Sekty i Fakty
Spirytystyczne korzenie NFSH
Niedawno wpadła mi w ręce koperta z pieczątką o dosyć zaskakującej treści:
NACZELNA IZBA UZDROWICIELSKA W III RP
pod duchowym patronatem Ojca Świętego Jana Pawła II
oraz Świętego Harrego EDWARDSA
Ojca-Założyciela NFSH w USA w r. 1951
Prezentują się tu niemal jako „Papiescy uzdrowiciele od świętego Harry’ego”. Kto
na to się nabierze? – pomyślałem sobie. Jako że wcześniej nawet nie słyszałem o
organizacji uzdrowicielskiej spod znaku NFSH, postanowiłem bliżej się im
przyjrzeć. Tym bardziej, że zaintrygowała mnie zaskakująca treść rzeczonej
pieczęci.
Poszperałem po Internecie oraz w różnego rodzaju pismach i dokumentach (1).
Przyznam, że efekt tej pracy samego mnie zaskoczył. Nie przypuszczałem nawet, że
oni... Ale nie będę uprzedzał faktów.
Brytyjskie początki
National Federation of Spiritual Healers (czyli Narodowa Federacja Duchowych
Uzdrowicieli) powstała podobno w 1955 roku w USA – taką informację można znaleźć
w ulotkach i na stronie internetowej NFSH. Co ciekawe, widoczna wyżej ich
pieczątka informuje nas, iż niejaki św. Harry Edwards był „Ojcem-Założycielem”
tej organizacji, lecz założył ją w roku 1951. Skąd się wzięła ta kilkuletnia
rozbieżność? Przecież to nie były jakieś zamierzchłe, trudne do sprawdzenia
czasy? Skąd się w ogóle wziął ów tajemniczy św. Harry Edwards?
Szukając odpowiedzi na te pytania, zacząłem przeglądać wszystkie będące w moim
posiadaniu polskojęzyczne materiały wydane przez NFSH. Trudno tam jednak było
znaleźć chociażby jedną, bardziej szczegółową informację dotyczącą początków
National Federation of Spiritual Healers. To samo się tyczyło osoby ich
„świętego” założyciela. Niestety, nic nie znalazłem także na jego temat (może z
wyjątkiem wzmianki, że jest tysięcznym honorowym członkiem NFSH). Oczywiście z
góry wiedziałem, że w naszych katolickich Żywotach Świętych też na próżno szukać
tego mocno podejrzanego „świętego Harry’ego od uzdrawiaczy”, więc nawet tam nie
zaglądałem. Wydawało mi się co najmniej zastanawiające, że polskie NFSH z
siedzibą w Kartuzach prawie nic nie pisze o swoich „chlubnych amerykańskich
początkach”? Już niedługo jednak cała ta tajemnicza sprawa miała się wyjaśnić.
Polskie zasoby internetowe na temat historii NFSH milczą, za to na stronach
anglojęzycznych można trafić na cały życiorys „świętego” Harry’ego Edwardsa (2).
Z owej lektury wynika jednoznacznie, że był on... brytyjskim spirytystą (innymi
słowy, takim „chrześcijaninem” kontaktującym się z duchami), zajmującym się
„charyzmatycznym” uzdrawianiem.
Żywot „świętego” Harry’ego
Henry (Harry) James Edwards urodził się 29 maja 1893 roku w północnolondyńskiej
dzielnicy Islington. W dzieciństwie był wyjątkowo niesfornym chłopcem, mającym
nawet na swym koncie kilka wykolejeń pociągów i wcześniejsze uwolnienie
podczas festynu dużego balonu. Jego zdecydowana przemiana nastąpiła, gdy poznał
i zakochał się w córce pewnego rzeźnika. Dla niej też miał definitywnie
skończyć z przeklinaniem i przyłączyć się nawet na jakiś czas do wspólnoty
religijnej Lads Brigade.
Podczas pierwszej wojny światowej służył w Indiach, gdzie awansował nawet do
stopnia kapitana. Pełnił tam między innymi nieoficjalnie funkcję miejscowego
lekarza. Mając do swojej dyspozycji tylko bardzo prymitywne wyposażenie
apteczki, leczył tamtejszą ubogą ludność. Tam też po raz pierwszy zauważył u
siebie pewne zdolności uzdrowicielskie, o których miał jednak wkrótce zapomnieć.
Po zakończeniu wojny Edwards powrócił do Anglii, gdzie ożenił się i osiedlił w
południowym Londynie. Początkowo nie był osobą wierzącą. Podzielał wtedy poglądy
swego ojca, który nie wierzył w życie pozagrobowe. Założył własną drukarnię i
zaczął interesować się poważnie polityką. Dwukrotnie nawet (w 1929 i 1935 r.)
kandydował w wyborach z ramienia partii liberałów, jednak bez większych efektów.
W 1936 roku, przebywając w kościele Spirytystów, otrzymał wiadomość, która
radykalnie zmieniła jego życie. Medium zapewniło go, że ma od tej pory uzdrawiać
ludzi. Spiritualist Church (Kościół Spirytystyczny) oficjalnie uznał, że Edwards
urodził się właśnie po to, by uzdrawiać. Jako że nie wiedział wtedy jeszcze za
wiele o owym uzdrawianiu, postanowił dołączyć do bardziej doświadczonych w tym
względzie spirytystów. Od tej pory zaczął wpadać w trans i uzdrawiać ludzi
(zarówno bezpośrednio, jak i na odległość).
Podczas swego pierwszego po tym zdarzeniu uzdrowienia Edwards miał wyleczyć
niejakiego Newlanda z raka płuc. To sprawiło, iż ponownie uwierzył w swą
niezwykłą uzdrowicielską moc. W niedługim czasie dom Edwardsa zaczęły odwiedzać
dziesiątki ludzi przychodzących się do niego leczyć. Nawet druga wojna światowa
nie przerwała jego uzdrowicielskiej działalności.
W 1955 roku wraz z Johnem Britnellem założył National Federation of Spiritual
Healers (Narodową Federację Uzdrowicieli Duchowych), skupiającą 300
uzdrowicieli, i został jej prezydentem. Cztery lata później uzdrowiciele z NFSH
mieli otrzymać zgodę na swą działalność w 1500 angielskich szpitali. Tak zaczęło
się realizować pragnienie Edwardsa, by lekarze i uzdrowiciele pracowali obok
siebie. Nie zgadzał się przy tym z opiniami Kościoła anglikańskiego i innych
Kościołów chrześcijańskich, zabraniających swym wyznawcom takiej formy
„uzdrawiania”. Jego zdaniem Kościoły postępowały tym samym wbrew woli Chrystusa.
Dlatego często organizował ze swymi ludźmi publiczne demonstracje, protestując
przeciw takim a nie innym stanowiskom tradycyjnych Kościołów. Czynił to nawet w
wieku 82 lat. Szacuje się, że w ciągu 40-letniej kariery uzdrowicielskiej – a
zmarł w 1976 roku – Edwards miał uzdrowić około 14 mln osób, i to począwszy od
biedaków, po członków angielskiej rodziny królewskiej. Danych tych oczywiście
nie można zweryfikować i trudno ocenić, ile w tym wszystkim jest prawdy, a ile
przesady.
Mając na uwadze spirytystyczny życiorys Edwarsa, trudno określać go mianem
świętego – przynajmniej w katolickim znaczeniu tego słowa. Jedno jest
zdecydowanie pewne i oczywiste – na pewno nie był on nigdy kanonizowany.
Dlaczego zatem uzdrawiacze z NFSH bezpodstawnie określają swego założyciela
„świętym”? Widocznie uważają, że ich organizacja, ze swoim importowanym
„świętym” założycielem, będzie w katolickiej Polsce bardziej wiarygodna.
A dlaczego podają jako miejsce swego założenia USA, a nie Wielką Brytanię?
Trudno mi na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Prawdę mówiąc, sam się nad
tym dziwnym faktem zastanawiam. Przypuszczalnie albo podali Stany Zjednoczone ze
zwykłej ignorancji i niewiedzy (nikt z nich tak naprawdę nie prześledził
zagranicznych początków NFSH, bo i po co?), albo zrobili to świadomie, by z
racji znacznej odległości od Polski nikomu nie przyszło do głowy sprawdzenie i
co za tym idzie podważenie świętości ich założyciela. Przecież w Anglii jest to
postać raczej znana (przynajmniej w pewnych kręgach) i nikt nie określał jej tu
mianem „świętej”. Przyznaję, że ta druga wersja wydarzeń wydaje mi się bardziej
prawdopodobna.
Uzdrowicielska sieć
Jeśli wierzyć danym, National Federation of Spiritual Healers w 1997 roku
liczyła na świecie około 7 tys. członków (m.in. jasnowidzów, uzdrowicieli,
bioenergoterapeutów). W Kartuzach zaś jest polska filia tej międzynarodowej
organizacji, która w tym samym czasie skupiała zaledwie 48 osób z całego kraju i
jednego Szweda (3).
Na ulotkach reklamowych NFSH (mniej więcej z tego samego okresu) wymienione są
kraje, w których działają jej filie (USA, Kanada, Australia, Nowa Zelandia,
Wielka Brytania, Szkocja, Irlandia, Austria, RPA, Polska). Nie znajdziemy jednak
żadnych adresów czy telefonów z tych krajów. Za to dosyć dobrze prezentują się
tu polskie oddziały NFSH (4), które mają swoje siedziby w:
–Białej Podlaskiej (Centrum Szkolenia i Terapii Naturalnej),
–Czeladzi (Laboratorium Weryfikacyjne),
–Warszawie (2 punkty – między innymi w Instytucie Naukowych Metod Uzdrawiania i
Odmładzania),
–Gdańsku-Wrzeszczu,
–Koszalinie (szkolenia z zakresu Duchowego Uzdrawiania, Bioenergoterapii i
Reiki),
–Szczecinie.
Zaglądam zatem na polską stronę internetową kartuzkiego NFSH (5), by ewentualnie
uaktualnić powyższe dane, i cóż widzę? Niewiele czasu upłynęło, a organizacja
znacznie się rozbudowała. Mamy już całą listę osób pełniących w niej funkcje:
„Uzdrowicieli krajowych” i „Uzdrowicieli wojewódzkich” oraz szereg ich zastępców
(razem 49 osób samego zarządu). Ta „uzdrowicielska sieć” NFSH oplotła już
wszystkie nasze województwa!
Być „ambassadorem”!
To jeszcze nie koniec. W Internecie znalazłem także listę z dziewiętnastoma
nazwiskami AMBASSADOR-ów i vice-AMBASSADORÓW NFSH.pl w UNIVERSUM (cokolwiek by
to nie znaczyło). Ową tajemniczą listę otwiera ambassador NFSH.pl w Watykanie:
professor doctor & great master-expert ks. X.Y. (nazwisko i imię znane
redakcji). Przyznam, że w pierwszym momencie zamarłem. Co robi ksiądz z
egzotycznym tytułem i w tak doborowym towarzystwie? – pomyślałem. Sprawdziłem
dokładnie nazwiska uzdrowicieli NFSH z krajowych ośrodków i znów wpadło mi w oko
nazwisko księdza X.Y. Tym razem jest on wymieniony jako zastępca uzdrowiciela
wojewódzkiego na jedno z województw południowej Polski. Ksiądz wiceuzdrowicielem
NFSH? Z pewnym niedowierzaniem postanowiłem sprawdzić tę informację. Zadzwoniłem
na podany w materiałach numer telefonu. Okazało się, że jest to faktycznie numer
probostwa księdza X.Y. (niewielka miejscowość, jakich u nas wiele). Był on
jednak chwilowo nieobecny. Miał wrócić wieczorem. Jeszcze bardziej zaintrygowany
zadzwoniłem ponownie. Tym razem odebrał już osobiście. Pytam o członkostwo w
NFSH i dowiaduję się, że ta organizacja nie jest mu całkiem obca. Ksiądz X.Y.
faktycznie zajmuje się uzdrawianiem ludzi, lecz traktuje tę swoją działalność li
tylko jako realizowanie daru Bożego. Kontakt z NFSH nawiązał kiedyś za
pośrednictwem Internetu. Obiecali mu wtedy darmowe wprowadzenie jego osoby do
swojej internetowej bazy danych, mającej obejmować nazwiska wszystkich
praktykujących uzdrowicieli.
– Jest to jedyna tak liczna organizacja skupiająca uzdrowicieli – tłumaczy. Od
razu jednak dodaje – Nie jestem i nigdy nie byłem członkiem NFSH! Nigdy się do
tej organizacji nie zapisywałem. Nie podpisywałem żadnych zobowiązań ani
dokumentacji!
– Ale przecież coś musiało Was łączyć, skoro w swoich materiałach propagandowych
dowolnie wykorzystują Księdza nazwisko – dociekam dalej. – Czy zdaje sobie
Ksiądz sprawę, że jest to antyklerykalna i antychrześcijańska organizacja o
niejasnych intencjach (6)? Jej przewodniczący określa się nawet mianem
Przewodnika Ruchu Raeliańskiego (7). Przecież Ksiądz służy im do uwiarygodnienia
mocno podejrzanego wizerunku w oczach społeczeństwa?
– Nie wiedziałem o tym – zapewnia ksiądz po chwili ciszy. – Ale przecież ja
wielu z nich znam osobiście. To są normalni ludzie, którzy interesują się tylko
uzdrawianiem – stara się mnie jeszcze (a może już w tym momencie bardziej
siebie) przekonać.
Musiałem jeszcze przez dobrą chwilę tłumaczyć, że to nie do końca tak jest.
Widać, że faktycznie ten ksiądz był słabo zorientowany w temacie. Interesowało
go tylko uzdrawianie i dlatego – jak wielokrotnie zapewniał – w dobrej wierze
poddał się weryfikacji NFSH, by zdobyć uzdrowicielskie uprawnienia i przy
okazji tytuł: professor doctor & great master-expert. Chciał przez to jakby
uprawomocnić swoją działalność (8). Co ciekawe, nie musiał nawet jechać do
Kartuz na obowiązkowy dla innych „egzamin weryfikacyjny”. Ludzie związani z NFSH
chyba wyczuli okazję do umocnienia swej pozycji (ksiądz w ich szeregach – cóż
może być bardziej wiarygodnego dla klientów?!) i owa „weryfikacja” zdolności
uzdrowicielskich księdza X.Y. odbyła się w miejscu jego zamieszkania. Oczywiście
wypadła pomyślnie i odpowiednie dokumenty zostały wydane.
Zapytałem, czy nie zdziwił go ten dosyć egzotyczny, niby-naukowy dla
niewtajemniczonych tytuł? Odpowiedział, że nie. Jest bowiem również członkiem
pewnego związku hodowców i tam także nadaje się wewnętrzne tytuły „mistrza”. To
uśpiło jego czujność.
Postanowiłem jeszcze zapytać o stanowisko „ambassadora” NFSH w Watykanie. Ksiądz
śmieje się i zaprzecza.
– Nie pełnię i nigdy nie pełniłem takiej funkcji – przekonuje.
– A jest Ksiądz może zastępcą uzdrowiciela wojewódzkiego na województwo X? –
drążę dalej.
I tu okazuje się, że był nim, ale już nie pełni tej funkcji, gdyż jego kadencja
wygasła w zeszłym roku. Teraz nie ma z tym nic wspólnego. Zresztą miała to być
funkcja tylko na papierze, niewymagająca z jego strony przynależności do NFSH.
Wysłałem księdzu plik posiadanych materiałów (m.in. Sekty i Fakty). Owa lektura
definitywnie go przekonała co do prawdziwego oblicza NFSH. Kolejny telefon z
jego strony był tego najlepszym potwierdzeniem. Wyznał, że dotąd nawet nie
przypuszczał, w co tak naprawdę nieświadomie i lekkomyślnie się wmieszał.
Odkrycie tej prawdy było dla niego głębokim wewnętrznym szokiem. Postanowił
definitywnie zerwać jakiekolwiek kontakty z NFSH i zażądał wykreślenia swego
nazwiska z podejrzanych internetowych list. Będzie też przestrzegał innych przed
ich destrukcyjną i zakłamaną działalnością.
Niech ta niezręczna historia będzie przestrogą dla wszystkich, którzy zbytnio
ufają nieznanym osobom czy organizacjom obiecującym „złote góry”. Różnie to
bowiem może się skończyć. A swoją drogą ciekawe, ile w National Federation of
Spiritual Healers of Poland jest osób równie nieświadomych tego, w co tak
naprawdę w dobrej wierze się wmieszali?
Wróćmy jeszcze na moment do „dipplomatów” NFSH (chyba określenie to będzie tu
najbardziej adekwatne do tytułu „ambassadora”?). Otóż na wspomnianej wyżej
liście, oprócz fikcyjnego „ambassadora” w Watykanie, są jeszcze wymienieni „ambassadorowie”
w: Wielkiej Brytanii, USA, Australii, Hiszpanii, Austrii i Belgii (ta sama
osoba), Niemczech, Szwecji, Francji, Rosji, Mongolii oraz na Ukrainie, Litwie i
Filipinach. Ciekawe, co oni tam robią, oczywiście jeśli istnieją. Internetowe
źródła jednak milczą na ten temat. Zastanawiający jest fakt, że większość
podanych adresów kontaktowych owych zagranicznych „ambassadorów” to adresy...
polskie. Na przykład „ambassador” Rosji mieszka w Czechowicach-Dziedzicach,
Niemiec w Grodzisku Mazowieckim, Australii w Warszawie (a jego zastępca w
Bukowinie Tatrzańskiej). Należy tu jeszcze odnotować, że wszyscy wspomniani „ambassadorowie”
i niemal każdy z prowadzących polskie ośrodki NFSH ma przed swoim nazwiskiem
podany tytuł: Professor Doctor & Great Master-Expert. Powinno to zapewne
świadczyć o ich wyjątkowej i niepodważalnej fachowości.
Uzdrowiciel w każdym domu!
Spoglądam dalej w Internet. Moją uwagę przykuwa wytłuszczony i powiększony
napis: WIZJA PRZYSZŁOŚCI, natomiast tuż pod nim „krzyczy” do mnie hasło:
UZDROWICIEL W KAŻDYM DOMU!!!
No nieźle – pomyślałem sobie z lekkim przekąsem – jeszcze tego by nam w Polsce
brakowało, funkcji „uzdrowiciela rodzinnego”. Dalej dowiaduję się, że NFSH jest
największą w świecie organizacją zrzeszającą uzdrowicieli z całego świata. W
samej Wielkiej Brytanii ma ona liczyć 6500 uzdrowicieli duchowych! Z
niedowierzaniem przecieram oczy i kontynuuję lekturę:
W POLSCE MAMY DOPIERO OKOŁO 1000 UZDROWICIELI DUCHOWYCH. JESTEŚMY PEWNI, ŻE Z
OKAZJI 2000 ROKU ILOŚĆ NASZYCH CZŁONKÓW PRZEKROCZY 2000 OSÓB. MAMY WSZELKIE DANE
ABY STAĆ SIĘ NAJLICZNIEJSZĄ (z kilkunastu) FILIĄ NFSH W ŚWIECIE.
Coś mi tu wyraźnie nie pasuje. W 1997 roku (jak sami zresztą informowali) NFSH
liczyło na całym świecie około 7 tys. członków, a już kilkanaście miesięcy
później (bo jeszcze przed rokiem 2000) w samej tylko Wielkiej Brytanii ma ich
być 6,5 tys.? Aż boję się spytać o inne kraje. W Polsce jest ta sama sytuacja. W
roku 1997 miało ich być zaledwie 49 (wliczając już w to nawet wspomnianego
jednego Szweda), a już nieco później liczba ta piorunująco miała wzrosnąć do
około 1 tys. – i to z perspektywą na 2 tys. w roku 2000! Zaiste przysłowiowa
wysoka płodność sympatycznych skądinąd królików przy tym fakcie wysiada. Jak tak
dalej pójdzie to ukujemy nowe powiedzonko, że coś się tak fantastycznie mnoży,
jak liczba nowych uzdrowicieli NFSH! Przyznaję, że jestem może nieco złośliwy,
ale sami widzicie, drodzy Czytelnicy, że nawet jak na tekst czysto propagandowy,
uzdrowiciele ci mocno przesadzili.
Przypisy:
1)Tu należą się podziękowania dla czytelników naszego kwartalnika za pomoc w
zdobyciu unikatowych często materiałów dotyczących NFSH.
2) Dziękuję pani mgr Magdzie Gierek za przetłumaczenie z języka angielskiego
życiorysu Harry’ego Edwardsa oraz fachową pomoc w opracowaniu tego materiału.
3) Dane z Wieczora Wybrzeża nr 33 (1997).
4) Są tu też podane dokładne adresy i telefony tych punktów oraz nazwiska ich
przedstawicieli. Nie chodzi mi tu jednak o źle pojętą reklamę, wiec je pomijam.
5) Wszystkie przytoczone informacje pochodzą ze strony internetowej kartuzkiego
NFSH.
6) Tak jednoznacznie wynika z treści ich propagandowych materiałów.
7) Przewodniczący polskiego NFSH taki właśnie tytuł sam sobie przypisywał w
propagandowych ulotkach ruchu.
8) Patrz następny artykuł: Nie matura, lecz chęć skora, zrobi z ciebie...
professora!
Sekty i Fakty - nr 17 (2/2003)
• więcej publikacji "Sekty i Fakty"
Opublikowane za zgodą

• RAFAEL Dom Wydawniczy |