Głos Ojca Pio
Wywoływanie duchów czy świętych obcowanie?
Piotr Jordan Śliwiński OFMCap
Gdy
parę lat temu słuchałem spowiedzi w Padwie, w sanktuarium świętego Leopolda
Mandicia spotkałem mamę Andrei. Przyszła zapłakana, nie chciała się spowiadać, a
jedynie porozmawiać. Przedstawiła się jako „pocieszona nieszczęśliwa matka”. Jej
ukochany syn zginął w wypadku, co wprowadziło ją w bezmierną rozpacz. Ale
przyszedł czas pocieszenia – syn zaczął do niej mówić z zaświatów. Po prostu jej
ręka porusza się samowolnie, zapisując jego słowa. Dostałem w prezencie tomik
wydanych przez tę biedną kobietę zapisów „rozmów” z umarłym synem. Umówiliśmy
się na kolejną rozmowę i następną... Zrozumiałem, że bolejąca kobieta weszła w
jedną z pułapek spirytyzmu – uległa źle pojmowanej i podtrzymywanej nadziei. Nie
jest ona nowa. Choć wszystko zaczęło się w atmosferze niemal cyrkowej.
Rozmowy z duchem
Wiosną 1848 roku w domu państwa
Fox położonym w Hydesville w stanie Nowy Jork zaczęły się dziać dziwne rzeczy.
Otóż dwie młodsze córeczki właścicieli zaczęły w dziwny sposób rozmawiać z – jak
mówiły – duchem. One zadawały pytania, a duch odpowiadał uderzeniami. Ów
niecodzienny gość miał być duszą zabitego wiele lat wcześniej kupca,
zamieszkującego dom państwa Fox. Starsza siostra dziewczynek, Leah postanowiła
zrobić na tym interes. Zaczęto organizować widowiska, w trakcie których duchy
odpowiadały na różne pytania, grały na instrumentach itd. W lecie 1851 roku było
już w Stanach Zjednoczonych sześć dzienników spirytystycznych. Tak narodził się
współczesny spirytyzm.
Jego rozwoju nie zahamowały
nawet późniejsze wypowiedzi sióstr Fox, które przyznały się do oszustwa.
Odpowiedzi rzekomego ducha wywoływały one same, umiejętnie uderzając w podłogę
palcami stóp. W 1854 roku za oceanem działało już około 30000 medium, czyli
osób, za pomocą których rzekomo dokonywał się kontakt z rzeczywistościami
pozaziemskimi. Orędzie duchów było wypowiadane w transie przez medium bądź
przekazywano je za pomocą znaków pozasłownych. Inną metodą używaną przez
spirytystów był tzw. wirujący stolik. Wypisywano na nim litery, z których dzięki
odpowiedniej wskazówce układano słowa przesłania. Używając różnych technik,
klasyczny spirytyzm usiłował nawiązać kontakt ze zmarłymi, stąd też pochodzi
jego inna nazwa – nekromancja (od greckiego nekros – zmarły). Współczesne
odmiany spirytyzmu zajmują się ponadto kontaktem z innymi rzeczywistościami
ponadnaturalnymi, nazywanymi często przewodnikami bądź mistrzami. Są oni
przeróżni – od „Jezusa Chrystusa” poczynając, poprzez ufoludki, na zwierzętach
kończąc.
Świadectwa o wywoływaniu duchów
zmarłych znajdujemy już w starożytności. Także autor biblijny z pełnym realizmem
opisuje taki seans przeprowadzony przez wróżkę na żądanie Saula (1Sm 27, 6-20).
Spirytyści doradzali różnym władcom i politykom. Współczesną odmianą spirytyzmu
(związaną z ruchem New Age) jest tzw. channeling. Nazwa ta pochodzi od
angielskiego słowa chanel, które oznacza kanał i może być przetłumaczona
jako „kanałowanie”. Ta nowoczesna wersja spirytyzmu podkreśla konieczność
otwarcia się na działanie sił ponadnaturalnych, by stać się kanałem dla ich
przekazów. Adepci channelingu piszą pod rzekomym działaniem innych istot
książki i podejmują różne życiowe decyzje. Posługują się często techniką pisma
automatycznego, uważa się bowiem, że ręka medium jest rzekomo prowadzona przez
ducha z zaświatów. Katolicki badacz parapsychologii, profesor Vittorio Marcozzi
w książce „Zjawiska paranormalne a dary mistyczne” stwierdza, że fenomen pisma
automatycznego jest spowodowany dynamizmem wyobrażeń i pragnień znajdujących się
w podświadomości człowieka. Pismo automatyczne zatem to forma ekspresji
podświadomości, która niejako tworzy drugą osobę, z którą świadomość człowieka
może nawiązywać dialog i przekazywać go w formie zapisu.
Jak działa medium
Mama Andrei pragnęła tak mocno,
jak tylko matka potrafi, spotkać się ze zmarłym synem, więc jej przeniknięta
smutkiem samotność stworzyła partnera do dialogu – zmarłego syna. Nie zdawała
sobie przy tym sprawy z zagrożeń, jakie niesie dla niej taki kontakt z „synem”.
Badania wykazują, że seanse spirytystyczne stanowią niebezpieczeństwo przede
wszystkim dla zdrowia psychicznego oraz stanu duchowego osób, które służą jako
medium. Literatura psychiatryczna zna przypadki mimowolnego wpadania w trans
mediumiczny, bowiem spirytyzm jest majstrowaniem przy psychice ludzkiej, co nie
może nie pozostawić w niej śladów.
Podczas seansów
spirytystycznych w sposób nieuczciwy wykorzystuje się też często ludzką tęsknotę
za bliskimi, którzy zmarli. Wmawia się pogrążonym w osamotnieniu ludziom, że
zmarły przychodzi do nich jako duch na rozmowę i spotkanie. Ksiądz profesor
Siwek uczestniczył w celach badawczych – za pozwoleniem władz kościelnych – w
seansie spirytystycznym w Paryżu. Tak opisuje on swoje wrażenia: Medium
zajęła miejsce, utkwiła we mnie oczy, patrzy na mnie intensywnie, jakby chciała
mnie poddać swojej sile sugestii. Ale ja także nie odrywam oczu od jej oczu. Po
tej milczącej walce spojrzeń, która trwała parę minut medium oświadcza nagle:
„Widzę za panem jakąś kobietę. To pańska matka!”. A ja, z jeszcze większym
spokojem odpowiadam: „Moja matka jeszcze żyje!”. „A więc – medium poprawia się
trochę zmieszane – to pańska babcia”. […] Medium dodaje niektóre rzeczy
szczegółowe o mojej babci np. że ma włosy siwe itp. Na koniec mnie pyta: „Czego
pragnie pan od swej babci?”. A ja: „Żeby mi powiedziała, jakie jest moje
prawdziwe powołanie i stan”. Na te słowa medium dopowiada zakłopotane: „Inne
medium może usatysfakcjonować pana. Ja nie. Mówię tylko to, co widzę”. Potem,
aby złagodzić niefortunne wrażenie, które wywołał ten incydent na sali, ciągle
obserwując mnie bacznie, oświadcza: „Proszę pana, za panem widzę pańskiego ojca.
[…] Niech pan mi powie, czego chce pan od swego ojca?”. A ja z olimpijskim
spokojem: „Tego samego, o co prosiłem moją babcię”. I tu znowu powtórzyła się
scena upokarzająca dla medium, która powtórzyła swoją deklarację. Od tego
momentu nie zwróciła się więcej do mnie.
Podane przez medium informacje
dotyczące babci księdza można odnieść do każdej starszej kobiety. Natomiast jego
ojciec faktycznie już nie żył. Gdyby więc kontakt z nim był prawdziwy, zmarły
rodzic na pewno potrafiłby odpowiedzieć na postawione pytanie. Medium zaś
podawało tylko ogólne informacje, obserwując reakcję poszczególnych ludzi. Gdy
była ona pozytywna, kontynuowało swój wywód.
Kościół odrzuca spirytyzm
Częstotliwość oszustw oraz
zagrożenie dla zdrowia psychicznego były ważnymi motywami negatywnej oceny
spirytyzmu ze strony Kościoła. Jednak najważniejszym argumentem jest
towarzyszące spirytyzmowi przekonanie o możliwości przekroczenia dzięki własnym
siłom i umiejętnościom czasu osobowego, a także jego granicy – śmierci.
Tymczasem kto inny jest Panem życia i śmierci. Świadome praktykowanie spirytyzmu
przez katolików uznał Kościół za wykroczenie moralne. Odrzucali spirytyzm
papieże – pierwszym znanym pismem na ten temat jest dokument Aleksandra IV z
1528 roku. W roku 1917 Kongregacja Świętego Oficjum odpowiedziała negatywnie na
pytanie, czy katolik może uczestniczyć w seansie spirytystycznym. Jej stanowisko
podkreśla, że katolik nie powinien brać udziału w seansie ani jako jego czynny
uczestnik, ani jako jego bierny obserwator. Sobór Watykański II przypomina o
jedności zmarłych z całym Kościołem i o wymianie dóbr duchowych ze zmarłymi
poprzez modlitwę i Mszę Świętą w ich intencji. Sobór odwołuje się do cytowanych
wyżej zakazów w przypisie do n. 49 Konstytucji Lumen gentium,
podkreślając ich ważność.
W swoim osądzie spirytyzmu
Kościół powołuje się na starą tradycję biblijną, bowiem już w Księdze
Kapłańskiej znajdujemy bardzo surowy osąd praktyki wywoływania duchów. Jahwe
mówi do Mojżesza: Także przeciw każdemu, kto się zwróci do wywołującego duchy
albo do wróżbitów, aby uprawiać nierząd, zwrócę oblicze i wyłączę go spośród
jego ludu (Kpł 20, 6). Spirytyzm jest więc traktowany na równi z
bałwochwalstwem – to brak czci dla Jahwe i zerwanie osobistego z Nim przymierza.
Dlatego osoba oddająca się tej praktyce winna być wyłączona z Ludu Wybranego.
Także król Saul, który dopuścił się tego grzechu, o czym wspominaliśmy powyżej,
zostaje ostro skrytykowany przez autora Księgi Kronik (1Krn 10, 13n). Grzech ten
stał się, jak podano w przekazie biblijnym, jedną z przyczyn upadku tego władcy.
Chrześcijańska jedność
ze zmarłymi
Objawienie się Boga w Jezusie
Chrystusie podkreśliło Jego wyłączną rolę jako Pana czasu. Jezus Chrystus jest
Panem z woli Boga Ojca i na Jego imię ma się zgiąć każde kolano istot
niebieskich i ziemskich (Flp 2, 10). To Chrystus nadaje sens zarówno
historii życia każdego człowieka, jak i dziejom ludzkości. To zawierzenie Jemu
sprawia, że my chrześcijanie nie musimy z lękiem dociekać przyszłości. Naszą
nadzieję co do tego, jak i przyszłego życia składamy w Chrystusie. W Nim
odczytujemy zapowiedź zmartwychwstania oraz rozpoznajemy ciągłość życia
ludzkiego (Życie Twoich wiernych zmienia się, ale się nie kończy,
Prefacja o zmarłych), a także widzimy możliwość przeżywania jedności ze
zmarłymi. Centralne znaczenie ma zatem wiara w zmartwychwstanie. Jej odrzucenie
powoduje przekreślenie nadziei, co sprawia, że śmierć człowieka jest postrzegana
jako koniec, urwanie życia, totalne unicestwienie. Jednoznacznie stwierdza to
święty Paweł: Nie chcemy, bracia, byście trwali w niewiedzy co do tych,
którzy umierają, abyście się nie smucili jak wszyscy ci, którzy nie mają
nadziei. Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus istotnie umarł i zmartwychwstał, to
również tych, którzy umarli w Jezusie, Bóg wyprowadzi wraz z Nim (1 Tes 4,
13n).
Żyjąc tą nadzieją
chrześcijanin, może zanieść pocieszenie tym, którzy cierpią po śmierci –
zwłaszcza nagłej – swych bliskich. Posługa pocieszenia jest dzisiaj niezwykle
potrzebna w Kościele, co podkreśla dokument „Kościół a życie pozagrobowe” wydany
przez Konferencję Biskupów Emilii Romanii. Mówi on, że powinny ją realizować
grupy przygotowanych wiernych poprzez towarzyszenie – świadectwo nadziei. Dobre
wypełnienie tej posługi musi zatem spełniać kilka postulatów:
– nie ograniczać się do
samych odwiedzin osób w bólu, ale pozostawać z nimi dłuższy czas; takie
towarzyszenie powinno być dyskretne, ale pełne odwagi czerpanej od Ducha
Świętego…;
– przygotować i proponować spotkania w duchu wiary i
modlitwy […], które by pomagały w przeżywaniu tajemnicy świętych obcowania w
najgłębszym tego słowa znaczeniu i w ożywieniu wiary w zmartwychwstanie
Chrystusa;
– włączać śmierć
drogiej osoby w „strumień miłości” w taki sposób, żeby osoba zmarła
niespodziewanie nadal mogła żyć w podejmowanych inicjatywach lub działaniach
(charytatywnych, kulturalnych, społecznych, rekreacyjnych) noszących jej imię i
uobecniających ją pośród nas mocą miłości;
– przywracać poczucie
własnej wartości osobom ciężko doświadczonym przez zaproszenie ich do dzielenia
się własnymi przeżyciami… [tłum. W. Szymona OP].
Wskazania te bardzo pomogły mi w rozmowach z matką Andrei. Starałem się jej
towarzyszyć, powoli kierując ją od zatapiania się w rzekomym dialogu z synem za
pomocą pisma automatycznego ku prawdziwej nadziei. Niestety musiałem dość szybko
opuścić Padwę. Pozostała tylko modlitwa w intencji bolejącej matki i jej
zmarłego syna. Potrzeba współuczestniczenia w bólu człowieka po śmierci bliskiej
mu osoby może być zadaniem, które będziemy musieli podjąć. Nie bójmy się tej
posługi pocieszenia! Będzie ona okazją do dzielenia się wiarą w bliskość naszych
zmarłych, przeżywaną jako bliskość w Chrystusie.
Piotr Jordan Śliwiński OFMCap – absolwent Wydziału
Filozofii na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, wykładowca,
kierownik Sekcji Filozoficznej Polskiego Towarzystwa Teologicznego, redaktor
naczelny pisma naukowego „Studia Laurentiana” oraz współpracownik
Dominikańskiego Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach w
Krakowie. Jest autorem i współautorem publikacji z zakresu filozofii,
antropologii kultury i nowej religijności (m.in. „Kościół a spirytyzm”, „Kościół
a reinkarnacja”). Mieszka w Krakowie.
„Głos Ojca Pio” (42,
listopad/grudzień 2006)
• inne
publikacje "Głosu Ojca Pio"
Opublikowane za zgodą

• Głos Ojca Pio |