prawną, a także duchową. – Pod naszą
opieką znajdują się ludzie różnych wyznań. Nie możemy więc w żaden sposób urazić
ich przekonań religijnych. Nie narzucamy się zatem z pomocą. Raczej staramy się
wyjść im naprzeciw w różny sposób – wyjaśnia lekarka Małgorzata Musiałowicz,
drugi specjalista chorób dzieci na stałe pracujący w hospicjum. – Nawiązaliśmy
kontakt z księdzem Lucjanem Szczepaniakiem, który jest kapelanem
Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu, i z tej racji posiada duże
doświadczenie w pracy z ciężko chorymi dziećmi i ich rodzinami. On służy nam
wsparciem i poradą, uczy, jak pewne kwestie rozwiązywać. Kolejny podjęty przez
nas krok to nawiązanie kontaktu z parafiami, do których należą nasze dzieci. W
kaplicy szpitalnej, gdzie znajdują się relikwie Ojca Pio, odprawiana jest Msza
Święta, a po niej odbywają się spotkania kapelana z potrzebującymi wsparcia
rodzinami. I jeszcze jedna rzecz, która jest w trakcie załatwiania: zakonnicy z
jednego z zakonów kontemplacyjnych w Polsce będą mieć pod opieką modlitewną
nasze rodziny, by w ten sposób zaopatrywać je duchowo.
– Choć
zdarzają się nam chwile wzruszeń, takie zwykłe, codzienne sytuacje, małe i duże,
nie staramy się sobie za wiele przypisywać – kończy rozmowę Nawrocki.
Trzeba
tylko chcieć i walczyć o swoje
Co na temat pomocy świadczonej przez hospicjum im. Ojca Pio mają do powiedzenia
rodzice nieuleczalnie chorych dzieci, można przeczytać na forum internetowym
www.niepokoje.nazwa.pl. Jeden z zamieszczonych tam wpisów wygląda następująco:
„Moje hospicjum było wspaniałe, a raczej lekarz Nawrocki, no i wszystkie
pielęgniarki. Troszkę mi ich brakuje. W domu też można opiekować się przewlekle
chorym dzieckiem, uwierz mi. Trzeba tylko chcieć i walczyć o swoje. Ewa, mama
Oli z mpd” (mózgowe porażenie dziecięce).„Głos Ojca Pio” (50/2008)
• inne
publikacje "Głosu Ojca Pio"
Opublikowane za zgodą

• Głos Ojca Pio |