Antoni Skowroński
Wakacyjny fundusz inwestycyjny
Kiedy dzieci osiągają wiek tak zwanej
pełnoletniości, przypominają ptaki na coraz to dłużej wylatujące z
gniazda. W ten sposób oswajają stopniowo rodziców z nieuchronnym
ostatecznym odlotem. Dla matki i ojca to znak, że nadszedł czas na
podsumowania dotyczące efektów wieloletnich wysiłków wychowawczych.
Prowadząc z żoną takie rozmyślania, zapytaliśmy
nasze „dzieci” wprost (syn 21 lat, córka 20 i drugi syn 17), co one
myślą o latach spędzonych w rodzinnym domu. Po wysłuchaniu głównie
krytyki pod adresem stosowanych przez nas metod wychowawczych
zapytaliśmy, co wspominają najlepiej. Po krótkim namyśle odparli
jednomyślnie: wyjazdy i wakacje – to było fajne.
Takie wyznanie uruchomiło lawinę wspomnień.
Dzieci mówiły, gdzie i dlaczego było najfajniej… i tu już każde miało
inne zdanie. Natomiast żona i ja przypominaliśmy sobie zarówno to, ile
trudu pochłaniały przygotowania do wyjazdów, a także to, że np. prawa do
„pełnowymiarowych” urlopów czasami trzeba było bronić jak
niepodległości, bowiem dla niektórych pracodawców kilkutygodniowy wyjazd
urlopowy był czymś nie do przyjęcia. My jednak planowaliśmy zarówno
urlopy, jak i długie weekendy (początek maja, Boże Ciało itp.) i
staraliśmy się konsekwentnie realizować tego typu wypady. Planowanie
miejsc i rezerwowanie noclegów odbywało się często przez wiele tygodni
albo i miesięcy przed wyjazdem. Wyboru miejsc dokonywaliśmy systemem
wędrowania palcem po mapie.
Czas ofiarowany dzieciom
Z żoną zastanawialiśmy się, czy takie wyjazdy –
oprócz miłych wspomnień, które też są wartością samą w sobie –
pozostawiły jakiś pozytywny, trwały ślad. Jeśli wziąć pod uwagę alarmy
pedagogów dotyczące braku czasu ofiarowanego przez rodziców swoim
dzieciom i niedoboru poświęcanej pociechom uwagi, to właśnie te problemy
podczas wspólnych wyjazdów mogą zostać rozwiązane. W ciągu roku
zazwyczaj nie udaje się spędzać z dziećmi zbyt wiele czasu, a tym
bardziej nie można znaleźć okazji, by coś wspólnie robić. A dla nas
właśnie to było priorytetem – stąd jeździliśmy sami, bez znajomych, by
nie pochłonęły nas kontakty z dorosłymi, lecz by mieć możliwość
pielęgnowania relacji pomiędzy nami a dziećmi.
Drugim widocznym owocem naszych wyjazdów okazał
się być szacunek dla przyrody, jakiego wyraźnie nabrały nasze dzieci
(zazwyczaj miejscem wyjazdów były parki narodowe lub rezerwaty
przyrody). Ponadto „zakiełkowało” w nich coś na kształt „duchowości
franciszkańskiej”, bo twierdzą, że nigdzie tak nie czują obecności Boga,
jak np. w lesie, w zupełnej samotności i ciszy…
Kolejnym owocem było poszerzenie horyzontów
kulturalnych dzieci dzięki udziałowi w różnych okazjonalnych imprezach
wakacyjnych. Najbardziej w pamięć zapadły nam Zloty Ciemnogrodu
organizowane przez Wojciecha Cejrowskiego, dziś znanego z telewizyjnej
serii „Boso przez świat”. Nie można nie wspomnieć też o tym, że
staraliśmy się odwiedzać znane sanktuaria, jak Gietrzwałd czy Święta
Lipka oraz miejsca historyczne, jak Grunwald czy Westerplatte, których
poznanie zapewne też należy uznać za wartość samą w sobie.
Jako dorosły wspomnę, że do dziś pamiętam nasz
najdłuższy, miesięczny urlop, podczas którego „zaliczyliśmy”: Roztocze,
Warmię i Wybrzeże Bałtyku. Wracając z tej wyprawy, czuliśmy się chyba
jedyny raz w życiu tak wypoczęci i odprężeni, że niemal z
niecierpliwością czekaliśmy na pracę.
Odkryte pasje
Wydaje się, że nasze wyjazdy stały się jakimś
zalążkiem przyszłej pasji wędrowniczej dzieci, tym bardziej, że
zamiłowanie to było wzmacniane wieczorną lekturą książek, m.in. serii o
Tomku Wilmowskim, powieści Jamesa Coorwooda, Jacka Londona czy relacji
podróżniczych autorstwa Wojciecha Cejrowskiego.
Czas pokazał, że namiastka pasji podróżniczej
rodziców została przez dzieci nie tylko podchwycona, ale i rozwinięta,
nawet w skali makro. Nasze pociechy parają się dziś turystyką
wysokogórską (zaliczanie „czterotysięczników”), wspinaczką skałkową,
narciarstwem, żeglarstwem, a najstarsze z nich autostopem przemierzyło
sporą część Europy, a ostatnio tym sposobem zwiedziło najpierw Maroko, a
potem Turcję.
W naszym przekonaniu dobrze się stało, że my –
rodzice, pozwoliliśmy naszym dzieciom odkryć podobne pasje. Dzięki temu
wciąż mamy wspólne przestrzenie zainteresowań i naturalną okazję do
wspólnych wypadów za miasto (np. na wspinaczkę skałkową), co z
„wyrośniętymi” dziećmi nie jest już sprawą oczywistą… Przypuszczam, że
dla dzieci nie bez znaczenia jest fakt, że teraz one mogą swych rodziców
czegoś nauczyć i im doradzać.
Podróże kształcą – co do tego nie mam żadnych
wątpliwości! Nauką, którą uznaliśmy za najcenniejszą, było przełamywanie
uprzedzeń. Najmocniej, póki co, odkrył to nasz starszy syn, który
nieprzyjęty w Maroku na umówionym noclegu, został przez zupełnie obcych
ludzi (wyznawców islamu) zaproszony do domu i nakarmiony. Następnie
spędził tam cały tydzień i zaprzyjaźnił się – pomimo kompletnego braku
znajomości języka – na tyle mocno, że żegnany był rzewnymi łzami i
zapraszany na co najmniej rok. Oznak wielkiej gościnności i przyjaźni
doświadczał w wielu miejscach, o których obiegowa opinia jest negatywna,
jak choćby w Rumunii czy Turcji.
Przełamywanie uprzedzeń to nauka, jaką my
przyjęliśmy dzięki doświadczeniom naszych dzieci. Przejawia się to m.in.
tym, że np. od dłuższego czasu nie mamy żadnych oporów, by brać
autostopowiczów nawet, a może i tym bardziej, jeśli jest to
reprezentująca różne subkultury młodzież. Zazwyczaj okazuje się, że są
to bardzo sympatyczni, poszukujący swego miejsca w życiu młodzi ludzie,
a wcześniejsze obawy przed nimi były nieuzasadnione.
Bezcenne znajomości
Podróże i przełamywanie uprzedzeń mogą owocować
także zawieraniem bezcennych znajomości. To doprawdy zdumiewające, jak
ubogacające kontakty można zawrzeć podczas wakacyjnych wypraw. Część
takich znajomości przerodziła się w trwałe, wieloletnie przyjaźnie z
rodzinami z różnych części Polski, a niektóre z nich można nazwać wręcz
więzami rodzinnymi, bo w jednym przypadku zostaliśmy nawet rodzicami
chrzestnymi… Nas samych zdumiewa szerokość naszych znajomości, bo wśród
zaprzyjaźnionych z nami osób i rodzin są zarówno mieszkańcy malutkich
wiosek, jak i ludzie na eksponowanych stanowiskach, księża i lekko
zwariowani artyści.
Do przełamywania uprzedzeń ponownie przekonała
mnie znajomość zawarta podczas ostatnich wakacji… O wiecznym
nonkonformiście, gardzącym wszelką komercją buntowniku, jednym z filarów
polskiego punk-rocka, człowieku o wizerunku u wielu budzącym grozę,
królu – jak chcą niektórzy – Bieszczad słyszałem od dzieci i ich
przyjaciół niemal legendy… Siczka z Ustrzyk Dolnych – lider
legendarnego, od trzydziestu lat działającego poza mediami zespołu KSU,
w prywatnych kontaktach okazał się być duszą-człowiekiem, osobą
niezwykle skromną, wrażliwą, serdeczną i po prostu niespotykanie
prostolinijną. Kolejny raz okazało się, że zupełnie różne historie
życia, skrajnie odmienne wartości wyniesione z domów nie muszą być
barierą w kontaktach z drugim człowiekiem.
Różnice mogą ubogacać, nie muszą dzielić –
wszystko zależy od przyjętej postawy, od tego, czy potrafi się na
człowieka popatrzeć bez uprzedzeń.
Wyniki wakacyjnych inwestycji
Dziś widzimy, że podjęte przez nas wakacyjne
inwestycje przyniosły ewidentne – choć oczywiście materialnie
niewymierne – owoce.
Pierwszy z nich to wspaniałe, jednoczące rodzinę
wspomnienia, będące wynikiem wspólnie spędzanego czasu. Pierwsze reakcje
dzieci na widok morza czy polujących ptaków drapieżnych bądź
własnoręcznie złowiony przez nich pierwszy szczupak – tego nie da się
łatwo zapomnieć!
Drugi owoc to wymiana pasji między pokoleniami –
najpierw rodzice „zarażają” czymś dzieci, a następnie – jeśli tego chcą
– dają się dzieciom wciągać w ich własne, nowe już pasje, ale będące w
pewnym stopniu rozwinięciem tych przejętych od rodziców.
Trzeci owoc to – dzięki poznawaniu zupełnie
innych ludzi – kształcenie postawy przełamywania uprzedzeń,
niepotrzebnych obaw, sztucznego dystansu wobec innych (ani lepszych, ani
gorszych, tylko innych) ludzi, co z kolei daje możliwość poszerzania
własnych horyzontów myślowych i światopoglądowych oraz przynosi ogromną
radość i satysfakcję z zawartych przyjaźni.
„Głos Ojca Pio” (nr 46/2007)