Karol Wojtyła - Miłość i odpowiedzialność
OSOBA A CZYSTOŚĆ
Metafizyka wstydu
Zjawisko wstydu seksualnego i jego interpretacja
Zjawiskiem wstydu, a w szczególności wstydu seksualnego, zajmowali się w
ostatnich czasach fenomenologowie (M. Scheler, F. Sawicki). Jest to temat, który
otwiera szerokie perspektywy i nadaje się do gruntownej analizy. Biorąc zjawisko
wstydu powierzchownie, można powiedzieć, że dostrzegamy w nim zawsze jakieś
dążenie do ukrycia. Może chodzić o ukrycie pewnych faktów zewnętrznych, jak
również pewnych stanów czy przeżyć wewnętrznych. Nie można upraszczać sprawy
utrzymując, że dąży do ukrycia tego tylko; co uważa się za złe, często, bowiem
wstydzimy się również dobra, np. dobrego uczynku, może być, że w tym ostatnim
przypadku wstyd dotyczy nie tyle samego dobra, ile raczej koncentruje się tylko
na fakcie uzewnętrznienia tego dobra, które w mniemaniu sprawcy winno pozostać w
ukryciu, wówczas, bowiem samo uzewnętrznienie odczuwa się jako coś złego. Można,
więc również powiedzieć, że zjawisko wstydu występuje wówczas, gdy to, co z
racji swojej istoty czy swego przeznaczenia winno być wewnętrzne, wychodzi poza
obręb wnętrza osoby i staje się w jakiś sposób zewnętrzne.
W tym wszystkim obserwujemy wyraźny związek wstydu z osobą. Trudno dyskutować w
tej chwili nad tym, czy zjawisko to występuje również w świecie zwierzęcym.
Zdaje się, że mamy tam do czynienia tylko z różnymi formami lęku. Lęk jest
uczuciem negatywnym wywołanym zawsze przez jakieś zło, które grozi podmiotowi.
Zło to musi być oczywiście wpierw dostrzeżone lub wyobrażone, w ślad, za czym
idzie dopiero uczucie lęku. Wstyd różni się od lęku, jakkolwiek zewnętrznie
biorąc może się zdawać, że leży blisko niego. Jeśli człowiek wstydzi się czegoś,
to towarzyszy temu również lęk, aby to, co w jego przekonaniu winno być ukryte,
nie wyszło na jaw. Lęk, zatem łączy się ze wstydem, ale jest on wówczas czymś
pośrednim tylko i ubocznym. Sama istota wstydu sięga poza ten lęk. Nie, sposób
jej pojąć, jeśli się nie zaakcentuje mocno tej prawdy, że osoba jest bytem
"wewnętrznym", tj., że posiada sobie tylko właściwe wnętrz, radzi się stąd
potrzeba ukrywania, (czyli pozostawania wewnątrz) pełnych treści czy pewnych
wartości lub uciekania z nimi do wewnątrz. Lęk nie wykazuje tej, wewnętrzności,
jest to prosta reakcja na zło dostrzeżone, wyobrażone lub uświadomione. Do
reakcji tej nie jest potrzebne "wnętrze", natomiast wstydu nie sposób bez niego
pojąć. Znamienna dla wstydu potrzeba ukrycia rodzi się w człowieku stąd, że
znajduje się w nim jakby teren podatny do ukrywania jakichś treści czy wartości
- życie wewnętrzne. Jest to coś innego niż ukrywanie się samej reakcji lękowej,
która może się zataić w psychice, co chyba jest możliwe również u zwierząt.
Wstyd natomiast jest związany z osobą, a rozwój jego idzie w parze z rozwojem
osobowości.
Chodzi nam w szczególności o wstyd seksualny. Zewnętrzne jego przejawy wiążą się
z ciałem - jest to w pewnej mierze po prostu wstyd ciała. W szczególny sposób
przedmiotem wstydu są te części i organy ciała, które stanowią o jego seksualnej
odrębności. Istnieje wśród ludzi prawie powszechna dążność do ich ukrywania
przed okiem innych, zwłaszcza zaś przed okiem osób drugiej płci. Tym się
tłumaczy w dużej mierze potrzeba unikania nagości ciała. Oczywiście, że działają
tutaj również inne względy, zwłaszcza potrzeba samoobrony organizmu przed
zimnem, co jest najściślej związane z klimatem. Tym znów tłumaczy się częściowa
lub nawet całkowita nagość u ludów pierwotnych, żyjących w okolicach
podzwrotnikowych. Wiele faktów z ich życia wskazuje na to, że nagość ciała nie
utożsamia się w prosty i jednoznaczny sposób z bezwstydem. Tak, więc np.
przejawem bezwstydu dla niektórych ludów pierwotnych jest - wręcz przeciwnie -
zakrycie tych części ciała, które u innych bywają odsłonięte. Działa tu, więc z
pewnością również przyzwyczajenie, nawyk zbiorowy, wytworzony na tle panujących
warunków klimatycznych. Obnażanie ciała jest wówczas przede wszystkim prostą
funkcją przystosowania organizmu do tych warunków, tak, że nie dostrzega się w
nim bezpośrednio żadnej innej intencji; intencja taka natomiast może się łatwo
kojarzyć z ukrywaniem tych części ciała, które stanowią o seksualnej odrębności
kobiety i mężczyzny. Okazuje się, że strój może służyć nie tylko do ich ukrycia,
ale również w jakiś sposób do ich uwydatnienia. Wstyd seksualny nie utożsamia
się, więc w sposób prosty z samym stosowaniem stroju, tak jak bezwstyd nie
utożsamia się z jego brakiem i z całkowitą lub częściową nagością ciała. To jest
czynnik uboczny i warunkowy. Można najwyżej stwierdzić, że dążność do osłaniania
ciała oraz tych jego części, które stanowią o odrębności płciowej kobiety i
mężczyzny, idzie w parze ze wstydem seksualnym, ale istoty jego nie stanowi.
Istotna dla tego wstydu jest natomiast dążność do -ukrycia samych wartości
seksualnych, i to przede wszystkim o tyle, o ile w świadomości danej osoby
stanowią one "możliwy przedmiot użycia" dla osób drugiej płci. Dlatego nie
spotykamy się ze zjawiskiem wstydu seksualnego u dzieci, dla których jeszcze nie
istnieje sfera wartości seksualnych, świadomość ich jeszcze się dla tych
wartości nie otworzyła. W miarę jak sobie uświadamiają lub też w miarę jak im
zostaje uświadomione istnienie tej sfery wartości, zaczynają przeżywać wstyd
seksualny, i to nie jako coś narzuconego sobie z zewnątrz, od strony środowiska,
w którym żyją, ale jako wewnętrzną potrzebę swej własnej tworzącej się
osobowości. Rozwój wstydliwości - tak nazwiemy stałą zdolność i gotowość do
wstydzenia się - idzie nieco inną drogą u dziewcząt oraz kobiet, a inną u
chłopców i mężczyzn. Jest to związane z podkreślonym już w analizie
psychologicznej miłości nieco innym układem sił psychicznych, z innym stosunkiem
zmysłowości do uczuciowości. Skoro, bowiem u mężczyzn na ogół silniejsza i
bardziej się narzucająca jest zmysłowość z jej nastawieniem na ciało jako
możliwy obiekt "użycia", przeto wstydliwość oraz wstyd jako tendencja do ukrycia
wartości seksualnych związanych właśnie z ciałem winna się bardziej zaznaczać u
dziewcząt i kobiet. Równocześnie jednak są one mniej świadome zmysłowości i jej
naturalnej orientacji u mężczyzn o, tyle, że w nich samych na ogół uczuciowość
bierze górę nad zmysłowością, a ta ostatnia raczej się ukrywa w uczuciowości.
Dlatego to, twierdzi się nieraz, że kobieta jest z natury "czystsza" od
mężczyzny, co bynajmniej niczego jeszcze nie mówi o cnocie czystości. Jest
"czystsza" o tyle, że mocniej przeżywa wartość "człowieka drugiej płci", wartość
pewnego rodzaju psychicznej "męskości", na którą zresztą bardzo wpływa i męskość
fizyczna, jakkolwiek samo przeżycie jednej i drugiej jest u kobiety bardziej
psychiczne. Ale właśnie ten rys jej psychiki może poniekąd równocześnie
utrudniać wstydliwość. Kobieta nie znajduje w sobie takiej zmysłowości, jaką na
ogół musi w sobie odnaleźć mężczyzna, nie czuje tak wielkiej potrzeby ukrycia
"ciała jako możliwego przedmiotu użycia". Dla urobienia wstydliwości kobiecej
potrzeba dopiero wczucia się w psychikę męską.
Naturalny rozwój wstydliwości chłopca i mężczyzny idzie na ogół innymi drogami.
Mężczyzna nie musi się tak bardzo lękać zmysłowości kobiecej, jak kobieta
męskiej. Przeżywa natomiast mocno swoją własną zmysłowość i to jest dla niego
źródłem wstydu. Wartości seksualne są dla niego bardziej związane z "ciałem i
płcią jako możliwym przedmiotem użycia", w ten sposób je przeżywa - i w ten
sposób przeżywane stanowią dla niego powód do wstydu. Wstydzi się, więc przede
wszystkim swego sposobu przeżywania wartości seksualnej osób drugiej płci.
Wstydzi się również wartości seksualnych związanych z własnym "ciałem" może jest
to konsekwencja tamtego wstydu: wstydzi się ciała, dlatego, że wstydzi się tego
przeżywania wartości "ciała", z jakim spotyka się wewnątrz siebie. Oczywiście,
że niezależnie od tego wstydzi się również swego ciała oraz związanych z nim
wartości seksualnych w sposób - rzec by można - immanentny, o ile poprzedni
nazwalibyśmy relatywnym. Wstyd nie tylko jest odpowiedzią na czyjąś reakcję
zmysłowo-seksualną skierowaną do "ciała jako przedmiotu użycia" - reakcją na
reakcję, ale jest również, i nawet przede wszystkim, wewnętrzną potrzebą
unikania takich reakcji na ciało, które pozostają w kolizji z wartością osoby.
Stąd właśnie kształtuje się wstydliwość, czyli stała gotowość do unikania tego,
co bezwstydne.
Ujawnia się tutaj ów głęboki związek pomiędzy zjawiskiem wstydu a naturą osoby.
Osoba jest panią samej siebie (sui iuris); nikt inny prócz Boga-Stwórcy nie ma i
nie może mieć w stosunku do niej żadnego prawa własności. Jest własnością siebie
samej, ma władzę samostanowienia, nikt nie może naruszać jej samoistności. Nikt
też nie może uczynić jej swoją własnością, chyba, że ona sama na to pozwoli
oddając mu siebie z miłości. Otóż ta obiektywna nie dostępność (alteri incom
rcunicabilitas) oraz nietykalność osoby dochodzi do głosu właśnie w przeżyciu
wstydu seksualnego. Przeżycie wstydu jest naturalnym oddźwiękiem tego, czym
osoba po prostu jest. I jak z jednej strony przeżycie wstydu potrzebuje życia
wewnętrznego osoby jako terenu, na którym jedynie może wystąpić, tak sięgając
jeszcze głębiej widzimy, że przeżycie to potrzebuje samego bytu osoby jako
naturalnej swej podstawy. Wstydzić się może tylko osoba, bo tylko ona z samej
swojej natury nie może być przedmiotem używania (pierwsze i drugie znaczenie
słowa "używać"). Wstyd seksualny jest poniekąd objawieniem ponad-użytkowego
charakteru osoby, i to zarówno wtedy, gdy osoba (np. y) wstydzi się związanych z
jej ciałem, wartości seksualnych, jak i wówczas, kiedy wstydzi się (np. y) swego
stosunku do tych wartości u osób drugiej płci, swego nastawienia na samo ich
użycie. W pierwszym wypadku x przeżywając wstyd, uświadamia sobie tym samym, że
jej osoba nie powinna być z racji związanych z nią wartości seksualnych
przedmiotem użycia, nie tylko w rzeczywistości, ale nawet w intencji, w drugim
wypadku y przeżywając wstyd, uświadamia sobie, że nie powinno się osoby drugiej
płci traktować (nawet tylko w wewnętrznym nastawieniu) jako przedmiotu użycia.
Widać stąd, że wstyd seksualny gruntownie wytycza w pewnej mierze kierunek całej
moralności seksualnej. Nie wystarcza przy tym sam opis zjawiska, choćby nawet
tak wnikliwy jak u fenomenologów, ale potrzebna jest jego interpretacji
metafizyczna. W ten sposób etyka seksualna może znaleźć doświadczalny punkt
wyjścia z przeżycia wstydu. To wszystko, co stanowiło przedmiot naszych dociekań
zwłaszcza w rozdziale I, pozwala się wydobyć z przeżycia wstydu seksualnego jako
z prostego faktu doświadczalnego. W interpretacji tego faktu uwzględniamy całą
prawdę o osobie, tj. staramy się określić, jakim ona jest bytem jak to
uczyniliśmy na początku rozdziału I. Tylko na tej drodze przeżycie wstydu
seksualnego wyjaśnia nam się do końca. Osoba jest w centrum tego przeżycia, a
równocześnie ona też stanowi jego fundament. Jakkolwiek przedmiotem bezpośrednim
wstydu, bezpośrednią treścią przeżycia, wstydzenia się, są wartości seksualne,
to jednak przedmiotem pośrednim jest osoba oraz odniesienie do osoby, i to
pochodzące również od osoby. Chodzi mianowicie o wykluczenie - w znaczeniu
biernym (raczej u kobiety) oraz czynnym (raczej u mężczyzny) - takiego
odniesienia do osoby, które nie godzi się z jej ponad-użytkowym charakterem, nie
godzi się z samą "osobowością" jej bytu. Ponieważ zaś istnieje niebezpieczeństwo
takiego odniesienia właśnie z racji wartości seksualnych, które tkwią w osobie,
przeto wstyd seksualny przejawia, się jako dążność do ich ukrycia. Jest to
dążność naturalna i spontaniczna; widać tutaj dobrze, jak porządek moralny wiąże
się z porządkiem bytu, z porządkiem natury. Etyka seksualna tkwi korzeniami w
prawie natury55 .
Ów spontaniczny pęd do ukrycia wartości seksualnych oraz seksualnego charakteru
przeżyć, z jakim spotykamy się u kobiety i mężczyzny, ma jednak jeszcze głębszy
sens. Nie chodzi tylko o to, aby niejako uciec ze wszystkim, co seksualne, przed
reakcją osoby innej płci, ani też tylko o to, aby "uciec" wewnętrznie przed
reakcją na osobę innej płci. W parze z tą ucieczką przed reakcją na same
wartości seksualne idzie, bowiem pragnienie wywołania miłości, czyli jakiejś
"reakcji" na wartość osoby, oraz pragnienie przeżycia miłości w tym samym
znaczeniu - pierwsze jest silniejsze u kobiety, drugie u mężczyzny, chociaż nie
trzeba tego pojmować zbyt jednostronnie. Kobieta chce raczej doznawać miłości,
aby mogła miłować. Mężczyzna raczej chce miłować, aby mógł doznawać miłości. W
każdym wypadku wstyd seksualny nie jest ucieczką przed miłością, ale wręcz
przeciwnie - jakimś otwieraniem sobie drogi do niej. Spontaniczna potrzeba
ukrycia samych wartości seksualnych związanych z osobą jest naturalną drogą do
odsłonięcia wartości samej osoby. Wartość osoby jest ściśle związana z jej
nietykalnością, z jej pozycją "ponad przedmiotem użycia". Wstyd seksualny
niejako odruchowo broni tej pozycji, broni, więc także wartości osoby. Ale nie
chodzi tylko o to, aby ją obronić. Chodzi o to, aby tę wartość niejako objawić,
i to objawić właśnie w łączności z wartościami seksualnymi, które się z nią
łączą w danej osobie. Wstyd nie ukazuje wartości osoby w jakiś abstrakcyjny
sposób, jako teoretycznej wielkości dostępnej tylko dla rozumu, ukazuje ją
natomiast w sposób żywy i konkretny, tak jak ona jest zespolona z wartościami
sexus, a jednak w stosunku do nich nadrzędna. Stąd owo przeżycie nietykalności
(x: "Nie wolno ci mnie tknąć nawet samym wewnętrznym pożądaniem" - y: Nie wolno
mi jej tknąć nawet samą wewnętrzną wolą użycia, ona nie może być przedmiotem
użycia"). Ów znamienny dla prawdziwie kochających się osób "lęk przed
zetknięciem" jest pośrednim wyrazem afirmacji wartości samej osoby, a wiadomo,
że to moment konstytutywny miłości we właściwym, czyli etycznym, znaczeniu tego
słowa.
Istnieje też pewien naturalny wstyd przeżywania miłości jako sprawy ciała.
Słusznie mówi się o intymności owych przeżyć. Kobieta i mężczyzna uciekają
wówczas przed wzrokiem i przed obecnością innych ludzi, a każdy moralnie zdrowy
człowiek uzna inny sposób postępowania za wybitnie nieprzyzwoity. Zachodzi tutaj
jakby rozbieżność pomiędzy obiektywną wielkością tego aktu, o czym była już mowa
w rozdziale I, a owym wstydem, który go otacza w świadomości ludzi. Nie ma on
nic wspólnego z pruderią, czyli z fałszywym wstydem. Wstyd ten jest słuszny,
istnieją, bowiem głębokie powody ukrywania przejawów miłości między kobietą a
mężczyzną, a zwłaszcza ich współżycia małżeńskiego, przed okiem innych ludzi.
Miłość jest zjednoczeniem osób, które dopełnia się w danym przypadku zbliżeniem
i współżyciem cielesnym. To ostatnie polega na jakimś współprzeżywaniu wartości
seksualnych, które stanowi o wspólnym używaniu seksualnym kobiety i mężczyzny.
To, kiedy współprzeżywanie wartości sexus może być gruntownie zespolone z
miłością, może w niej znajdować swe obiektywne pokrycie i uzasadnienie (to
właśnie droga do przezwyciężenia wstydu u samych osób biorących udział w akcie
seksualnym; będzie o tym jeszcze mowa osobno).
Tylko oni jednak świadomi są tego pokrycia i uzasadnienia, tylko dla nich miłość
jest jakąś sprawą "wnętrza", sprawą duszy, nie tylko ciała. Dla każdego
natomiast człowieka z zewnątrz wystąpiłyby tylko zewnętrzne przejawy, a więc
tylko owo współprzeżywanie wartości sexus, podczas gdy samo zjednoczenie osób,
obiektywna istota miłości pozostałaby z zewnątrz niedostępna. Zrozumiała rzecz,
iż wstyd, który dąży do ukrycia wartości seksualnych, ażeby przez to
zabezpieczyć wartość osoby, dąży również do ukrycia samego współprzeżywania
wartości seksualnych, ażeby przez to zabezpieczyć wartość samej miłości, i to
przede wszystkim dla tych dwojga osób, które ją wspólnie przeżywają. Jest to,
więc wstyd nie tylko relatywny, ale także immanentny.
Samo współprzeżywanie wartości sexus łączy się z takimi faktami, które domagają
się zawsze jakiegoś ukrycia. Człowiek z reguły wstydzi się tego, co w nim tylko
"dzieje się", a co nie jest świadomym aktem jego woli, tak, więc np. wstydzi się
wybuchów namiętności, choćby gniewu czy strachu, wstydzi się tym bardziej
pewnych procesów fizjologicznych, które dokonują się niezależnie od jego woli w
określonych warunkach; działanie woli ogranicza się do wywołania tych warunków
czy też do ich dopuszczenia. Znajdujemy w tym potwierdzenie duchowości i
"wewnętrzności" osoby ludzkiej, która dostrzega pewne "zło" w tym wszystkim, co
nie jest dosyć wewnętrzne, czyli duchowe, ale tylko zewnętrzne, cielesne,
irracjonalne. Ponieważ więc we współprzeżywaniu wartości seksualnych przez
kobietę i mężczyznę wszystko to bardzo mocno dochodzi do głosu i uwydatnia się,
podczas gdy samo osobowe ich zjednoczenie jest niejako utajone wewnątrz każdej z
tych osób i niedostępne dla nikogo z zewnątrz, stąd potrzeba ukrywania całej
miłości jako sprawy "ciała i płci".
Prawo absorpcji wstydu przez miłość
O ile miłość jako sprawa ciała w sposób naturalny łączy się na zewnątrz (tj. w
stosunku do jakiejkolwiek innej osoby poza tą kobietą i tym mężczyzną, którzy
przeżywają ją wspólnie) ze wstydem, to, wewnątrz, czyli pomiędzy nimi, zachodzi
znamienne zjawisko, które tutaj określamy jako "absorpcję wstydu przez miłość".
Wstyd zostaje niejako wchłonięty przez miłość, roztopiony w niej, tak, że
kobieta i mężczyzna przestają się wzajemnie wstydzić współprzeżywania wartości
sexus. Proces ten ma olbrzymie znaczenie dla moralności seksualnej, zawiera się
w nim jakaś głęboka wskazówka, którą należy wykorzystać w etyce. Jest to, bowiem
proces naturalny, którego nie sposób zrozumieć bez uchwycenia właściwej
proporcji między wartością osoby a wartościami seksualnymi w człowieku oraz w
miłości mężczyzny i kobiety.
Analizując zjawisko wstydu seksualnego, doszliśmy do przeświadczenia, że chodzi
w nim o fakt posiadający dogłębne znaczenie osobowe, dlatego wstyd seksualny ma
rację bytu tylko w świecie osób. Fakt ten ma zresztą znaczenie podwójne: z
jednej strony ucieczka - dążność do ukrycia wartości seksualnych w tym celu, aby
nie przesłoniły one wartości samej osoby; z drugiej - pragnienie miłości, jej
wywołania czy też jej przeżycia (miłość pomiędzy kobietą a mężczyzną kształtuje
się, jak wiadomo, na podstawie wartości sexus, ale ostatecznie stanowi o niej
wzajemny stosunek do wartości osoby, skoro jest ona osobowym zjednoczeniem
osób). Tak, więc już z samej analizy wstydu seksualnego widać; że toruje on
niejako drogę do miłości.
Kiedy mówimy o "absorpcji" wstydu przez miłość, nie znaczy to, bynajmniej, że
miłość znosi czy też niszczy wstyd seksualny, wręcz przeciwnie: jeszcze bardziej
wyostrza poczucie tego wstydu w mężczyźnie i kobiecie, realizuje się bowiem w
całej pełni, przy najpełniejszym jego zachowaniu. Słowo "absorpcja" znaczy
jedynie, że miłość gruntownie wykorzystuje dla siebie te dane, jakie tkwią w
zjawisku wstydu seksualnego; wykorzystuje mianowicie tę proporcję pomiędzy
wartością osoby a wartościami, sexus, jaką wnosi wstyd we wzajemne odniesienie
kobiety i mężczyzny jako coś naturalnego, co się przeżywa spontanicznie, co
jednak - niepielęgnowane odpowiednio - może ulec zniszczeniu ze szkodą dla osób
i dla ich wzajemnej miłości.
Na czym więc polega owa absorpcja wstydu przez miłość i czym się tłumaczy? Oto
wstyd stanowi jakby naturalną samoobronę osoby przed zejściem lub też
zepchnięciem jej na pozycję przedmiotu użycia seksualnego. Pozycja ta - jak to
już wielokrotnie stwierdzono - jest sprzeczna z samą naturą osoby. Osoba nie
może (nie powinna) sama zejść na pozycję przedmiotu użycia dla drugiej osoby czy
też dla innych osób; tak np. x nie może zejść na tę pozycję w stosunku do y. Ale
też nie może ona spychać żadnej osoby drugiej płci na pozycję przedmiotu użycia;
tak, więc nie może postępować y w stosunku do żadnej x. Z jednej i drugiej
strony przeciwstawia się temu wstyd seksualny - wstyd zarówno ciała, jak i
przeżycia. Otóż miłość, jak już stwierdziliśmy na początku tej książki, jest
takim odniesieniem osoby do osoby (y do x oraz x do y), które od samych podstaw
wyklucza traktowanie osoby jako przedmiotu użycia, stanowczo nie pozwala osobie
zejść na pozycję przedmiotu użycia ani też nie dopuszcza do tego, aby zepchnąć
ją na tę pozycję. Dlatego właśnie wstyd w tak naturalny sposób otwiera się dla
miłości.
Dla miłości istotna jest przede wszystkim afirmacja wartości osoby; opierając
się na niej wola podmiotu miłującego dąży do prawdziwego dobra osoby miłowanej,
i to dobra pełnego i całkowitego, dobra "ze wszech miar" - dobro takie utożsamia
się ze szczęściem. Takie nastawienie woli u osoby miłującej jest całkowicie
przeciwne jakiemukolwiek nastawieniu tej woli na używanie. Miłość i odniesienie
do osoby jako do przedmiotu użycia wykluczają się wzajemnie. Wobec tego też
wstyd jako naturalna forma ucieczki przed takim odniesieniem ustępuje, traci,
bowiem swoją obiektywną rację bytu. Ustępuje jednakże o tyle, o ile osoba w ten
sposób miłowana, np. x, sama również odpowiada miłością osobie miłującej (x), i
to - rzecz najważniejsza - miłością gotową do oddania siebie. Wypada przypomnieć
w tym miejscu to, co zostało wydobyte w analizie miłości oblubieńczej. W każdym
razie prawo absorpcji wstydu przez miłość tłumaczy nam na płaszczyźnie
psychologicznej cały problem czystości, a raczej wstydliwości małżeńskiej.
Faktem jest przecież, że współżycie seksualne małżonków nie stanowi tylko
jakiejś formy bezwstydu zalegalizowanego z zewnątrz, ale jest wewnętrznie zgodne
z wymaganiami wstydu (chyba że małżonkowie sami uczynią je bezwstydnym przez sam
sposób jego dopełniania).
Ujmując rzecz integralnie, (do czego przygotowała nas już w poprzednim rozdziale
integralna analiza miłości), należy stwierdzić, że tylko miłość prawdziwa, a
więc posiadająca w pełni swą etyczną istotę, zdolna jest zabsorbować wstyd. To
zrozumiałe wobec faktu, że wstyd stanowi tendencję do ukrycia wartości
seksualnych w tym celu, aby nie przesłonić nimi wartości osoby, lecz przeciwnie
- tym bardziej ją uwydatnić. Miłość prawdziwa zaś to taka miłość, w której
wartości seksualne są podporządkowane wartości osoby. Ona dominuje, a afirmacja
wartości osoby przenika wszystkie te przeżycia, które rodzą się z samej
naturalnej zmysłowości czy też uczuciowości człowieka. Wiadomo, że przeżycia te
są w naturalny sposób związane z wartościami seksualnymi (zmysłowość z wartością
"ciała i płci", uczuciowość z wartością "kobiecości" czy też, "męskości" w
człowieku drugiej płci). Otóż miłość prawdziwa sprawia, że przeżycia te są na
tyle przeniknięte afirmacją wartości osoby, iż zostaje wykluczone odniesienie
woli do drugiej osoby jako do przedmiotu użycia. Na tym polega w praktyce
istotna siła miłości - sama teoretyczna afirmacja wartości osoby jeszcze o niej
nie stanowi.
Przy takim, więc nastawieniu nie ma powodu do wstydu, czyli do ukrywania
wartości sexus jako tych, które przesłaniają wartość osoby, które godzą w jej
niedostępność (alteri incommunicabilitas) i nietykalność, sprowadzając ją samą
na pozycję przedmiotu użycia. Nie ma wówczas powodu do wstydu ciała (np. po
stronie x), gdyż zawarta w tym wstydzie pozytywna tendencja do wywołania miłości
spotkała się z adekwatną odpowiedzią. Nie ma też powodu do wstydu przeżycia (np.
po stronie y), gdyż odniesienie do osoby (x) jako do przedmiotu użycia nie
zachodzi. Jeśli nawet zmysłowość w sposób sobie właściwy reaguje na "ciało" jako
na "możliwy przedmiot użycia", to jednak wola jest nastawiona przez miłość na
prawdziwe dobro osoby, a nie na jej używanie, co bynajmniej nie wyklucza faktu,
że (w małżeństwie) jest to ta osoba, ta x, z którą łączy odnośnego y współżycie
cielesne, a więc także wspólne używanie seksualne. Potrzeba wstydu została
wewnętrznie zaabsorbowana przez sam fakt dojrzałej miłości do osoby: y nie musi
się wewnętrznie (i zewnętrznie również) ukrywać ze swym nastawieniem na użycie
skierowanym ku x, gdyż owo nastawienie zostało wchłonięte przez prawdziwą miłość
woli. Afirmacja wartości osoby przenika na tyle wszystkie reakcje
zmysłowo-uczuciowe nawiązujące do wartości seksualnych, że woli nie zagraża
postawa użycia niezgodna z odniesieniem do osoby. Owszem, afirmacja ta udziela
się uczuciowości tak, że wartość osoby jest nie tylko abstrakcyjnie rozumiana,
ale jest także głęboko odczuwana. Jest to wówczas również psychologiczna pełnia
miłości, w której dokonuje się do głębi prawidłowa absorpcja wstydu seksualnego.
Kobieta i mężczyzna mogą stanowić "jedno ciało" - wedle owych dobrze znanych
słów Księgi Rodzaju (2,24), którymi Stwórca określił istotę małżeństwa ta
jedność nie będzie żadną formą bezwstydu, ale tylko pełną realizacją
zjednoczenia osób, wypływającego ze wzajemnej miłości oblubieńczej. Wiąże się z
tym jak najściślej problem stosunku x do rodzicielstwa, ale sprawa ta zostanie
osobno omówiona w rozdziale IV.
W związku z tym znamiennym zjawiskiem "absorpcji" wstydu seksualnego przez
miłość trzeba jeszcze zasygnalizować pewne niebezpieczeństwo. Wstyd ma swe
korzenie głęboko w samym bycie osoby, dlatego trzeba było właśnie metafizyki
osoby dla pełnego zrozumienia jego istoty. Istnieje jednak niebezpieczeństwo
zbyt powierzchownego potraktowania zarówno wstydu, jak i tej jego absorpcji,
która dokonuje się prawidłowo przez miłość. Wiadomo, że wstyd subiektywnie
biorąc jest pewnym uczuciem o charakterze negatywnym, nieco podobnym do uczucia
lęku. Uczucie lęku wiąże się w świadomości ze sferą wartości seksualnych i
ustępuje wraz z przekonaniem, że wartości te nie są podnietą wywołującą tylko
"pożądanie seksualne". Uczucie to jednak również ustępuje, w miarę jak rodzi się
uczucie miłości, tak np. u x w stosunku do y. Podobnie też uczucie wstydu
wywołane w y przeżyciem pożądania seksualnego skierowanego do x zostaje niejako
zatarte w świadomości, o ile łączy się z nim uczuciowy stosunek do tejże x.
Uczucie miłości, jak widać, ma moc absorbowania, wchłaniania - uczucia wstydu,
moc uwalniania świadomości to zarówno świadomości y, jak i x - od odczucia
wstydu. I tym procesem emocjonalno-afektywnym tłumaczy się ów jakże często
wypowiadany i sugerowany pogląd, według, którego samo "uczucie (miłości) daje
prawo do zbliżenia cielesnego oraz do współżycia seksualnego mężczyzny i
kobiety".
Jest to pogląd błędny, samo, bowiem przeżywanie uczucia miłosnego, choćby
obustronne (tj. równoczesne po stronie x i x), nie jest jeszcze bynajmniej
równoznaczne z dojrzałą miłością woli. Ta, bowiem, zakłada wzajemny wybór osób
(x przez x, y przez x) oparty na gruntownej afirmacji ich wartości i zmierzający
do ich trwałego zjednoczenia w małżeństwie, przy czym zostaje jasno ustalony
stosunek do rodzicielstwa. Miłość osób posiada - i winna posiadać - swój wyraźny
profil obiektywny. Miłość jako przeżycie emocjonalno-afektywne posiada często
tylko czysto subiektywny charakter, brak jej zaś odpowiedniej dojrzałości pod
względem etycznym. Powiedziano już wiele razy, że nie można mieszać samego
zużywania "tworzywa" z twórczością w tej dziedzinie ani też utożsamiać doraźnego
przeżycia miłosnego z miłością.
Dlatego też owa "absorpcja wstydu przez miłość" musi mieć znaczenie głębsze, nie
tylko emocjonalno-afektywne. Nie wystarcza samo zniesienie "przeżycia wstydu"
przez jakiekolwiek "przeżycie miłosne", to, bowiem jest właśnie sprzeczne z
gruntownie rozumianą istotą wstydu seksualnego, owszem, w tym się kryje zawsze
jakaś forma bezwstydu. (Bezwstyd wygrywa swe "prawa" na samych doraźnych
przeżyciach). Łatwość, z jaką uczucie wstydu ustępuje przed pierwszym lepszym
przeżyciem emocjonalno - afektywnym, jest właśnie zaprzeczeniem wstydu i
wstydliwości. Prawdziwy wstyd ustępuje z trudnością (i dzięki temu nie
pozostawia osoby w sytuacji ostatecznie bezwstydnej). Prawdziwy wstyd może
zostać wchłonięty, zaabsorbowany tylko przez prawdziwą miłość, która afirmując
wartość osoby ze wszystkich sił szuka jej najpełniejszego dobra. Taki też wstyd
jest rzetelną siłą moralną osoby. Ponieważ jednak istnieje realne
niebezpieczeństwo jego spłycenia z różnych przyczyn wewnętrznych (są ludzie
jakby mniej wstydliwi "z natury") oraz zewnętrznych (różnorodne poglądy, style
życia i postępowania mężczyzn i kobiet względem siebie w różnych środowiskach
lub epokach) istnieje, przeto potrzeba wychowania wstydu seksualnego. Potrzeba
ta zaś jest najściślej zespolona z wychowaniem miłości, właśnie, dlatego, że
tylko prawdziwy, rzetelny wstyd domaga się prawdziwej, pełnowartościowej miłości
na zasadzie rozważonego tutaj "prawa absorpcji".
Problem bezwstydu
W świetle tego, co powiedziano wyżej na temat wstydu seksualnego oraz na temat
absorpcji wstydu przez miłość, spróbujmy spojrzeć jeszcze na zagadnienie
bezwstydu. Samo słowo "bezwstyd" mówi po prostu o braku wstydu lub też o jego
zaprzeczeniu. W praktyce wychodzi to zresztą na to samo. Spotykamy się z różnymi
faktami, z różnymi sposobami bycia i postępowania u osób obu płci, z różnymi
sytuacjami pomiędzy nimi, które określamy jako bezwstydne, stwierdzając przez
to, że nie ma w nich tego, czego domaga się wstyd, że pozostają w kolizji z
wymogami wstydliwości. Istnieje pewna relatywność w samym określaniu tego, co
bezwstydne. Relatywność ta tłumaczy się różnymi dyspozycjami wewnętrznymi
poszczególnych osób, tak, więc np. większą lub mniejszą pobudliwością zmysłową,
większą lub mniejszą kulturą moralną danej jednostki, nawet takim lub innym
światopoglądem. Tłumaczy się ona również różnorodnymi uwarunkowaniami
zewnętrznymi, choćby np. klimatem, jak o tym była już mowa, a prócz tego
panującymi obyczajami, nawykami zbiorowymi itp.
Jednakże ta relatywność w uznawaniu za bezwstydne poszczególnych objawów życia i
obcowania osób różnej płci nie dowodzi bynajmniej, że sam bezwstyd jest czymś
względnym, że nie istnieją jakieś czynniki czy też momenty w sposobie bycia i
postępowania ludzi, które decydują o nim stale, nawet pomimo tego, że te
różnorodne uwarunkowania od wewnątrz i z zewnątrz nakazują różnym ludziom czy
też w różnych środowiskach, co innego uznawać za bezwstydne (siłą faktu,
oczywiście, co innego też uznaje się za wstydliwe, czyli zgodne z wymaganiami
wstydu seksualnego). Nie chodzi tutaj o to drugie, tzn. o zestawienie różnych
poglądów na to, co bezwstydne, a co wstydliwe, chodzi natomiast o to pierwsze -
mianowicie o uchwycenie momentu wspólnego, bo tego zresztą prowadzą
poprzedzające etapy analizy, które mieszczą się w ramach "metafizyki wstydu".
Wstyd to owa niesłychanie znamienna dążność osoby ludzkiej do ukrycia wartości
seksualnych z nią związanych na, tyle, aby nie przesłoniły one samej wartości
osoby. Dążność ta ma na celu swoistą samoobronę osoby, która nie chce być
przedmiotem używania ani w uczynku, ani nawet w intencji, ale chce być
przedmiotem miłości. Ponieważ przedmiotem używania może się stać właśnie ze
względu na wartości seksualne, powstaje, więc dążność do ich ukrycia, na tyle
jednak, aby mogły one w połączeniu z wartością osoby stanowić równocześnie
niejako punkt zaczepienia dla miłości. W parze z tą formą wstydu, który można
określić jako "wstyd ciała", gdyż wartości seksualne są zewnętrznie związane
przede wszystkim z ciałem męskim i kobiecym, idzie druga forma, którą
nazywaliśmy "wstydem przeżycia", jest to dążność do ukrycia tych reakcji i
przeżyć, w których uwydatnia się odniesienie do "ciała i płci" jako do
przedmiotu użycia, właśnie z uwagi na to, że ciało i płeć są właściwością osoby
ludzkiej, która nie może być przedmiotem użycia. Zarówno jedna; jak i druga
forma wstydu może zostać prawidłowo zaabsorbowana tylko przez miłość.
Bezwstyd burzy cały ten porządek. Analogicznie do rozróżnienia wstydu ciała i
wstydu przeżyć możemy mówić również o bezwstydzie ciała i przeżyć. Bezwstydem
ciała nazwiemy taki sposób bycia czy postępowania jakiejś konkretnej osoby, w
którym wysuwa ona na pierwszy plan samą wartość sens tak dalece, że przesłania
istotną wartość osoby. W konsekwencji staje ona niejako w pozycji przedmiotu
użycia, w pozycji bytu, do którego można odnieść się używając go tylko
(zwłaszcza w drugim znaczeniu słowa "używać"), a nie miłując. Bezwstyd przeżycia
polega na odrzuceniu tej zdrowej dążności do wstydzenia się takich reakcji i
takich przeżyć, w których druga osoba okazuje się tylko przedmiotem użycia ze
względu na wartości seksualne będące jej własnością. Tak, więc np. jakiś
konkretny y jest bezwstydny w swych przeżyciach w stosunku do x, gdy nie wstydzi
się wewnętrznie nastawienia na użycie zmysłowo-seksualne, gdy wysuwa je jako
jedyną formę odniesienia do x, nie usiłując podporządkować tego nastawienia
prawdziwej miłości osoby ani też prawidłowo włączyć go do niej.
Ów wewnętrzny "wstyd przeżycia" nie ma nic wspólnego z pruderią. Pruderia,
bowiem polega na ukrywaniu właściwych intencji w odniesieniu do osób drugiej
płci czy też w ogóle do całej dziedziny seksualnej. Człowiek, który uległ
pruderii, a kieruje się intencją użycia, stara się stwarzać pozory, że nie
chodzi mu o użycie - gotów jest nawet potępiać wszelkie przejawy płci i tego, co
płciowe, nawet najnaturalniejsze. Bardzo często zresztą nie mamy tutaj do
czynienia z pruderią, która jest pewną formą zakłamania, zafałszowania intencji,
ale tylko z jakimś uprzedzeniem czy też z przekonaniem, że to, co seksualne,
może być tylko przedmiotem użycia, że płeć daje tylko okazję do wyżywania się
seksualnego, a w żaden sposób nie toruje dróg miłości wśród ludzi. Pogląd taki
ma posmak manicheizmu i kłóci się z tym odniesieniem do spraw ciała i płci,
jakie jest znamienne zarówno dla Księgi Rodzaju, jak i - przede wszystkim - dla
Ewangelii. Dlatego też prawdziwy wstyd przeżycia nie utożsamia się bynajmniej z
aktem pruderii. Wstyd przeżycia to zdrowa reakcja wewnątrz osoby (np. y) na
takie odniesienie do drugiej osoby (x), które pomija jej istotną wartość, a
sprowadza ją na pozycję przedmiotu użycia seksualnego. Przeciw takiemu
odniesieniu do osoby (do "niewiasty") protestował Chrystus w znanych i
przytoczonych już poprzednio słowach, (Mt 5,28: "Kto by patrzył na niewiastę,
aby jej pożądał [...]"). Chodziło, jak widać, o akt wewnętrzny. Pruderia łączy
się często, a nawet z reguły, z bezwstydem intencji. Jest to coś innego niż
bezwstyd przeżycia. Wspomnieliśmy już o relatywności w uznawaniu jakiegoś faktu
za bezwstydny, zwłaszcza faktu zewnętrznego, jakiegoś zewnętrznego sposobu bycia
czy postępowania. Osobny problem powstaje, gdy chodzi o uznawanie za bezwstydny
jakiegoś faktu wewnętrznego - sposobu myślenia czy odczuwania wartości sexus,
sposobu reagowania na nie. Między poszczególnymi ludŤmi, żyjącymi nawet w tej
samej epoce i w tym samym społeczeństwie, nie zachodzi pod tym względem ścisła
korelacja. Nie zachodzi ona zwłaszcza pomiędzy kobietami i mężczyznami. Bardzo
często konkretna x nie uważa za bezwstydny np. pewien sposób ubierania się
(chodzi o "bezwstyd ciała"), który pewien mężczyzna czy nawet wielu różnych
mężczyzn oceni jako bezwstydny. I na odwrót - jakiś y może przeżywać bezwstydnie
swój stosunek do kobiety czy też do różnych kobiet (chodzi o bezwstyd
przeżycia), chociaż żadna z nich nie dała po temu powodu bezwstydnym sposobem
bycia czy postępowania, np. nieprzyzwoitym strojem lub tańcem.
Ogólnie biorąc, istnieje tutaj pewna korelacja: wstyd ciała jest potrzebny,
dlatego, że istnieje możliwość bezwstydu przeżyć zwłaszcza jak się wydaje - w
kierunku od x do y. I vice versa - wstyd przeżyć potrzebny jest, dlatego, że
istnieje możliwość bezwstydu ciała (to raczej w kierunku od y do x). Jednakże
trudno uchwycić tę korelację we wszystkich szczegółowych wypadkach. Ale właśnie,
dlatego należy raczej przyjąć pewne założenia rozszerzające możliwość bezwstydu
po jednej i drugiej stronie. Na tym polega kształtowanie zdrowych obyczajów w
dziedzinie współżycia osób różnej płci, a raczej w różnych dziedzinach ich
współżycia. Nie może to jednak mieć nic wspólnego z purytanizmem w dziedzinie
seksualnej. Przesada, bowiem łatwo wyzwala pruderię.
Wspomnieliśmy już mimochodem o sprawie stroju czy ubrania... Jest to jedna z
tych spraw szczegółowych, wokół których narasta najczęściej problem wstydu i
bezwstydu. Trudno znów wnikać w całą szczegółową specyfikę tego zagadnienia, w
niuanse mody kobiecej czy męskiej. Problem wstydu i bezwstydu na pewno łączy się
z tą sprawą, chociaż może nie w taki sposób, jak się na ogół mniema. Wiadomo, że
strój może się w różny sposób przyczynić do uwydatnienia wartości sexus,
dodajmy, jeszcze: w różny sposób przy różnych okazjach, jeśli nawet abstrahujemy
od dyspozycji wrodzonych lub nabytych u danej jedenastki. Uwydatnienie wartości
sexus Przez strój jest zresztą nieuniknione i bynajmniej nie musi się kłócić ze
wstydem. Bezwstydne w stroju jest to, co wyraźnie przyczynia się do rozmyślnego
przesłonięcia najbardziej istotnej wartości osoby przez wartości seksualne, co
"musi" budzić taką reakcję, jakby osoba ta była tylko, możliwym sposobem użycia"
ze względu na sexus, a nie "możliwym" przedmiotem miłości ze względu na swą
wartość osobową.
Zasada jest prosta i oczywista, jej zastosowanie natomiast w, konkretnych
wypadkach należy już do poszczególnych jednostek oraz do całych środowisk i
społeczeństw. Sprawa stroju jest zawsze sprawą społeczną, jest, więc funkcją
zdrowego (lub niezdrowego) obyczaju. Trzeba tylko podkreślić, że jakkolwiek
względy natury estetycznej wydają się tutaj decydujące, to jednak nie są, one i
nie mogą być wyłączne; obok nich i wraz z nimi istnieją względy natury etycznej.
Niestety człowiek nie jest istotą tak doskonałą, aby widok ciała osoby,
zwłaszcza osoby drugiej płci, budził w nim tylko bezinteresowne upodobanie i w
ślad za tym proste umiłowanie tej osoby. W rzeczywistości budzi on również
"pożądanie", czyli chęć użycia, skoncentrowaną na wartościach sexus z
pominięciem istotnej wartości osoby. I z tym trzeba się liczyć.
Nie znaczy to jednak bynajmniej, ażeby bezwstyd ciała utożsamiał się po prostu i
wyłącznie z jego całkowitą lub częściową nagością. Są okoliczności, w których
nagość nie jest bezwstydna. Jeśli ktoś wykorzystuje ją wówczas jako okazję do
potraktowania osoby w roli przedmiotu użycia (choćby w aktach wewnętrznych), to
tylko on dopuszcza się bezwstydu (przeżycia), a nie ta osoba. Sama nagość ciała
nie jest jeszcze równoznaczna z bezwstydem ciała; bezwstyd ten, zachodzi tylko
wówczas, kiedy nagość spełnia negatywną funkcję w stosunku do wartości osoby,
kiedy celem nagości jest budzenie pożądliwości ciała; przez co stawia się osobę
w pozycji przedmiotu użycia. Dokonuje się wówczas jakby depersonalizacja poprzez
seksualizację. Jednakże nie musi to bynajmniej wystąpić. Nawet wówczas, kiedy
nagość łączy się ze wspólnym używaniem seksualnym mężczyzny i kobiety, może być
w pełni zachowany wzgląd na godność osoby. Tak właśnie winno być w małżeństwie,
gdzie istnieją obiektywne warunki do tego, aby dokonała się prawdziwa absorpcja
wstydu przez miłość. Wrócimy jeszcze do tej sprawy w rozdziale następnym. W
każdym razie bez takiego poglądu na rolę ciała w miłości osób nie można myśleć i
mówić o wstydliwości i czystości współżycia małżeńskiego, co stanowi przecież
stały wątek nauki katolickiej.
Jakkolwiek bezwstyd ciała nie utożsamia się w prosty sposób z samą nagością
ciała, niemniej potrzeba bardzo gruntownego wysiłku wewnętrznego, aby nie
odnieść się w sposób bezwstydny do nagiego ciała. Trzeba jednak dodać, że
bezwstyd przeżycia nie utożsamia się z samorzutną reakcją zmysłowości, która
spontanicznie odnosi się do ciała i płci jako do "możliwego przedmiotu użycia".
Podobnie jak ciało ludzkie samo przez się nie jest bezwstydne, tak też nie jest
sama z siebie bezwstydna reakcja zmysłowości czy w ogóle zmysłowość ludzka.
Bezwstyd (podobnie jak wstyd i wstydliwość) jest funkcją wnętrza osoby, a w nim
funkcją wnętrza osoby, która symplicystycznie przyjmuje reakcję zmysłowości i
redukuje drugą osobę poprzez "ciało i płeć" do roli przedmiotu użycia.
Skoro już mowa o stroju w związku z zagadnieniem bezwstydu i wstydliwości, to
warto może jeszcze zwrócić uwagę na pewną funkcjonalność różnych strojów. Otóż
tak jak istnieją pewne sytuacje obiektywne, w których nawet całkowita nagość
ciała nie jest bezwstydna, ponieważ właściwą funkcją tej nagości nie jest
wywoływanie odniesienia do osoby jako do przedmiotu użycia, tak też z pewnością
istnieją różne funkcje różnych strojów, różnych sposobów ubierania się i
związanego z tym częściowego obnażania ciała, np. przy pracy fizycznej podczas
upału, w kąpieli, u lekarza. Jeśli więc chodzi o moralną kwalifikację tych
różnych strojów, to trzeba wyjść od tych różnych funkcji, jakie mają do
spełnienia. Kiedy osoba używa takiego stroju w ramach jego obiektywnej funkcji,
wówczas nie można w tym widzieć bezwstydu, chociaż strój ten jest związany z
częściowym obnażeniem ciała. Bezwstydne natomiast będzie użycie takiego stroju
poza jego właściwą funkcją, i tak też musi być odczute. Dla przykładu: nie jest
bezwstydem używanie stroju kąpielowego w kąpieli, natomiast jego używanie na
ulicy czy choćby na spacerze kłóci się z wymogami wstydu.
Trudno nie poruszyć bodaj pobieżnie innego jeszcze szczegółowego zagadnienia,
mianowicie zagadnienia pornografii, (czyli bezwstydu) w sztuce. Jest ono
rozległe i w szczegółach mocno skomplikowane ze względu na bardzo różnorodną
specyfikę różnych dziedzin sztuki. Chodzi w tej chwili o uchwycenie istoty
zagadnienia. Przez sztukę rozumiemy całą wytwórczość człowieka, a w
szczególności artystyczną, np. pisarską czy rzeźbiarską. Artysta komunikuje w
swym dziele własne myśli, uczucia, postawy, jakkolwiek dzieło to nie tylko temu
służy. Służy ono prawdzie, ma, bowiem uchwycić i przekazać jakiś fragment
rzeczywistości w sposób piękny. Piękno artystyczne jest najbardziej znamienną
właściwością dzieła sztuki. Tym fragmentem rzeczywistości, który bardzo często
starają się uchwycić artyści, jest właśnie miłość kobiety i mężczyzny, a w
plastyce ciało ludzkie. Dowodzi to pośrednio, jak ważny i atrakcyjny jest ten
temat w całokształcie życia ludzkiego. W imię realizmu sztuka ma prawo i
obowiązek odtwarzać ciało ludzkie, ma również prawo i obowiązek odtwarzać miłość
mężczyzny i kobiety taką, jaką jest w rzeczywistości, mówić całą prawdę o niej.
Ciało ludzkie jest autentyczną częścią prawdy o człowieku, tak jak moment
zmysłowo-seksualny jest autentyczną częścią prawdy o ludzkiej miłości. Błędem
będzie, jeśli ta część przesłoni całość. A nieraz tak właśnie dzieje się w
sztuce.
Jednakże istota tego, co nazywamy pornografią w sztuce, leży głębiej.
Pornografia to wyraźna tendencja do takiego zaakcentowania w dziele sztuki
momentu sexus w odtworzeniu ciała ludzkiego czy też w odtworzeniu miłości oraz
osób, które ją przeżywają, która to tendencja zmierza do wywołania u odbiorcy
tego dzieła, czytelnika lub widza przeświadczenia, iż wartość seksualna jest
jedyną istotną wartością osoby, a miłość nie jest niczym więcej jak przeżywaniem
czy też współprzeżywaniem tych tylko wartości. Tendencja taka jest szkodliwa,
niszczy, bowiem całkowity obraz tego ważnego fragmentu ludzkiej rzeczywistości,
jaki stanowi miłość kobiety i mężczyzny. Prawda, bowiem o ludzkiej miłości leży
zawsze w odtworzeniu wzajemnego stosunku osób, bez względu na to, jak bardzo w
tym stosunku dominowałyby wartości sexus. Tak samo jak prawdą o człowieku jest,
iż jest on osobą bez względu na to, jak bardzo w jego ciele uwydatniają się
wartości seksualne.
Dzieło sztuki winno wydobyć tę prawdę niezależnie od tego, w jakim stopniu
wypada mu dotknąć dziedziny sexus, jeśli zawiera tendencję do jej skrzywienia,
zniekształca obraz rzeczywistości. Ale pornografia nie jest tylko pomyłką czy
błędem, jest tendencją. Gdy zniekształcony obraz zostaje wyposażony w
prerogatywy piękna artystycznego, istnieje tym większa możliwość, że przyjmie
się on i zaszczepi w świadomości i woli odbiorców. Wola ludzka wykazuje, bowiem
w tym punkcie bardzo często wielką podatność na przyjęcie zniekształconego
obrazu rzeczywistości.
PRZYPISY:
[«] "Te dwie normy - jedna wydobyta z natury popędu seksualnego i domagająca się
respektowania jego celowości oraz druga wydobyta z godności osoby, ze względu,
na którą osobie należy się miłość - wzajemnie się zawierają i warunkują w każdej
międzyosobowej relacji związanej z czynnikiem płci. [...] Norma porządku natury
domagająca się respektowania celowości popędu jest bardziej elementarna i
podstawowa. Norma domagająca się właściwego odniesienia do osoby w relacji
seksualnej jest nadrzędna i spełnia rolę doskonalącą - zwłaszcza w swej
konkretyzacji ewangelicznej. Nie może być mowy o spełnieniu normy
personalistycznej, zwłaszcza w jej konkretyzacji chrześcijańskiej,
ewangelicznej, bez respektowania celowości popędu w relacji do osoby drugiej
płci" (Zagadnienie katolickiej etyki seksualnej s. 14).
<--- początek
•
dalej ---> •
Karol Wojtyła - Miłość i Odpowiedzialność |